top 6: lato i wakacje

18/08/2016

Badeleben, Heringsdorf, Ostsee

Wpis trochę spóźniony, ale zainspirowany prawdziwymi zdarzeniami – mianowicie wakacjami i latem.

Ideal – Monotonie (1981) Moja ulubiona piosenka o tematyce wakacyjnej, a konkretnie o monotonii i melancholii na wyjeździe. Przy okazji możemy pouczyć się niemieckiej terminologii podróżniczej, np. „Vollpension” („pełne wyżywienie”) albo „Minimaltarif” (jeszcze nie sprawdziłem).

Righeira – Vamos a la playa (1983) Największe (i być może jedyne) arcydzieło italo disco. Dwaj sympatyczni Włosi proponują, z bliżej nieokreślonych przyczyn po hiszpańsku, aby iść na plażę. Kontekst owego naplażępójścia jest dość Operation_Crossroads_Baker_Editpostapokaliptyczny, ponieważ właśnie wybuchła bomba atomowa.

Antonio Vivaldi – Cztery pory roku – Lato, III: presto (1725) Dla osób bojących się letniej burzy – jedna z najlepszych burz w zatłoczonej kategorii „burza w muzyce klasycznej”. Gdyby ktoś wątpił, że chodzi o to właśnie zjawisko atmosferyczne, to Vivaldi dołączył do Czterech pór opisowe sonety, w których mowa nie tylko o piorunach, ale nawet o gradzie.

Anne Brown – Summertime (1935) Summertime, zanim zostało zarzynanym standardem jazzowym, stanowiło początek rewolucyjnej, bo czerpiącej z afroamerykańskiej kultury, opery Porgy i Bess. Opera miała nazywać się tak jak książka, z której powstała, czyli Porgy. Kompozytor George Gershwin był jednak pod takim wrażeniem śpiewaczki Anne Brown, że rozszerzył tytuł o jej postać.

Grandaddy – Summer Here Kids (1997) Wyjątkowo piosenka z gatunku indie grandaddy - summer here kidsrock – ewidentnie genre wyklętego Placówki postępu. Przebojowemu utworowi o rozczarowaniu latem towarzyszy najdroższy wideoklip wszech czasów. 99,97% z 350 mln dolarów budżetu poszło na opracowaną przez NASA i Roskosmos podwójną gitarę (na zdjęciu).

Palais Schaumburg – Deutschland kommt gebräunt zurück (1982) Hamburskie Joy Division śpiewa o tym, że „Niemcy wracają opalone zza morza”. Zwrot jest chyba RFN-owskim odpowiednikiem tekstów z naszej TV o zimowym „białym szaleństwie”.

Jeśli macie ulubione utwory letnie/wakacyjne, to zapraszam do pisania w komentarzach.

Zdjęcia: dziewczyny nad Bałtykiem w Heringsdorf, 1909 stąd; widok z plaży na atolu Bikini, 1946 stąd; gitara z archiwum X.

 

top 5: soul lat 60-tych popem lat 80-tych

11/06/2016

You_Keep_Me_Hangin_On_-_Supremes_(1966)O ile się dobrze orientuję, w PRL w latach sześćdziesiątych mało kto wiedział, że w Stanach trwa właśnie złota era muzyki soul. Kilka piosenek soulowych z tego okresu trafiło jednak na polskie listy przebojów, ale dopiero w wersjach białych artystów lat osiemdziesiątych. Ponieważ w Polsce nadal mało kto słucha klasycznego soulu i mało kto nawet wie, że niektóre przeboje były pierwotnie piosenkami tego gatunku, stworzyłem tę oto listę.

The Supremes – You Keep Me Hangin’ On (1966) Był to sztandarowy przebój sztandarowej girl group słynnej wytwórni Motown z Detroit („Motown” to skrócone „motor town”), a napisał go sztandarowy zespół kompozytorski Holland-Dozier-Holland. W naszym radiu You Keep Me Hangin’ On można usłyszeć jedynie w nowofalowo-dyskotekowej wersji Kim Wilde z 1986 roku. Ale pierwszej znaczącej (i dużo bardziej pomysłowej) przeróbki utwór doczekał się już rok po pierwszym nagraniu, kiedy we wspaniale teatralny sposób wziął się za niego hardrockowy zespół Vanilla Fudge.

