Archive for Sierpień 2011

Top 5: Etiopia

29/08/2011

Odkrycie serii płytowej Ethiopiques było dla mnie największym objawieniem od pierwszego przesłuchania Abbey Road. Okazało się, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Etiopii tworzono absolutnie genialną muzykę – trochę zainspirowaną soulem i jazzem, ale jednak zupełnie jedyną w swoim rodzaju. Oto pięć piosenek, od których polecam zacząć poznawać tzw. ethiogroove:

Mahmoud Ahmed – Ere mela mela. Długi, hipnotyczny kawałek. To właśnie przy słuchaniu Ere mela mela poczułem, że – jak mawia ks. Natanek – coś się dzieje.

Mulatu Astatke – Yekermo sew. Mulatu Astatke (albo Astatqe) to twórca ethiojazzu. Jego muzyka wykorzystana została w soundtracku do Broken Flowers Jima Jarmuscha. Kiedy oglądałem film, to Astatke nie doceniłem, ale wtedy słuchałem pewnie Smashing Pumpkins i gówno wiedziałem o dobrej muzyce.

Menelik Wesnatchew – Tezeta. Świetne imię, nie? Tezeta (albo tizita), w zależności od tłumaczenia, oznacza nostalgię, wspomnienie albo pamięć. Czasami dwa kawałki pt. Tezeta to dwie wersje tej samej piosenki, a czasem inne utwory, które po prostu należą do gatunku „tezeta”.

Hirut Bekele – Almokerkum neber. Etiopskie panie też potrafiły namieszać, a przynajmniej jedna – Hirut Bekele (ew. Beqele). Najbardziej soulowo-funkowy kawałek na liście. 

Alemayehu Eshete – Ayalqem tedenqo. Na początku było, że unikalne brzmienie, a tu polecam coś, co ma podkład jak In the Summertime Mungo Jerry (tylko jest nieco starsze). No, ale śpiew i język dalej robią swoje. Alemayhu Eshete nazywany bywa etiopskim Jamesem Brownem, czego nie słychać w tej piosence, bo w niej akurat jest etiopskim Mungo Jerry.

Z serii Ethiopiques najbardziej polecam dwupłytową składankę The Very Best of Ethiopiques, którą udało mi się nawet kupić (za drugim podejściem) w Merlinie. Na niej znajdziecie trzy pierwsze kawałki. Innych płyt z serii raczej w Polsce nie dostaniecie, ale jeśli paracie się plugawym procederem ściągania z sieci, to polecam Ethiopiques Vol. 3, Vol. 8, Vol. 10 (ballady „tezeta”) Vol. 7 (tylko Mahmoud Ahmed) i Vol. 4 (tylko Mulatu Astatke).

Na koniec dorzucam jeszcze link do bardzo ciekawej audycji o Ethiopiques na NPR. Na zdjęciu cesarz Haile Selassie, którego obalenie w puczu wojskowym zakończyło złoty wiek etiopskiej muzyki (i rozpoczęło nieciekawe czasy dla Etiopii).

Reklamy

Tristan i Izolda – wersja singlowa

20/08/2011

Anton Sorg, 1484, z serii drzeworytów o T & I (Wikimedia Commons)

Nie będę nikogo przymuszał do wysłuchania całych trzech lub czterech CD opery Tristan i Izolda Richarda Wagnera – w końcu sam też się nie za bardzo przymuszałem. Polecam jednak posłuchać jej dwóch najbardziej znanych fragmentów – instrumentalnego wstępu (Vorspiel) oraz końcowej pieśni (Liebestod).

Vorspiel zawiera słynny „akord tristanowski”, który swojego czasu poważnie zmienił podejście kompozytorów do harmonii i różnych podobnych spraw. Dzisiaj wstęp do Tristana nie brzmi już tak rewolucyjnie, ale nadal przepięknie. A fani Hitchcocka rozpoznają zapewne, że z Wagnera zrzynał mocno Bernard Herrmann, kiedy pisał najbardziej wzruszający fragment soundtracku do Zawrotu głowy.

Mild und leise wie er lächelt, znana lepiej jako Liebestod („śmierć miłości” albo „miłosna śmierć” albo „love is dead”) kończy całą operę. Właśnie umarł Tristan, a Izolda mówi „Jeszcze tylko to zaśpiewam i też umrę” (szanse przeżycia statystycznego bohatera opery wynoszą ok. 7%). W Liebestod pojawia się motyw ze wstępu bo Wagner lubił tzw. leitmotivy, a nawet ten termin wymyślił.

Całej opery też pewnie nie zaszkodzi posłuchać, choćby dlatego, że: a) przy leitmotivach można krzyknąć „O, znam to!” b) wstęp do trzeciego aktu też jest niezły, c) sługa Tristana Gorwenal po niemiecku nazywa się Kurwenal.

 ♫ Und jetzt die Links:

♪ Tristan und Isolde – Das Vorspiel

♪ Tristan und Isolde – Liebestod

♪ Der Tristan-Akkord mit Audiosample (Wikipedia)

♪ Ein sympatischer Dirigent erklärt und spielt den Tristan-Akkord (Englisch)

Wybierz swoje top 5! Najsmutniejsza muzyka

11/08/2011

Po ledwie jednym wpisie jakoś zapomniałem o kategorii „wybierz swoje top 5”, ale teraz powraca – i to z wakacyjnym tematem. Zasady zabawy proste – wybieramy pięć (mniej więcej) kawałków, które uważamy za najsmutniejsze i podajemy je w komentarzach. Gatunek obojętny – może być pop, klasyka, jazz, polski hip-hop itd. Niech Was inspiruje focia, czyli Popioły Muncha (z Wiki).

Nikt cię nie zna, kiedy jesteś na dnie

09/08/2011

Piosenka z prostym morałem: prawdziwych przyjaciół poznaje się, kiedy nie ma już za co kupić kawioru albo nawet pasty kawiorowej Abba: Nobody Knows You When You’re Down and Out legendy bluesa Bessie Smith. Podmiot liryczny miał pieniądze (Once I lived the life of a millionaire / spent all my money, I didn’t care) ale je stracił (In your pocket not one penny) i przy okazji stracił swoich licznych znajomych (And your friends, you ain’t got any). Dziwny zbieg okoliczności, nie? (Seems mighty strange, without a doubt): Nikt cię nie zna, kiedy jesteś na dnie (Nobody knows you when you’re down and out).

Piosenkę napisał bluesman Jimmy Cox w 1923 roku. Bessie Smith wiedziała, kiedy ją nagrać, bo zrobiła to w maju roku 1929.  W październiku tego samego roku zaczął się Wielki kryzys i Bessie miała hit, z którym prawie każdy mógł się utożsamić.

♫ LINKI: 

Bessie Smith – Nobody Knows You When You’re Down and Out, YouTube.

Ciekawostka: wersja Carli Bruni-Sarkozy.

Zdjęcie: Ofiary powodzi w Louisville, 1937, Margaret Bourke-White dla magazynu Life.