Archive for the ‘Muzyka świata’ Category

Top 7: World Music Party vol. 4

03/05/2016

Magda Coca-ColaTo już czwarty wpis z porywającą muzyką z całego świata. Jak zwykle znajdziecie na niej kawałki wybitnie muzyczne oraz mniej wybitne muzyczne, za to posiadające inne walory rozrywkowe. Decyzja, którą kategorię reprezentuje dany utwór, należy do Ciebie, Czytelniku.

Alaap – Bhabiye ni bhabiye (Indie/Wielka Brytania 1982) Kamień węgielny bhangra – gatunku, który trafił pod strzechy prawie 20 lat później za sprawą przeboju Get Your Freak On Missy Elliott.

Vainica doble – Caramelo limon (Hiszpania, 1973) Poetycka i skomplikowana muzycznie piosenka o cukierku.

Abdel Halim Hafez – Zalamou (Egipt, 1957) Piosenki z filmów z tym panem dość często goszczą na listach Placówki. W tym przypadku, jak to już raz było, możemy w klipie obserwować spazmatyczne, ale jak najbardziej uzasadnione reakcje aktorki Magdy al-Sabahi na śpiew Abdela Halima Hafeza. Doceńcie też doskonałe riffy egipskiej orkiestry.

Los Nikis – El imperio contraataca (Hiszpania, 1985) Tutaj riffy są może nieco mniej wyszukane, za to piękny jest tekst i teledysk. W tytule Imperium kontratakuje chodzi o imperium hiszpańskie, które znów będzie wielkie. Na całym świecie hamburgery ustąpią popularnością hiszpańskiej tortilli z ziemniaków. A wygrana z Jugosławią w koszykówkę stanowi zapowiedź tego rychłego powstania z kolan.

Maître Gazonga – Les Jaloux Saboteurs (Czad, 1980) Refren tej nieziemsko skocznej piosenki można chyba przetłumaczyć: „zazdrośni sabotażyści o oczach krokodyli chcą mojego niepowodzenia”. Nie od dziś wiadomo, że oderwani od koryta będą próbowali psuć nam szyki.vainica doble caramelo de limon

Tom Ze – Jimmy renda-se (Brazylia, 1970) Trudno mi się połapać, o co chodzi w stanowiącym mieszankę portugalskiego i angielskiego  tekście, ale riff i rytm są genialne.

Lucie Bílá – Neposlušné tenisky (Czechosłowacja, 1985) Obywatelskie nieposłuszeństwo tenisówek. Doceńcie solówkę wzorowaną na Moonlight Shadow Mike’a Oldfielda.

Ilustracje: egipska reklama Coca-coli z udziałem Magdy al-Sabahi oraz okładka singla Caramelo de limón.

Reklamy

habibi mojego omr

24/03/2016

Egyptian State RailwaysNajwiększą trudnością w poznawaniu arabskiej muzyki jest arabski alfabet. O ile wiele innych niełacińskich alfabetów da się w miarę łatwo zamienić na zrozumiałe dla nas literki, to w piśmie arabskim pojawia się dodatkowy problem, bo nie uwzględnia samogłosek. Do tego w sprawie transliteracji nie ustalono chyba żadnych wspólnych zasad, więc np. najsłynniejsza egipska śpiewaczka أم كلثوم to Oum Kalthoum, Om Kalsoum, Om Koulsum, Om Kalthoum, Oumme Kalsoum, Umm Kolthoum, Om Koultoum, Umm Kulthum, Ummi Kultsum, Ummi Kaltsum, Umi Kulsum albo Umi Kalsum. Ale dziś nie o niej, ale o innym egipskim (a właściwie egipsko-syryjskim) artyście, Faridzie el-Atrash i jego piosence Habibi el omr.

♪ Farid el-Atrache – Habibi el omr

Ten nagrany prawdopodobnie w latach czterdziestych utwór zamieściła w sieci osoba, która nie zna arabskiego, a weszła w posiadanie kolekcji starych arabskich nagrań i postanowiła się nimi podzielić. Ja też chciałem się podzielić tą wspaniałą balladą, choćby ze względu na przepiękną partię chóru, ale nie lubię zamieszczać wpisów o piosenkach, których tytułu nie znam, i których dostępność w internecie ogranicza się do jednego nagrania na YouTube, które może przecież zniknąć w niewyjaśnionych okolicznościach.