Martha Reeves & the Vandellas – Dancing In the Street (1965) Przebój drugiego ważnego dziewczęcego zespołu wytwórni Motown. W 1985 roku postanowili go nagrać Mick Jagger i David Bowie, ze skutkiem raczej opłakanym.EverlastingLoveRobertKnight

Gloria Jones – Tainted Love (1964) Piosenka ta zdobyła popularność dopiero w Wielkiej Brytanii lat siedemdziesiątych w ramach zadziwiającej subkultury „Northern Soul”, która czciła niedocenione arcydzieła amerykańskiego soulu poprzedniej dekady. W 1981 roku Soft Cell, prowokacyjny angielski zespół grający new romantic, nagrał swoją słynną wersję.

Robert Knight – Everlasting Love (1967) Everlasting Love najbardziej znane jest w trochę późniejszej wersji brytyjskiej grupy Love Affair. W Polsce, Włoszech, Rosji i być może Niemczech najbardziej znane jest dość bezkompromisowe nagranie niemieckiej wokalistki Sandry Marii Magdaleny Lauer z 1987 r.Martha-vandellas-dancing-street

The Supremes – You Can’t Hurry Love (1966) Znowu Motown, znowu The Supremes i znowu Holand-Dozier-Holland. Zachowawczą wersję tej piosenki nagrał w 1982 roku sympatyczny perkusista Genesis, który w sumie powinien był pozostać sympatycznym perkusistą Genesis, czyli Phil Collins. Inna piosenka Collinsa, Two Hearts, też brzmi jak kower Motown – muzykę do niej napisał Lamont Dozier ze wspomnianego trio kompozytorów.

Na koniec mała ankieta:

Obrazki znalezione na Wiki, fair use, czy coś tam.

Top 7: World Music Party vol. 4

03/05/2016

Magda Coca-ColaTo już czwarty wpis z porywającą muzyką z całego świata. Jak zwykle znajdziecie na niej kawałki wybitnie muzyczne oraz mniej wybitne muzyczne, za to posiadające inne walory rozrywkowe. Decyzja, którą kategorię reprezentuje dany utwór, należy do Ciebie, Czytelniku.

Alaap – Bhabiye ni bhabiye (Indie/Wielka Brytania 1982) Kamień węgielny bhangra – gatunku, który trafił pod strzechy prawie 20 lat później za sprawą przeboju Get Your Freak On Missy Elliott.

Vainica doble – Caramelo limon (Hiszpania, 1973) Poetycka i skomplikowana muzycznie piosenka o cukierku.

Abdel Halim Hafez – Zalamou (Egipt, 1957) Piosenki z filmów z tym panem dość często goszczą na listach Placówki. W tym przypadku, jak to już raz było, możemy w klipie obserwować spazmatyczne, ale jak najbardziej uzasadnione reakcje aktorki Magdy al-Sabahi na śpiew Abdela Halima Hafeza. Doceńcie też doskonałe riffy egipskiej orkiestry.

Los Nikis – El imperio contraataca (Hiszpania, 1985) Tutaj riffy są może nieco mniej wyszukane, za to piękny jest tekst i teledysk. W tytule Imperium kontratakuje chodzi o imperium hiszpańskie, które znów będzie wielkie. Na całym świecie hamburgery ustąpią popularnością hiszpańskiej tortilli z ziemniaków. A wygrana z Jugosławią w koszykówkę stanowi zapowiedź tego rychłego powstania z kolan.

Maître Gazonga – Les Jaloux Saboteurs (Czad, 1980) Refren tej nieziemsko skocznej piosenki można chyba przetłumaczyć: „zazdrośni sabotażyści o oczach krokodyli chcą mojego niepowodzenia”. Nie od dziś wiadomo, że oderwani od koryta będą próbowali psuć nam szyki.vainica doble caramelo de limon

Tom Ze – Jimmy renda-se (Brazylia, 1970) Trudno mi się połapać, o co chodzi w stanowiącym mieszankę portugalskiego i angielskiego  tekście, ale riff i rytm są genialne.

Lucie Bílá – Neposlušné tenisky (Czechosłowacja, 1985) Obywatelskie nieposłuszeństwo tenisówek. Doceńcie solówkę wzorowaną na Moonlight Shadow Mike’a Oldfielda.

