Posts Tagged ‘piosenki’

ocieplanie wizerunku włoskiej estrady

01/01/2018

Włochy nie mają za dobrej sławy, jeśli chodzi o muzykę pop. Jest ona chyba porównywalna z reputacją Niemiec w dziedzinie poczucia humoru. Ale z czasem dowiedziałem się, że we Włoszech też powstawała wybitna muzyka popularna. Za najmocniejszy tego dowód uważam piosenkę Se telefonando (1966) Miny Mazzini, znanej szerzej jako po prostu Mina.

Tytuł Se telefonando oznacza Gdyby dzwoniąc, a tekst opowiada o umarłej miłości. Muzykę napisał, znany z późniejszej pracy w branży filmowej, Ennio Morricone. Se telefonado przypomina trochę brzmieniem powstały dwa lata wcześniej przebój Petuli ClarkDowntown. Ale to, co dzieje się w stanowiącym większość piosenki refrenie, nie jest już podobne do niczego. Melodia tego niekończącego się refrenu zainspirowana jest podobno wyciem syreny policyjnej, ale chyba chodzi o inną syrenę, niż tę, która zainspirowała część dokonań sceny Eurodance lat dziewięćdziesiątych.

Na Se telefonando natknąłem się pierwszy raz trzy dni temu, przez moją niezdrową fascynację piosenką Non ho l’eta Giglioli Cinquetti, zwycięzcą Eurowizji i San Remo w 1964 roku. Wczoraj później włączyłem, po kilkumiesięcznej przerwie, Radio 3 España i po kilku sekundach usłyszałem właśnie Se telefonando. Uważam to za znak, że jesteśmy sobie z tą piosenką przeznaczeni, tak jak Tristan i Izolda, Dempsey i Makepeace albo ci dwoje, co śpiewają Time of My Life.

Dodatkowe linki:

Samo audio, gdyby link do występu TV nie działał

Je Changerais D’avis, wersja Françoise Hardy – nie taka dobra jak oryginał, ale fajnie jej rozwiewa włosy w klipie

 

 

Reklamy

top 5: zakamuflowana muzyka klasyczna

16/10/2017

Niektórzy twierdzą, że boją się muzyki klasycznej i jej unikają. Mam dla nich złą wiadomość: klasyka i tak czasem ich dopada, zamaskowana pod niewinną postacią przebojów pop. Poniżej pięć przykładów używania „poważnych” melodii w  szlagierach muzyki popularnej.

Procol Harum – A Whiter Shade of Pale (1967) Śliczna partia organów Hammonda  Bielszego odcienia bladego, to nieco zmieniona melodia Arii z III suity orkiestrowej (ok. 1730) Jana Sebastiana Bacha. Utwór Bacha znany jest też jako Aria na strunie G, ponieważ pod koniec XIX wieku skrzypek August „To nie literówka” Wilhemj zaaranżował go tak, aby główną melodię móc zagrać na jednej, najniższej strunie skrzypiec. Nie pytajcie, po co – może miał tylko jedną.

Coolio – C U When U Get There (1997) Ten pop-rapowy przebój oparty jest na melodii Kanonu D-dur (1680) Johanna Pachelbela. Oczywiście w barokowym oryginale nikt nie rapował, a gdyby rapował, to pewnie byłoby to coś w stylu: codziennie dla Pana / ja gram na organach.

Yanni – Aria (1989) Utwór greckiego maga syntezatora oparty jest na Duecie kwiatów z opery Lakmé (1882) Leo Delibesa. Akcja opery rozgrywa się w Indiach, zgodnie z ówczesną modą na orientalizm. Duet kwiatów, zwany też Sous le dôme épais (Pod gęstą kopułą) śpiewany jest przez tytułową bohaterkę i jej służącą podczas, czego się być może nie spodziewaliście,  zbierania kwiatów. Sous le dôme épais nie rozsławiło samo nagranie Yanniego, w końcu to artysta znany głównie wśród syntezatorowych koneserów, ale reklama British Airways, w której użyto jego wersji. Przedtem najbardziej znanym fragmentem Lakmé była Aria dzwonków.

