Archive for the ‘Soul’ Category

top 6: pop lat sześćdziesiątych, który stał się popem lat osiemdziesiątych

23/01/2017

little-eva Nadszedł czas na kolejną listę hitów lat osiemdziesiątych, które okazują się być odgrzewanymi przebojami lat sześćdziesiątych. To kontynuacja listy Soul lat 60-tych, popem lat 80-tych, ale zmieniłem nazwę, bo tym razem tylko jeden kawałek jest soulowy. Na końcu wpisu mała ankieta.

Little Eva – Loco-Motion (1962) Wspaniała, pierwsza wersja piosenki napisanej przez Carole King (muzyka) i Gerry Goffin (słowa) u których Little Eva pracowała  wcześniej jako opiekunka do dziecka. W roku 1987 Loco-Motion rozpoczęło muzyczną karierę sympatycznej gwiazdy australijskiej telenoweli Sąsiedzi, Kylie Minogue. Brzemienia tej kariery ludzkość nie zdołała odrzucić do dziś.the-mindbenders-a-groovy-kind-of-love-fontana-5

Brian Hyland – Sealed With a Kiss (1962) Jak mówi przysłowie – jeśli powiedziałeś Kylie Minogue, musisz powiedzieć Jason Donovan. Jej kolega z serialu też postanowił nagrać jakiś hit z lat sześćdziesiątych, więc zaśpiewał zachowawczą wersję Przypieczętowanego buzi.

James Ray – I’ve Got My Mind Set On You (1963) Chyba nikt, kto słyszał przebój George’a Harrisona z 1987, nie podejrzewał, że był on wcześniej świetną piosenką soulową, albo w ogóle świetną piosenką. Oczywiście słuszna jest argumentacja, że gdyby nie Harrison, nie wiedzielibyśmy o tym utworze. Ale to trochę jak z tym biednym gorylem Harambe, o którym nie słyszeliśmy, dopóki go nie zastrzelili.simon-garfunkel-shady

The Mindbenders – Groovy Kind of Love (1965) Balladowa wersja Phila Collinsa z 1988 r. wypada w miarę korzystnie, przynajmniej na tle innych nagrań z lat 80. na tej liście oraz na tle większości solowej twórczości Phila Collinsa. Groovy Kind of Love od początku było trochę kowerem, bo melodia wzięta jest z fragmentu Sonatiny nr. 5 mało znanego kompozytora Muzio Clementiego.

Simon and Garfunkel – Hazy Shade of Winter (1968) Nagranie The Bangles z 1988 roku to chyba jedyny dobry kower na tej liście. Ale możliwe, że jestem bezkrytyczny wobec The Bangles z powodu niedoleczonej pacholęcej fascynacji Suzanną Hoffs.bettyeverett

Betty Everett – The Shoop Shoop Song (1964) Piosenkę napisał Rudy Clark, odpowiedzialny też za I Got My Mind Set On You. W 1990 roku (technicznie jeszcze lata 80-te) Cher zdecydowała się na odważny krok artystyczny nagrania Shoop Shoop Song. Niezależne badania na potwierdzają, że wersja Cher jest tak samo irytująca, jak pożar mieszkania. A nagranie Betty Everett wydaje mi się super, choć nie wykluczam tu zgubnego wpływu uśmiechu wokalistki na mój, zazwyczaj chłodny i obiektywny, osąd.

Podziękowania dla Sary z Music Is za przypomnienie mi o Hazy Shade of Winter. A teraz zapowiedziana ankieta.

Reklamy

top 6: łzy a deszcz

27/10/2016

hiroshige_deszczPrzygotowując listy tematyczne napotkałem poważny dylemat. Nie wiedziałem bowiem, czy piosenki o łzach w deszczu dać na listę o łzach, czy o deszczu. Zrobiłem więc osobną listę, na której znalazły się najładniejsze piosenki o tematyce łączącej te dwa smutne i ciekłe zjawiska.

