Posts Tagged ‘muzyka alternatywna’

zbuduj w duszy domek dla ptaków, a właściwie dla lampki nocnej

14/05/2017

Jak być może wiecie, jestem prezesem Stowarzyszenia Przeciwko Rockowi Alternatywemu Lub Indie (SPRALI). Ale czasami trafiam na piosenkę, która prawie że usprawiedliwia istnienie tego gatunku muzycznego. Ostatnio, z 27-letnim poślizgiem, poznałem utwór Birdhouse In Your Soul amerykańskiego duetu They Might Be Giants i słucham go na okrągło.

Nieprzewidywalne, a jednocześnie chwytliwe melodie tej piosenki faktycznie zasługują na dumne miano rocka alternatywnego. A towarzyszące im słowa też są nieco ciekawsze niż licealna psychoanaliza, którą zazwyczaj częstują nas artyści indie.

Birdhouse in Your Soul zachęca adresata do zbudowania „budki dla ptaków w duszy”. To akurat nie jest jakaś bardzo dziwna metafora dla zaprawionych w poezji Czytelników tego bloga. Ale podmiotem lirycznym okazuje się być lampka nocna, co chyba dość rzadko zdarza się w muzyce pop. Owszem, narratorami piosenek bywały np. morświn (The Beatles), sowa (Hey), szczur w klatce (Smashing Pumpkins) albo perła na dnie (Edyta Górniak), ale stosunkowo rzadko mamy okazję wysłuchać potrzeb i pragnień drobnych AGD.

Żałuję, że nie poznałem Birdhouse in Your Soul kilkanaście lat wcześniej, bo wtedy jeszcze bardziej doceniłbym teledysk ze starymi żarówkami i demonstracją „Stop rock video” oraz odniesienie do greckiego mitu o Jazonie i Argonautach w tekście. No, ale lepiej późno niż wcale, jak mówią pasażerowie komunikacji zbiorowej.

Dwuosobowe przedsięwzięcie They Might Be Giants (akordeon i gitara, plus dodatkowi muzycy) to wspaniałe połączenie przebojowości z nerdowatością, czyli elementów, których najbardziej chyba szukam w tzw. muzyce niezależnej. Oczywiście nie zmienia to mojego przekonania, że oprócz np. Talking Heads, The Smiths, Pavement, The Fall, Pixies, PJ Harvey oraz  …………………… (tu wpisz swojego ulubionego wykonawcę), rock alternatywny rzadko kiedy przedstawia aż taką wartość artystyczną, o jaką bywa posądzany.

Jako bonus dorzucam zadziwiające wykonanie Birdhouse in Your Soul na żywo oraz piosenkę Ana Ng, która dobrze oddaje wspomnianą nerdowatość zespołu, np. przez nawiązanie do nowojorskiej Wystawy Światowej w 1964 roku, którą jako dziecko odwiedził wokalista. Birdhouse in Your Soul zresztą też zawiera takie odniesienie, tylko bardziej zaowalowane – wspomniany w utworze zegarek Longines Symphonette debiutował właśnie na owej wystawie.

Obrazek z Wystawy Światowej 1964/65 – Ron White, Wikimedia Commons. Plakaty reklamowe bliżej nieokreślonego pochodzenia.

top 7: gorzko, gorzko

13/01/2017

anne-boleyn-executionTematem dzisiejszego wpisu są związki, w których słodycz, poprzez jakąś tajemniczą reakcję chemiczną, zmieniła się w gorycz.

Gang of Four – Damaged Goods (1980) Tuzy post-punku przedstawiają miłość jako wadliwy towar zwracany do sklepu. W tekście wykorzystane jest też podwójne znaczenie słowa „change”, które oprócz zmiany oznacza też „drobne” albo „resztę”. Tak samo jak „miłość” może oznaczać „lubienie bardzo”, ale również „bagno/ściek”.

Soft Cell – Say Hello, Wave Goodbye (1982) Ci reprezentanci new romantic znani są głównie z koweru Tainted Love, ale ich własne piosenki też były porządne. Say Hello, Wave Goodbye charakteryzuje się wyjątkowo złożoną melodią refrenu oraz wyjątkową goryczą tekstu. Take your hands of me / I don’t belong to you, you see, czyli Trzymaj łapy przy sobie / bo nie przeznaczon ja tobie.

Fun Boy Three – Tunnel of Love (1983) Kultowy zespół brytyjskiej nowej fali śpiewa o tunelu miłości – jarmarcznej atrakcji, która zmienia się w ściek wpadający do bagna.