Sting – Russians (1984) Część podkładu Russians Sting wziął od Sergieja Prokofiewa. Chodzi o Pieśń ze suity muzyki do komedii Porucznik Kiże (1934). Ten orkiestrowy fragment nazywa się Pieśń, bo w filmie była to faktycznie pieśń. Traktujący o zimnej wojnie tekst Russians Sting napisał sam, chociaż co niektóre rymy i metafory każą się zastanawiać, czy aby nie podwędził go jakiemuś licealiście.
Sting najwyraźniej lubił Prokofiewa, bo wystąpił też jako narrator w jednym z licznych nagrań jego utworu dla dzieci Piotruś i wilk. Rosyjski kompozytor zdaje się być wyjątkowo popularny wśród artystów pop, bo narratorem Piotrusia i wilka był również David Bowie, a najsłynniejszą melodię Prokofiewa – Taniec rycerzy z baletu Romeo i Julia – samplowała Sia (Taken for Granted, 2000) i Robbie Williams (Party Like a Russian, 2016). Ta druga piosenka ma rymy podobnej jakości, co Russians, ale w tym przypadku to chyba celowe.

Eugeniusz Bodo – Umówiłem się z nią na dziewiątą (1937) Jeśli nawet o wszystkich poprzednich piosenkach mogliście powiedzieć: „Phi, wiedziałam” lub „E, wiedziałem”, to tej pewnie się nie spodziewaliście. Ale refren Umówiłem się z nią na dziewiątą ewidentnie pochodzi z arii Non piu, andrai farfallone amoroso z opery W.A. Mozarta Wesele Figara (1786).
A tak przy okazji – jeśli nie oglądaliście jeszcze komedii Piętro wyżej, z której pochodzi przebój Bodo, to na co jeszcze czekacie?

Jak widać, trafić na muzykę klasyczną można wszędzie, a jeśli ktoś się jej boi, to lepiej w ogóle niczego nie słuchać. Ale wtedy i tak przewalone, bo okaże się, że po prostu słuchamy cały czas 4’33” Johna Cage’a.

Obrazki: okładka albumu z Lakmé (zauważcie „gęstą kopułę jaśminu”) z Rateyourmusic; okładka Prokofiewa z Discogs; plakat Piętro wyżej nie wiem skąd.

 

top 6: piosenki zainspirowane książkami, tom pierwszy

19/02/2017

mistrz_i_malgorzata_3Wbrew pozorom, twórcy muzyki popularnej czytają czasem książki. Poniżej sześć przykładów piosenek zainspirowanych książkami – jeden znany i pięć mniej znanych.

The Rolling Stones – Sympathy for the Devil (1968) To ten znany przykład, bo prawie wszyscy wiedzą, że to o Mistrzu i Małgorzacie Bułhakowa, a konkretnie o tych fragmentach z Jezusem i Piłatem. Pamiętam uczucie, kiedy czytałem książkę i nagle olśniło mnie, że to przecież o tym jest ta piosenka Stonesów, którą znam z wersji Jane’s Addiction. To było jeszcze zanim internet dał wszystkim nieograniczony dostęp do wiedzy, który tak uskrzydlił ludzkość.

Sufjan Stevens – Come On! Feel the Illinoise! (2005) Nie mam potwierdzenia, ale tekst piosenki wskazuje, że kiedy Sufjan Stevens robił research do swojego koncept-albumu o stanie Illinois, przeczytał książkę Diabeł w Białym Mieście Erika Larsona. Książka opowiada o Wystawie Światowej w Chicago w roku 1893 i jest przykładem na to, że dobra literatura to także literatura faktu, a nie tylko powieści opowiadające o sfrustrowanych intelektualistach próbujących napisać powieść.original_ferris_wheel_under_construction_in_lincoln_park_chicago

