Archive for the ‘Soul’ Category

Złote Przeboje ONZ

30/07/2019

nati 2Jeśli stosujesz muzykę aby odizolować się od rzeczywistości i teraźniejszości, oraz jeśli szukasz repertuaru wykwintnego, a zarazem idącego po linii najmniejszego oporu, to nowa playlista Placówki postępu jest dla Ciebie. Nazwałem ją Złote Przeboje ONZ, bo są na niej utwory powojenne i z różnych krajów. Dominuje wprawdzie język angielski, ale chyba nie aż tak, jak na rozmaitych innych listach.

Spotify’owa składanka obejmuje lata 50-te i 60-te, czasem trafi się coś z końca lat 40-tych lub początku 70-tych. Może nie wszystko do wszystkiego pasuje, ale przynajmniej jest ciekawie. Starałem się ograniczyć piosenki ograne i generalnie irytujące, a w wyborze kierowałem się moim delfinim słuchem oraz ćwiczoną z prof. Zimbardo empatią. Trochę wczesnej Eurowizji, doo-wop, rock’n’roll (ale nie za ostry), tzw. space-age pop (zgooglujcie sobie), populistyczny jazz, country, ska, jakieś takie latynoskie, jive z Płd. Afryki, no i więcej klasycznego soulu niż polskie radio puściło od początku swojego istnienia.

Przy okazji zacząłem robić inne playlisty z, jak to mówią zachodni fachowcy, „golden oldies”. Piosenki przedwojenne trafiły na listę firmowaną przez Ligę Narodów, a późniejsze, często bardziej funkowe i elektroniczne, na listę Państw Niezrzeszonych. Te dwie listy udostępniam, ale są jeszcze niegotowe. Tzn. lista „ONZ” też nie jest gotowa, bo cały czas coś dorzucam (albo wyrzucam). W Złotych Przebojach ONZ znajdziecie m.in. takie szlagiery, jak (wszystkie linki do występów lub klipów):

Jiri Suchy – Praminek vlasu: czechosłowacki fetysz-jazz,

Bella Bellow – Zelia: pani z Togo śpiewa błogo,

Brenda Holloway – When I’m Gone: zbyt piękna dla Motown,

Elis Regina – Aguas de Marco: supernowa bossa novy,

Adriano Celentano – Il ragazzo della Via Gluck: częściowo chyba o deweloperach,

Prince Buster – Wash My Troubles Away: ska o higienie ducha,

Abdel Halim Hafez – Touba: egipski Sinatra,

Jimmy Dean – Big Bad John: goth-country,

Kyu Sakamoto – Ue o Muite Arukō: pionierski J-pop,

Martin Denny – Quiet Village: pokochaj przywłaszczenia kulturowe,

Fairuz – Bhebak ma ba’ref: największa gwiazda kraju z choinką we fladze,

Francoise Hardy – Ce petit coeur: miej serce i patrzaj w serce,

The Strangeloves – I Want Candy: zryte bity,

Dave Brubeck Quartet – It’s a Raggy Waltz: j.w.

Przepraszam za ten rym z Togo. Jeśli macie własne propozycje, albo coś Wam się spodobało, to śmiało piszcie w komentarzach.

Melomanka na zdjęciu to Natalie Wood

Reklamy

Soul na wyciągnięcie ręki

26/03/2019

clapton-is-god.jpgLudzie często pytają mnie o ulubioną piosenkę Motown. Dobra, wcale nie pytają, ale jakoś musiałem zacząć wpis. Nikt mnie nie pyta o ulubioną piosenkę Motown, bo prawie nikt nie wie, co to Motown. Najsłynniejsza wytwórnia soulowa najwyraźniej nie przebiła się przez żelazną kurtynę, co zawdzięczamy prawdopodobnie rodzimym redaktorom muzycznym, według których soul był be, jedynym Murzynem godnym szacunku był rockowiec Jimi Hendrix, a bluesa wynalazł Eric Clapton.