Roy Acuff – Blue Eyes Crying in the Rain (1947, country) Cztery na pięć utworów na tej liście mówi o przydatnej właściwości deszczu – potrafi on ukryć łzy. Co ciekawe, w najstarszej znalezionej przeze mnie piosence o deszczu i płaczu nie ma o tym ukrywaniu ani słowa. Autor najwyraźniej czuł instynktownie potencjał kombinacji deszczu i łez, ale brakło mu tej iskierki geniuszu, która pozwoliła ludzkości wykorzystać wiatr do napędzania młynów, słońce do uzyskiwania prądu, czy opady do maskowania płynów fizjologicznych.

The Everly Brothers – Crying in the Rain (1962, rock’n’roll) O ile wiem, Crying In the Rain to pierwsza piosenka o ukrywaniu łez przez deszcz. Słowa utworu napisał niespecjalnie znany tekściarz Howard Greenfield, muzykę napisała bardziej znana Carole King, autorka zadziwiająco dużej części znanych melodii z lat sześćdziesiątych. Obecnie najczęściej słyszy się wersje norweskich tuzów popu A-ha.

James Carr – These Ain’t Raindrops (1967, soul) To nie krople deszczu, mówi podmiot liryczny, łzy to! Niweczy tym samym maskujący efekt deszczu, otwarcie informując ukochaną o gruczołowym, nie kondensacyjnym, pochodzeniu płynu w jego oczach.gray896

The Temptations – I Wish It Would Rain  (1967, soul) Być może uczyliście się, że po „if”, when czy I wish nie dajemy will ani would. Czasami jednak się to zdarza i oznacza albo uprzejmą prośbę o zgodę (np. If you will allow me…), albo irytację (I wish you wouldn’t do that), albo wzmocnienie życzenia. To ostatnie można oddać po polsku mówiąc gdyby tylko…, ewentualnie dodając gromkie dalibóg!

The Dramatics – In the Rain (1972, soul) The Dramatics trochę się spóźnili, ale nadrabiają efektami studyjnymi czyli, jak co bystrzejsi mogli się już domyślić, odgłosem deszczu. Deszcz z In the Rain użyty został potem na najlepszej płycie hip-hopowej według blogerów niesłuchających hip-hopu, czyli 36 Chambers Wu-Tang Clanu. Partia gitary też jest dość deszczowa – tę zsamplował GZA z Wu-Tang w piosence Cold World.

Obrazki: ze Stu słynnych widoków Edo Hiroshige (1857, stąd) oraz z Gray’s Anatomy (1858, stąd)

 

top 5: soul lat 60-tych popem lat 80-tych

11/06/2016

You_Keep_Me_Hangin_On_-_Supremes_(1966)O ile się dobrze orientuję, w PRL w latach sześćdziesiątych mało kto wiedział, że w Stanach trwa właśnie złota era muzyki soul. Kilka piosenek soulowych z tego okresu trafiło jednak na polskie listy przebojów, ale dopiero w wersjach białych artystów lat osiemdziesiątych. Ponieważ w Polsce nadal mało kto słucha klasycznego soulu i mało kto nawet wie, że niektóre przeboje były pierwotnie piosenkami tego gatunku, stworzyłem tę oto listę.

The Supremes – You Keep Me Hangin’ On (1966) Był to sztandarowy przebój sztandarowej girl group słynnej wytwórni Motown z Detroit („Motown” to skrócone „motor town”), a napisał go sztandarowy zespół kompozytorski Holland-Dozier-Holland. W naszym radiu You Keep Me Hangin’ On można usłyszeć jedynie w nowofalowo-dyskotekowej wersji Kim Wilde z 1986 roku. Ale pierwszej znaczącej (i dużo bardziej pomysłowej) przeróbki utwór doczekał się już rok po pierwszym nagraniu, kiedy we wspaniale teatralny sposób wziął się za niego hardrockowy zespół Vanilla Fudge.

Martha Reeves & the Vandellas – Dancing In the Street (1965) Przebój drugiego ważnego dziewczęcego zespołu wytwórni Motown. W 1985 roku postanowili go nagrać Mick Jagger i David Bowie, ze skutkiem raczej opłakanym.EverlastingLoveRobertKnight

Gloria Jones – Tainted Love (1964) Piosenka ta zdobyła popularność dopiero w Wielkiej Brytanii lat siedemdziesiątych w ramach zadziwiającej subkultury „Northern Soul”, która czciła niedocenione arcydzieła amerykańskiego soulu poprzedniej dekady. W 1981 roku Soft Cell, prowokacyjny angielski zespół grający new romantic, nagrał swoją słynną wersję.

