Posts Tagged ‘muzyka’

top 5: zakamuflowana muzyka klasyczna

16/10/2017

Niektórzy twierdzą, że boją się muzyki klasycznej i jej unikają. Mam dla nich złą wiadomość: klasyka i tak czasem ich dopada, zamaskowana pod niewinną postacią przebojów pop. Poniżej pięć przykładów używania „poważnych” melodii w  szlagierach muzyki popularnej.

Procol Harum – A Whiter Shade of Pale (1967) Śliczna partia organów Hammonda  Bielszego odcienia bladego, to nieco zmieniona melodia Arii z III suity orkiestrowej (ok. 1730) Jana Sebastiana Bacha. Utwór Bacha znany jest też jako Aria na strunie G, ponieważ pod koniec XIX wieku skrzypek August „To nie literówka” Wilhemj zaaranżował go tak, aby główną melodię móc zagrać na jednej, najniższej strunie skrzypiec. Nie pytajcie, po co – może miał tylko jedną.

Coolio – C U When U Get There (1997) Ten pop-rapowy przebój oparty jest na melodii Kanonu D-dur (1680) Johanna Pachelbela. Oczywiście w barokowym oryginale nikt nie rapował, a gdyby rapował, to pewnie byłoby to coś w stylu: codziennie dla Pana / ja gram na organach.

Yanni – Aria (1989) Utwór greckiego maga syntezatora oparty jest na Duecie kwiatów z opery Lakmé (1882) Leo Delibesa. Akcja opery rozgrywa się w Indiach, zgodnie z ówczesną modą na orientalizm. Duet kwiatów, zwany też Sous le dôme épais (Pod gęstą kopułą) śpiewany jest przez tytułową bohaterkę i jej służącą podczas, czego się być może nie spodziewaliście,  zbierania kwiatów. Sous le dôme épais nie rozsławiło samo nagranie Yanniego, w końcu to artysta znany głównie wśród syntezatorowych koneserów, ale reklama British Airways, w której użyto jego wersji. Przedtem najbardziej znanym fragmentem Lakmé była Aria dzwonków.

Sting – Russians (1984) Część podkładu Russians Sting wziął od Sergieja Prokofiewa. Chodzi o Pieśń ze suity muzyki do komedii Porucznik Kiże (1934). Ten orkiestrowy fragment nazywa się Pieśń, bo w filmie była to faktycznie pieśń. Traktujący o zimnej wojnie tekst Russians Sting napisał sam, chociaż co niektóre rymy i metafory każą się zastanawiać, czy aby nie podwędził go jakiemuś licealiście.
Sting najwyraźniej lubił Prokofiewa, bo wystąpił też jako narrator w jednym z licznych nagrań jego utworu dla dzieci Piotruś i wilk. Rosyjski kompozytor zdaje się być wyjątkowo popularny wśród artystów pop, bo narratorem Piotrusia i wilka był również David Bowie, a najsłynniejszą melodię Prokofiewa – Taniec rycerzy z baletu Romeo i Julia – samplowała Sia (Taken for Granted, 2000) i Robbie Williams (Party Like a Russian, 2016). Ta druga piosenka ma rymy podobnej jakości, co Russians, ale w tym przypadku to chyba celowe.

Eugeniusz Bodo – Umówiłem się z nią na dziewiątą (1937) Jeśli nawet o wszystkich poprzednich piosenkach mogliście powiedzieć: „Phi, wiedziałam” lub „E, wiedziałem”, to tej pewnie się nie spodziewaliście. Ale refren Umówiłem się z nią na dziewiątą ewidentnie pochodzi z arii Non piu, andrai farfallone amoroso z opery W.A. Mozarta Wesele Figara (1786).
A tak przy okazji – jeśli nie oglądaliście jeszcze komedii Piętro wyżej, z której pochodzi przebój Bodo, to na co jeszcze czekacie?

Jak widać, trafić na muzykę klasyczną można wszędzie, a jeśli ktoś się jej boi, to lepiej w ogóle niczego nie słuchać. Ale wtedy i tak przewalone, bo okaże się, że po prostu słuchamy cały czas 4’33” Johna Cage’a.

Obrazki: okładka albumu z Lakmé (zauważcie „gęstą kopułę jaśminu”) z Rateyourmusic; okładka Prokofiewa z Discogs; plakat Piętro wyżej nie wiem skąd.