W każdym razie, skoro już pytacie, to moją ulubioną piosenką Motown jest Reach Out I’ll Be There męskiej grupy wokalnej The Four Tops. Utwór ten ma wszystko: na początku jakaś taka orientalna melodia, następnie klasyczna, motownowa ściana dźwięku, a potem podwójny refren z pięknymi harmoniami. Tytułowe „wyciągnij rękę, a ja tam będę” nie jest łagodną groźbą tego pana z banku, co uporczywie dzwoni i oferuje korzystny kredyt, ale deklaracją lojalności i oddania. Piosenka należy więc do kategorii obiecanek, tak jak Bridge Over Trouble Water, I Will Always Love You albo We Will Rock You.

fantastyczna wersja na żywo

four topsReach Out I’ll Be There stworzyła legendarna spółka autorska Holland-Dozier-Holland. Inne ich piosenki to bardzo podobne Standing in the Shadows of Love (też Four Tops), Stop! In the Name of Love i Baby Love The Supremes oraz Nowhere to Run Marthy Reeves & the Vandellas. Wszystkie te utwory charakteryzuje zwartość i zaskakujące melodie. Po zamieszczeniu tego wpisu zdominują zapewne Trójkowy Top Wszech Czasów.

Inne przykłady twórczości Lamont-Dozier-Holland i Motown oraz więcej narzekania na redaktorów muzycznych znajdziecie we wpisie „soul lat 60-tych popem lat 80-tych” . A ponieważ wśród Czytelników mogą się jednak znaleźć wielbiciele Motown, dlatego spytam jeszcze: a jaka jest Wasza ulubiona piosenka tej wytwórni?

Okładka z Discogs, zdjęcie z pieskiem nie wiem, skąd

dzianina

16/12/2018

supremes the happening.jpg

The Happening (1967) dziewczęcej grupy soul-popowej The Supremes usłyszałem pierwszy raz w telewizji muzycznej VH-1. Było to wykonanie na żywo, na początku którego frontmenka Diana Ross zapowiada „śliczną balladę z West Side Story”. No i odtąd myślałem, że The Happening to jakaś piosenka z rzeczonego musicalu, której nie znam, bo nie załapała się do jego słynnej, filmowej wersji.

Chociaż The Happening to nie ballada, to i tak jakoś mi to pasowało, bo melodie zawarte piosence spokojnie mogłyby rywalizować z przebojami Leonarda Bernsteina z West Side Story. Po kilkunastu latach okazało się, że słyszałem tylko fragment zapowiedzi. Jej pełna wersja to taki słaby żart: Diana Ross mówi, że każdy ich występ jest inny z tej prostej przyczyny, że ich dyrygent pije. No a potem zapowiada „balladę z West Side Story” (domyślnie Somewhere, które The Supremes też miały w repertuarze), ale wtedy zespół zaczyna grać The Happening i dziewczyny udają zdziwienie.

Być może powyższa historia Was nie zainteresowała, ale musiałem to z siebie wyrzucić. A poza tym, musiałem napisać o The Happening, bo to genialna piosenka i należy do szczytowych osiągnięć wytwórni Motown oraz jej sztandarowego zespołu autorów Holland-Dozier-Holland.

Tytuł nawiązuję do będącej wówczas w modzie sztuki „happeningu”, której nazwy niestety nie tłumaczy się jako „dzianina”, chociaż wszyscy dobrze wiemy, że tak byłoby ładniej. Sam tekst piosenki nie ma nic wspólnego z happeningiem, bo to typowy utwór o miłości, a ma taki tytuł, bo promował komedię sensacyjną The Happening. Słowa „the happening” zostały też, nieco na siłę, umieszczone w refrenie. Filmu nie oglądałem ale, sądząc po recenzjach, mogę spokojnie umrzeć nie obejrzawszy.

W pewnym momencie The Supremes ustępowały w USA popularnością jedynie Beatlesom. W Polsce mało kto miał szansę je poznać, najprawdopodobniej przez upodobania peerelowskich didżejów, którym Motown i soul nie pasował do ubóstwianej formuły „biało i podniośle”.

Inne przeboje The Supremes, również autorstwa Holland-Dozier-Holland, to Baby Love, Stop! In the Name of Love, You Can’t Hurry Love oraz You Keep Me Hangin’ On. Dwa ostatnie można czasem usłyszeć w polskim radiu w wykonaniach znanych artystów soulowych Phila Collinsa i Kim Wilde.

