Top 6: Muzyka klasyczna – mistyczna i kosmiczna

07/06/2015

Ravel Daphnis et Chloe Leon Bakst

Wielu osobom na dźwięk słów „muzyka klasyczna” staje przed oczami XVIII-wieczny salon pełen upudrowanych ludzi w perukach, baletnica przebrana za łabędzia albo, sądząc po wynikach wyszukiwania grafiki na hasło „muzyka klasyczna,” skrzypce i róża na papierze nutowym. Tak się jednak składa, że muzyka klasyczna to setki lat twórczości niezliczonych kompozytorów, i tylko niewielka jej część pasuje do tych obrazków.

Aby wyrwać muzykę klasyczną z oków peruk i baletek, chciałem zaprezentować listę utworów mogących budzić skojarzenia raczej kosmiczne ew. mistyczne. Lista przeznaczona jest też dla początkujących słuchaczy klasyki – starałem się, żeby niesamowitość utworów szła w parze z przebojowością. A właściwie, to kompozytorzy się starali.

Maurice Ravel – Daphnis et Chloe – Lever de Jour (1912, pierwsze 5 minut linku) Balet według starożytnej, greckiej opowieści o młodych pastuszkach-kochankach. Lever de Jour, czyli „wschód słońca”, to jego najbardziej znany fragment. Gdybym był fachowym recenzentem muzycznym to napisałbym: „starożytność w secesyjnym wydaniu, doprawiona smakowitą partią chóru i gęsto polana smyczkowym sosem”.

Claude Debussy – Syrinx (1913) W greckiej mitologii najada Syrinks była obiektem uczuć Pana (tego od fletni). Pojawia się też w fabule poprzedniego utworu na liście. Debussy, tak jak Ravel, zaliczany jest do muzycznych impresjonistów. W Syrinx do stworzenia „impresji” wystarczył mu jeden flet i 2-3 minuty. Podobny klimat znajdziecie u niego w słynnym, też mitologicznym, poemacie symfonicznym Popołudnie Fauna, albo w mniej znanej Sonacie na flet, altówkę i harfę.Hooke,_Cassini_Drawings_of_Mars,_Jupiter_and_Saturn_1666

Ralph Vaughan Williams – Tallis Fantasia (1910) Wariacje na temat melodii XVI wiecznego angielskiego kompozytora Thomasa Tallisa. Na większy i bardziej kosmiczny atak instrumentów smyczkowych trzeba było czekać aż do 1958 r., kiedy to nakręcono film „Krwiożercze altówki z Plutona”. Brytyjscy kompozytorzy początku XX wieku, tacy jak Vaughan Williams czy Edward Elgar, byli mistrzami dramatycznych smyczków.

Gustav Holst – The Planets: VII Neptune, the Mystic (1918) Holst też należał do wspomnianej grupy angielskich kompozytorów. Neptun, jak wskazuje pełna nazwa, jest najbardziej mistycznym fragmentem jego genialnej suity orkiestrowej Planety, i charakteryzuje się pomysłową partią chóru żeńskiego – stopniowo wyciszanego przez przymykanie drzwi osobnego pokoju, w którym chór ten się znajduje. Mnie Planety Holsta fascynują jeszcze bardziej, od kiedy zorientowałem się, z pewnym opóźnieniem, jak łatwo jest zobaczyć i zidentyfikować na niebie większość planet (Neptuna akurat nie). Polecam każdemu, wystarczy sprawdzić np. polski serwis Astronet i pamiętać, że planety można odróżnić od gwiazd po tym, że nie migoczą.

Arvo Pärt – Fratres (1977) Chwilowo przenosimy się do nieco nowszych czasów i na północ. Estończyk Arvo Pärt jest jednym z niewielu popularnych a zarazem szanowanych współczesnych kompozytorów. Do jego najbardziej znanych kompozycji, obok Fratres, zaliczają się też Tabula rasa oraz Festina lente – łączą je takie cechy, jak minimalizm, tajemniczość oraz ładne, łacińskie tytuły.Akseli_Gallen-Kallela_-_Flower_of_Death Fratres istnieje w różnych aranżacjach – tu daję wersję na wiolonczelę i harfę, żebyśmy odpoczęli od tych wszystkich orkiestr.