 

Reklamy

top 5: Sibelius

30/07/2017

Jeśli lubicie lasy, jeziora oraz ptactwo, to fiński kompozytor Jean Sibelius (1865-1957) jest dla Was. Oto pięć fragmentów, które polecam, jeśli chcecie poznać najważniejszego, do pojawienia się gitarzysty A-ha Påla Waaktaara, skandynawskiego kompozytora.

Finlandia (1899)  – Największy przebój Sibeliusa, powiązany z fińskim ruchem niepodległościowym. Trochę mamy tu ładnych fragmentów, mających oddać piękno Finlandii, a trochę ram-param-param, mających oddać parcie ku niepodległości. Mniej więcej w połowie utworu usłyszycie najlepszą partię trójkąta w bogatej historii tego instrumentu. Całkiem fajna ta Finlandia, chociaż na mnie większe wrażenie robi Sibelius w następnej pozycji na liście.

Łabędź z Tuoneli (1895) Tuonela to w fińskiej mitologii kraina umarłych, a poemat symfoniczny Sibeliusa przedstawia, wyjątkowo skutecznie i tajemniczo, łabędzia płynącego po owej krainie. Jeśli dobrze sprawdziłem, to ten łabędź jest strażnikiem krainy umarłych, jak pies Cerber Hadesu albo pies Kajtek posesji Malinowskich. Dobre jako soundtrack do chodzenia nocą po lesie w poszukiwaniu mitycznego kwiatu paproci lub równie mitycznej szyszki mchu.

Suita Karelia – III Alla Marcia (1893) Teraz coś szybszego i jeszcze bardziej przebojowego. Renifery ciągną nasze sanie przez fińską krainę Karelię, łabędzie uciekają spod płóz.

Valse Triste (1904) Fragment muzyki do sztuki Kuolema (Śmierć) autorstwa szwagra Sibeliusa. Tytuł oznacza „smutny walc” i w sumie dobrze opisuje utwór (który jest smutnym walcem).

V symfonia: Finał (1919) Ostatnia część V symfonii zawiera jedną z najgenialniejszych melodii muzyki klasycznej. Kompozytora zainspirował widok wzbijających się do lotu łabędzi (ale nie z Tuoneli). A melodia Sibeliusa z kolei, zainspirowała całkiem sporo piosenek pop, o czym możecie poczytać na Wikipedii. Ciekawym przykładem tych inspiracji jest Since Yesterday (1985) szkockich pionierek japońskiego stylu gothic lolita Strawberry Switchblade.

Tyle Jeana Sibeliusa na początek. Czasami za dużo pił, ale jak trzeźwiał, to pisał ładne, tajemnicze kawałki. Trochę jak Morrisson, tylko bardziej wąsaty i z pięć razy dłużej żył.

Okładka chyba z Discogs, reniferki z Wikimedia Commons, Sibelius też z Wiki.

zbuduj w duszy domek dla ptaków, a właściwie dla lampki nocnej

14/05/2017

Jak być może wiecie, jestem prezesem Stowarzyszenia Przeciwko Rockowi Alternatywemu Lub Indie (SPRALI). Ale czasami trafiam na piosenkę, która prawie że usprawiedliwia istnienie tego gatunku muzycznego. Ostatnio, z 27-letnim poślizgiem, poznałem utwór Birdhouse In Your Soul amerykańskiego duetu They Might Be Giants i słucham go na okrągło.

Nieprzewidywalne, a jednocześnie chwytliwe melodie tej piosenki faktycznie zasługują na dumne miano rocka alternatywnego. A towarzyszące im słowa też są nieco ciekawsze niż licealna psychoanaliza, którą zazwyczaj częstują nas artyści indie.

Birdhouse in Your Soul zachęca adresata do zbudowania „budki dla ptaków w duszy”. To akurat nie jest jakaś bardzo dziwna metafora dla zaprawionych w poezji Czytelników tego bloga. Ale podmiotem lirycznym okazuje się być lampka nocna, co chyba dość rzadko zdarza się w muzyce pop. Owszem, narratorami piosenek bywały np. morświn (The Beatles), sowa (Hey), szczur w klatce (Smashing Pumpkins) albo perła na dnie (Edyta Górniak), ale stosunkowo rzadko mamy okazję wysłuchać potrzeb i pragnień drobnych AGD.