Robert Knight – Everlasting Love (1967) Everlasting Love najbardziej znane jest w trochę późniejszej wersji brytyjskiej grupy Love Affair. W Polsce, Włoszech, Rosji i być może Niemczech najbardziej znane jest dość bezkompromisowe nagranie niemieckiej wokalistki Sandry Marii Magdaleny Lauer z 1987 r.Martha-vandellas-dancing-street

The Supremes – You Can’t Hurry Love (1966) Znowu Motown, znowu The Supremes i znowu Holand-Dozier-Holland. Zachowawczą wersję tej piosenki nagrał w 1982 roku sympatyczny perkusista Genesis, który w sumie powinien był pozostać sympatycznym perkusistą Genesis, czyli Phil Collins. Inna piosenka Collinsa, Two Hearts, też brzmi jak kower Motown – muzykę do niej napisał Lamont Dozier ze wspomnianego trio kompozytorów.

Na koniec mała ankieta:

Obrazki znalezione na Wiki, fair use, czy coś tam.

top 8: telefonia

12/01/2016

CandlestickTelephones

Udanych piosenek o telefonach jest, jak się okazuje, całkiem dużo, więc musiałem zrobić wyjątkowo ostrą selekcję. Międzynarodowość słowa „telefon” przyczyniła się do dość dużego zróżnicowania językowego listy.

The Nerves – Hanging on the Telephone (USA, 1976) Oryginalna wersja przeboju Blondie o czekaniu, aż ukochana/ukochany odbierze. Szczerze mówiąc wolę wykonanie Blondie, ale niszowy charakter bloga zobowiązuje mnie do zamieszczenia mniej znanej wersji.

Baiano – Pelo Telefone (Brazylia, 1916) Piosenka Pelo telefone (Przez telefon) to prawdopodobnie pierwsze w historii nagranie samby. Trzeba przyznać, że tematyka była dość nowoczesna – w moim domu, na przykład, telefon pojawił się dopiero osiemdziesiąt lat później.

Chór Dana – Telefony (Polska, 1935) Przedwojenna piosenka o zamieszaniach na linii, do której słowa napisał Julian Tuwim. Tuwim napisał całkiem sporo popowych tekstów, w tym Miłość ci wszystko wybaczy.

Charles Mombaya – Allo telephone (Demokratyczna Republika Konga, 200?) Nie znam francuskiego, ale sądząc ze wspaniałego teledysku (polecam zwłaszcza scenę wypadku), utwór opowiada o wszechobecności telefonów komórkowych.

Bembeya Jazz National – Telephone (Gwinea, 1976) W tym przypadku brak klipu, który wyjaśniłby piosenkę, ale też śpiewają po francusku, więc może ktoś się zorientuje. Ja zrozumiałem tylko, że w refrenie jest „nie jest trudno (coś tam) telefon”. Utwór jednak trafił na listę głównie ze względu na obłędny rytm.

Ria Amelia – SMS (Indonezja, 200?) Hit sumatrzańskich wesel opowiadający podejrzanym esemesie i wywołanej nim zazdrości. Chwytliwy i życiowy kawałek, chociaż nie wiem, czy jego prawie sześciominutowa długość jest w pełni uzasadniona. Dla zainteresowanych językami dodam jeszcze, że w pojawiające się w tekście „HP” nie oznacza firmy, ale „handphone”, czyli komórkę. A „orang” to nie kolor, tylko „człowiek, osoba”, np. „leśny człowiek” – „orang utan”.Kristiania_telefonsentral_headsets_1899

Kraftwerk – Der Telefonanruf (RFN, 1986) Rozmowa telefoniczna  to chyba  najbardziej liryczny utwór Kraftwerk. „Jesteś blisko mnie, a jednak tak daleko” – czy Kraftwerk inspirował polską szkołę tekściarstwa lat dziewięćdziesiątych?

