Posts Tagged ‘lata sześćdziesiąte’

Soul na wyciągnięcie ręki

26/03/2019

clapton-is-god.jpgLudzie często pytają mnie o ulubioną piosenkę Motown. Dobra, wcale nie pytają, ale jakoś musiałem zacząć wpis. Nikt mnie nie pyta o ulubioną piosenkę Motown, bo prawie nikt nie wie, co to Motown. Najsłynniejsza wytwórnia soulowa najwyraźniej nie przebiła się przez żelazną kurtynę, co zawdzięczamy prawdopodobnie rodzimym redaktorom muzycznym, według których soul był be, jedynym Murzynem godnym szacunku był rockowiec Jimi Hendrix, a bluesa wynalazł Eric Clapton.

W każdym razie, skoro już pytacie, to moją ulubioną piosenką Motown jest Reach Out I’ll Be There męskiej grupy wokalnej The Four Tops. Utwór ten ma wszystko: na początku jakaś taka orientalna melodia, następnie klasyczna, motownowa ściana dźwięku, a potem podwójny refren z pięknymi harmoniami. Tytułowe „wyciągnij rękę, a ja tam będę” nie jest łagodną groźbą tego pana z banku, co uporczywie dzwoni i oferuje korzystny kredyt, ale deklaracją lojalności i oddania. Piosenka należy więc do kategorii obiecanek, tak jak Bridge Over Trouble Water, I Will Always Love You albo We Will Rock You.

fantastyczna wersja na żywo

four topsReach Out I’ll Be There stworzyła legendarna spółka autorska Holland-Dozier-Holland. Inne ich piosenki to bardzo podobne Standing in the Shadows of Love (też Four Tops), Stop! In the Name of Love i Baby Love The Supremes oraz Nowhere to Run Marthy Reeves & the Vandellas. Wszystkie te utwory charakteryzuje zwartość i zaskakujące melodie. Po zamieszczeniu tego wpisu zdominują zapewne Trójkowy Top Wszech Czasów.

Inne przykłady twórczości Lamont-Dozier-Holland i Motown oraz więcej narzekania na redaktorów muzycznych znajdziecie we wpisie „soul lat 60-tych popem lat 80-tych” . A ponieważ wśród Czytelników mogą się jednak znaleźć wielbiciele Motown, dlatego spytam jeszcze: a jaka jest Wasza ulubiona piosenka tej wytwórni?

Okładka z Discogs, zdjęcie z pieskiem nie wiem, skąd

Reklamy

dzianina

16/12/2018

supremes the happening.jpg

The Happening (1967) dziewczęcej grupy soul-popowej The Supremes usłyszałem pierwszy raz w telewizji muzycznej VH-1. Było to wykonanie na żywo, na początku którego frontmenka Diana Ross zapowiada „śliczną balladę z West Side Story”. No i odtąd myślałem, że The Happening to jakaś piosenka z rzeczonego musicalu, której nie znam, bo nie załapała się do jego słynnej, filmowej wersji.

Chociaż The Happening to nie ballada, to i tak jakoś mi to pasowało, bo melodie zawarte piosence spokojnie mogłyby rywalizować z przebojami Leonarda Bernsteina z West Side Story. Po kilkunastu latach okazało się, że słyszałem tylko fragment zapowiedzi. Jej pełna wersja to taki słaby żart: Diana Ross mówi, że każdy ich występ jest inny z tej prostej przyczyny, że ich dyrygent pije. No a potem zapowiada „balladę z West Side Story” (domyślnie Somewhere, które The Supremes też miały w repertuarze), ale wtedy zespół zaczyna grać The Happening i dziewczyny udają zdziwienie.

Być może powyższa historia Was nie zainteresowała, ale musiałem to z siebie wyrzucić. A poza tym, musiałem napisać o The Happening, bo to genialna piosenka i należy do szczytowych osiągnięć wytwórni Motown oraz jej sztandarowego zespołu autorów Holland-Dozier-Holland.