Breakout – Powiedzieliśmy już wszystko (1969) Prawie cała lista jest po angielsku, ale w końcu jest to język, w którym nawet cytryna jest gorzka. Ale polskie pary też potrafią osiągnąć imponujący poziom goryczy, czego możemy się dowiedzieć słuchając powyższej, mrocznej piosenki albo rozmów małżeństw w restauracjach.640px-praying_mantis_sexual_cannibalism_european-37

The Lemonheads – Big Gay Heart (1996) Grunge-country z dwoma refrenami. Znowu o beznadziejnym związku, ale tym razem dwóch mężczyzn. Placówka postępu, jak sama nazwa wskazuje, jak najbardziej wspiera walkę mniejszości seksualnych o prawo do takich samych miłosnych rozczarowań, resentymentów i ślepych uliczek, jakie są udziałem heteronormatywnej części społeczeństwa.

Bruce Springsteen – The River (1980) Małżeństwa zawarte z powodu ciąży nie muszą być nieszczęśliwe, chyba że występują w piosence Bruce’a Springsteena. Utwór wyróżnia się bezbłędnymi rymami oraz najsmutniejszym solo harmonijki ustnej w bogatej historii sol harmonijki ustnej.

Joy Division – Love Will Tear Us Apart (1980) „Miłość nas rozerwie, i nie chodzi mi tu o rozrywkę”, śpiewa w tym zimnofalowym klasyku Ian Curtis – bożyszcze zagubionej młodzieży, ale słaby kandydat do tytułu Męża Roku. Ten kawałek wszyscy znają, więc dopiszę dwie rzeczy o których może nie każdy wie. Po pierwsze, tytuł zainspirowany jest odrażającym utworem Neila Sedaki Love Will Keep Us Together. Po drugie, istnieje nagranie wideo koncertowego wykonania Love Will Tear Us Apart (średnią jakość rekompensuje wartość historyczna).

Zapraszam do podawania własnych, gorzkich propozycji w komentarzach.

Obrazki: ścięcie żony Henryka VIII Anny Boleyn (źródło nieznane) oraz gorzki związek pana modliszki z panią modliszką (autor: Oliver Koemmerling, licencja Creative Commons, stąd)

 

 

astronautyka argentyńska

19/04/2015
Lego - zestaw 6861. U mnie w domu był taki. Fot. russavia (CC)

Lego – zestaw 6861. U mnie w domu był taki. Fot. russavia (CC)

Piosenka argentyńskiego zespołu Invisible pt. El anillo del Capitán Beto (1976) opowiada o kierowcy miejskiego autobusu z Buenos Aires, który wyrusza na podbój kosmosu. Kapitan Beto jest trochę jak Major Tom ze Space Oddity Davida Bowiego, ale jego statek kosmiczny ma dość dużo cech argentyńskiego autobusu, w tym wyposażenie kabiny zawierające m.in. obrazek świętego i proporczyk klubu piłkarskiego River Plate. Wystrój ten pasowałby także do naszych autobusów, tylko raczej pekaes, nie miejskich – świętych w nich od groma, klubowych proporczyków również.

♪ Świetne wykonanie na żywo Spinetta Jade – późniejszego zespołu lidera Invisible w 1983 r. Doceńcie reakcję publiczności.
River Plate - drużyna z najfajniejszymi koszulkami

River Plate – drużyna z najfajniejszymi koszulkami

Piosenka cieszy się w Argentynie statusem, jak to mówią, kultowym. Ma nawet całkiem obszerny artykuł w hiszpańskojęzycznej Wikipedii, łącznie z amatorską ilustracją wnętrza fikcyjnego pojazdu kosmicznego, zaś umieszczony na orbicie w 2013 roku argentyński sztuczny satelita nazywa się Capitán Beto. Myślę, że to wszystko dzięki temu odniesieniu do River Plate – każdy, kto widział słynny film z fanem River oglądającym mecz, wie że naród ten poważnie traktuje piłkę nożną.

Jeśli zainteresował Was zespół Invisible, to posłuchajcie też np. power ballady Niño Condenado.

Obrazki z Wikimedia Commons. Lego – użytkownik russavia (Creative Commons), River Plate – domena publiczna.

Romantyczność

09/04/2013

Blixa Bargeld Meret Becker

Jedną z najładniejszych piosenek miłosnych, jakie znam jest Stella Maris niemieckiego zespołu Einstürzende Neubauten. To ciekawe, bo Einstürzende Neubauten kojarzą się przede wszystkim z bezkompromisowym industrialem (tłuczenie w rury, szamotanie wózkiem na zakupy). Zaś Niemcy, bardziej niż z dobrymi piosenkami miłosnymi, kojarzą się raczej ze sprawami, którymi powinny zająć się międzynarodowe trybunały (Scorpions, Guano Apes, Liquido).