Public Enemy – 911 Is a Joke (USA, 1990) Piosenka o tym, że telefon alarmowy to jakiś żart, bo przyjadą dopiero, kiedy im się zechce. To chyba jedyny przebój Public Enemy, w którym Flava Flav występuje w roli głównego rapera, zamiast tylko chodzić z tym swoim zegarem i przeszkadzać.

Czy macie faworyta na liście? Czy dodalibyście jakieś piosenki? Zachęcam do komentowania.

Dziękuję Karolinie, dzięki której nie poznałbym uroków indonezyjskiej sceny pop.

Obrazki z Wikimedia Commons. Pocztówka stąd, norweskie telefonistki stąd.

Soweto nigdy nie śpi

18/11/2015

Soweto_townshipPołudniowoafrykańskie Soweto powstało na przedmieściach Johannesburga przez stopniowe przesiedlanie czarnej ludności poza właściwe miasta do tzw. townships – byle jakich osiedli. Jego nazwa pochodzi od pierwszych sylab słów South Western Township.

W Soweto zawsze było beznadziejnie, ale w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstało tam całkiem dużo fantastycznej muzyki. Chciałbym dziś zaprezentować przykład gatunku zwanego „mbaqanga” albo „township jive” – Akulalwa Soweto (1973) żeńskiego zespołu wokalnego Mgababa Queens.

Tytuł znaczy „Soweto nigdy nie śpi”, co brzmi w zasadzie pozytywnie. Ale gdy popatrzy się na zdjęcia rozpadających się blaszanych ruder, z których składa się osiedle, to zastanawiam się, czy ta bezsenność jest aż taka super.

Pięknej melodii i harmoniom towarzyszy zadziwiający rytm, kojarzący się z  niektórymi piosenkami Joy Division (np. Komakino). Nie wiem, czy Joy Division się nimi inspirowało, ale jest pewna szansa, ponieważ muzyka afrykańska była promowana przez legendarnego brytyjskiego prezentera radiowego Johna Peela. Umożliwiło to np. splagiatowanie wspaniałego kawałka Umculo Kawupheli Mahotella Queens przez, nota bene całkiem ciekawy, brytyjski zespół Bow Wow Wow (pod tytułem See Jungle). Najbardziej jednak znanym dziełem zainspirowanym mbaqanga jest album Graceland Paula Simona. Ten raczej nie słuchał Johna Peela, ale muzyka RPA (a także Zimbabwe – porównajcie sobie brzmienie Graceland np. ze składanką Viva Zimbabwe) najwyraźniej do niego dotarła.

Jeśli chcielibyście posłuchać więcej takich piosenek, to Mgababa Queens niestety nie nagrały za wiele, za to wspominane już Mahotella Queens mogą się pochwalić porządnym dorobkiem. Odradzam tylko ich późniejszą (od połowy lat 80-tych) kolaborację z innym piosenkarzem z Soweto, Mahlotinim, bo „Mahlotini and Mahotella Queens” to była jakaś kiepska atrakcja cyrkowa. Za to ich wcześniejsze nagrania były wspaniałe – mogę polecić np. dość hardrockowy utwór Wozani Mahipi, podobno o przybyciu do Soweto hipisów.

Wszystkie trzy piosenki  z tego wpisu znajdziecie na wydanej w 1986 roku składance ze śpiewającymi paniami z RPA pt. Soweto Never Sleeps . Ten fantastyczny album raczej trudno kupić, ale przy odrobinie wysiłku można go znaleźć w sieci. A jeśli chcecie jeszcze więcej południowoafrykańskiej muzyki, to polecam blog Electric Jive z różnymi trudno dostępnymi nagraniami, w tym Mahotella Queens.

Zdjęcie Soweto: Creative Commons – Matt-80 na Wikimedia Commons.

Bracia na zjeżdżalni

03/09/2015

gołąb na brzoskwiniMoją ulubioną piosenką funkową i jedną z ulubionych piosenek w ogóle jest Brothers on the Slide (1974) zespołu Cymande. Zmieniła ona moje dotychczasowe skojarzenia z utworami funkowymi bo, po pierwsze, nie była rozciągnięta i monotonna, a po drugie, nie była autotematyczna (jak np. One Nation Under a Groove Funkadelic: „Do you promise the funk, the whole funk and nothing but the funk?”).