Jean Sibelius – Tuonelan joutsen (1895) Pozostajemy na północy, ale wracamy do orkiestr i okolic początku XX wieku, ewidentnie mojej ulubionej epoki w muzyce klasycznej. Poemat symfoniczny, mający oddać w muzyce pochodzą z fińskiego eposu Kalevala legendę o łabędziu pływającym wokół Tuoneli – wyspy umarłych. Moja żona puszczała to kiedyś dzieciom na lekcji jako podkład do rysowania zwierząt nocnych – podobno tworzyli w pełnym skupieniu. Polecam prawie wszystkie kompozycje Sibeliusa, bo wyjątkowo dobrze spełniają wymóg „mistyczność + przebojowość”. Szczególnie dobre są symfonie nr 2 i 5 oraz utwór En Saga.

Obrazki wszystkie w domenie publicznej i z Wikimedia Commons. Od góry: scenografia Leona Baksta do Dafnis i Chloe Ravela, 1912, stąd; rysunki Roberta Hooke’a i Giovanniego Cassiniego przedstawiające Marsa, Jowisza i Saturna, 1666, stąd; drzeworyt Kwiat śmierci, Akseli Gallen-Kallela, 1895, stąd.

Jeśli macie własne propozycje na listę, to śmiało piszcie w komentarzach.

 

Top 6: Wpisujcie miasta

09/05/2015

Była już lista piosenek o polskich miastach, więc czas teraz przenieść się, jak to mówią, na arenę międzynarodową i zrobić listę kawałków o miastach zagranicznych. Zamiast wybierać się na kłopotliwe i męczące podróże, posłuchajcie sobie tych oto utworów.1930s'_Shanghai_Nanking_Rd

VIA-75 – Tbilisi (1976) Mam nadzieję, że stolica Gruzji jest choćby w połowie tak żywa jak ta, łącząca funk i tradycyjny śpiew, piosenka.

Zhou Xuan – Ye Shang Hai (1946?) Piosenka o nocnym życiu Szanghaju sprzed czasów Mao Zedonga i jego interesujących a zarazem śmiercionośnych pomysłów na rozwój Chin. Słychać w niej wyraźną inspirację zgniłym jazzem zgniłego Zachodu.

Ideal – Berlin (1980) Oda do Berlina – jeszcze podzielonego, ale już całkiem multi-kulti.

Pulp – Sheffield Sex City (1992) Nie byłem nigdy w Sheffield, ale chyba stosunkowo rzadko po nazwie tego miasta padają słowa „sex city”. Chociaż, co ja tam wiem.

Klaudia Szulzenko – Soczi (1940?) Tango o kurorcie, który niedawno stał się na dwa tygodnie światową stolicą olimpijskich idei, braterstwa i szeroko pojętego dobra.London_Underground_circa_1900

Ralph Vaughan Williams – A London Symphony: II – Lento (1913). Symfonia opowiadająca o Londynie z czasów, kiedy oświetlały go słabe lampy gazowe. Jest pięknie, tajemniczo, a gdzieś we mgle czy smogu czai się Mr Hyde.

Jeśli macie ciekawe propozycje do listy, to piszcie w komentarzach. Wpisujcie miasta!

Zdjęcie Szanghaju z lat trzydziestych stąd, a londyńskiego metra ok. roku 1900 stąd.

40 dni

24/04/2015

Brubeck 40 DaysTytuł instrumentalnego 40 Days (1966) legendarnego zespołu cool jazzowego Dave Brubeck Quartet nawiązuje do czterdziestodniowego postu Jezusa na pustyni.