W 1996 roku, po kilkunastu latach używania frezarek na scenie, członkowie Einstürzende Neubauten z Blixą Bargeldem na czele nauczyli się pisać stosunkowo normalne piosenki. Przeszli podobną ewolucję jak drugi zespół, w którym grał Bargeld – z początku dysonansowo-punkowy Nick Cave and The Bad Seeds. Stella Maris to w miarę konwencjonalna ballada, napisana w formie dialogu męsko-żeńskiego (za głos żeński odpowiada aktorka-piosenkarka Mariet Becker). Wyróżniają ją dwie rzeczy: nietypowe dźwięki gitar (pozostałość po industrialu) oraz to, że jest wyjątkowo udana. Piosenka opowiada o miłości używając obrazów geograficznych – kochankowie we śnie mijają się na biegunach, Mount Evereście, w Rowie Mariańskim. W refrenie powtarzają się słowa Du träumst mich, ich dich – Ty śnisz mnie ja ciebie. Zależnie od gustu można to uznać za kicz, za poezję najwyższego lotu albo za coś pomiędzy.

Wszystkim, którym podoba się ta miększa strona Einstürzende Neubauten, mogę polecić całą płytę Ende Neu, z której pochodzi wychwalany dziś utwór. Są tam i ostrzejsze kawałki (też dobre) oraz kolejna świetna ballada, The Garden. Jej prosty tekst zainspirowany jest ponoć zasłyszaną na ulicy wypowiedzią eleganckiej angielskiej starszej pani, a towarzyszą mu takie smyczki, że aż się kręci w głowie.

Zdjęcie z książeczki do Ende Neu, a na nim Blixa Bargeld i Mariet Becker

Top 6: Mniej znane perły polskiej nowej fali

03/06/2012

Do kolekcji brakuje Brombie tylko singla Madame

Polska muzyka nowofalowa (czy, jak kto woli, post-punkowa) lat osiemdziesiątych była wspaniała. Nie tylko wspaniała, ale i popularna, bo z jakiegoś powodu, pewnie przez sytuację w kraju, ludzie chcieli słuchać dobrej muzyki z dobrymi tekstami. W latach dziewięćdziesiątych sytuacja w kraju się poprawiła, za to jakość słuchanej muzyki raczej odwrotnie. Może po prostu gust publiczności, wraz z ustrojem, dostosował się do norm demokratycznego świata.

Wszyscy znają takie arcydzieła gatunku, jak Raz-dwa, raz-dwa albo Kombinat. Oto sześć mniej znanych, a dobrych przykładów polskiej nowej fali.

Maanam – Kreon (1986) Zainspirowana znaną i lubianą lekturą szkolną pt. „Antygona” ultramroczna opowieść o złym królu. Był to oczywiście zawoalowany protest przeciw ówczesnym władzom. Kreona znajdziecie na płycie Mental Cut, której lepiej nie pomylić z jej żenującą anglojęzyczną wersją Wet Cat.

Voo Voo – Opowieść o ginie I (1989) Z środy na czwartek – płytę, którą otwiera ten dynamiczny kawałek, lubię jeszcze bardziej niż dwa bardziej uznane dzieła wczesnego Voo Voo, czyli Voo Voo i Sno-powiązałkę. Dostępne obecnie wydanie CD, wobec braku oryginalnych taśm, zostało zgrane z płyty winylowej – sądząc po brzmieniu, przez kogoś kto nigdy w życiu tego nie robił.

Lech Janerka – Bomb (1987/89) Dziwny, nawet jak na Janerkę, tekst o męskiej formie bomby. Bomb pochodzi z płyty Piosenki, w której historii prosty był tylko tytuł. W trakcie nagrań zmarł perkusista, a potem z różnych powodów (m. in. cenzury) płyta dwa lata czekała na wydanie. Wznowienia na CD brak, bo zaginęły taśmy. Ktoś zgrał winyl i puścił w internet – brzmi średnio, ale i tak lepiej niż „remastering” wspominanej płyty Voo Voo.

Obywatel G.C. – Podróż do ciepłych krajów (1988) Jest to najbardziej odjechany utwór na płycie Tak! Tak! – a konkurencję ma tam niezłą. Wychodzi poza formułę brzmieniową nowej fali, choćby dzięki gościnnemu występowi sopranistki operowej Agnieszki Kossakowskiej.

Madame – Może właśnie Sybilla (1985) Pisząc we wstępie  „z dobrymi tekstami” miałem na myśli „prawie zawsze dobrymi”, bo ten akurat, to jakieś wyżyny grafomanii. Piosenkę umieściłem na liście bo jest bezpretensjonalnie przebojowa oraz ze względu na osobę wokalisty – przyszłego twórcy takich diamentów jak Moja baby, Here I Am oraz Baśka.