Utwór zaczyna się od niesamowicie przebojowej partii gitary, kojarzącej się z Red Hot Chili Peppers za czasów Johna Frusciante. Potem pojawia się tekst przestrzegający przed karierą przestępczą. Wyrażenie „on the slide” prawdopodobnie oznacza  udział w jakichś przekrętach. Aby zrozumieć tekst, trzeba jeszcze wiedzieć, że „brother” to czarnoskóry mężczyzna,  „inside” znaczy „w pudle”, a „the man” to szef, rząd albo bogacze. Brothers, którzy są on the slide, wkrótce znajdą się inside, ale tłumaczą się, że the man przecież też kręci wałki.

Zespół Cymande powstał, co w funku rzadko się zdarza, w Wielkiej Brytanii, a jego członkowie pochodzili w większości z Karaibów. Nazwę grupy czyta się chyba „samandi” i oznacza ona, w którymś z karaibskich języków, gołębia – bo zespół promował pokój na świecie. W kwestii pokoju, jak wszyscy widzimy, gówno zdziałali, ale udało im się przynajmniej stworzyć trochę niesamowitej, funkowo-karaibsko-afrykańsko-mistycznej muzyki.

Jeśli chcecie poznać więcej Cymande, to polecam np. ich największy hit The Message, mój faworyt Our Love albo dłuższy Dove.

Obrazek: cesarz Song Huizon, Gołąb na brzoskwini (Chiny, 1107)

 

Top 7: World Music Party 2

31/12/2014

Fem_män_höjer_sina_snapsglas_ute_i_en_trädgård_stående_vid_ett_trädgårdsbord_med_kaffekoppar_och_flaskor_-_Nordiska_Museet_-_NMA.0048890

Już od trzech lat, co trzy lata, (czytaj: był jeden taki wpis, trzy lata temu) Placówka przedstawia zestaw potencjalnie imprezowych piosenek z różnych części świata.

Alemayehu Eshete – Kotuma Fikreye (Etiopia, l. 70-te) Disco inferno prosto z Addis Abeba.

The Gaylettes – Silent River Runs Deep (Jamajka, 1968) Cicha woda brzegi rwie. Jamajski akcent jeszcze nigdy nie brzmiał tak pięknie.

William Onyeabor – Atomic Bomb (Nigeria, 1983) Odkryty niedawno przez wytwórnię Davida Byrne’a mag electro-funk. Uczucia tak silne, że do porównania nie wystarczy broń konwencjonalna.

Idoli – Kenozoik (Jugosławia, 1982) Tuzy nowej fali z krainy Tito. Dodatkowymi atutami są sweter i wąs wokalisty.

Taxi – Chiclete (Portugalia, 1981) Też nowa fala. Guma do żucia jako metafora. Życie jak żucie.

Alaska y los Pegamoides – Horror en el hipermercado (Hiszpania, 1980) Któż z nas nie przeżył kiedyś orroru w ipermarkecie?William Holbrook Beard The Bear Dance

Umbrtka – Vezemy Babu (Czechy, 2011) Mocne uderzenie zza południowej granicy. Czczący boga przemysłu zespół Umbrtka uspokaja babcię, że zawiozą ją do szpitala, gdzie „felčar tě zalátá z boku i zespodu” bo „ty musíš do smrti vytvářet hodnoty (towary)”. Klip skompilowany, chyba przez zespół, z czechosłowackiego serialu Sanitka (Karetka pogotowia).

Obrazki: „Fem män höjer sina snapsglas ute i en trädgård stående vid ett trädgårdsbord med kaffekoppar och flaskor” z Wikimedia Commons oraz „Taniec niedźwiedzi” – William Holbrook Beard, ok. 1870.