Tytuł nawiązuję do będącej wówczas w modzie sztuki „happeningu”, której nazwy niestety nie tłumaczy się jako „dzianina”, chociaż wszyscy dobrze wiemy, że tak byłoby ładniej. Sam tekst piosenki nie ma nic wspólnego z happeningiem, bo to typowy utwór o miłości, a ma taki tytuł, bo promował komedię sensacyjną The Happening. Słowa „the happening” zostały też, nieco na siłę, umieszczone w refrenie. Filmu nie oglądałem ale, sądząc po recenzjach, mogę spokojnie umrzeć nie obejrzawszy.

W pewnym momencie The Supremes ustępowały w USA popularnością jedynie Beatlesom. W Polsce mało kto miał szansę je poznać, najprawdopodobniej przez upodobania peerelowskich didżejów, którym Motown i soul nie pasował do ubóstwianej formuły „biało i podniośle”.

Inne przeboje The Supremes, również autorstwa Holland-Dozier-Holland, to Baby Love, Stop! In the Name of Love, You Can’t Hurry Love oraz You Keep Me Hangin’ On. Dwa ostatnie można czasem usłyszeć w polskim radiu w wykonaniach znanych artystów soulowych Phila Collinsa i Kim Wilde.

Okładka singla z Discogs

ocieplanie wizerunku włoskiej estrady

01/01/2018

Włochy nie mają za dobrej sławy, jeśli chodzi o muzykę pop. Jest ona chyba porównywalna z reputacją Niemiec w dziedzinie poczucia humoru. Ale z czasem dowiedziałem się, że we Włoszech też powstawała wybitna muzyka popularna. Za najmocniejszy tego dowód uważam piosenkę Se telefonando (1966) Miny Mazzini, znanej szerzej jako po prostu Mina.

Tytuł Se telefonando oznacza Gdyby dzwoniąc, a tekst opowiada o umarłej miłości. Muzykę napisał, znany z późniejszej pracy w branży filmowej, Ennio Morricone. Se telefonado przypomina trochę brzmieniem powstały dwa lata wcześniej przebój Petuli ClarkDowntown. Ale to, co dzieje się w stanowiącym większość piosenki refrenie, nie jest już podobne do niczego. Melodia tego niekończącego się refrenu zainspirowana jest podobno wyciem syreny policyjnej, ale chyba chodzi o inną syrenę, niż tę, która zainspirowała część dokonań sceny Eurodance lat dziewięćdziesiątych.

Na Se telefonando natknąłem się pierwszy raz trzy dni temu, przez moją niezdrową fascynację piosenką Non ho l’eta Giglioli Cinquetti, zwycięzcą Eurowizji i San Remo w 1964 roku. Wczoraj później włączyłem, po kilkumiesięcznej przerwie, Radio 3 España i po kilku sekundach usłyszałem właśnie Se telefonando. Uważam to za znak, że jesteśmy sobie z tą piosenką przeznaczeni, tak jak Tristan i Izolda, Dempsey i Makepeace albo ci dwoje, co śpiewają Time of My Life.

Dodatkowe linki:

Samo audio, gdyby link do występu TV nie działał

Je Changerais D’avis, wersja Françoise Hardy – nie taka dobra jak oryginał, ale fajnie jej rozwiewa włosy w klipie

 

 

top 5: zakamuflowana muzyka klasyczna

16/10/2017

Niektórzy twierdzą, że boją się muzyki klasycznej i jej unikają. Mam dla nich złą wiadomość: klasyka i tak czasem ich dopada, zamaskowana pod niewinną postacią przebojów pop. Poniżej pięć przykładów używania „poważnych” melodii w  szlagierach muzyki popularnej.

Procol Harum – A Whiter Shade of Pale (1967) Śliczna partia organów Hammonda  Bielszego odcienia bladego, to nieco zmieniona melodia Arii z III suity orkiestrowej (ok. 1730) Jana Sebastiana Bacha. Utwór Bacha znany jest też jako Aria na strunie G, ponieważ pod koniec XIX wieku skrzypek August „To nie literówka” Wilhemj zaaranżował go tak, aby główną melodię móc zagrać na jednej, najniższej strunie skrzypiec. Nie pytajcie, po co – może miał tylko jedną.