Nada Surf – Popular (1996) Tę piosenkę o szkolnym prestiżu zainspirowała jeszcze bardziej niestandardowa literatura, bo poradnik. Zwrotki pochodzą z „poradnika wdzięku i popularności dla nastolatków” – Penny’s Guide to Teen-age Charm and Popularity  z roku 1964. Marzę, by nagrać utwór, w którym wściekle melorecytowałbym fragmenty kultowej polskiej pozycji Nastolatki gotują, np. „Są i takie sytuacje, że mamy kilka produktów, ale w małej ilości i trudno z nich przygotować śniadanie czy kolację dla kilku osób, natomiast jeśli przygotujemy pastę, rozwiążemy ten problem. Nie wynika z tego, że możemy wszystkie produkty razem mieszać, ale że znając smak różnych produktów spożywczych, możemy z nich tworzyć bardzo dobre kompozycje smakowe i odżywcze.”nastolatki-gotuja

Eva Pilarova – Oliver Twist (1962) Czechosłowacki bigbit łączący popularny taniec z nazwiskiem bohatera powieści Dickensa. „Raději jsem neměla ten román”, co znaczy „zamiast tego miałam tę powieść”, a nie, jak mogłoby się wydawać „rzadziej jestem niemiła dla tego Romana”.

Mastodon – Seabeast (2004) Reprezentanci tzw. mocnego uderzenia zainspirowali się klasyką amerykańskiej beletrystyki – Moby-Dickiem Hermana Melville. Moim zdaniem spoko książka, chociaż podobno w Stanach, jako lektura obowiązkowa, nie jest zbyt lubiana. Który polski zespół metalowy jako pierwszy podejmie wyzwanie nagrania koncept-albumu zainspirowanego np. nowelami pozytywistycznymi?

moby_dick_p510_illustrationT’Pau – China In Your Hand (1987) Porcelana w dłoni to numer jeden na liście „Piosenki, których nie podejrzewałeś o bycie zainspirowanymi Frankensteinem Mary Shelley.” Wkrótce pewnie dowiem się, że  Total Eclipse of the Heart jest o Kandydzie, a Love Is a Battlefield o Krzyżakach.

A czy Wy macie propozycje na ewentualny tom drugi? Jakiś gotyk o Goethem? Grunge o Grażynie?

Obrazki: Mistrz i Małgorzata (projekt: Emilia Freudenreich) z Encyklopedii Fantastyki; pierwszy w historii diabelski młyn w trakcie konstrukcji przed wystawą w Chicago z Wikimedia Commons; porady: Sabina Witkowska – Nastolatki gotują, 1987; kaszalot z Wikimedia Commons.

top 7: gorzko, gorzko

13/01/2017

anne-boleyn-executionTematem dzisiejszego wpisu są związki, w których słodycz, poprzez jakąś tajemniczą reakcję chemiczną, zmieniła się w gorycz.

Gang of Four – Damaged Goods (1980) Tuzy post-punku przedstawiają miłość jako wadliwy towar zwracany do sklepu. W tekście wykorzystane jest też podwójne znaczenie słowa „change”, które oprócz zmiany oznacza też „drobne” albo „resztę”. Tak samo jak „miłość” może oznaczać „lubienie bardzo”, ale również „bagno/ściek”.

Soft Cell – Say Hello, Wave Goodbye (1982) Ci reprezentanci new romantic znani są głównie z koweru Tainted Love, ale ich własne piosenki też były porządne. Say Hello, Wave Goodbye charakteryzuje się wyjątkowo złożoną melodią refrenu oraz wyjątkową goryczą tekstu. Take your hands of me / I don’t belong to you, you see, czyli Trzymaj łapy przy sobie / bo nie przeznaczon ja tobie.

Fun Boy Three – Tunnel of Love (1983) Kultowy zespół brytyjskiej nowej fali śpiewa o tunelu miłości – jarmarcznej atrakcji, która zmienia się w ściek wpadający do bagna.

Breakout – Powiedzieliśmy już wszystko (1969) Prawie cała lista jest po angielsku, ale w końcu jest to język, w którym nawet cytryna jest gorzka. Ale polskie pary też potrafią osiągnąć imponujący poziom goryczy, czego możemy się dowiedzieć słuchając powyższej, mrocznej piosenki albo rozmów małżeństw w restauracjach.640px-praying_mantis_sexual_cannibalism_european-37

The Lemonheads – Big Gay Heart (1996) Grunge-country z dwoma refrenami. Znowu o beznadziejnym związku, ale tym razem dwóch mężczyzn. Placówka postępu, jak sama nazwa wskazuje, jak najbardziej wspiera walkę mniejszości seksualnych o prawo do takich samych miłosnych rozczarowań, resentymentów i ślepych uliczek, jakie są udziałem heteronormatywnej części społeczeństwa.