Na szczęście podany był wykonawca – Farid el-Atrache (bądź el-Atrash) – i pozostało tylko zidentyfikować tytuł. Okazało się to niespodziewanie łatwe, bo tekst, a zarazem tytuł, zaczyna się od najbardziej znanego arabskiego słowa w muzyce popularnej, czyli „habibi”.asmahan farid al-atrash

„Habibi” oznacza ukochanego lub ukochaną. Nie wiem, jak to jest do końca z rodzajami, bo „ukochana” to właściwie chyba „habibti”. Mnie zresztą najbardziej podoba się forma oznaczająca „twoją ukochaną” lub „twojego ukochanego” – swojsko brzmiące „habibek”. A tytuł piosenki „Habibi el omr”  znaczy „miłość mojego życia”. Czyli, o ile brzmienie utworu może być dla nas nieco egzotyczne, to tematyką nie odbiega on zbytnio od znanych powszechnie schematów pop music.

♪ Zapasowy link, tym razem z tytułem

♪ więcej starej muzyki z różnych stron świata na stronie cdbpdx.com

Jako ciekawostkę dodam, że Fariz el-Atrache okazuje się być bratem wokalistki Asmahan, która już pojawiała się na blogu, we wpisie o kawie. A jeśli czyta to ktoś, kto orientuje się w języku arabskim, to byłbym wdzięczny za wyjaśnienie, jak to jest z habibi/habibti/habibek, bo nie jestem pewien.

Obrazki: plakat egipskiego PKP z lat trzydziestych i okładka egipskiej Vivy! z Faridem al-Atrache i jego siostrą Asmahan (lata czterdzieste). Źródła obrazków trudne do ustalenia.

Soweto nigdy nie śpi

18/11/2015

Soweto_townshipPołudniowoafrykańskie Soweto powstało na przedmieściach Johannesburga przez stopniowe przesiedlanie czarnej ludności poza właściwe miasta do tzw. townships – byle jakich osiedli. Jego nazwa pochodzi od pierwszych sylab słów South Western Township.

W Soweto zawsze było beznadziejnie, ale w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstało tam całkiem dużo fantastycznej muzyki. Chciałbym dziś zaprezentować przykład gatunku zwanego „mbaqanga” albo „township jive” – Akulalwa Soweto (1973) żeńskiego zespołu wokalnego Mgababa Queens.

Tytuł znaczy „Soweto nigdy nie śpi”, co brzmi w zasadzie pozytywnie. Ale gdy popatrzy się na zdjęcia rozpadających się blaszanych ruder, z których składa się osiedle, to zastanawiam się, czy ta bezsenność jest aż taka super.

Pięknej melodii i harmoniom towarzyszy zadziwiający rytm, kojarzący się z  niektórymi piosenkami Joy Division (np. Komakino). Nie wiem, czy Joy Division się nimi inspirowało, ale jest pewna szansa, ponieważ muzyka afrykańska była promowana przez legendarnego brytyjskiego prezentera radiowego Johna Peela. Umożliwiło to np. splagiatowanie wspaniałego kawałka Umculo Kawupheli Mahotella Queens przez, nota bene całkiem ciekawy, brytyjski zespół Bow Wow Wow (pod tytułem See Jungle). Najbardziej jednak znanym dziełem zainspirowanym mbaqanga jest album Graceland Paula Simona. Ten raczej nie słuchał Johna Peela, ale muzyka RPA (a także Zimbabwe – porównajcie sobie brzmienie Graceland np. ze składanką Viva Zimbabwe) najwyraźniej do niego dotarła.

Jeśli chcielibyście posłuchać więcej takich piosenek, to Mgababa Queens niestety nie nagrały za wiele, za to wspominane już Mahotella Queens mogą się pochwalić porządnym dorobkiem. Odradzam tylko ich późniejszą (od połowy lat 80-tych) kolaborację z innym piosenkarzem z Soweto, Mahlotinim, bo „Mahlotini and Mahotella Queens” to była jakaś kiepska atrakcja cyrkowa. Za to ich wcześniejsze nagrania były wspaniałe – mogę polecić np. dość hardrockowy utwór Wozani Mahipi, podobno o przybyciu do Soweto hipisów.