Żałuję, że nie poznałem Birdhouse in Your Soul kilkanaście lat wcześniej, bo wtedy jeszcze bardziej doceniłbym teledysk ze starymi żarówkami i demonstracją „Stop rock video” oraz odniesienie do greckiego mitu o Jazonie i Argonautach w tekście. No, ale lepiej późno niż wcale, jak mówią pasażerowie komunikacji zbiorowej.

Dwuosobowe przedsięwzięcie They Might Be Giants (akordeon i gitara, plus dodatkowi muzycy) to wspaniałe połączenie przebojowości z nerdowatością, czyli elementów, których najbardziej chyba szukam w tzw. muzyce niezależnej. Oczywiście nie zmienia to mojego przekonania, że oprócz np. Talking Heads, The Smiths, Pavement, The Fall, Pixies, PJ Harvey oraz  …………………… (tu wpisz swojego ulubionego wykonawcę), rock alternatywny rzadko kiedy przedstawia aż taką wartość artystyczną, o jaką bywa posądzany.

Jako bonus dorzucam zadziwiające wykonanie Birdhouse in Your Soul na żywo oraz piosenkę Ana Ng, która dobrze oddaje wspomnianą nerdowatość zespołu, np. przez nawiązanie do nowojorskiej Wystawy Światowej w 1964 roku, którą jako dziecko odwiedził wokalista. Birdhouse in Your Soul zresztą też zawiera takie odniesienie, tylko bardziej zaowalowane – wspomniany w utworze zegarek Longines Symphonette debiutował właśnie na owej wystawie.

Obrazek z Wystawy Światowej 1964/65 – Ron White, Wikimedia Commons. Plakaty reklamowe bliżej nieokreślonego pochodzenia.

Klasyczna Telewizja Muzyczna 1

18/01/2017

poster_turandotKlasyczna Telewizja Muzyczna to nowa seria wpisów, w której bawię się w VJ-a. Robię prawie godzinną playlistę przebojów muzyki klasycznej na YouTube, a tutaj dopisuję pouczający i zabawny komentarz. Żeby było bardziej jak telewizja, będą to przed wszystkim filmy z występów (w tym wpisie raczej starych, potem zobaczę), a nie klipy z samym audio.

Oto link do playlisty Klasyczna Telewizja Muzyczna 1. Życzę miłego oglądania. A w programie:

• Zaczynamy od tzw. mocnego uderzenia – Dies Irae (Gniew Boży) z Requiem Verdiego. To requiem nie znajduje praktycznego zastosowania na mszach żałobnych ze względu na niebezpieczeństwo obudzenia zmarłego.

• Po tym całym gniewie, na uspokojenie, III część Kwintetu klarnetowego Brahmsa. Chociaż niektórych może wyprowadzić z równowagi fakt, że w kwintecie klarnetowym jest pięć razy mniej klarnetów, niż sugeruje nazwa.

• Osiem wiolonczel i sopran, czyli Bachianas Brasilieras nr 5 brazylijskiego kompozytora Heitora Villa-Lobosa. „Bachianas” – bo luźno zainspirowane Bachem. „Brasileiras” nie wiem, dlaczego.

sverchkov_troykazimoy8059• Prokofiew – Trojka ze suity z filmu Porucznik Kiże. Trojka to taki trójkonny zaprzęg. Zresztą już z samej muzyki można się domyślić, że chodzi o coś kuligowatego.

Preludium z I suity wiolonczelowej J.S. Bacha, ale w wersji dość hiszpańskiej bo zaaranżowane na gitarę przez wirtuoza (trochę mnie kusi, żeby napisać „tuza”) tego instrumentu Andresa Segovię.

• Aria Nessun dorma Pucciniego. Wielki przebój opery Turnadot i mundialu Italia ’90. W osobnym wpisie więcej na ten temat.

Nimrod z Enigma Variations Anglika Edwarda Elgara. Ten wzruszający utwór, chociaż nie jest z założenia żałobny, to w ojczyźnie kompozytora bywa używany przy smutnych okazjach:  pogrzebach, hołdach poległym żołnierzom oraz rozmyślaniu nad utraconym imperium.

svanhamnen_i_bland_tomtar_och_troll_1908• Na prawie finał ostatnia część V symfonii Fina Jeana Sibeliusa. Tę porywającą melodię, która pojawia się po około minucie, zainspirował widok szesnastu łabędzi wzbijających się do lotu. W siedzibie Placówki Krakowie widuje się często nawet po dwadzieścia wzbijających się do lotu gołębi, która to inspiracja zaowocowała klejnotem Nie przenoście nam stolicy do Krakowa.