Okładka singla z Discogs

top 6: pop lat sześćdziesiątych, który stał się popem lat osiemdziesiątych

23/01/2017

little-eva Nadszedł czas na kolejną listę hitów lat osiemdziesiątych, które okazują się być odgrzewanymi przebojami lat sześćdziesiątych. To kontynuacja listy Soul lat 60-tych, popem lat 80-tych, ale zmieniłem nazwę, bo tym razem tylko jeden kawałek jest soulowy. Na końcu wpisu mała ankieta.

Little Eva – Loco-Motion (1962) Wspaniała, pierwsza wersja piosenki napisanej przez Carole King (muzyka) i Gerry Goffin (słowa) u których Little Eva pracowała  wcześniej jako opiekunka do dziecka. W roku 1987 Loco-Motion rozpoczęło muzyczną karierę sympatycznej gwiazdy australijskiej telenoweli Sąsiedzi, Kylie Minogue. Brzemienia tej kariery ludzkość nie zdołała odrzucić do dziś.the-mindbenders-a-groovy-kind-of-love-fontana-5

Brian Hyland – Sealed With a Kiss (1962) Jak mówi przysłowie – jeśli powiedziałeś Kylie Minogue, musisz powiedzieć Jason Donovan. Jej kolega z serialu też postanowił nagrać jakiś hit z lat sześćdziesiątych, więc zaśpiewał zachowawczą wersję Przypieczętowanego buzi.

James Ray – I’ve Got My Mind Set On You (1963) Chyba nikt, kto słyszał przebój George’a Harrisona z 1987, nie podejrzewał, że był on wcześniej świetną piosenką soulową, albo w ogóle świetną piosenką. Oczywiście słuszna jest argumentacja, że gdyby nie Harrison, nie wiedzielibyśmy o tym utworze. Ale to trochę jak z tym biednym gorylem Harambe, o którym nie słyszeliśmy, dopóki go nie zastrzelili.simon-garfunkel-shady

The Mindbenders – Groovy Kind of Love (1965) Balladowa wersja Phila Collinsa z 1988 r. wypada w miarę korzystnie, przynajmniej na tle innych nagrań z lat 80. na tej liście oraz na tle większości solowej twórczości Phila Collinsa. Groovy Kind of Love od początku było trochę kowerem, bo melodia wzięta jest z fragmentu Sonatiny nr. 5 mało znanego kompozytora Muzio Clementiego.

Simon and Garfunkel – Hazy Shade of Winter (1968) Nagranie The Bangles z 1988 roku to chyba jedyny dobry kower na tej liście. Ale możliwe, że jestem bezkrytyczny wobec The Bangles z powodu niedoleczonej pacholęcej fascynacji Suzanną Hoffs.bettyeverett

Betty Everett – The Shoop Shoop Song (1964) Piosenkę napisał Rudy Clark, odpowiedzialny też za I Got My Mind Set On You. W 1990 roku (technicznie jeszcze lata 80-te) Cher zdecydowała się na odważny krok artystyczny nagrania Shoop Shoop Song. Niezależne badania na potwierdzają, że wersja Cher jest tak samo irytująca, jak pożar mieszkania. A nagranie Betty Everett wydaje mi się super, choć nie wykluczam tu zgubnego wpływu uśmiechu wokalistki na mój, zazwyczaj chłodny i obiektywny, osąd.

Podziękowania dla Sary z Music Is za przypomnienie mi o Hazy Shade of Winter. A teraz zapowiedziana ankieta.

top 6: łzy a deszcz

27/10/2016

hiroshige_deszczPrzygotowując listy tematyczne napotkałem poważny dylemat. Nie wiedziałem bowiem, czy piosenki o łzach w deszczu dać na listę o łzach, czy o deszczu. Zrobiłem więc osobną listę, na której znalazły się najładniejsze piosenki o tematyce łączącej te dwa smutne i ciekłe zjawiska.