Wszystkie trzy piosenki  z tego wpisu znajdziecie na wydanej w 1986 roku składance ze śpiewającymi paniami z RPA pt. Soweto Never Sleeps . Ten fantastyczny album raczej trudno kupić, ale przy odrobinie wysiłku można go znaleźć w sieci. A jeśli chcecie jeszcze więcej południowoafrykańskiej muzyki, to polecam blog Electric Jive z różnymi trudno dostępnymi nagraniami, w tym Mahotella Queens.

Zdjęcie Soweto: Creative Commons – Matt-80 na Wikimedia Commons.

namiętność na siedząco

12/11/2015

Animals_of_Hindustan_monkeys,_rodents_and_the_peacock,_from_Illuminated_manuscript_Baburnama_(Memoirs_of_Babur)Popularna w Pakistanie oraz w niektórych częściach Indii i Bangladeszu muzyka qawwali powiązana jest z sufizmem – mistycznym nurtem islamu. Najbardziej znanym jej wykonawcą był Pakistańczyk Nusrat Fateh Ali Khan, ale ja chciałbym dzisiaj polecić utwór jego rodaczki, Abidy Parveen. Nazywa się on Tere ishq nachaya i jest jedną z najbardziej porywających rzeczy, jakie ostatnio słyszałem.

Świetne wykonanie na żywo z tłumaczeniem

Tere ishq nachaya trwa zwykle ponad dziesięć minut, ale jest na tyle zróżnicowany i ma na tyle przebojowy refren, że się tego nie zauważa. Co bardziej niecierpliwi mogą narzekać na powolny wstęp, ale pierwszego refrenu zaczyna się jazda bez trzymanki.

Inny występ – krótsz i trochę mniej szalone, za to lepsza jakość

Pendżabski tekst napisał XVIII-wieczny suficki poeta Buleh Shah. Traktuje on nie o religii ale, co wiem dzięki tłumaczeniu z YT, o palącej miłości. Tytuł piosenki oznacza „twoja miłość sprawiła, że tańczę” i pojawiają się w niej przeróżne ciekawe obrazy, jak np. wymarzone miejsce, gdzie wszyscy są ślepi i nie wiedzą, kto jest z jakiej kasty.bulleh shah

Abida Parveen (ur. 1954) była nawet w jury Pakistan Idol, ale ja dopiero teraz się o niej dowiedziałem. Nieźle szaleje na scenie, biorąc pod uwagę, że w tradycji qawwali śpiewa się i gra na siedząco.

Pierwszy obrazek: „Zwierzęta Hindustanu” z dzieła Bāburnāma (źródło: Wikimedia Commons). Trochę powiązane, bo w pieśni jest coś o „pawiach w gajach miłości”. Twórca motywatora z Bulleh Shah i jego wierszem nieznany.

Top 6: Afryka dla początkujących, vol. 2

16/09/2015

Ouled-man-and-woman_by_Lehnert

Korzystając z otwartości naszego narodu na inne kultury, chciałbym zaproponować kolejne 6 kawałków z Afryki (pierwsze sześć znajdziecie tutaj).

Menelik Wossenachew – Chereka (Etiopia, 1973) Kto raz zacznie słuchać etiopskiego soulu, ten nigdy nie przestanie. Zmiana rytmu w Chereka zmieni Wasze życie.

Djeli Moussa Diawara – Yekeke (Gwinea, 1982) Przepiękny, zagrany na korze i balafonie kawałek, na bazie którego kilka lat później Mory Kante (brat Djeli Moussa Diawary) stworzył dyskotekowy hit Yeke yeke.

Lalibela

CC Rod Wattington

Reine Pelagia – Biande (Wybrzeże Kości Słoniowej, 1985) Skoro już mowa o dyskotekowych hitach z Afryki, to ten jest moim ulubionym. Brzmieniem przypomina europejskie przeboje z lat 80-tych, ale melodią już mniej, a rytmem w ogóle.

Ouza et Ouzettes – Dollar (Senegal, 1972) Na liście afrykańskich piosenek zawsze musi znaleźć coś z Mali albo Senegalu (dz. ust. nr 175 poz. 314 z późn. zm.). Starałem się wybrać coś przejmującego.

Khaled – Chebba (Algieria, 1993) Aicha Khaleda to chyba najbardziej znany w Polsce arabski kawałek, ale osobiście wolę utwór Chebba. Kiedyś usłyszałem go w restauracji syryjskiej (tzn. nie w Syrii tylko na św. Wawrzyńca) i omal się nie posikałem ze szczęścia, że w końcu rozpoznałem tam jakąś piosenkę.