Dave „Take Five” Brubeck nie był pierwszym znanym jazzmanem, który nagle stał się porządnym chrześcijaninem. Zaraz przed nim zrobił to John Coltrane i nagrał słynny album-symfonię A Love Supreme. W przypadku A Love Supreme religijność autora zdecydowanie ma wpływ na odbiór, bo słuchacze od razu spodziewają się czegoś nadprzyrodzonego i zaczynają recki od „Nie jestem religijny, ale…” No, ale pewnie jakość samej muzyki też coś ma do tego, bo np. chrześcijańska wersja Baśki też jest dość natchniona, ale poza mną niewiele osób uważa ją za arcydzieło.

40 Days na żywo, 1966, niemiecki program Jazz gehört und gesehen (Jazz widziany i słyszany)

wersja studyjna

U mnie pierwszy odbiór 40 Days był niezakłócony przez ewentualne interpretacje biblijne, bo na początku nie zwróciłem uwagi na tytuł, za to zwróciłem uwagę na kompozycję. Jest to jeden z najlepszych kawałków jazzowych, jakie słyszałem – charakterystyczne dla Dave’a Brubecka skomplikowane metrum połączone jest z prawie tak samo złożonymi, ale przepięknymi melodiami. Nawet solówki są piękne i uzasadnione artystycznie. Nie jestem religijny, ale…

Fotka z linkowanego występu w RFN

 

astronautyka argentyńska

19/04/2015
Lego - zestaw 6861. U mnie w domu był taki. Fot. russavia (CC)

Lego – zestaw 6861. U mnie w domu był taki. Fot. russavia (CC)

Piosenka argentyńskiego zespołu Invisible pt. El anillo del Capitán Beto (1976) opowiada o kierowcy miejskiego autobusu z Buenos Aires, który wyrusza na podbój kosmosu. Kapitan Beto jest trochę jak Major Tom ze Space Oddity Davida Bowiego, ale jego statek kosmiczny ma dość dużo cech argentyńskiego autobusu, w tym wyposażenie kabiny zawierające m.in. obrazek świętego i proporczyk klubu piłkarskiego River Plate. Wystrój ten pasowałby także do naszych autobusów, tylko raczej pekaes, nie miejskich – świętych w nich od groma, klubowych proporczyków również.

♪ Świetne wykonanie na żywo Spinetta Jade – późniejszego zespołu lidera Invisible w 1983 r. Doceńcie reakcję publiczności.
River Plate - drużyna z najfajniejszymi koszulkami

River Plate – drużyna z najfajniejszymi koszulkami

Piosenka cieszy się w Argentynie statusem, jak to mówią, kultowym. Ma nawet całkiem obszerny artykuł w hiszpańskojęzycznej Wikipedii, łącznie z amatorską ilustracją wnętrza fikcyjnego pojazdu kosmicznego, zaś umieszczony na orbicie w 2013 roku argentyński sztuczny satelita nazywa się Capitán Beto. Myślę, że to wszystko dzięki temu odniesieniu do River Plate – każdy, kto widział słynny film z fanem River oglądającym mecz, wie że naród ten poważnie traktuje piłkę nożną.

Jeśli zainteresował Was zespół Invisible, to posłuchajcie też np. power ballady Niño Condenado.

Obrazki z Wikimedia Commons. Lego – użytkownik russavia (Creative Commons), River Plate – domena publiczna.

Top 6: Muzyka klasyczna dla opornych, wersja 2.0

15/04/2015

Beethoven Westminster GoldOto drugie podejście do tematu „muzyka klasyczna dla początkujących”. Tym razem starałem się, żeby było bardziej przebojowo, i żeby każdy kawałek prowadził w jakimś w miarę konkretnym kierunku, a przynajmniej do jeszcze jednego utworu.

♪ Piotr Czajkowski – Taniec wieszczki cukrowej z Dziadka do orzechów (1892). Na początku delikatnie, bo niektórzy podobno boją się muzyki klasycznej. Dzwonkowato brzmiący instrument, który słyszycie w utworze, to czelesta – wówczas nowość. Zidentyfikowanie tego kawałka zaraz na początku mojej przygody z klasyką sprawiło mi wyjątkową przyjemność i zachęciło do dalszego słuchania zawierającej go składanki Classical Music for People Who Hate Classical Music.