Roy Acuff – Blue Eyes Crying in the Rain (1947, country) Cztery na pięć utworów na tej liście mówi o przydatnej właściwości deszczu – potrafi on ukryć łzy. Co ciekawe, w najstarszej znalezionej przeze mnie piosence o deszczu i płaczu nie ma o tym ukrywaniu ani słowa. Autor najwyraźniej czuł instynktownie potencjał kombinacji deszczu i łez, ale brakło mu tej iskierki geniuszu, która pozwoliła ludzkości wykorzystać wiatr do napędzania młynów, słońce do uzyskiwania prądu, czy opady do maskowania płynów fizjologicznych.

The Everly Brothers – Crying in the Rain (1962, rock’n’roll) O ile wiem, Crying In the Rain to pierwsza piosenka o ukrywaniu łez przez deszcz. Słowa utworu napisał niespecjalnie znany tekściarz Howard Greenfield, muzykę napisała bardziej znana Carole King, autorka zadziwiająco dużej części znanych melodii z lat sześćdziesiątych. Obecnie najczęściej słyszy się wersje norweskich tuzów popu A-ha.

James Carr – These Ain’t Raindrops (1967, soul) To nie krople deszczu, mówi podmiot liryczny, łzy to! Niweczy tym samym maskujący efekt deszczu, otwarcie informując ukochaną o gruczołowym, nie kondensacyjnym, pochodzeniu płynu w jego oczach.gray896

The Temptations – I Wish It Would Rain  (1967, soul) Być może uczyliście się, że po „if”, when czy I wish nie dajemy will ani would. Czasami jednak się to zdarza i oznacza albo uprzejmą prośbę o zgodę (np. If you will allow me…), albo irytację (I wish you wouldn’t do that), albo wzmocnienie życzenia. To ostatnie można oddać po polsku mówiąc gdyby tylko…, ewentualnie dodając gromkie dalibóg!

The Dramatics – In the Rain (1972, soul) The Dramatics trochę się spóźnili, ale nadrabiają efektami studyjnymi czyli, jak co bystrzejsi mogli się już domyślić, odgłosem deszczu. Deszcz z In the Rain użyty został potem na najlepszej płycie hip-hopowej według blogerów niesłuchających hip-hopu, czyli 36 Chambers Wu-Tang Clanu. Partia gitary też jest dość deszczowa – tę zsamplował GZA z Wu-Tang w piosence Cold World.

Obrazki: ze Stu słynnych widoków Edo Hiroshige (1857, stąd) oraz z Gray’s Anatomy (1858, stąd)

 

top 5: soul lat 60-tych popem lat 80-tych

11/06/2016

You_Keep_Me_Hangin_On_-_Supremes_(1966)O ile się dobrze orientuję, w PRL w latach sześćdziesiątych mało kto wiedział, że w Stanach trwa właśnie złota era muzyki soul. Kilka piosenek soulowych z tego okresu trafiło jednak na polskie listy przebojów, ale dopiero w wersjach białych artystów lat osiemdziesiątych. Ponieważ w Polsce nadal mało kto słucha klasycznego soulu i mało kto nawet wie, że niektóre przeboje były pierwotnie piosenkami tego gatunku, stworzyłem tę oto listę.

The Supremes – You Keep Me Hangin’ On (1966) Był to sztandarowy przebój sztandarowej girl group słynnej wytwórni Motown z Detroit („Motown” to skrócone „motor town”), a napisał go sztandarowy zespół kompozytorski Holland-Dozier-Holland. W naszym radiu You Keep Me Hangin’ On można usłyszeć jedynie w nowofalowo-dyskotekowej wersji Kim Wilde z 1986 roku. Ale pierwszej znaczącej (i dużo bardziej pomysłowej) przeróbki utwór doczekał się już rok po pierwszym nagraniu, kiedy we wspaniale teatralny sposób wziął się za niego hardrockowy zespół Vanilla Fudge.