Coolio – C U When U Get There (1997) Ten pop-rapowy przebój oparty jest na melodii Kanonu D-dur (1680) Johanna Pachelbela. Oczywiście w barokowym oryginale nikt nie rapował, a gdyby rapował, to pewnie byłoby to coś w stylu: codziennie dla Pana / ja gram na organach.

Yanni – Aria (1989) Utwór greckiego maga syntezatora oparty jest na Duecie kwiatów z opery Lakmé (1882) Leo Delibesa. Akcja opery rozgrywa się w Indiach, zgodnie z ówczesną modą na orientalizm. Duet kwiatów, zwany też Sous le dôme épais (Pod gęstą kopułą) śpiewany jest przez tytułową bohaterkę i jej służącą podczas, czego się być może nie spodziewaliście,  zbierania kwiatów. Sous le dôme épais nie rozsławiło samo nagranie Yanniego, w końcu to artysta znany głównie wśród syntezatorowych koneserów, ale reklama British Airways, w której użyto jego wersji. Przedtem najbardziej znanym fragmentem Lakmé była Aria dzwonków.

Sting – Russians (1984) Część podkładu Russians Sting wziął od Sergieja Prokofiewa. Chodzi o Pieśń ze suity muzyki do komedii Porucznik Kiże (1934). Ten orkiestrowy fragment nazywa się Pieśń, bo w filmie była to faktycznie pieśń. Traktujący o zimnej wojnie tekst Russians Sting napisał sam, chociaż co niektóre rymy i metafory każą się zastanawiać, czy aby nie podwędził go jakiemuś licealiście.
Sting najwyraźniej lubił Prokofiewa, bo wystąpił też jako narrator w jednym z licznych nagrań jego utworu dla dzieci Piotruś i wilk. Rosyjski kompozytor zdaje się być wyjątkowo popularny wśród artystów pop, bo narratorem Piotrusia i wilka był również David Bowie, a najsłynniejszą melodię Prokofiewa – Taniec rycerzy z baletu Romeo i Julia – samplowała Sia (Taken for Granted, 2000) i Robbie Williams (Party Like a Russian, 2016). Ta druga piosenka ma rymy podobnej jakości, co Russians, ale w tym przypadku to chyba celowe.

Eugeniusz Bodo – Umówiłem się z nią na dziewiątą (1937) Jeśli nawet o wszystkich poprzednich piosenkach mogliście powiedzieć: „Phi, wiedziałam” lub „E, wiedziałem”, to tej pewnie się nie spodziewaliście. Ale refren Umówiłem się z nią na dziewiątą ewidentnie pochodzi z arii Non piu, andrai farfallone amoroso z opery W.A. Mozarta Wesele Figara (1786).
A tak przy okazji – jeśli nie oglądaliście jeszcze komedii Piętro wyżej, z której pochodzi przebój Bodo, to na co jeszcze czekacie?

Jak widać, trafić na muzykę klasyczną można wszędzie, a jeśli ktoś się jej boi, to lepiej w ogóle niczego nie słuchać. Ale wtedy i tak przewalone, bo okaże się, że po prostu słuchamy cały czas 4’33” Johna Cage’a.

Obrazki: okładka albumu z Lakmé (zauważcie „gęstą kopułę jaśminu”) z Rateyourmusic; okładka Prokofiewa z Discogs; plakat Piętro wyżej nie wiem skąd.

 

top 5: soul lat 60-tych popem lat 80-tych

11/06/2016

You_Keep_Me_Hangin_On_-_Supremes_(1966)O ile się dobrze orientuję, w PRL w latach sześćdziesiątych mało kto wiedział, że w Stanach trwa właśnie złota era muzyki soul. Kilka piosenek soulowych z tego okresu trafiło jednak na polskie listy przebojów, ale dopiero w wersjach białych artystów lat osiemdziesiątych. Ponieważ w Polsce nadal mało kto słucha klasycznego soulu i mało kto nawet wie, że niektóre przeboje były pierwotnie piosenkami tego gatunku, stworzyłem tę oto listę.