• Na deser, ew. dobranoc, ograny ale i tak świetny hit fortepianowy – pierwszy Gymnopédie (czyt. żimnope’di) francuskiego awangardzisty Erika Satiego. Grecki termin „gymnopedia” oznaczał w Sparcie święto „tańca nagich młodzieńców” – duch imprezowy miał się w starożytnym świecie dobrze.

Obrazki: plakat reklamujący premierę opery Turandot w 1926 r. (stąd), Nikołaj Jegorowicz Swierczkow – Trojka zimą (stąd), John Bauer – ilustracja do Wśród gnomów i trolli (1908, stąd)

top 6: łzy a deszcz

27/10/2016

hiroshige_deszczPrzygotowując listy tematyczne napotkałem poważny dylemat. Nie wiedziałem bowiem, czy piosenki o łzach w deszczu dać na listę o łzach, czy o deszczu. Zrobiłem więc osobną listę, na której znalazły się najładniejsze piosenki o tematyce łączącej te dwa smutne i ciekłe zjawiska.

Roy Acuff – Blue Eyes Crying in the Rain (1947, country) Cztery na pięć utworów na tej liście mówi o przydatnej właściwości deszczu – potrafi on ukryć łzy. Co ciekawe, w najstarszej znalezionej przeze mnie piosence o deszczu i płaczu nie ma o tym ukrywaniu ani słowa. Autor najwyraźniej czuł instynktownie potencjał kombinacji deszczu i łez, ale brakło mu tej iskierki geniuszu, która pozwoliła ludzkości wykorzystać wiatr do napędzania młynów, słońce do uzyskiwania prądu, czy opady do maskowania płynów fizjologicznych.

The Everly Brothers – Crying in the Rain (1962, rock’n’roll) O ile wiem, Crying In the Rain to pierwsza piosenka o ukrywaniu łez przez deszcz. Słowa utworu napisał niespecjalnie znany tekściarz Howard Greenfield, muzykę napisała bardziej znana Carole King, autorka zadziwiająco dużej części znanych melodii z lat sześćdziesiątych. Obecnie najczęściej słyszy się wersje norweskich tuzów popu A-ha.

James Carr – These Ain’t Raindrops (1967, soul) To nie krople deszczu, mówi podmiot liryczny, łzy to! Niweczy tym samym maskujący efekt deszczu, otwarcie informując ukochaną o gruczołowym, nie kondensacyjnym, pochodzeniu płynu w jego oczach.gray896

The Temptations – I Wish It Would Rain  (1967, soul) Być może uczyliście się, że po „if”, when czy I wish nie dajemy will ani would. Czasami jednak się to zdarza i oznacza albo uprzejmą prośbę o zgodę (np. If you will allow me…), albo irytację (I wish you wouldn’t do that), albo wzmocnienie życzenia. To ostatnie można oddać po polsku mówiąc gdyby tylko…, ewentualnie dodając gromkie dalibóg!

The Dramatics – In the Rain (1972, soul) The Dramatics trochę się spóźnili, ale nadrabiają efektami studyjnymi czyli, jak co bystrzejsi mogli się już domyślić, odgłosem deszczu. Deszcz z In the Rain użyty został potem na najlepszej płycie hip-hopowej według blogerów niesłuchających hip-hopu, czyli 36 Chambers Wu-Tang Clanu. Partia gitary też jest dość deszczowa – tę zsamplował GZA z Wu-Tang w piosence Cold World.

Obrazki: ze Stu słynnych widoków Edo Hiroshige (1857, stąd) oraz z Gray’s Anatomy (1858, stąd)

 

top 5: soul lat 60-tych popem lat 80-tych

11/06/2016

You_Keep_Me_Hangin_On_-_Supremes_(1966)O ile się dobrze orientuję, w PRL w latach sześćdziesiątych mało kto wiedział, że w Stanach trwa właśnie złota era muzyki soul. Kilka piosenek soulowych z tego okresu trafiło jednak na polskie listy przebojów, ale dopiero w wersjach białych artystów lat osiemdziesiątych. Ponieważ w Polsce nadal mało kto słucha klasycznego soulu i mało kto nawet wie, że niektóre przeboje były pierwotnie piosenkami tego gatunku, stworzyłem tę oto listę.