Martha Reeves & the Vandellas – Dancing In the Street (1965) Przebój drugiego ważnego dziewczęcego zespołu wytwórni Motown. W 1985 roku postanowili go nagrać Mick Jagger i David Bowie, ze skutkiem raczej opłakanym.EverlastingLoveRobertKnight

Gloria Jones – Tainted Love (1964) Piosenka ta zdobyła popularność dopiero w Wielkiej Brytanii lat siedemdziesiątych w ramach zadziwiającej subkultury „Northern Soul”, która czciła niedocenione arcydzieła amerykańskiego soulu poprzedniej dekady. W 1981 roku Soft Cell, prowokacyjny angielski zespół grający new romantic, nagrał swoją słynną wersję.

Robert Knight – Everlasting Love (1967) Everlasting Love najbardziej znane jest w trochę późniejszej wersji brytyjskiej grupy Love Affair. W Polsce, Włoszech, Rosji i być może Niemczech najbardziej znane jest dość bezkompromisowe nagranie niemieckiej wokalistki Sandry Marii Magdaleny Lauer z 1987 r.Martha-vandellas-dancing-street

The Supremes – You Can’t Hurry Love (1966) Znowu Motown, znowu The Supremes i znowu Holand-Dozier-Holland. Zachowawczą wersję tej piosenki nagrał w 1982 roku sympatyczny perkusista Genesis, który w sumie powinien był pozostać sympatycznym perkusistą Genesis, czyli Phil Collins. Inna piosenka Collinsa, Two Hearts, też brzmi jak kower Motown – muzykę do niej napisał Lamont Dozier ze wspomnianego trio kompozytorów.

Na koniec mała ankieta:

Obrazki znalezione na Wiki, fair use, czy coś tam.

top 8: telefonia

12/01/2016

CandlestickTelephones

Udanych piosenek o telefonach jest, jak się okazuje, całkiem dużo, więc musiałem zrobić wyjątkowo ostrą selekcję. Międzynarodowość słowa „telefon” przyczyniła się do dość dużego zróżnicowania językowego listy.

The Nerves – Hanging on the Telephone (USA, 1976) Oryginalna wersja przeboju Blondie o czekaniu, aż ukochana/ukochany odbierze. Szczerze mówiąc wolę wykonanie Blondie, ale niszowy charakter bloga zobowiązuje mnie do zamieszczenia mniej znanej wersji.

Baiano – Pelo Telefone (Brazylia, 1916) Piosenka Pelo telefone (Przez telefon) to prawdopodobnie pierwsze w historii nagranie samby. Trzeba przyznać, że tematyka była dość nowoczesna – w moim domu, na przykład, telefon pojawił się dopiero osiemdziesiąt lat później.

Chór Dana – Telefony (Polska, 1935) Przedwojenna piosenka o zamieszaniach na linii, do której słowa napisał Julian Tuwim. Tuwim napisał całkiem sporo popowych tekstów, w tym Miłość ci wszystko wybaczy.

Charles Mombaya – Allo telephone (Demokratyczna Republika Konga, 200?) Nie znam francuskiego, ale sądząc ze wspaniałego teledysku (polecam zwłaszcza scenę wypadku), utwór opowiada o wszechobecności telefonów komórkowych.

Bembeya Jazz National – Telephone (Gwinea, 1976) W tym przypadku brak klipu, który wyjaśniłby piosenkę, ale też śpiewają po francusku, więc może ktoś się zorientuje. Ja zrozumiałem tylko, że w refrenie jest „nie jest trudno (coś tam) telefon”. Utwór jednak trafił na listę głównie ze względu na obłędny rytm.

Ria Amelia – SMS (Indonezja, 200?) Hit sumatrzańskich wesel opowiadający podejrzanym esemesie i wywołanej nim zazdrości. Chwytliwy i życiowy kawałek, chociaż nie wiem, czy jego prawie sześciominutowa długość jest w pełni uzasadniona. Dla zainteresowanych językami dodam jeszcze, że w pojawiające się w tekście „HP” nie oznacza firmy, ale „handphone”, czyli komórkę. A „orang” to nie kolor, tylko „człowiek, osoba”, np. „leśny człowiek” – „orang utan”.Kristiania_telefonsentral_headsets_1899

Kraftwerk – Der Telefonanruf (RFN, 1986) Rozmowa telefoniczna  to chyba  najbardziej liryczny utwór Kraftwerk. „Jesteś blisko mnie, a jednak tak daleko” – czy Kraftwerk inspirował polską szkołę tekściarstwa lat dziewięćdziesiątych?

