Archive for the ‘Literatura’ Category

Nowy blog

11/09/2013

Nicola Tesla czytaZapraszam na mój nowy blog o książkach. Adresowany jest przede wszystkim do ludzi, którzy mało czytają, a chcieliby więcej, albo nie czytają wcale, a chcieliby zacząć. Czyli tak jak z muzyką klasyczną na tym blogu. Zachęcam też do lajkowania, trochę na kredyt, strony bloga Książki, książki na Facebooku.

Reklamy

Książka z soundtrackiem i top 5+1: Wierność w stereo

16/02/2013

Nick Hornby - High FidelityCała moda na pierwsze piątki (nie chodzi o spowiedź) wzięła się z powieści Wierność w stereo (High Fidelity) Nicka Hornby’ego. Książka opowiada o Robie Flemingu – właścicielu średnio radzącego sobie sklepu płytowego w Londynie. Rob średnio radzi sobie też w życiu, za to, jak większość mężczyzn, jest świetny w układaniu list. Po kolejnym rozstaniu bohater postanawia zrobić bilans swoich top 5 związków z kobietami. Po drodze, jak to bywa w powieściach, dowiaduje się kilku ważnych rzeczy o sobie. Oprócz tego, ma dużo przemyśleń na temat muzyki i gustów muzycznych (np. „czy można być z kimś, kto słucha Simple Minds?”).

Wierność w stereo uważam za lekturę obowiązkową dla wszystkich wielbicieli pop music. Nie-melomanom w sumie też można polecić, bo to niesamowicie zabawna, a przy tym względnie głęboka lektura (ja czytałem cztery razy). A czytający ją panowie zawsze mogą sobie powiedzieć „przynajmniej jestem lepszy od Roba Fleminga”.

Z soundtrackiem do książki nie ma problemu, bo jest w niej wspomniana olbrzymia ilość utworów, głównie z gatunku soul – specjalności sklepu Roba. Oto pięć piosenek z High Fidelity oraz kawałek bonusowy:

Solomon Burke – Got to Get You Off My Mind Piosenka najczęściej pojawiająca się w książce. Solomon Burke, poza hitem Everybody Needs Somebody, nie był specjalnie znany, co bohater High Fidelity uznałby za dowód fatalnego gustu przeciętnego słuchacza.

Aretha Franklin – The House That Jack Built Coś z top 5 „nagrań wszech czasów” Roba Fleminga. Wspaniale zaśpiewana piosenka z genialnym tekstem.

Nanci Griffith & John Prine – The Speed of the Sound of Loneliness Piosenka country, której tytuł zainspirował słynny hit Myslovitz. Sama piosenka chyba Długości dźwięku samotności nie zainspirowała, bo wtedy pewnie, jak to bywało z Myslovitz, otrzymalibyśmy coś na granicy plagiatu.

The Beatles – Something Słuchając Abbey Road zaraz po zerwaniu, bohater, z jakiegoś powodu, opuszcza tę pochwałę uroków bycia z drugą osobą.

The Jackson 5 – The Love You Save Kiedy bohater dorabiał jako didżej, to ta piosenka była jednym z głównych „zapełniaczy parkietu”. Załapałaby się również na pierwsze miejsce „top 5 piosenek podobnych do I Want You Back Jackson Five”.

Elvis Costello – High Fidelity Jako bonus utwór, która nie pojawił się w książce, za to użyczył jej tytułu. „High fidelity” to gra słów, bo oznacza „wysoką wierność” odtwarzania dźwięku, ale w przypadku bohatera  również wierność (lub nie) wobec partnerki. Po polsku nie dało się tego zachować, więc zdecydowano się na „Wierność w stereo”. Film High Fidelity natomiast, zgodnie z najlepszymi polskimi tradycjami translatorskimi, przetłumaczono na Przeboje i podboje. Ja proponowałbym np. Głębokie płytki.

Top 6: Gotyk bez gotyku

19/01/2013

Wanda Wulz

Było już top 6 rocka gotyckiego, teraz top 6 mrocznej muzyki niebędącej rockiem gotyckim ani pokrewną mu nową falą. Ani muzyką klasyczną, ani starym, amerykańskim bluesem, bo dla najbardziej ponurych przejawów tych dwóch gatunków planuję osobne wpisy.

Leonard Cohen – Avalanche (1971) Wczesny Cohen to było mistrzostwo świata. Na albumie Songs of Love and Hate, z którego pochodzi Avalanche,  jest tak mroczny, że ledwo go widać. Tytułowa lawina ma chyba symbolizować narkotyki, choć może też oznaczać inne nieciekawe rzeczy, np. lawinę. Piosenka najwyraźniej zrobiła wielkie wrażenie na twórcach rocka gotyckiego – pierwsza płyta Nicka Cave z The Bad Seeds zaczyna się od jej koweru, a  automat perkusyjny Sisters of Mercy nazywa się Doktor Avalanche.

Ewa Demarczyk – Czarne anioły (1967) Jeśli nie słuchaliście nigdy płyty Ewa Demarczyk śpiewa piosenki Zygmunta Koniecznego, to macie poważne zaległości i raczej nie przejdziecie do następnej klasy. Większość piosenek z tego albumu mogłoby znaleźć się na tej liście, ale wybrałem najbardziej oczywistą, z dziwnym tekstem Wiesława Dymnego m. in. o stodole, w której produkuje się czarne anioły.