Chyba jakaś jedna trzecia przebojów muzyki klasycznej pochodzi z baletów Czajkowskiego, a z tej jednej trzeciej większość jest z Dziadka do orzechów. Przykładem innego hitu baletowego, który wszyscy znają, a mało kto wie, co to takiego, jest mniej delikatny Taniec rycerzy (aka Montecchi i Capuletti) z Romea i Julii (1935). Jego jednak wyjątkowo nie napisał Czajkowski, ale inny Rosjanin, Sergej Prokofiew.

♪ Antonín Dvořák – IX symfonia „Z Nowego Świata” – IV. Allegro con Fuoco (1893) Czas na tzw. mocne uderzenie. Zainspirowana pobytem czeskiego kompozytora w Stanach Zjednoczonych IX symfonia, podobnie jak większość rzeczy na tej liście, jest przykładem obfitującej w przeboje muzyki romantyzmu.

Poszukującym innych w miarę ostrych brzmień mogę polecić np. dramatyczny Dies Irae (Gniew Boży) z Requiem (1791) Mozarta. Tak jakoś wyszło, że kompozytor napisał to requiem dla siebie. RIP in peace.

♪ Fryderyk Chopin – Preludium XV „Deszczowe” z 24 preludiów (1839) Zdanie „lubię preludia Chopina” brzmi jakoś podejrzanie, coś jak „moim ulubionym poetą jest Mickiewicz”. Ale ja naprawdę lubię preludia Chopina, a 15-te jest najsłynniejsze i chyba najlepsze. Na bardziej ekspresyjny utwór fortepianowy trzeba było czekać aż do opracowania na ten instrument Eye of the Tiger zespołu Survivor.

Jeśli interesuje Was podobna ekspresja, ale w kombinacji „fortepian plus orkiestra”, (czyli koncert fortepianowy), to proponuję hit  z Wariacji na temat Paganiniego spóźnionego i niepoprawnego romantyka Sergieja Rachmaninowa: Wariację XVIII.stravinsky steinweiss

♪ Jan Sebastian Bach – Preludium z I suity wiolonczelowej. Jeśli barok kojarzy Wam się z przepychem, to w muzyce tej epoki za bardzo go nie znajdziecie (już prędzej w romantyzmie). Suity wiolonczelowe J.S. Bacha to skrajny przykład tego, że barokowa muzyka była, w porównaniu np. z barokową architekturą albo malarstwem, raczej ascetyczna. Twórczość tego okresu ma wielu oddanych fanów, którzy gardzą innymi gatunkami oraz ignorancją pozostałych melomanów, co czyni barok czymś w rodzaju jazzu muzyki klasycznej.

Jeśli chcecie posłuchać barokowej muzyki na więcej niż jeden instrument, a do tego z głosem, to polecam początek przesmutnego Stabat Mater Włocha Pergolesiego.

♪ Franciszek Schubert – XIV kwartet smyczkowy „Śmierć i dziewczyna”, II. Andante con moto (1826) Poprzez muzykę kameralną (dla od dwóch do około dziesięciu instrumentów) kompozytorzy często próbowali wyrazić swoje uczucia, głównie negatywne. Schubert chciał XIV kwartetem oddać swój lęk przed śmiercią. Lęk uzasadniony, bo była to jedna z ostatnich kompozycji Austriaka.

O ile Andante con moto z kwartetu Schuberta stanowi przykład mistrzowskiego budowania napięcia, to już Allegro molto z VIII kwartetu smyczkowego (1960) Dmitrija Szostakowicza to najzwyklejszy furiacki atak. Kwartet był zainspirowany wizytą w zbombardowanym Dreźnie, wojną ogólnie oraz takim sobie samopoczuciem kompozytora.