Powiedz jej, jemu, mamie, tacie

12/12/2014

The ExcitersOprócz tego, że otrzymuję dotacje na blog od Ministerstwa Kultury, MEN, PAN i UMG, to jeszcze dorabiam ucząc angielskiego. Jednym z ulubionych błędów moich uczniów jest używanie „say”, gdzie powinno być „tell” i (rzadziej) vice versa. Jako przykłady tego, że „powiedzieć coś komuś” to w zasadzie zawsze „tell”, polecę dzisiaj dwie, a właściwie cztery piosenki z „tell” w tytule.

Pierwszy utwór to wydane w 1962 roku Tell Him doo-wopowego (taki wczesny soul) zespołu The Exciters. Ta grupa wokalna wyróżniała się nietypowym składem (trzy panie i jeden pan) oraz wyjątkową elegancją. Piosenkę zaś, oprócz przebojowości (napisał ją Bert Russell Berns, autor m.in. Twist and Shout oraz Everybody Needs Somebody to Love), wyróżnia to, że zrobiono do niej jeden z pierwszych prawdziwych teledysków. Klip nakręcono w zoo i ogląda się go nie najgorzej, głównie za sprawą występujących w nim zwierząt. Drugą ciekawostką jest fakt, że utwór był pierwotnie zaadresowany do innej płci i został nagrany parę miesięcy wcześniej przez Gila Hamiltona (aka Johnny Thunder) pod tytułem Tell Her. Tekstowo piosenka nie odbiega za bardzo od standardów ówczesnej pop-music. Jej adresat powinien powiedzieć wybranej/wybranemu, że ją/jego kocha i jej/jego nie opuści.

Zamiany płci utworów nie były takie rzadkie. Innym przykładem jest Tell Mama, zaśpiewana w 1967 roku przez Ettę James, a rok wcześniej nagrana jako Tell Daddy przez jej autora Clarence’a Cartera. To już nie doo-wop, ale pełnokrwisty (jak to piszą redaktorzy muzyczni) soul z jednym z najlepszych i najcięższych riffów gatunku. Gdybym miał wybrać lepszą wersję, to postawiłbym na Tell Daddy, ze względu na bardziej synkopowaną perkusję. Tekst Tell Mama/Daddy również nie jest taki lekki jak Tell Him/Her. Zdesperowany narrator oferuje siebie jako prostszą i mniej wymagającą alternatywę dla obecnego partnera/partnerki adresata/adresatki. Większą desperację i mniejszy szacunek dla samego siebie słyszałem (wśród utworów lat sześćdziesiątych, bo w życiu, to często występuje) tylko w śpiewanym przez Dusty Springfield Breakfast in Bed.

Etta_James_-_Tell_Mama_(1968)Dodam jeszcze, że analiza tych zmian płci w różnych wersjach tekstu piosenek mogłyby teoretycznie służyć ograniczeniu innego popularnego błędu, czyli powodującego totalne zamieszanie mylenia „he” i „she”.

Bonusowe linki: Wprawdzie klip do Tell Him jest niezły, ale jeszcze lepsze jest wykonanie na żywo piosenki w jakimś francuskim programie TV. Polecam tym bardziej, że trudno o nieplaybackowe wykonania wczesnego soulu. Druga piosenka z tego samego występu The Exciters to, też zupełnie niezła, He’s Got the Power.

Top 6: Muzyka afrykańska dla początkujących

22/07/2014

Police_Band_1965

Kiedyś chciałem namawiać wszystkich na słuchanie muzyki klasycznej. W zasadzie dalej namawiam, ale ostatnio najwięcej słucham chyba muzyki afrykańskiej. Napisałem więc poniższą listę, która przekona Polskę, a z pomocą Google Translate cały świat, do twórczości z Afryki. We wpisie pominąłem zupełnie odmienną, arabską muzykę Afryki Północnej, ograniczając się do Afryki Subsaharyjskiej (zwanej także Czarną Afryką).  Zdecydowałem się trzymać stosunkowo znanych i łatwo dostępnych w sieci artystów i piosenek, robiąc wyjątek dla ostatniego utworu.