The Supremes – You Keep Me Hangin’ On (1966) Był to sztandarowy przebój sztandarowej girl group słynnej wytwórni Motown z Detroit („Motown” to skrócone „motor town”), a napisał go sztandarowy zespół kompozytorski Holland-Dozier-Holland. W naszym radiu You Keep Me Hangin’ On można usłyszeć jedynie w nowofalowo-dyskotekowej wersji Kim Wilde z 1986 roku. Ale pierwszej znaczącej (i dużo bardziej pomysłowej) przeróbki utwór doczekał się już rok po pierwszym nagraniu, kiedy we wspaniale teatralny sposób wziął się za niego hardrockowy zespół Vanilla Fudge.

Martha Reeves & the Vandellas – Dancing In the Street (1965) Przebój drugiego ważnego dziewczęcego zespołu wytwórni Motown. W 1985 roku postanowili go nagrać Mick Jagger i David Bowie, ze skutkiem raczej opłakanym.EverlastingLoveRobertKnight

Gloria Jones – Tainted Love (1964) Piosenka ta zdobyła popularność dopiero w Wielkiej Brytanii lat siedemdziesiątych w ramach zadziwiającej subkultury „Northern Soul”, która czciła niedocenione arcydzieła amerykańskiego soulu poprzedniej dekady. W 1981 roku Soft Cell, prowokacyjny angielski zespół grający new romantic, nagrał swoją słynną wersję.

Robert Knight – Everlasting Love (1967) Everlasting Love najbardziej znane jest w trochę późniejszej wersji brytyjskiej grupy Love Affair. W Polsce, Włoszech, Rosji i być może Niemczech najbardziej znane jest dość bezkompromisowe nagranie niemieckiej wokalistki Sandry Marii Magdaleny Lauer z 1987 r.Martha-vandellas-dancing-street

The Supremes – You Can’t Hurry Love (1966) Znowu Motown, znowu The Supremes i znowu Holand-Dozier-Holland. Zachowawczą wersję tej piosenki nagrał w 1982 roku sympatyczny perkusista Genesis, który w sumie powinien był pozostać sympatycznym perkusistą Genesis, czyli Phil Collins. Inna piosenka Collinsa, Two Hearts, też brzmi jak kower Motown – muzykę do niej napisał Lamont Dozier ze wspomnianego trio kompozytorów.

Na koniec mała ankieta:

Obrazki znalezione na Wiki, fair use, czy coś tam.

Soweto nigdy nie śpi

18/11/2015

Soweto_townshipPołudniowoafrykańskie Soweto powstało na przedmieściach Johannesburga przez stopniowe przesiedlanie czarnej ludności poza właściwe miasta do tzw. townships – byle jakich osiedli. Jego nazwa pochodzi od pierwszych sylab słów South Western Township.

W Soweto zawsze było beznadziejnie, ale w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstało tam całkiem dużo fantastycznej muzyki. Chciałbym dziś zaprezentować przykład gatunku zwanego „mbaqanga” albo „township jive” – Akulalwa Soweto (1973) żeńskiego zespołu wokalnego Mgababa Queens.

Tytuł znaczy „Soweto nigdy nie śpi”, co brzmi w zasadzie pozytywnie. Ale gdy popatrzy się na zdjęcia rozpadających się blaszanych ruder, z których składa się osiedle, to zastanawiam się, czy ta bezsenność jest aż taka super.

Pięknej melodii i harmoniom towarzyszy zadziwiający rytm, kojarzący się z  niektórymi piosenkami Joy Division (np. Komakino). Nie wiem, czy Joy Division się nimi inspirowało, ale jest pewna szansa, ponieważ muzyka afrykańska była promowana przez legendarnego brytyjskiego prezentera radiowego Johna Peela. Umożliwiło to np. splagiatowanie wspaniałego kawałka Umculo Kawupheli Mahotella Queens przez, nota bene całkiem ciekawy, brytyjski zespół Bow Wow Wow (pod tytułem See Jungle). Najbardziej jednak znanym dziełem zainspirowanym mbaqanga jest album Graceland Paula Simona. Ten raczej nie słuchał Johna Peela, ale muzyka RPA (a także Zimbabwe – porównajcie sobie brzmienie Graceland np. ze składanką Viva Zimbabwe) najwyraźniej do niego dotarła.