♪ Claude Debussy – Popołudnie fauna (1894) Poematy symfoniczne – utwory, które mają opowiadać historię, ale bez użycia słów – są chyba najbardziej, obok rosyjskich baletów, przebojowym gatunkiem muzyki klasycznej (sprawdźcie na przykład Obrazki z wystawy Musorgskiego albo Planety Holsta). Zainspirowane wierszem S. Mallarme’a o tym samym tytule Popołudnie fauna może robić za soundtrack do współczesnych sobie epok artystycznych – impresjonizmu i secesji.sibelius 5

Utwór Debussy’ego uważany bywa za, nieco źle obliczony czasowo, pierwszy przykład dwudziestowiecznej muzyki klasycznej. Określenie „dwudziestowieczna muzyka klasyczna” wzbudza jeszcze większy popłoch niż sama „muzyka klasyczna”, ale zazwyczaj nie ma się czego bać.  Przykład ciekawej, awangardowej, a jednocześnie przebojowej muzyki z XX wieku, a zarazem udanego poematu symfonicznego stanowi Pacific 231 (1923) Szwajcara Arthura Honeggera. Jest to muzyczny odpowiednik Lokomotywy Juliana Tuwima.

Jeśli spodobało Wam się coś na liście, macie własne propozycje albo inne refleksje, to zachęcam do komentowania.

Autorzy okładek (niezwiązanych z utworami z listy) to od góry: Christopher Whorf, Alex Steinweiss, George Maas

Top 7: World Music Party Vol. 3

12/03/2015

Hombres_bailando_tango_en_el_río,_1904

Postanowiłem zwiększyć nieco częstotliwość wpisów z serii World Music Party. Zadaniem tego cyklu jest wyrwanie „muzyki świata” ze szpon serii wydawniczych typu „Siesta” albo „(Nazwa kraju) Café”.

Morena y Clara – No llores mas (Hiszpania, 1976) Dwie Hiszpanki, które najprawdopodobniej zniszczą moje małżeństwo. Połączenie flamenco z wyjątkowo ostrym funkiem oraz z wyjątkowo dyskretnym tańcem w klipie. Utwór nie jest niestety tolerowany przez moją żonę – niesłusznie, bo kiedy ostatnio słyszeliście tak hojnie używany krowi dzwonek? „Nie, nie, nie, nie, nie nie płacz już / Nie, nie, nie, nie, bo ja cię kocham”.

Eastern Youth – Kakato Naru (Japonia, 2001) Podziękowania dla japonisty Blahuu. Wprawdzie podkład muzyczny jest raczej amerykański/alternatywny, ale ekspresja wokalna nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z krajem samurajów, kamikadze i seppuku.

Caetano Veloso – Alegria, alegria (Brazylia, 1967) Długo się zbierałem, aby napisać osobny post o tej piosence, bo jest genialna. Ale z wpisem na razie się nie udało, więc wrzucam ją tutaj – por que não?

Asha Bhosle, Usha Mangeshkar – Mushkil mein pad gai jaan (Indie, 1966) Nie znam się na Bollywood, ale mam wrażenie, że to był jakiś szczyt, zarówno pod względem muzyki, jak i choreografii.

Zia – Man kiam (Iran, lata 60-te) Zmienione językowo i rytmiczne I’m a Believer Neila Diamonda/The Monkees. To chyba mój ulubiony kower w ogóle.

Abdel Halim Hafez – Khosara, khosara (Egipt, 1957) Abdel Halim Hafez był czołowym amantem egipskiego showbusinessu i w filmach zawsze czarował swoim śpiewem płeć piękną. Podkład tej piosenki został 40 lat później skradziony przez producenta Timbalanda to przeboju Big Pimpin’, w którym Jay-Z obraża swoim rapem płeć piękną.zulus czaka

Margaret Singana – We Are Growing (RPA, 1986) Piosenka ze znanego również w Polsce serialu Shaka Zulu (Zulus Czaka), opowiadającego o wodzu plemieniu Zulusów. Kiedyś już robiłem wpis o tym hicie (moim zdaniem jednym z najlepszych przebojów owej przebojowej dekady) ale nie miałem jeszcze skanu mojego pięknego rysunku, najwyraźniej pochodzącego z okresu świadomego i celowego buntu przeciwko ortografii oraz kierunkowi pisania liter „c” oraz „z”.