Mahmoud Ahmed – Abbay maddo – Embwa belew (Etiopia, 1975) W Etiopii przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych utworzyła się niesamowita, zainspirowana amerykańskim soulem i lokalną tradycją, scena muzyczna. Twórczość ta bywa zwana ethiogroove albo tizita, ale najlepiej szukać jej wpisując nazwę francuskiej serii wydawniczej, która przypomniała światu to zjawisko: Ethiopiques. W dwuczęściowej piosence Abbay Maddo – Embwa Belew legendarnego Mahmouda Ahmeda skomplikowany rytm nie przeszkadza porywającej melodii. (A może porywający rytm nie przeszkadza skomplikowanej melodii?)Gepard, Robert Jacob Gordon, ok. 1780

Super Etoile de Dakar – Immigres/Bitim rew (Senegal, 1984) Piosenka, którą słyszałem chyba najwięcej razy w życiu i dzięki której na serio zainteresowałem się muzyką afrykańską. Lider zespołu Youssou N’dour został kiedyś zaproszony na występ do Paryża przez związek zawodowy mieszkających tam senegalskich taksówkarzy. Tak go przybiła ich sytuacja, że napisał ten monumentalny, złożony rytmicznie i melodycznie utwór, zachęcający emigrantów, aby powrócili do Senegalu, bo tam będzie im lepiej. Immigres pochodzi z końca złotego okresu twórczości Youssou N’doura – potem artysta wszedł w owocny komercyjnie, a toksyczny artystycznie sojusz z Peterem Gabrielem.Miriam Makeba - Nowa wieś 1969

Miriam Makeba – Khawuleza (RPA, 1965) Przykład muzyki z townships – przylegających do południowoafrykańskich miast osiedli dla biednych. Piosenka opowiada o uciekaniu przed policją w czasach apartheidu. Miriam Makeba raczej nie mogłaby nagrać tego u siebie, ale kilka lat wcześniej południowoafrykański rząd wspaniałomyślnie pomógł jej w międzynarodowej karierze, odbierając paszport oraz obywatelstwo i uniemożliwiając powrót do kraju.

Manu Dibango – Soul Makossa (Kamerun, 1972) Najbardziej znana piosenka funkowa z Afryki. Piosenka stała się niespodziewanym hitem, kiedy zaczęli jej słuchać ówcześni nowojorscy hipsterzy. Pierwotnie była jedynie stroną „b” singla Mouvement Ewondo, hołdu dla kameruńskiej reprezentacji piłkarskiej. W Afryce powstała olbrzymia ilość funku, w tym długie twory ubóstwianego przez internetowych recenzentów Nigeryjczyka Fela Kuti. Ten ostatni jednak, moim zdaniem, nieco przynudzał.Lowland_Streaked_Tenrec,_Masoala_National_Park,_Madagascar_2

Amadou & Mariam – Je pense a toi (Mali, 1998) Prześliczna ballada z prostym tekstem („myślę o tobie, mon ami, mon cheri””) w urzędowym języku Mali. Sympatyczny (i niewidomy) duet Amadou i Mariam stał się znany w Europie niedługo później, kiedy produkcją i promocją ich piosenek zajęli się m.in. Manu Chao i Damon Albarn.

Andrianary Ratianarivo (i „Trio Jeanette”?) – Avia isika hiara-dia (Madagaskar, początek lat trzydziestych) Najbardziej niszowy utwór na liście, ale być może najpiękniejszy. Z braku lepszych informacji, jako wykonawcę podałem autora muzyki (i być może wykonawcę partii fortepianu) Andrianary Tatianarivo, który był ważną postacią malgaskiej kultury lat trzydziestych i czterdziestych. Niewiele mogę powiedzieć o utworze (choć w sieci jest nawet jego tekst) ponad to, że jest piękny, oraz że zrobiłem sobie kilka backupów, gdyby – jak to się zdarza – zniknął z YouTube wraz z całym wspaniałym kanałem Gamelan78s.Madagascar c. 1898

Przeczytajcie też wpisy o etiopskiej top 5, balladzie Youssou N’dour o biednej dzielnicy Dakaru, oryginalnej, południowoafrykańskiej wersji hitu The Lion Sleeps Tonight oraz madagaskarskim kawałku o lokalnym deserze. Jeśli macie jakieś ulubione afrykańskie piosenki, którymi chcielibyście się podzielić, to wrzucajcie w komentarzach.