Bobbie Gentry – Ode to Billie Joe (1967) Country też bywa mroczne i tajemnicze, tak jak ten przebój o niewyjaśnionej śmierci niejakiego Billie Joe MacAllistera. Bobbie Gentry we wspaniałych rymach opisuje rodzinną kolację, podczas której narratorka dowiaduje się, że jej znajomy Billie Joe skoczył z mostu o pięknej, indiańskiej nazwie Tallahatchie.

The Rolling Stones – Sympathy for the Devil (1968) Druga połowa listy cała o diable. Na początek piosenka bardzo znana, zainspirowana Mistrzem i Małgorzatą, a podobno jeszcze Baudelairem. Słowo „sympathy” nie oznacza sympatii, a współczucie.Albrecht Durer - Rycerz, śmierć i diabeł

Os Mutantes – Ave Lucifer (1970) Chodzi tu o Lucyfera w wersji pełzająco-gadziej, entuzjastę owoców. Brazylijski zespół Os Mutantes w ogóle lubił składać hołd ciekawym postaciom – miał też piosenkę Ave Gengis Khan.

PJ Harvey – The Devil (2007) Na koniec coś nie z przełomu lat 60-tych i 70-tych. Na płycie White Chalk PJ Harvey postanowiła zupełnie pójść w klimaty „Edgar Allan Poe / Emily Dickinson / Flannery O’Connor”. Wyszło jej nieźle, szczególnie w piosence The Devil.

Jeśli macie własne propozycje do listy, albo coś Wam się spodobało, ewentualnie sprowadziło na drogę kultu Kozła, to piszcie w komentarzach.

Kobieta-kot – Wanda Wulz, 1932. Rycerz, śmierć i diabeł – Albrecht Dürer, 1513.

Książka z soundtrackiem: O chłopcu, który wolał liczby od ludzi

12/09/2012

Lubię mieć ścieżkę dźwiękową do książek, stąd nowa kategoria wpisów na Placówce. Na pierwszy ogień idzie The Curious Incident of the Dog in the Night-Time (Dziwny przypadek psa nocną porą) Marka Haddona.

Narratorem powieści jest cierpiący na bliżej nieokreślone, a kojarzące się z autyzmem zaburzenia, 15-letni Christopher. Wyznacza on sobie za zadanie rozwiązanie zagadki śmierci psa sąsiadki oraz napisanie o tym dochodzeniu książki. Ciekawsze od śledztwa jest jednak to, jak bohater postrzega świat i jak usiłuje sobie w nim radzić.

Trudno nie współczuć Christopherowi  – choć on sam, przez swoje schorzenie, w zasadzie nie odczuwa empatii. Ale kiedy snuje marzenia o zostaniu astronautą, pod warunkiem, że na statku kosmicznym nie będzie innych osób, a w kabinie nie będzie niczego w unikanych przez niego żółtych i brązowych kolorach to, mówiąc idiomami, z jednej strony opadają ręce, a z drugiej serce się kraje.

Może nie jest to arcydzieło literatury (porównania z Buszującym w zbożu, choć zrozumiałe, są zdecydowanie na wyrost), ale czyta się świetnie. Dodatkowym atutem jest to, że autor faktycznie pracował z dziećmi z autyzmem, więc może mieć jakieś, i tak oczywiście ograniczone, wyobrażenie jak wygląda świat oczami takiego dziecka.

Jedynym możliwym soundtrackiem dla Curious Incident był dla mnie Philip Glass. Tak jak Christopher, Glass lubi powtarzalność i mechaniczność, a nie lubi zmian (przynajmniej w swojej muzyce, od gdzieś tak czterdziestu lat). A ponieważ Christopher uwielbia matematykę  (rozdziały np. mają za numery wyłącznie liczby pierwsze), to najlepszym utworem było Knee 1 z opery Einstein on the Beach, którego tekst stanowi w większości wyliczanie. Całej opery nie słuchałem, ale Knee 1 znam ze świetnej składanki Songs from the Trilogy, która to towarzyszyła mi w lekturze.

Ilustracja przedstawia metodę znajdowania liczb pierwszych zwana sitem Eratostenesa. Wziąłem stąd.

„o książkach”

31/12/2008

belle-and-sebastian-books-epKsiążki i muzyka rockowa to raczej dwa osobne światy. Wbrew moim młodzieńczym przekonaniom, rockowcy rzadko bywają intelektualistami. W przypadku, który teraz omówię, jest jednak zupełnie inaczej, pod warunkiem oczywiście, że tzw. „twee-pop” wykonywany przez szkocki zespół Belle and Sebastian (more…)

Spartakiada: Poematy symfoniczne

25/12/2008

uczen_czarnoksieznikaPoemat symfoniczny to dziwna kategoria muzyki. Trzeba w nim opowiedzieć historię, ale nie używając słów, tylko orkiestry. Trochę tak, jak zbijać deski, nie pomagając sobie rękoma. Pionierem poematu symfonicznego był Węgier Ferenc Liszt, ale (more…)