Ilustracje: „Buenos Aires: Mężczyźni tańczący tango w rzece” (1904, Archivo General de la Nación Argentina via Wikimedia Commons); „Zulus Czaka” – Przemysław Karol Jaślan, kredka na papierze zeszytowym (1987, z archiwum artysty).

Top 6: Alternatywne pościelówy vol. 2

11/02/2015

colgate międzywojenneLubisz się przytulać a jednocześnie chcesz się popisać nietuzinkowym gustem muzycznym? Oto druga porcja mniej ogranych ballad.

Mahmoud Ahmed – Yeshi hargetu (Etiopia, początek lat 70-tych) Dodatkowym atutem tej ballady jest archiwalny materiał filmowy, gdzie Mahmoud Ahmed czaruje najbardziej troskliwym spojrzeniem na świecie oraz przepięknie pokazuje, jak oddaje serce.

Connee Boswell – The Boulevard of Broken Dreams (USA, 1934) Ponury romans z epoki Wielkiego kryzysu, w którym żigolak i „żigoletka” spotykają się na Bulwarze zniszczonych marzeń. Najsmutniejszą znaną mi wersję śpiewa Connee Boswell ze świetnej grupy wokalnej The Boswell Sisters.

Billy Bragg – The Man in the Iron Mask (Wielka Brytania, 1983) Billy Bragg zazwyczaj walczył z thatcheryzmem, ale w tej piosence walczy o serce ukochanej za pomocą dumasowskich metafor.

Najat Al-Saghira – Ana baashaq el bahr (Egipt, 1982) Uzależniający kawałek o ciekawej aranżacji – nie mogłem zgadnąć, z której pochodzi dekady. Pojawia się w nim najważniejsze słowo arabskiej pop music – „habibi” (żeńska wersja to „habibti”), czyli „ukochany”. Piosenkarka śpiewa, że kocha morze, niebo i drogę, bo wszystkie te rzeczy przywołują na myśl jej habibi.

Blue Effect – Slunečný hrob (Czechosłowacja, 1969) Na słowa „czeska ballada rockowa” z pewnością odczuwacie uzasadniony niepokój, który przewyższa jedynie ten wywołany słowami „niemiecka ballada rockowa”. Słoneczny grób jednak różni się od większości czeskiej muzyki popularnej tym, że nie jest obciachowy. Chociaż przyznam, że w obrębie mojego małżeństwa opinie w tej ostatniej kwestii są podzielone.głuptak niebieskonogi

The Cure – Charlotte Sometimes (Wielka Brytania, 1981) Zapomniany przebój Cure’ów. Tekst zainspirowany jest książką dla dzieci o tym samym tytule, której bohaterka cofa się w czasie. Teledysk też ma nawiązywać do książki i jest tak zły, że aż dobry. Można w nim także zobaczyć Roberta Smitha z jeszcze dyskretnym makijażem.

Obrazki: przedwojenna reklama Colgate (znaleziona dawno temu na nieistniejącej już stronie); samiec głuptaka niebieskonogiego z Galapagos w trakcie opowiadania samicy o swoim blogu muzycznym (z Wikimedia Commons, autor: SkepticVK).

Jeśli macie swoje propozycje w temacie „ballady inaczej”, to śmiało piszcie w komentarzach. Pierwszy wpis z serii tutaj.

Top 7: World Music Party 2

31/12/2014

Fem_män_höjer_sina_snapsglas_ute_i_en_trädgård_stående_vid_ett_trädgårdsbord_med_kaffekoppar_och_flaskor_-_Nordiska_Museet_-_NMA.0048890

Już od trzech lat, co trzy lata, (czytaj: był jeden taki wpis, trzy lata temu) Placówka przedstawia zestaw potencjalnie imprezowych piosenek z różnych części świata.

Alemayehu Eshete – Kotuma Fikreye (Etiopia, l. 70-te) Disco inferno prosto z Addis Abeba.