Bruce Springsteen – The River (1980) Małżeństwa zawarte z powodu ciąży nie muszą być nieszczęśliwe, chyba że występują w piosence Bruce’a Springsteena. Utwór wyróżnia się bezbłędnymi rymami oraz najsmutniejszym solo harmonijki ustnej w bogatej historii sol harmonijki ustnej.

Joy Division – Love Will Tear Us Apart (1980) „Miłość nas rozerwie, i nie chodzi mi tu o rozrywkę”, śpiewa w tym zimnofalowym klasyku Ian Curtis – bożyszcze zagubionej młodzieży, ale słaby kandydat do tytułu Męża Roku. Ten kawałek wszyscy znają, więc dopiszę dwie rzeczy o których może nie każdy wie. Po pierwsze, tytuł zainspirowany jest odrażającym utworem Neila Sedaki Love Will Keep Us Together. Po drugie, istnieje nagranie wideo koncertowego wykonania Love Will Tear Us Apart (średnią jakość rekompensuje wartość historyczna).

Zapraszam do podawania własnych, gorzkich propozycji w komentarzach.

Obrazki: ścięcie żony Henryka VIII Anny Boleyn (źródło nieznane) oraz gorzki związek pana modliszki z panią modliszką (autor: Oliver Koemmerling, licencja Creative Commons, stąd)

 

 

top 6: łzy a deszcz

27/10/2016

hiroshige_deszczPrzygotowując listy tematyczne napotkałem poważny dylemat. Nie wiedziałem bowiem, czy piosenki o łzach w deszczu dać na listę o łzach, czy o deszczu. Zrobiłem więc osobną listę, na której znalazły się najładniejsze piosenki o tematyce łączącej te dwa smutne i ciekłe zjawiska.

Roy Acuff – Blue Eyes Crying in the Rain (1947, country) Cztery na pięć utworów na tej liście mówi o przydatnej właściwości deszczu – potrafi on ukryć łzy. Co ciekawe, w najstarszej znalezionej przeze mnie piosence o deszczu i płaczu nie ma o tym ukrywaniu ani słowa. Autor najwyraźniej czuł instynktownie potencjał kombinacji deszczu i łez, ale brakło mu tej iskierki geniuszu, która pozwoliła ludzkości wykorzystać wiatr do napędzania młynów, słońce do uzyskiwania prądu, czy opady do maskowania płynów fizjologicznych.

The Everly Brothers – Crying in the Rain (1962, rock’n’roll) O ile wiem, Crying In the Rain to pierwsza piosenka o ukrywaniu łez przez deszcz. Słowa utworu napisał niespecjalnie znany tekściarz Howard Greenfield, muzykę napisała bardziej znana Carole King, autorka zadziwiająco dużej części znanych melodii z lat sześćdziesiątych. Obecnie najczęściej słyszy się wersje norweskich tuzów popu A-ha.

James Carr – These Ain’t Raindrops (1967, soul) To nie krople deszczu, mówi podmiot liryczny, łzy to! Niweczy tym samym maskujący efekt deszczu, otwarcie informując ukochaną o gruczołowym, nie kondensacyjnym, pochodzeniu płynu w jego oczach.gray896

The Temptations – I Wish It Would Rain  (1967, soul) Być może uczyliście się, że po „if”, when czy I wish nie dajemy will ani would. Czasami jednak się to zdarza i oznacza albo uprzejmą prośbę o zgodę (np. If you will allow me…), albo irytację (I wish you wouldn’t do that), albo wzmocnienie życzenia. To ostatnie można oddać po polsku mówiąc gdyby tylko…, ewentualnie dodając gromkie dalibóg!

The Dramatics – In the Rain (1972, soul) The Dramatics trochę się spóźnili, ale nadrabiają efektami studyjnymi czyli, jak co bystrzejsi mogli się już domyślić, odgłosem deszczu. Deszcz z In the Rain użyty został potem na najlepszej płycie hip-hopowej według blogerów niesłuchających hip-hopu, czyli 36 Chambers Wu-Tang Clanu. Partia gitary też jest dość deszczowa – tę zsamplował GZA z Wu-Tang w piosence Cold World.