Obrazki: etiopski Police Band (to naprawdę policjanci), 1965, źródło nieznane; gepard – Robert Jacob Gordon, ok. 1780, znalezione na wspaniałej stronie FB Stare obrazki ze zwierzętami; Miriam Makeba na okładce Nowej wsi z 1969, znalezione na blogu Electric Jive (znajdziecie tam też świetne wczesne nagrania M. Makeby); madagaskarski ssak owadożerny tenrek pręgowany (fot. Frank Vassen, Creative Commons 2.0, via Wikimedia); pani z Madagaskaru, być może rok 1898, znalezione tutaj.

Curtis idealista

27/04/2013

Curtis Mayfield - We Got to Have PeaceNie wiem kiedy i jak to się stało, ale moim ulubionym artystą soulowym jest obecnie Curtis Mayfield. Jest też jednym z moich pięciu ulubionych piosenkarzy w kategorii „mężczyźni solo” (obok Mahmouda Ahmeda, Briana Eno, kiedy śpiewa, Hamleta Gonashvili i nie wiem jeszcze kogo). Pisał świetne piosenki, ładnie je wykonywał, a oprócz tego, sądząc po znanych mi występach i wywiadach, był wyjątkowo inteligentny i kulturalny (lubimy zawsze podobnych do nas samych).

Mayfield rozpoczął karierę pod koniec lat pięćdziesiątych w doo-wopowo-gospelowym zespole wokalnym The Impressions. Stopniowo przejmował tam ster i robił coraz ciekawszą i coraz częściej zaangażowaną politycznie muzykę, aż w końcu, na początku lat siedemdziesiątych, rozpoczął karierę solową. W latach 1970-72 wydał trzy funkowo-soulowe arcydzieła:  Curtis, Roots oraz soundtrack do filmu Superfly.

Piosenka Curtisa Mayfielda, którą chciałbym polecić każdemu na początek, to We Got to Have Peace z płyty Roots (1971). Nie jest to najbardziej znany kawałek Curtisa Mayfielda ale, moim zdaniem, najbardziej przebojowy. Chwytliwej melodii w wersji studyjnej towarzyszą jeszcze bardziej chwytliwe smyczki. Tekst też jest chwytliwy, choć dość naiwny: o tym, że musi w końcu być pokój. „Peace” rymuje się z „cease”, co znaczy „ustać” i co ma zrobić wojna. Słuchając przesłania artysty ma się ochotę powiedzieć: „Curtis, tu mi kaktus wyrośnie”.

Inne charakterystyczne elementy piosenki(typowedla większości kawałków Curtisa Mayfielda ze złotego okresu) to wspierające perkusję bongosy oraz delikatna gra na gitarze samego Mayfielda –  zawsze wyglądało to, jakby wcale nie grał.

♪ Wykonanie na żywo na Old Grey Whistle Test

♪ Wersja studyjna z singla

Curtis Mayfield lubił walczyć swoimi piosenkami o lepszy los świata. Czy mu się to udało, każdy może sam sprawdzić, odwiedzając np. pętlę tramwajową Bronowice Małe (spoiler: nie). Los Mayfielda też nie był specjalnie wesoły: stopniowo nagrywał coraz mniej popularne albumy, a w 1990 roku uległ paraliżowi od szyi w dół, po tym, jak na koncercie spadł na niego fragment oświetlenia. Jego zdrowie stopniowo pogarszało się, a w 1999 roku zmarł na cukrzycę.

Zdani na hegemonię rodzimych didżejów i ich nieśmiertelnego „A teraz kawałek mocnego rocka: Dip Parpul”, nigdy nie usłyszelibyśmy o Curtisie Mayfieldzie. Na szczęście, po tym jak w 1991 w CERN zrobili pierwszą stronę internetową, mamy już inne źródła informacji o muzyce. Możemy sobie przeglądać takie Rate Your Music, gdzie użytkownicy konsekwentnie dają wspomnianym wcześniej albumom Mayfielda zdecydowane cztery i pół gwiazdki.