Ilustracje: egipska reklama Coca-coli z udziałem Magdy al-Sabahi oraz okładka singla Caramelo de limón.

habibi mojego omr

24/03/2016

Egyptian State RailwaysNajwiększą trudnością w poznawaniu arabskiej muzyki jest arabski alfabet. O ile wiele innych niełacińskich alfabetów da się w miarę łatwo zamienić na zrozumiałe dla nas literki, to w piśmie arabskim pojawia się dodatkowy problem, bo nie uwzględnia samogłosek. Do tego w sprawie transliteracji nie ustalono chyba żadnych wspólnych zasad, więc np. najsłynniejsza egipska śpiewaczka أم كلثوم to Oum Kalthoum, Om Kalsoum, Om Koulsum, Om Kalthoum, Oumme Kalsoum, Umm Kolthoum, Om Koultoum, Umm Kulthum, Ummi Kultsum, Ummi Kaltsum, Umi Kulsum albo Umi Kalsum. Ale dziś nie o niej, ale o innym egipskim (a właściwie egipsko-syryjskim) artyście, Faridzie el-Atrash i jego piosence Habibi el omr.

♪ Farid el-Atrache – Habibi el omr

Ten nagrany prawdopodobnie w latach czterdziestych utwór zamieściła w sieci osoba, która nie zna arabskiego, a weszła w posiadanie kolekcji starych arabskich nagrań i postanowiła się nimi podzielić. Ja też chciałem się podzielić tą wspaniałą balladą, choćby ze względu na przepiękną partię chóru, ale nie lubię zamieszczać wpisów o piosenkach, których tytułu nie znam, i których dostępność w internecie ogranicza się do jednego nagrania na YouTube, które może przecież zniknąć w niewyjaśnionych okolicznościach.

Na szczęście podany był wykonawca – Farid el-Atrache (bądź el-Atrash) – i pozostało tylko zidentyfikować tytuł. Okazało się to niespodziewanie łatwe, bo tekst, a zarazem tytuł, zaczyna się od najbardziej znanego arabskiego słowa w muzyce popularnej, czyli „habibi”.asmahan farid al-atrash

„Habibi” oznacza ukochanego lub ukochaną. Nie wiem, jak to jest do końca z rodzajami, bo „ukochana” to właściwie chyba „habibti”. Mnie zresztą najbardziej podoba się forma oznaczająca „twoją ukochaną” lub „twojego ukochanego” – swojsko brzmiące „habibek”. A tytuł piosenki „Habibi el omr”  znaczy „miłość mojego życia”. Czyli, o ile brzmienie utworu może być dla nas nieco egzotyczne, to tematyką nie odbiega on zbytnio od znanych powszechnie schematów pop music.

♪ Zapasowy link, tym razem z tytułem

♪ więcej starej muzyki z różnych stron świata na stronie cdbpdx.com

Jako ciekawostkę dodam, że Fariz el-Atrache okazuje się być bratem wokalistki Asmahan, która już pojawiała się na blogu, we wpisie o kawie. A jeśli czyta to ktoś, kto orientuje się w języku arabskim, to byłbym wdzięczny za wyjaśnienie, jak to jest z habibi/habibti/habibek, bo nie jestem pewien.

Obrazki: plakat egipskiego PKP z lat trzydziestych i okładka egipskiej Vivy! z Faridem al-Atrache i jego siostrą Asmahan (lata czterdzieste). Źródła obrazków trudne do ustalenia.

top 8: telefonia

12/01/2016

CandlestickTelephones

Udanych piosenek o telefonach jest, jak się okazuje, całkiem dużo, więc musiałem zrobić wyjątkowo ostrą selekcję. Międzynarodowość słowa „telefon” przyczyniła się do dość dużego zróżnicowania językowego listy.

The Nerves – Hanging on the Telephone (USA, 1976) Oryginalna wersja przeboju Blondie o czekaniu, aż ukochana/ukochany odbierze. Szczerze mówiąc wolę wykonanie Blondie, ale niszowy charakter bloga zobowiązuje mnie do zamieszczenia mniej znanej wersji.

Baiano – Pelo Telefone (Brazylia, 1916) Piosenka Pelo telefone (Przez telefon) to prawdopodobnie pierwsze w historii nagranie samby. Trzeba przyznać, że tematyka była dość nowoczesna – w moim domu, na przykład, telefon pojawił się dopiero osiemdziesiąt lat później.

Chór Dana – Telefony (Polska, 1935) Przedwojenna piosenka o zamieszaniach na linii, do której słowa napisał Julian Tuwim. Tuwim napisał całkiem sporo popowych tekstów, w tym Miłość ci wszystko wybaczy.