The Gaylettes – Silent River Runs Deep (Jamajka, 1968) Cicha woda brzegi rwie. Jamajski akcent jeszcze nigdy nie brzmiał tak pięknie.

William Onyeabor – Atomic Bomb (Nigeria, 1983) Odkryty niedawno przez wytwórnię Davida Byrne’a mag electro-funk. Uczucia tak silne, że do porównania nie wystarczy broń konwencjonalna.

Idoli – Kenozoik (Jugosławia, 1982) Tuzy nowej fali z krainy Tito. Dodatkowymi atutami są sweter i wąs wokalisty.

Taxi – Chiclete (Portugalia, 1981) Też nowa fala. Guma do żucia jako metafora. Życie jak żucie.

Alaska y los Pegamoides – Horror en el hipermercado (Hiszpania, 1980) Któż z nas nie przeżył kiedyś orroru w ipermarkecie?William Holbrook Beard The Bear Dance

Umbrtka – Vezemy Babu (Czechy, 2011) Mocne uderzenie zza południowej granicy. Czczący boga przemysłu zespół Umbrtka uspokaja babcię, że zawiozą ją do szpitala, gdzie „felčar tě zalátá z boku i zespodu” bo „ty musíš do smrti vytvářet hodnoty (towary)”. Klip skompilowany, chyba przez zespół, z czechosłowackiego serialu Sanitka (Karetka pogotowia).

Obrazki: „Fem män höjer sina snapsglas ute i en trädgård stående vid ett trädgårdsbord med kaffekoppar och flaskor” z Wikimedia Commons oraz „Taniec niedźwiedzi” – William Holbrook Beard, ok. 1870.

Jawajska entomologia

22/12/2014

Watanabe_Shotei ModliszkaUtwór Walang kekek (1969) indonezyjskiej śpiewaczki Waldjinah opowiada, co łatwo wywnioskować z tytułu, o modliszce. Trudno mi się połapać, o co chodzi w tekście, bo tłumacz Google nie radzi sobie za dobrze z językiem jawajskim (a w każdym razie nie w przypadku tej piosenki) i serwuje m.in. raczej hip-hopowe „do not insult yo mas”. Udało mi się jedynie wywnioskować, że piosenka nie zajmuje się tym, z czego modliszki najbardziej słyną w zachodniej popkulturze, czyli okazjonalnym odgryzaniem przez samicę głowy samca podczas, jak to się mówi po indonezyjsku, kopulasi.

Muzycznie Walang kekek stanowi, na moje niewyćwiczone ucho, połączenie keroncong ze stylem jaipong, ewentualnie gamelanem. Keroncong to dawna indonezyjska muzyka popularna, powstała po przywiezieniu w XVI wieku europejskich instrumentów przez pierwszych kolonizatorów Indonezji – Portugalczyków. Jaipong jest bardziej spokrewniony z najbardziej znaną w Europie indonezyjską muzyką – dworskimi zespołami gamelan. U Waldjinah to połączenie stylów brzmi jednocześnie przebojowo, egzotycznie i kosmicznie. I to na całym, doskonałym albumie Walang kekek.waldjinah walang kekek

Istnieją późniejsze nagrania Waldjinah (później zmieniła pisownię na Waljinah) wykonującej Walang kekek, ale brzmią, jak to remake, słabo. O wiele ciekawsza okazuje się niedawna wersja dziecięcej gwiazdy Woro. Nie dość, że unowocześniona aranżacja piosenki nie jest żenująca, to jeszcze zrobiono do niej zupełnie niezły klip, nawiązujący do jawajskiej tradycji teatru cieni.

Waljinah nie przestała na szczęście śpiewać piosenek o owadach (pisane przez niejakiego Andjar Any aka Anjarany) i w tym samym okresie nagrała również utwór Jangkrik genggong który, jak łatwo wywnioskować z tytułu, opowiada o świerszczu. Jangrik genggong jest równie przebojowe jak Walang kekek, ale trochę inne brzmieniowo, bo bardziej przypomina typowy keroncong. Z tego, co dowiedziałem się na YouTube, jej tekst opowiada o zdradzie i wierności damsko-męskiej – tematach, które nam bardziej pasowałyby do utworu z modliszką, a nie jakimś świerszczem, w tytule.