Frank & His Sisters – Mwanangu lala (Kenia, 1944) Piękna kołysanka w Suahili (mwanangumoje dziecko, lalaweźże śpij). Frank gra na gitarze, a Maria i Thecia robią fantastyczne harmonie wokalne.

Obrazki: Berberowie, być może w Algierii –  fot. Rudolf Lehnert, 1904 stąd; wykuty w skale kościół św. Jerzego w Lalibeli (Etiopia) – fot. Rod Waddington, Creative Commons, stąd.

top 6: mroczna world music vol. 1

18/07/2015

taniec szczurów

„Muzyka świata” nie zawsze oznacza „gorące brzmienia” i „słoneczny chillout”. Oto pierwszy zestaw mrocznej – tekstowo i/lub muzycznie – world music.

Selda Bağcan – Ince ince (Turcja, 1975) Najlepszy riff od czasu V symfonii Beethovena oraz śpiew-lament o tym, jak tytułowy śnieg pada na biednych.Guerra_Arauco

Violeta Parra – Arauco tiene una pena (Chile, 1965) Kolejny protest song – ten jest o Indianach Mapuche i „stuleciach niesprawiedliwości” której byli ofiarami od pojawienia się konkwistadorów. Violeta Parra była chyba najsmutniejszą singer/songwriterką na świecie – Leonard Cohen to przy niej coach-motywator.

Popol Vuh – Wehe Korazhin (RFN, 1981) Biada miastu Korozain. Tutaj już nie ma politycznych i społecznych przesłań. Jest za to czysty, biblijny mrok.

A. Kostis – Stin Ipoga (Grecja, 1930) Grecka muzyka to nie tylko „Grek Zorba” puszczany w kółko w restauracji „Helliotzatzikos”. Dużo przedwojennych piosenek z tego kraju opowiadało np. o narkotykach i mafii. Hipnotyczny kawałek „W piwnicy” traktuje o paleniu haszyszu i policji.Korozain

Oumou Sangare – Saa Magni (Mali, 1993) Piosenka o tym, że śmierć jest straszna. Oumou Sangare śpiewa też piosenki o roli kobiety, małżeństwie, macierzyństwie i presji społecznej – generalnie nie zajmuje się pierdołami.

Vera Hall – Death is Awful (1939) Piosenka o tym, że śmierć jest straszna. Nie wiadomo, co to właściwie ma być ta „muzyka świata”, ale moim zdaniem nagrania ludowych piosenek z Alabamy zdecydowanie się do niej zaliczają.

Obrazki wszystkie z Wikimedia Commons i w domenie publicznej: Taniec szczurów – autor nieznany – XVII w., Flandria (stąd), Wojna araukańska – Geronimo de Bibar, XVII w. (stąd), ruiny Korozain (stąd).

 

 

astronautyka argentyńska

19/04/2015
Lego - zestaw 6861. U mnie w domu był taki. Fot. russavia (CC)

Lego – zestaw 6861. U mnie w domu był taki. Fot. russavia (CC)

Piosenka argentyńskiego zespołu Invisible pt. El anillo del Capitán Beto (1976) opowiada o kierowcy miejskiego autobusu z Buenos Aires, który wyrusza na podbój kosmosu. Kapitan Beto jest trochę jak Major Tom ze Space Oddity Davida Bowiego, ale jego statek kosmiczny ma dość dużo cech argentyńskiego autobusu, w tym wyposażenie kabiny zawierające m.in. obrazek świętego i proporczyk klubu piłkarskiego River Plate. Wystrój ten pasowałby także do naszych autobusów, tylko raczej pekaes, nie miejskich – świętych w nich od groma, klubowych proporczyków również.

♪ Świetne wykonanie na żywo Spinetta Jade – późniejszego zespołu lidera Invisible w 1983 r. Doceńcie reakcję publiczności.
River Plate - drużyna z najfajniejszymi koszulkami

River Plate – drużyna z najfajniejszymi koszulkami

Piosenka cieszy się w Argentynie statusem, jak to mówią, kultowym. Ma nawet całkiem obszerny artykuł w hiszpańskojęzycznej Wikipedii, łącznie z amatorską ilustracją wnętrza fikcyjnego pojazdu kosmicznego, zaś umieszczony na orbicie w 2013 roku argentyński sztuczny satelita nazywa się Capitán Beto. Myślę, że to wszystko dzięki temu odniesieniu do River Plate – każdy, kto widział słynny film z fanem River oglądającym mecz, wie że naród ten poważnie traktuje piłkę nożną.