Charles Mombaya – Allo telephone (Demokratyczna Republika Konga, 200?) Nie znam francuskiego, ale sądząc ze wspaniałego teledysku (polecam zwłaszcza scenę wypadku), utwór opowiada o wszechobecności telefonów komórkowych.

Bembeya Jazz National – Telephone (Gwinea, 1976) W tym przypadku brak klipu, który wyjaśniłby piosenkę, ale też śpiewają po francusku, więc może ktoś się zorientuje. Ja zrozumiałem tylko, że w refrenie jest „nie jest trudno (coś tam) telefon”. Utwór jednak trafił na listę głównie ze względu na obłędny rytm.

Ria Amelia – SMS (Indonezja, 200?) Hit sumatrzańskich wesel opowiadający podejrzanym esemesie i wywołanej nim zazdrości. Chwytliwy i życiowy kawałek, chociaż nie wiem, czy jego prawie sześciominutowa długość jest w pełni uzasadniona. Dla zainteresowanych językami dodam jeszcze, że w pojawiające się w tekście „HP” nie oznacza firmy, ale „handphone”, czyli komórkę. A „orang” to nie kolor, tylko „człowiek, osoba”, np. „leśny człowiek” – „orang utan”.Kristiania_telefonsentral_headsets_1899

Kraftwerk – Der Telefonanruf (RFN, 1986) Rozmowa telefoniczna  to chyba  najbardziej liryczny utwór Kraftwerk. „Jesteś blisko mnie, a jednak tak daleko” – czy Kraftwerk inspirował polską szkołę tekściarstwa lat dziewięćdziesiątych?

Public Enemy – 911 Is a Joke (USA, 1990) Piosenka o tym, że telefon alarmowy to jakiś żart, bo przyjadą dopiero, kiedy im się zechce. To chyba jedyny przebój Public Enemy, w którym Flava Flav występuje w roli głównego rapera, zamiast tylko chodzić z tym swoim zegarem i przeszkadzać.

Czy macie faworyta na liście? Czy dodalibyście jakieś piosenki? Zachęcam do komentowania.

Dziękuję Karolinie, dzięki której nie poznałbym uroków indonezyjskiej sceny pop.

Obrazki z Wikimedia Commons. Pocztówka stąd, norweskie telefonistki stąd.

Soweto nigdy nie śpi

18/11/2015

Soweto_townshipPołudniowoafrykańskie Soweto powstało na przedmieściach Johannesburga przez stopniowe przesiedlanie czarnej ludności poza właściwe miasta do tzw. townships – byle jakich osiedli. Jego nazwa pochodzi od pierwszych sylab słów South Western Township.

W Soweto zawsze było beznadziejnie, ale w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstało tam całkiem dużo fantastycznej muzyki. Chciałbym dziś zaprezentować przykład gatunku zwanego „mbaqanga” albo „township jive” – Akulalwa Soweto (1973) żeńskiego zespołu wokalnego Mgababa Queens.

Tytuł znaczy „Soweto nigdy nie śpi”, co brzmi w zasadzie pozytywnie. Ale gdy popatrzy się na zdjęcia rozpadających się blaszanych ruder, z których składa się osiedle, to zastanawiam się, czy ta bezsenność jest aż taka super.

Pięknej melodii i harmoniom towarzyszy zadziwiający rytm, kojarzący się z  niektórymi piosenkami Joy Division (np. Komakino). Nie wiem, czy Joy Division się nimi inspirowało, ale jest pewna szansa, ponieważ muzyka afrykańska była promowana przez legendarnego brytyjskiego prezentera radiowego Johna Peela. Umożliwiło to np. splagiatowanie wspaniałego kawałka Umculo Kawupheli Mahotella Queens przez, nota bene całkiem ciekawy, brytyjski zespół Bow Wow Wow (pod tytułem See Jungle). Najbardziej jednak znanym dziełem zainspirowanym mbaqanga jest album Graceland Paula Simona. Ten raczej nie słuchał Johna Peela, ale muzyka RPA (a także Zimbabwe – porównajcie sobie brzmienie Graceland np. ze składanką Viva Zimbabwe) najwyraźniej do niego dotarła.