Public Enemy – 911 Is a Joke (USA, 1990) Piosenka o tym, że telefon alarmowy to jakiś żart, bo przyjadą dopiero, kiedy im się zechce. To chyba jedyny przebój Public Enemy, w którym Flava Flav występuje w roli głównego rapera, zamiast tylko chodzić z tym swoim zegarem i przeszkadzać.

Czy macie faworyta na liście? Czy dodalibyście jakieś piosenki? Zachęcam do komentowania.

Dziękuję Karolinie, dzięki której nie poznałbym uroków indonezyjskiej sceny pop.

Obrazki z Wikimedia Commons. Pocztówka stąd, norweskie telefonistki stąd.

Soweto nigdy nie śpi

18/11/2015

Soweto_townshipPołudniowoafrykańskie Soweto powstało na przedmieściach Johannesburga przez stopniowe przesiedlanie czarnej ludności poza właściwe miasta do tzw. townships – byle jakich osiedli. Jego nazwa pochodzi od pierwszych sylab słów South Western Township.

W Soweto zawsze było beznadziejnie, ale w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstało tam całkiem dużo fantastycznej muzyki. Chciałbym dziś zaprezentować przykład gatunku zwanego „mbaqanga” albo „township jive” – Akulalwa Soweto (1973) żeńskiego zespołu wokalnego Mgababa Queens.

Tytuł znaczy „Soweto nigdy nie śpi”, co brzmi w zasadzie pozytywnie. Ale gdy popatrzy się na zdjęcia rozpadających się blaszanych ruder, z których składa się osiedle, to zastanawiam się, czy ta bezsenność jest aż taka super.

Pięknej melodii i harmoniom towarzyszy zadziwiający rytm, kojarzący się z  niektórymi piosenkami Joy Division (np. Komakino). Nie wiem, czy Joy Division się nimi inspirowało, ale jest pewna szansa, ponieważ muzyka afrykańska była promowana przez legendarnego brytyjskiego prezentera radiowego Johna Peela. Umożliwiło to np. splagiatowanie wspaniałego kawałka Umculo Kawupheli Mahotella Queens przez, nota bene całkiem ciekawy, brytyjski zespół Bow Wow Wow (pod tytułem See Jungle). Najbardziej jednak znanym dziełem zainspirowanym mbaqanga jest album Graceland Paula Simona. Ten raczej nie słuchał Johna Peela, ale muzyka RPA (a także Zimbabwe – porównajcie sobie brzmienie Graceland np. ze składanką Viva Zimbabwe) najwyraźniej do niego dotarła.

Jeśli chcielibyście posłuchać więcej takich piosenek, to Mgababa Queens niestety nie nagrały za wiele, za to wspominane już Mahotella Queens mogą się pochwalić porządnym dorobkiem. Odradzam tylko ich późniejszą (od połowy lat 80-tych) kolaborację z innym piosenkarzem z Soweto, Mahlotinim, bo „Mahlotini and Mahotella Queens” to była jakaś kiepska atrakcja cyrkowa. Za to ich wcześniejsze nagrania były wspaniałe – mogę polecić np. dość hardrockowy utwór Wozani Mahipi, podobno o przybyciu do Soweto hipisów.

Wszystkie trzy piosenki  z tego wpisu znajdziecie na wydanej w 1986 roku składance ze śpiewającymi paniami z RPA pt. Soweto Never Sleeps . Ten fantastyczny album raczej trudno kupić, ale przy odrobinie wysiłku można go znaleźć w sieci. A jeśli chcecie jeszcze więcej południowoafrykańskiej muzyki, to polecam blog Electric Jive z różnymi trudno dostępnymi nagraniami, w tym Mahotella Queens.

Zdjęcie Soweto: Creative Commons – Matt-80 na Wikimedia Commons.