Obrazki: ze Stu słynnych widoków Edo Hiroshige (1857, stąd) oraz z Gray’s Anatomy (1858, stąd)

 

top 5: soul lat 60-tych popem lat 80-tych

11/06/2016

You_Keep_Me_Hangin_On_-_Supremes_(1966)O ile się dobrze orientuję, w PRL w latach sześćdziesiątych mało kto wiedział, że w Stanach trwa właśnie złota era muzyki soul. Kilka piosenek soulowych z tego okresu trafiło jednak na polskie listy przebojów, ale dopiero w wersjach białych artystów lat osiemdziesiątych. Ponieważ w Polsce nadal mało kto słucha klasycznego soulu i mało kto nawet wie, że niektóre przeboje były pierwotnie piosenkami tego gatunku, stworzyłem tę oto listę.

The Supremes – You Keep Me Hangin’ On (1966) Był to sztandarowy przebój sztandarowej girl group słynnej wytwórni Motown z Detroit („Motown” to skrócone „motor town”), a napisał go sztandarowy zespół kompozytorski Holland-Dozier-Holland. W naszym radiu You Keep Me Hangin’ On można usłyszeć jedynie w nowofalowo-dyskotekowej wersji Kim Wilde z 1986 roku. Ale pierwszej znaczącej (i dużo bardziej pomysłowej) przeróbki utwór doczekał się już rok po pierwszym nagraniu, kiedy we wspaniale teatralny sposób wziął się za niego hardrockowy zespół Vanilla Fudge.

Martha Reeves & the Vandellas – Dancing In the Street (1965) Przebój drugiego ważnego dziewczęcego zespołu wytwórni Motown. W 1985 roku postanowili go nagrać Mick Jagger i David Bowie, ze skutkiem raczej opłakanym.EverlastingLoveRobertKnight

Gloria Jones – Tainted Love (1964) Piosenka ta zdobyła popularność dopiero w Wielkiej Brytanii lat siedemdziesiątych w ramach zadziwiającej subkultury „Northern Soul”, która czciła niedocenione arcydzieła amerykańskiego soulu poprzedniej dekady. W 1981 roku Soft Cell, prowokacyjny angielski zespół grający new romantic, nagrał swoją słynną wersję.

Robert Knight – Everlasting Love (1967) Everlasting Love najbardziej znane jest w trochę późniejszej wersji brytyjskiej grupy Love Affair. W Polsce, Włoszech, Rosji i być może Niemczech najbardziej znane jest dość bezkompromisowe nagranie niemieckiej wokalistki Sandry Marii Magdaleny Lauer z 1987 r.Martha-vandellas-dancing-street

The Supremes – You Can’t Hurry Love (1966) Znowu Motown, znowu The Supremes i znowu Holand-Dozier-Holland. Zachowawczą wersję tej piosenki nagrał w 1982 roku sympatyczny perkusista Genesis, który w sumie powinien był pozostać sympatycznym perkusistą Genesis, czyli Phil Collins. Inna piosenka Collinsa, Two Hearts, też brzmi jak kower Motown – muzykę do niej napisał Lamont Dozier ze wspomnianego trio kompozytorów.

Na koniec mała ankieta:

Obrazki znalezione na Wiki, fair use, czy coś tam.

Soweto nigdy nie śpi

18/11/2015

Soweto_townshipPołudniowoafrykańskie Soweto powstało na przedmieściach Johannesburga przez stopniowe przesiedlanie czarnej ludności poza właściwe miasta do tzw. townships – byle jakich osiedli. Jego nazwa pochodzi od pierwszych sylab słów South Western Township.

W Soweto zawsze było beznadziejnie, ale w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstało tam całkiem dużo fantastycznej muzyki. Chciałbym dziś zaprezentować przykład gatunku zwanego „mbaqanga” albo „township jive” – Akulalwa Soweto (1973) żeńskiego zespołu wokalnego Mgababa Queens.