Jeśli chcielibyście posłuchać więcej takich piosenek, to Mgababa Queens niestety nie nagrały za wiele, za to wspominane już Mahotella Queens mogą się pochwalić porządnym dorobkiem. Odradzam tylko ich późniejszą (od połowy lat 80-tych) kolaborację z innym piosenkarzem z Soweto, Mahlotinim, bo „Mahlotini and Mahotella Queens” to była jakaś kiepska atrakcja cyrkowa. Za to ich wcześniejsze nagrania były wspaniałe – mogę polecić np. dość hardrockowy utwór Wozani Mahipi, podobno o przybyciu do Soweto hipisów.

Wszystkie trzy piosenki  z tego wpisu znajdziecie na wydanej w 1986 roku składance ze śpiewającymi paniami z RPA pt. Soweto Never Sleeps . Ten fantastyczny album raczej trudno kupić, ale przy odrobinie wysiłku można go znaleźć w sieci. A jeśli chcecie jeszcze więcej południowoafrykańskiej muzyki, to polecam blog Electric Jive z różnymi trudno dostępnymi nagraniami, w tym Mahotella Queens.

Zdjęcie Soweto: Creative Commons – Matt-80 na Wikimedia Commons.

namiętność na siedząco

12/11/2015

Animals_of_Hindustan_monkeys,_rodents_and_the_peacock,_from_Illuminated_manuscript_Baburnama_(Memoirs_of_Babur)Popularna w Pakistanie oraz w niektórych częściach Indii i Bangladeszu muzyka qawwali powiązana jest z sufizmem – mistycznym nurtem islamu. Najbardziej znanym jej wykonawcą był Pakistańczyk Nusrat Fateh Ali Khan, ale ja chciałbym dzisiaj polecić utwór jego rodaczki, Abidy Parveen. Nazywa się on Tere ishq nachaya i jest jedną z najbardziej porywających rzeczy, jakie ostatnio słyszałem.

Świetne wykonanie na żywo z tłumaczeniem

Tere ishq nachaya trwa zwykle ponad dziesięć minut, ale jest na tyle zróżnicowany i ma na tyle przebojowy refren, że się tego nie zauważa. Co bardziej niecierpliwi mogą narzekać na powolny wstęp, ale pierwszego refrenu zaczyna się jazda bez trzymanki.

Inny występ – krótsz i trochę mniej szalone, za to lepsza jakość

Pendżabski tekst napisał XVIII-wieczny suficki poeta Buleh Shah. Traktuje on nie o religii ale, co wiem dzięki tłumaczeniu z YT, o palącej miłości. Tytuł piosenki oznacza „twoja miłość sprawiła, że tańczę” i pojawiają się w niej przeróżne ciekawe obrazy, jak np. wymarzone miejsce, gdzie wszyscy są ślepi i nie wiedzą, kto jest z jakiej kasty.bulleh shah

Abida Parveen (ur. 1954) była nawet w jury Pakistan Idol, ale ja dopiero teraz się o niej dowiedziałem. Nieźle szaleje na scenie, biorąc pod uwagę, że w tradycji qawwali śpiewa się i gra na siedząco.

Pierwszy obrazek: „Zwierzęta Hindustanu” z dzieła Bāburnāma (źródło: Wikimedia Commons). Trochę powiązane, bo w pieśni jest coś o „pawiach w gajach miłości”. Twórca motywatora z Bulleh Shah i jego wierszem nieznany.

dobry kawałek tego kolesia od dzwonka do komórek

23/09/2015

alhamba doreRecuerdos de la Alhambra (Wspomnienia Alhambry, 1896) Francisco Tárregi jest jednym z większych hitów na gitarę klasyczną, ale jakoś dopiero ostatnio go usłyszałem. Ten przepiękny utwór brzmi trochę jak zagrany na bałałajce, przez użytą w nim technikę tremolo. W tym sposobie gry na gitarze przebiera się szybko po strunach, jednocześnie grając drugą melodię kciukiem. Wygląda łatwo – na pewno szybko bym się nauczył, gdyby nauka gry na jakimś instrumencie nie była poniżej godności poważnego blogera muzycznego.

Hiszpański kompozytor Francisco Tárrega w ostatnich latach przeżywa mały renesans za sprawą popularnej melodii dzwonka do telefonów Nokia, wziętej z jego Gran Vals. O tym ostatnim utworze możecie przeczytać na świetnym blogu Spacerkiem po klawiszach.