Bracia na zjeżdżalni

03/09/2015

gołąb na brzoskwiniMoją ulubioną piosenką funkową i jedną z ulubionych piosenek w ogóle jest Brothers on the Slide (1974) zespołu Cymande. Zmieniła ona moje dotychczasowe skojarzenia z utworami funkowymi bo, po pierwsze, nie była rozciągnięta i monotonna, a po drugie, nie była autotematyczna (jak np. One Nation Under a Groove Funkadelic: „Do you promise the funk, the whole funk and nothing but the funk?”).

Utwór zaczyna się od niesamowicie przebojowej partii gitary, kojarzącej się z Red Hot Chili Peppers za czasów Johna Frusciante. Potem pojawia się tekst przestrzegający przed karierą przestępczą. Wyrażenie „on the slide” prawdopodobnie oznacza  udział w jakichś przekrętach. Aby zrozumieć tekst, trzeba jeszcze wiedzieć, że „brother” to czarnoskóry mężczyzna,  „inside” znaczy „w pudle”, a „the man” to szef, rząd albo bogacze. Brothers, którzy są on the slide, wkrótce znajdą się inside, ale tłumaczą się, że the man przecież też kręci wałki.

Zespół Cymande powstał, co w funku rzadko się zdarza, w Wielkiej Brytanii, a jego członkowie pochodzili w większości z Karaibów. Nazwę grupy czyta się chyba „samandi” i oznacza ona, w którymś z karaibskich języków, gołębia – bo zespół promował pokój na świecie. W kwestii pokoju, jak wszyscy widzimy, gówno zdziałali, ale udało im się przynajmniej stworzyć trochę niesamowitej, funkowo-karaibsko-afrykańsko-mistycznej muzyki.

Jeśli chcecie poznać więcej Cymande, to polecam np. ich największy hit The Message, mój faworyt Our Love albo dłuższy Dove.

Obrazek: cesarz Song Huizon, Gołąb na brzoskwini (Chiny, 1107)

 

Top 7: World Music Party 2

31/12/2014

Fem_män_höjer_sina_snapsglas_ute_i_en_trädgård_stående_vid_ett_trädgårdsbord_med_kaffekoppar_och_flaskor_-_Nordiska_Museet_-_NMA.0048890

Już od trzech lat, co trzy lata, (czytaj: był jeden taki wpis, trzy lata temu) Placówka przedstawia zestaw potencjalnie imprezowych piosenek z różnych części świata.

Alemayehu Eshete – Kotuma Fikreye (Etiopia, l. 70-te) Disco inferno prosto z Addis Abeba.

The Gaylettes – Silent River Runs Deep (Jamajka, 1968) Cicha woda brzegi rwie. Jamajski akcent jeszcze nigdy nie brzmiał tak pięknie.

William Onyeabor – Atomic Bomb (Nigeria, 1983) Odkryty niedawno przez wytwórnię Davida Byrne’a mag electro-funk. Uczucia tak silne, że do porównania nie wystarczy broń konwencjonalna.

Idoli – Kenozoik (Jugosławia, 1982) Tuzy nowej fali z krainy Tito. Dodatkowymi atutami są sweter i wąs wokalisty.

Taxi – Chiclete (Portugalia, 1981) Też nowa fala. Guma do żucia jako metafora. Życie jak żucie.

Alaska y los Pegamoides – Horror en el hipermercado (Hiszpania, 1980) Któż z nas nie przeżył kiedyś orroru w ipermarkecie?William Holbrook Beard The Bear Dance

Umbrtka – Vezemy Babu (Czechy, 2011) Mocne uderzenie zza południowej granicy. Czczący boga przemysłu zespół Umbrtka uspokaja babcię, że zawiozą ją do szpitala, gdzie „felčar tě zalátá z boku i zespodu” bo „ty musíš do smrti vytvářet hodnoty (towary)”. Klip skompilowany, chyba przez zespół, z czechosłowackiego serialu Sanitka (Karetka pogotowia).

Obrazki: „Fem män höjer sina snapsglas ute i en trädgård stående vid ett trädgårdsbord med kaffekoppar och flaskor” z Wikimedia Commons oraz „Taniec niedźwiedzi” – William Holbrook Beard, ok. 1870.