Kora i Püdelsi – Hoża Moyra (1988) Püdelsi wykonywali na początku istnienia głównie utwory zespołu Düpą, na gruzach którego powstali.  Ich wokalistą już w latach osiemdziesiątych był Maciej Maleńczuk, ale na pierwszej płycie większość piosenek zaśpiewała gościnnie Kora. Teksty lidera Düpą Piotra Marka nieco odbiegały od tego, co zwykle śpiewała wokalistka Maanamu, np. Wyje w kłębach dymu rozchełstana zdzira / o miłości śpiewa w hotelowych wyrach / na pulsie bidetu (??) i nadziei że jutro / zabiją tysiąc kretów – będzie miała futro.

Jeśli macie jakieś ulubione polskie piosenki nowofalowe, to mój asystent >> << chętnie wysłucha Waszych komentarzy.

Muzyka czy nie?

28/09/2011

W XX wieku powstało wiele utworów, przy których zastanowić się należy „panie, czy to w ogóle jeszcze muzyka?” Należą do nich Ku pamięci Hiroszimy Pendereckiego, Ionisation Edgarda Varèse oraz cały repertuar zespołu Roxette. Zajmijmy się środkowym przykładem.

Napisane w 1931 r. Ionisation grane jest na instrumentach perkusyjnych, fortepianie (wykorzystanym jako instrument perkusyjny) i syrenie alarmowej. Nie ma melodii i, na dobrą sprawę, nie ma za bardzo rytmu. Czyli nie do końca pasuje do tradycyjnej definicji muzyki, brzmiącej „rytm + melodia”.

A jednak coś w Ionisation jest, w końcu Frank Zappa twierdził podobno, że to przez ten kawałek został muzykiem (jeśli wierzyć: a) komentarzom na YouTube, b) Frankowi Zappie). Poza tym, Ionisation pasuje do innej popularnej definicji muzyki, która brzmi „zorganizowany dźwięk”. Co ciekawe, definicja ta przepisywana jest właśnie Edgardowi Varèse.

A co Wy myślicie – muzyka to, czy nie? Oto linki oraz ankieta:

1. Ciekawe wykonanie na YT

2. Premierowe nagranie z lat trzydziestych, wzięte stąd

3. Świetne nagranie utworów Varèse (m. in. Ionisation) na blogu Bustera

Dwa ostatnie nagrania nieobjęte już prawami autorskimi (tzn. nr 3 na pewno, a nr 2 chyba).

A teraz ankieta:

Jeśli macie jakieś inne przemyślenia dot. Ionisation, ew.  istoty muzyki/sztuki, to zapraszam do komentowania.

Obraz, jeśli to w ogóle obraz – W. Kandinsky, W bieli II

Królowa nie żyje

28/04/2011

Z okazji ślubu księcia Williama polecam dziś piosenkę The Smiths pt. The Queen Is Dead. Partia gitary zasługuje na jakąś nagrodę Złotego Piórka, a oprócz tego jest jeszcze całkiem niezły, chociaż nie całkiem zrozumiały tekst. Zawiera on takie oto pytanie do Księcia Walii: Karolu, czy nie marzysz czasami / by na okładkach gazet zwanych tabloidami / pojawić się w welonie mamy?

Radzę zrobić dwie rzeczy: 1) poważnie zastanowić się nad powyższym pytaniem, 2) posłuchać całego albumu The Queen Is Dead pięćdziesiąt razy.

♫ LINKI:

♪ Świetne wykonanie na żywo

♪ Teledysk Dereka Jarmana

Wybierz swoje Top 5! Wasze ulubione piosenki z ostatnich 10 lat

09/12/2010

Wymyśliłem nową kategorię wpisów, bardziej jak forum niż blog. Ale może ta zabawa chwyci. Teraz to Wy wybieracie top 5, a ja tylko podrzucam kategorię. Dlaczego tylko ja mam się pocić przy klawiaturze? No, oczywiście swoją top 5 też napiszę – tylko już bez trzydziestu linków, rymowanych tłumaczeń i wszelkich pretensji do obiektywności albo słuszności wyboru. (more…)

„This is why people OD on pills …

31/10/2010

… and jump from the Golden Gate bridge. Anything to feel weightless again”. To refren Weightless Again zespołu The Handsome Family – piosenki, która niezwykle dobrze oddaje tragedię ludzkiej egzystencji. (more…)

Ravel jazzman

16/10/2010

Dziś kawałek Maurice Ravela, ale niekoniecznie dla miłośników Bolero. Prędzej dla wielbicieli Gershwina albo Strawińskiego – śmiałków, którzy postanowili łączyć muzykę klasyczną z najmodniejszym i najświeższym rodzajem muzyki popularnej swoich czasów – jazzem. Chodzi o ukończony w 1931 roku Koncert fortepianowy G-dur (po polsku i po niemiecku, bo po angielsku „in G-major”, a po francusku „en sol” – nazwy tonacji i ich stosowanie to temat na osobny, pełen żółci, wpis). (more…)