Na obrazku Alhambra (Gustave Doré, 1874, stąd)

Top 6: Afryka dla początkujących, vol. 2

16/09/2015

Ouled-man-and-woman_by_Lehnert

Korzystając z otwartości naszego narodu na inne kultury, chciałbym zaproponować kolejne 6 kawałków z Afryki (pierwsze sześć znajdziecie tutaj).

Menelik Wossenachew – Chereka (Etiopia, 1973) Kto raz zacznie słuchać etiopskiego soulu, ten nigdy nie przestanie. Zmiana rytmu w Chereka zmieni Wasze życie.

Djeli Moussa Diawara – Yekeke (Gwinea, 1982) Przepiękny, zagrany na korze i balafonie kawałek, na bazie którego kilka lat później Mory Kante (brat Djeli Moussa Diawary) stworzył dyskotekowy hit Yeke yeke.

Lalibela

CC Rod Wattington

Reine Pelagia – Biande (Wybrzeże Kości Słoniowej, 1985) Skoro już mowa o dyskotekowych hitach z Afryki, to ten jest moim ulubionym. Brzmieniem przypomina europejskie przeboje z lat 80-tych, ale melodią już mniej, a rytmem w ogóle.

Ouza et Ouzettes – Dollar (Senegal, 1972) Na liście afrykańskich piosenek zawsze musi znaleźć coś z Mali albo Senegalu (dz. ust. nr 175 poz. 314 z późn. zm.). Starałem się wybrać coś przejmującego.

Khaled – Chebba (Algieria, 1993) Aicha Khaleda to chyba najbardziej znany w Polsce arabski kawałek, ale osobiście wolę utwór Chebba. Kiedyś usłyszałem go w restauracji syryjskiej (tzn. nie w Syrii tylko na św. Wawrzyńca) i omal się nie posikałem ze szczęścia, że w końcu rozpoznałem tam jakąś piosenkę.

Frank & His Sisters – Mwanangu lala (Kenia, 1944) Piękna kołysanka w Suahili (mwanangumoje dziecko, lalaweźże śpij). Frank gra na gitarze, a Maria i Thecia robią fantastyczne harmonie wokalne.

Obrazki: Berberowie, być może w Algierii –  fot. Rudolf Lehnert, 1904 stąd; wykuty w skale kościół św. Jerzego w Lalibeli (Etiopia) – fot. Rod Waddington, Creative Commons, stąd.

Bracia na zjeżdżalni

03/09/2015

gołąb na brzoskwiniMoją ulubioną piosenką funkową i jedną z ulubionych piosenek w ogóle jest Brothers on the Slide (1974) zespołu Cymande. Zmieniła ona moje dotychczasowe skojarzenia z utworami funkowymi bo, po pierwsze, nie była rozciągnięta i monotonna, a po drugie, nie była autotematyczna (jak np. One Nation Under a Groove Funkadelic: „Do you promise the funk, the whole funk and nothing but the funk?”).

Utwór zaczyna się od niesamowicie przebojowej partii gitary, kojarzącej się z Red Hot Chili Peppers za czasów Johna Frusciante. Potem pojawia się tekst przestrzegający przed karierą przestępczą. Wyrażenie „on the slide” prawdopodobnie oznacza  udział w jakichś przekrętach. Aby zrozumieć tekst, trzeba jeszcze wiedzieć, że „brother” to czarnoskóry mężczyzna,  „inside” znaczy „w pudle”, a „the man” to szef, rząd albo bogacze. Brothers, którzy są on the slide, wkrótce znajdą się inside, ale tłumaczą się, że the man przecież też kręci wałki.

Zespół Cymande powstał, co w funku rzadko się zdarza, w Wielkiej Brytanii, a jego członkowie pochodzili w większości z Karaibów. Nazwę grupy czyta się chyba „samandi” i oznacza ona, w którymś z karaibskich języków, gołębia – bo zespół promował pokój na świecie. W kwestii pokoju, jak wszyscy widzimy, gówno zdziałali, ale udało im się przynajmniej stworzyć trochę niesamowitej, funkowo-karaibsko-afrykańsko-mistycznej muzyki.

Jeśli chcecie poznać więcej Cymande, to polecam np. ich największy hit The Message, mój faworyt Our Love albo dłuższy Dove.

Obrazek: cesarz Song Huizon, Gołąb na brzoskwini (Chiny, 1107)

 


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 50 obserwujących.