Tytuł znaczy „Soweto nigdy nie śpi”, co brzmi w zasadzie pozytywnie. Ale gdy popatrzy się na zdjęcia rozpadających się blaszanych ruder, z których składa się osiedle, to zastanawiam się, czy ta bezsenność jest aż taka super.

Pięknej melodii i harmoniom towarzyszy zadziwiający rytm, kojarzący się z  niektórymi piosenkami Joy Division (np. Komakino). Nie wiem, czy Joy Division się nimi inspirowało, ale jest pewna szansa, ponieważ muzyka afrykańska była promowana przez legendarnego brytyjskiego prezentera radiowego Johna Peela. Umożliwiło to np. splagiatowanie wspaniałego kawałka Umculo Kawupheli Mahotella Queens przez, nota bene całkiem ciekawy, brytyjski zespół Bow Wow Wow (pod tytułem See Jungle). Najbardziej jednak znanym dziełem zainspirowanym mbaqanga jest album Graceland Paula Simona. Ten raczej nie słuchał Johna Peela, ale muzyka RPA (a także Zimbabwe – porównajcie sobie brzmienie Graceland np. ze składanką Viva Zimbabwe) najwyraźniej do niego dotarła.

Jeśli chcielibyście posłuchać więcej takich piosenek, to Mgababa Queens niestety nie nagrały za wiele, za to wspominane już Mahotella Queens mogą się pochwalić porządnym dorobkiem. Odradzam tylko ich późniejszą (od połowy lat 80-tych) kolaborację z innym piosenkarzem z Soweto, Mahlotinim, bo „Mahlotini and Mahotella Queens” to była jakaś kiepska atrakcja cyrkowa. Za to ich wcześniejsze nagrania były wspaniałe – mogę polecić np. dość hardrockowy utwór Wozani Mahipi, podobno o przybyciu do Soweto hipisów.

Wszystkie trzy piosenki  z tego wpisu znajdziecie na wydanej w 1986 roku składance ze śpiewającymi paniami z RPA pt. Soweto Never Sleeps . Ten fantastyczny album raczej trudno kupić, ale przy odrobinie wysiłku można go znaleźć w sieci. A jeśli chcecie jeszcze więcej południowoafrykańskiej muzyki, to polecam blog Electric Jive z różnymi trudno dostępnymi nagraniami, w tym Mahotella Queens.

Zdjęcie Soweto: Creative Commons – Matt-80 na Wikimedia Commons.

Bracia na zjeżdżalni

03/09/2015

gołąb na brzoskwiniMoją ulubioną piosenką funkową i jedną z ulubionych piosenek w ogóle jest Brothers on the Slide (1974) zespołu Cymande. Zmieniła ona moje dotychczasowe skojarzenia z utworami funkowymi bo, po pierwsze, nie była rozciągnięta i monotonna, a po drugie, nie była autotematyczna (jak np. One Nation Under a Groove Funkadelic: „Do you promise the funk, the whole funk and nothing but the funk?”).

Utwór zaczyna się od niesamowicie przebojowej partii gitary, kojarzącej się z Red Hot Chili Peppers za czasów Johna Frusciante. Potem pojawia się tekst przestrzegający przed karierą przestępczą. Wyrażenie „on the slide” prawdopodobnie oznacza  udział w jakichś przekrętach. Aby zrozumieć tekst, trzeba jeszcze wiedzieć, że „brother” to czarnoskóry mężczyzna,  „inside” znaczy „w pudle”, a „the man” to szef, rząd albo bogacze. Brothers, którzy są on the slide, wkrótce znajdą się inside, ale tłumaczą się, że the man przecież też kręci wałki.

Zespół Cymande powstał, co w funku rzadko się zdarza, w Wielkiej Brytanii, a jego członkowie pochodzili w większości z Karaibów. Nazwę grupy czyta się chyba „samandi” i oznacza ona, w którymś z karaibskich języków, gołębia – bo zespół promował pokój na świecie. W kwestii pokoju, jak wszyscy widzimy, gówno zdziałali, ale udało im się przynajmniej stworzyć trochę niesamowitej, funkowo-karaibsko-afrykańsko-mistycznej muzyki.