Chciałbym podziękować entuzjaście keroncong Joniemu, który wiedząc, że interesuję się modliszkami, oświecił mnie co do tematyki Walang kekek.modliszka

Japoński obraz (wyjątkowo nie drzeworyt) z modliszką autorstwa Watanabe Shonei (1851-1918), wzięty z Wikimedia Commons. Zdjęcie albumu Walang kekek z bloga Madrotter Treasure Hunt, gdzie ta wybitna, ale niewznawiana płyta była kiedyś – i być może będzie kiedyś ponownie – dostępna do pobrania. Zdjęcie entuzjasty owadów z modliszką wykonała Ola.

Top 6: Alternatywne pościelówy

14/12/2014

Colgate JerzyLubisz romantyczne ballady, ale się wstydzisz? Oto sześć wolnych kawałków, których nie trzeba się, przynajmniej moim zdaniem, wstydzić. I które są trochę mniej ograne niż, skądinąd przecież dobre, ’74-’75, Yesterday albo Killing Me Softly.

Alemayehu Ashete – Teredtchewalehu (1971) Na początek mocne ale miękkie uderzenie z Etiopii. Najlepsza jest gwizdana końcówka.

The Korgis – Everybody’s Got to Learn Sometime (1980) Pierwotna wersja utworu znanego, w wykonaniu Becka, z filmu Eternal Sunshine of the Spotless Mind (dosł. Zakochany bez pamięci). Zespół The Korgis wyróżniał się imidżem rodem z Doliny Krzemowej.

Super Diamono de Dakar – Indu Waad (1977) Syntezatorowa ściana dźwięku trochę wyprzedziła swoje czasy.

Abdel Halim Hafez – Ahwak (1957) Ahwak oznacza, jak można domyślić się z tonu, „kocham cię”. W egipskim filmie „Dzisiejsze dziewczyny”, słysząca to wyznanie aktorka Magda al-Sabahi (znana, podobnie jak Magda Masny, po prostu jako „Magda”) dostaje wręcz spazmów. Kto nigdy nie dostał spazmów słysząc głos Abdela Halima Hafeza, niech pierwszy rzuci pamiątkowym kamieniem z napisem „Hurghada”. Polecam też, pozbawione aktorstwa Magdy, za to wzbogacone o bardziej rozbudowaną partię egipskiej orkiestry, wykonanie na żywo.

Lata Mangeshkar & Mohd Rafi – Yeh dil deewana hai (1970) Słabo orientuję się w Bollywood, ale tę hinduską power ballad uważam za godną polecenia. Lata Mangeshkar i Mohd Rafi byli najważniejszymi, obok znanej z piosenki Brimful of Asha Ashy Bhosle, indyjskimi „playback singers”. Nie miało znaczenia, jakich aktorów widzieliśmy na ekranie, bo śpiew podkładały prawie zawsze te trzy osoby. Tytuł piosenki oznacza „crazy in love”.Tufted_capuchin_E_Geoffroyi

The Beatles – Long, Long, Long (1968) Podobnie jak poprzedni utwór na liście, piosenki Beatlesów na ich „Biały Album” napisane zostały w Indiach, gdzie zespół przechodził kurs medytacji transcendentalnej. Oczywiście żaden kawałek z płyty The Beatles nie dorównuje Yeh dil deewana hai, ale Long, Long, Long Harrisona jest całkiem niezłe.

Damsko-męskie obrazki to: przedwojenna polska reklama Colgate (strona, na której to znalazłem, już nie istnieje) oraz samica kapucynki podczas godów z dobrej kolekcji Uniwersytetu w Heidelbergu.

Jeśli macie inne propozycje na listę, to piszcie w komentarzach.


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 42 obserwujących.