The Supremes – You Keep Me Hangin’ On (1966) Był to sztandarowy przebój sztandarowej girl group słynnej wytwórni Motown z Detroit („Motown” to skrócone „motor town”), a napisał go sztandarowy zespół kompozytorski Holland-Dozier-Holland. W naszym radiu You Keep Me Hangin’ On można usłyszeć jedynie w nowofalowo-dyskotekowej wersji Kim Wilde z 1986 roku. Ale pierwszej znaczącej (i dużo bardziej pomysłowej) przeróbki utwór doczekał się już rok po pierwszym nagraniu, kiedy we wspaniale teatralny sposób wziął się za niego hardrockowy zespół Vanilla Fudge.

Martha Reeves & the Vandellas – Dancing In the Street (1965) Przebój drugiego ważnego dziewczęcego zespołu wytwórni Motown. W 1985 roku postanowili go nagrać Mick Jagger i David Bowie, ze skutkiem raczej opłakanym.EverlastingLoveRobertKnight

Gloria Jones – Tainted Love (1964) Piosenka ta zdobyła popularność dopiero w Wielkiej Brytanii lat siedemdziesiątych w ramach zadziwiającej subkultury „Northern Soul”, która czciła niedocenione arcydzieła amerykańskiego soulu poprzedniej dekady. W 1981 roku Soft Cell, prowokacyjny angielski zespół grający new romantic, nagrał swoją słynną wersję.

Robert Knight – Everlasting Love (1967) Everlasting Love najbardziej znane jest w trochę późniejszej wersji brytyjskiej grupy Love Affair. W Polsce, Włoszech, Rosji i być może Niemczech najbardziej znane jest dość bezkompromisowe nagranie niemieckiej wokalistki Sandry Marii Magdaleny Lauer z 1987 r.Martha-vandellas-dancing-street

The Supremes – You Can’t Hurry Love (1966) Znowu Motown, znowu The Supremes i znowu Holand-Dozier-Holland. Zachowawczą wersję tej piosenki nagrał w 1982 roku sympatyczny perkusista Genesis, który w sumie powinien był pozostać sympatycznym perkusistą Genesis, czyli Phil Collins. Inna piosenka Collinsa, Two Hearts, też brzmi jak kower Motown – muzykę do niej napisał Lamont Dozier ze wspomnianego trio kompozytorów.

Na koniec mała ankieta:

Obrazki znalezione na Wiki, fair use, czy coś tam.

Powiedz jej, jemu, mamie, tacie

12/12/2014

The ExcitersOprócz tego, że otrzymuję dotacje na blog od Ministerstwa Kultury, MEN, PAN i UMG, to jeszcze dorabiam ucząc angielskiego. Jednym z ulubionych błędów moich uczniów jest używanie „say”, gdzie powinno być „tell” i (rzadziej) vice versa. Jako przykłady tego, że „powiedzieć coś komuś” to w zasadzie zawsze „tell”, polecę dzisiaj dwie, a właściwie cztery piosenki z „tell” w tytule.

Pierwszy utwór to wydane w 1962 roku Tell Him doo-wopowego (taki wczesny soul) zespołu The Exciters. Ta grupa wokalna wyróżniała się nietypowym składem (trzy panie i jeden pan) oraz wyjątkową elegancją. Piosenkę zaś, oprócz przebojowości (napisał ją Bert Russell Berns, autor m.in. Twist and Shout oraz Everybody Needs Somebody to Love), wyróżnia to, że zrobiono do niej jeden z pierwszych prawdziwych teledysków. Klip nakręcono w zoo i ogląda się go nie najgorzej, głównie za sprawą występujących w nim zwierząt. Drugą ciekawostką jest fakt, że utwór był pierwotnie zaadresowany do innej płci i został nagrany parę miesięcy wcześniej przez Gila Hamiltona (aka Johnny Thunder) pod tytułem Tell Her. Tekstowo piosenka nie odbiega za bardzo od standardów ówczesnej pop-music. Jej adresat powinien powiedzieć wybranej/wybranemu, że ją/jego kocha i jej/jego nie opuści.