Jeśli zainteresował Was zespół Invisible, to posłuchajcie też np. power ballady Niño Condenado.

Obrazki z Wikimedia Commons. Lego – użytkownik russavia (Creative Commons), River Plate – domena publiczna.

Top 7: World Music Party Vol. 3

12/03/2015

Hombres_bailando_tango_en_el_río,_1904

Postanowiłem zwiększyć nieco częstotliwość wpisów z serii World Music Party. Zadaniem tego cyklu jest wyrwanie „muzyki świata” ze szpon serii wydawniczych typu „Siesta” albo „(Nazwa kraju) Café”.

Morena y Clara – No llores mas (Hiszpania, 1976) Dwie Hiszpanki, które najprawdopodobniej zniszczą moje małżeństwo. Połączenie flamenco z wyjątkowo ostrym funkiem oraz z wyjątkowo dyskretnym tańcem w klipie. Utwór nie jest niestety tolerowany przez moją żonę – niesłusznie, bo kiedy ostatnio słyszeliście tak hojnie używany krowi dzwonek? „Nie, nie, nie, nie, nie nie płacz już / Nie, nie, nie, nie, bo ja cię kocham”.

Eastern Youth – Kakato Naru (Japonia, 2001) Podziękowania dla japonisty Blahuu. Wprawdzie podkład muzyczny jest raczej amerykański/alternatywny, ale ekspresja wokalna nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z krajem samurajów, kamikadze i seppuku.

Caetano Veloso – Alegria, alegria (Brazylia, 1967) Długo się zbierałem, aby napisać osobny post o tej piosence, bo jest genialna. Ale z wpisem na razie się nie udało, więc wrzucam ją tutaj – por que não?

Asha Bhosle, Usha Mangeshkar – Mushkil mein pad gai jaan (Indie, 1966) Nie znam się na Bollywood, ale mam wrażenie, że to był jakiś szczyt, zarówno pod względem muzyki, jak i choreografii.

Zia – Man kiam (Iran, lata 60-te) Zmienione językowo i rytmiczne I’m a Believer Neila Diamonda/The Monkees. To chyba mój ulubiony kower w ogóle.

Abdel Halim Hafez – Khosara, khosara (Egipt, 1957) Abdel Halim Hafez był czołowym amantem egipskiego showbusinessu i w filmach zawsze czarował swoim śpiewem płeć piękną. Podkład tej piosenki został 40 lat później skradziony przez producenta Timbalanda to przeboju Big Pimpin’, w którym Jay-Z obraża swoim rapem płeć piękną.zulus czaka

Margaret Singana – We Are Growing (RPA, 1986) Piosenka ze znanego również w Polsce serialu Shaka Zulu (Zulus Czaka), opowiadającego o wodzu plemieniu Zulusów. Kiedyś już robiłem wpis o tym hicie (moim zdaniem jednym z najlepszych przebojów owej przebojowej dekady) ale nie miałem jeszcze skanu mojego pięknego rysunku, najwyraźniej pochodzącego z okresu świadomego i celowego buntu przeciwko ortografii oraz kierunkowi pisania liter „c” oraz „z”.

Ilustracje: „Buenos Aires: Mężczyźni tańczący tango w rzece” (1904, Archivo General de la Nación Argentina via Wikimedia Commons); „Zulus Czaka” – Przemysław Karol Jaślan, kredka na papierze zeszytowym (1987, z archiwum artysty).

Top 6: Alternatywne pościelówy vol. 2

11/02/2015

colgate międzywojenneLubisz się przytulać a jednocześnie chcesz się popisać nietuzinkowym gustem muzycznym? Oto druga porcja mniej ogranych ballad.

Mahmoud Ahmed – Yeshi hargetu (Etiopia, początek lat 70-tych) Dodatkowym atutem tej ballady jest archiwalny materiał filmowy, gdzie Mahmoud Ahmed czaruje najbardziej troskliwym spojrzeniem na świecie oraz przepięknie pokazuje, jak oddaje serce.

Connee Boswell – The Boulevard of Broken Dreams (USA, 1934) Ponury romans z epoki Wielkiego kryzysu, w którym żigolak i „żigoletka” spotykają się na Bulwarze zniszczonych marzeń. Najsmutniejszą znaną mi wersję śpiewa Connee Boswell ze świetnej grupy wokalnej The Boswell Sisters.