Jeśli chcecie poznać więcej Cymande, to polecam np. ich największy hit The Message, mój faworyt Our Love albo dłuższy Dove.

Obrazek: cesarz Song Huizon, Gołąb na brzoskwini (Chiny, 1107)

 

top 6: mroczna world music vol. 1

18/07/2015

taniec szczurów

„Muzyka świata” nie zawsze oznacza „gorące brzmienia” i „słoneczny chillout”. Oto pierwszy zestaw mrocznej – tekstowo i/lub muzycznie – world music.

Selda Bağcan – Ince ince (Turcja, 1975) Najlepszy riff od czasu V symfonii Beethovena oraz śpiew-lament o tym, jak tytułowy śnieg pada na biednych.Guerra_Arauco

Violeta Parra – Arauco tiene una pena (Chile, 1965) Kolejny protest song – ten jest o Indianach Mapuche i „stuleciach niesprawiedliwości” której byli ofiarami od pojawienia się konkwistadorów. Violeta Parra była chyba najsmutniejszą singer/songwriterką na świecie – Leonard Cohen to przy niej coach-motywator.

Popol Vuh – Wehe Korazhin (RFN, 1981) Biada miastu Korozain. Tutaj już nie ma politycznych i społecznych przesłań. Jest za to czysty, biblijny mrok.

A. Kostis – Stin Ipoga (Grecja, 1930) Grecka muzyka to nie tylko „Grek Zorba” puszczany w kółko w restauracji „Helliotzatzikos”. Dużo przedwojennych piosenek z tego kraju opowiadało np. o narkotykach i mafii. Hipnotyczny kawałek „W piwnicy” traktuje o paleniu haszyszu i policji.Korozain

Oumou Sangare – Saa Magni (Mali, 1993) Piosenka o tym, że śmierć jest straszna. Oumou Sangare śpiewa też piosenki o roli kobiety, małżeństwie, macierzyństwie i presji społecznej – generalnie nie zajmuje się pierdołami.

Vera Hall – Death is Awful (1939) Piosenka o tym, że śmierć jest straszna. Nie wiadomo, co to właściwie ma być ta „muzyka świata”, ale moim zdaniem nagrania ludowych piosenek z Alabamy zdecydowanie się do niej zaliczają.

Obrazki wszystkie z Wikimedia Commons i w domenie publicznej: Taniec szczurów – autor nieznany – XVII w., Flandria (stąd), Wojna araukańska – Geronimo de Bibar, XVII w. (stąd), ruiny Korozain (stąd).

 

 

40 dni

24/04/2015

Brubeck 40 DaysTytuł instrumentalnego 40 Days (1966) legendarnego zespołu cool jazzowego Dave Brubeck Quartet nawiązuje do czterdziestodniowego postu Jezusa na pustyni.

Dave „Take Five” Brubeck nie był pierwszym znanym jazzmanem, który nagle stał się porządnym chrześcijaninem. Zaraz przed nim zrobił to John Coltrane i nagrał słynny album-symfonię A Love Supreme. W przypadku A Love Supreme religijność autora zdecydowanie ma wpływ na odbiór, bo słuchacze od razu spodziewają się czegoś nadprzyrodzonego i zaczynają recki od „Nie jestem religijny, ale…” No, ale pewnie jakość samej muzyki też coś ma do tego, bo np. chrześcijańska wersja Baśki też jest dość natchniona, ale poza mną niewiele osób uważa ją za arcydzieło.

40 Days na żywo, 1966, niemiecki program Jazz gehört und gesehen (Jazz widziany i słyszany)

wersja studyjna

U mnie pierwszy odbiór 40 Days był niezakłócony przez ewentualne interpretacje biblijne, bo na początku nie zwróciłem uwagi na tytuł, za to zwróciłem uwagę na kompozycję. Jest to jeden z najlepszych kawałków jazzowych, jakie słyszałem – charakterystyczne dla Dave’a Brubecka skomplikowane metrum połączone jest z prawie tak samo złożonymi, ale przepięknymi melodiami. Nawet solówki są piękne i uzasadnione artystycznie. Nie jestem religijny, ale…

Fotka z linkowanego występu w RFN