Zamiany płci utworów nie były takie rzadkie. Innym przykładem jest Tell Mama, zaśpiewana w 1967 roku przez Ettę James, a rok wcześniej nagrana jako Tell Daddy przez jej autora Clarence’a Cartera. To już nie doo-wop, ale pełnokrwisty (jak to piszą redaktorzy muzyczni) soul z jednym z najlepszych i najcięższych riffów gatunku. Gdybym miał wybrać lepszą wersję, to postawiłbym na Tell Daddy, ze względu na bardziej synkopowaną perkusję. Tekst Tell Mama/Daddy również nie jest taki lekki jak Tell Him/Her. Zdesperowany narrator oferuje siebie jako prostszą i mniej wymagającą alternatywę dla obecnego partnera/partnerki adresata/adresatki. Większą desperację i mniejszy szacunek dla samego siebie słyszałem (wśród utworów lat sześćdziesiątych, bo w życiu, to często występuje) tylko w śpiewanym przez Dusty Springfield Breakfast in Bed.

Etta_James_-_Tell_Mama_(1968)Dodam jeszcze, że analiza tych zmian płci w różnych wersjach tekstu piosenek mogłyby teoretycznie służyć ograniczeniu innego popularnego błędu, czyli powodującego totalne zamieszanie mylenia „he” i „she”.

Bonusowe linki: Wprawdzie klip do Tell Him jest niezły, ale jeszcze lepsze jest wykonanie na żywo piosenki w jakimś francuskim programie TV. Polecam tym bardziej, że trudno o nieplaybackowe wykonania wczesnego soulu. Druga piosenka z tego samego występu The Exciters to, też zupełnie niezła, He’s Got the Power.

Ankieta: Wybierz sobie Beatlesa!

04/07/2010

Wybieramy naszego ulubionego Beatlesa! Jeśli będzie duża frekwencja, a nie będzie zdecydowanego zwycięzcy, to urządzę drugą turę. Proszę o wzięcie udziału w tej demokratycznej procedurze – to Wasz obywatelski obowiązek. Beatlesi w kolejności alfabetycznej.

P.S. Zapraszam do dzielenia się przemyśleniami dot. poszczególnych Bitli w komentarzach. Temat – rzeka, ew. temat – długa i kręta droga.

6 płyt pop, które są nową muzyką poważną

02/09/2009

jonny-greenwood-guitarMało współczesnej muzyki poważnej dociera do kogokolwiek. Między innymi dlatego, że osoby szukające świeższej muzyki z ambicjami artystycznymi otrzymują ją dzięki licznym twórcom muzyki rockowej i jazzowej. Postanowiłem zrobić listę płyt popowych, które za parę lat omawiane będą nie jako muzyka popularna, ale jako późno dwudziestowieczne odpowiedniki „9-tej” Beethovena, Kunst der Fuge Bacha i Święta wiosny Strawińskiego. Inspiracją była lista 5 płyt rockowych dla słuchaczy muzyki klasycznej stworzona dla NPR przez dziennikarza Alexa Rossa. (more…)

Ankieta: Beatlesi czy Stonesi?

23/11/2008

Proste pytanie: który zespół wolisz? The Beatles czy The Rolling Stones? Lennon/McCartney czy Jagger/Richards? Let It Be czy Let It Bleed? Eleanor Rigby czy Ruby Tuesday? Czy może nie da się wybrać? Oto ankieta:

TOP 5: Punk przed punkiem

08/11/2008

W latach sześćdziesiątych grywano często ostro. Czasem aż trudno uwierzyć, jak bardzo. Dekada kojarzyła mi się do niedawna z miękkimi piosenkami Byrdsów, albo o kwiatach we włosach do San Francisco. Ostatnio trochę się to zmieniło. Oto „top five” piosenek, które wyprzedziły punk rock o całą dekadę (linki otwierają się w nowym oknie): (more…)