Billy Bragg – The Man in the Iron Mask (Wielka Brytania, 1983) Billy Bragg zazwyczaj walczył z thatcheryzmem, ale w tej piosence walczy o serce ukochanej za pomocą dumasowskich metafor.

Najat Al-Saghira – Ana baashaq el bahr (Egipt, 1982) Uzależniający kawałek o ciekawej aranżacji – nie mogłem zgadnąć, z której pochodzi dekady. Pojawia się w nim najważniejsze słowo arabskiej pop music – „habibi” (żeńska wersja to „habibti”), czyli „ukochany”. Piosenkarka śpiewa, że kocha morze, niebo i drogę, bo wszystkie te rzeczy przywołują na myśl jej habibi.

Blue Effect – Slunečný hrob (Czechosłowacja, 1969) Na słowa „czeska ballada rockowa” z pewnością odczuwacie uzasadniony niepokój, który przewyższa jedynie ten wywołany słowami „niemiecka ballada rockowa”. Słoneczny grób jednak różni się od większości czeskiej muzyki popularnej tym, że nie jest obciachowy. Chociaż przyznam, że w obrębie mojego małżeństwa opinie w tej ostatniej kwestii są podzielone.głuptak niebieskonogi

The Cure – Charlotte Sometimes (Wielka Brytania, 1981) Zapomniany przebój Cure’ów. Tekst zainspirowany jest książką dla dzieci o tym samym tytule, której bohaterka cofa się w czasie. Teledysk też ma nawiązywać do książki i jest tak zły, że aż dobry. Można w nim także zobaczyć Roberta Smitha z jeszcze dyskretnym makijażem.

Obrazki: przedwojenna reklama Colgate (znaleziona dawno temu na nieistniejącej już stronie); samiec głuptaka niebieskonogiego z Galapagos w trakcie opowiadania samicy o swoim blogu muzycznym (z Wikimedia Commons, autor: SkepticVK).

Jeśli macie swoje propozycje w temacie „ballady inaczej”, to śmiało piszcie w komentarzach. Pierwszy wpis z serii tutaj.

Top 7: World Music Party 2

31/12/2014

Fem_män_höjer_sina_snapsglas_ute_i_en_trädgård_stående_vid_ett_trädgårdsbord_med_kaffekoppar_och_flaskor_-_Nordiska_Museet_-_NMA.0048890

Już od trzech lat, co trzy lata, (czytaj: był jeden taki wpis, trzy lata temu) Placówka przedstawia zestaw potencjalnie imprezowych piosenek z różnych części świata.

Alemayehu Eshete – Kotuma Fikreye (Etiopia, l. 70-te) Disco inferno prosto z Addis Abeba.

The Gaylettes – Silent River Runs Deep (Jamajka, 1968) Cicha woda brzegi rwie. Jamajski akcent jeszcze nigdy nie brzmiał tak pięknie.

William Onyeabor – Atomic Bomb (Nigeria, 1983) Odkryty niedawno przez wytwórnię Davida Byrne’a mag electro-funk. Uczucia tak silne, że do porównania nie wystarczy broń konwencjonalna.

Idoli – Kenozoik (Jugosławia, 1982) Tuzy nowej fali z krainy Tito. Dodatkowymi atutami są sweter i wąs wokalisty.

Taxi – Chiclete (Portugalia, 1981) Też nowa fala. Guma do żucia jako metafora. Życie jak żucie.

Alaska y los Pegamoides – Horror en el hipermercado (Hiszpania, 1980) Któż z nas nie przeżył kiedyś orroru w ipermarkecie?William Holbrook Beard The Bear Dance

Umbrtka – Vezemy Babu (Czechy, 2011) Mocne uderzenie zza południowej granicy. Czczący boga przemysłu zespół Umbrtka uspokaja babcię, że zawiozą ją do szpitala, gdzie „felčar tě zalátá z boku i zespodu” bo „ty musíš do smrti vytvářet hodnoty (towary)”. Klip skompilowany, chyba przez zespół, z czechosłowackiego serialu Sanitka (Karetka pogotowia).

Obrazki: „Fem män höjer sina snapsglas ute i en trädgård stående vid ett trädgårdsbord med kaffekoppar och flaskor” z Wikimedia Commons oraz „Taniec niedźwiedzi” – William Holbrook Beard, ok. 1870.