Jeśli chcielibyście posłuchać więcej takich piosenek, to Mgababa Queens niestety nie nagrały za wiele, za to wspominane już Mahotella Queens mogą się pochwalić porządnym dorobkiem. Odradzam tylko ich późniejszą (od połowy lat 80-tych) kolaborację z innym piosenkarzem z Soweto, Mahlotinim, bo „Mahlotini and Mahotella Queens” to była jakaś kiepska atrakcja cyrkowa. Za to ich wcześniejsze nagrania były wspaniałe – mogę polecić np. dość hardrockowy utwór Wozani Mahipi, podobno o przybyciu do Soweto hipisów.

Wszystkie trzy piosenki  z tego wpisu znajdziecie na wydanej w 1986 roku składance ze śpiewającymi paniami z RPA pt. Soweto Never Sleeps . Ten fantastyczny album raczej trudno kupić, ale przy odrobinie wysiłku można go znaleźć w sieci. A jeśli chcecie jeszcze więcej południowoafrykańskiej muzyki, to polecam blog Electric Jive z różnymi trudno dostępnymi nagraniami, w tym Mahotella Queens.

Zdjęcie Soweto: Creative Commons – Matt-80 na Wikimedia Commons.

dobry kawałek tego kolesia od dzwonka do komórek

23/09/2015

alhamba doreRecuerdos de la Alhambra (Wspomnienia Alhambry, 1896) Francisco Tárregi jest jednym z większych hitów na gitarę klasyczną, ale jakoś dopiero ostatnio go usłyszałem. Ten przepiękny utwór brzmi trochę jak zagrany na bałałajce, przez użytą w nim technikę tremolo. W tym sposobie gry na gitarze przebiera się szybko po strunach, jednocześnie grając drugą melodię kciukiem. Wygląda łatwo – na pewno szybko bym się nauczył, gdyby nauka gry na jakimś instrumencie nie była poniżej godności poważnego blogera muzycznego.

Hiszpański kompozytor Francisco Tárrega w ostatnich latach przeżywa mały renesans za sprawą popularnej melodii dzwonka do telefonów Nokia, wziętej z jego Gran Vals. O tym ostatnim utworze możecie przeczytać na świetnym blogu Spacerkiem po klawiszach.

Na obrazku Alhambra (Gustave Doré, 1874, stąd)

Bracia na zjeżdżalni

03/09/2015

gołąb na brzoskwiniMoją ulubioną piosenką funkową i jedną z ulubionych piosenek w ogóle jest Brothers on the Slide (1974) zespołu Cymande. Zmieniła ona moje dotychczasowe skojarzenia z utworami funkowymi bo, po pierwsze, nie była rozciągnięta i monotonna, a po drugie, nie była autotematyczna (jak np. One Nation Under a Groove Funkadelic: „Do you promise the funk, the whole funk and nothing but the funk?”).

Utwór zaczyna się od niesamowicie przebojowej partii gitary, kojarzącej się z Red Hot Chili Peppers za czasów Johna Frusciante. Potem pojawia się tekst przestrzegający przed karierą przestępczą. Wyrażenie „on the slide” prawdopodobnie oznacza  udział w jakichś przekrętach. Aby zrozumieć tekst, trzeba jeszcze wiedzieć, że „brother” to czarnoskóry mężczyzna,  „inside” znaczy „w pudle”, a „the man” to szef, rząd albo bogacze. Brothers, którzy są on the slide, wkrótce znajdą się inside, ale tłumaczą się, że the man przecież też kręci wałki.

Zespół Cymande powstał, co w funku rzadko się zdarza, w Wielkiej Brytanii, a jego członkowie pochodzili w większości z Karaibów. Nazwę grupy czyta się chyba „samandi” i oznacza ona, w którymś z karaibskich języków, gołębia – bo zespół promował pokój na świecie. W kwestii pokoju, jak wszyscy widzimy, gówno zdziałali, ale udało im się przynajmniej stworzyć trochę niesamowitej, funkowo-karaibsko-afrykańsko-mistycznej muzyki.

Jeśli chcecie poznać więcej Cymande, to polecam np. ich największy hit The Message, mój faworyt Our Love albo dłuższy Dove.

Obrazek: cesarz Song Huizon, Gołąb na brzoskwini (Chiny, 1107)

 

astronautyka argentyńska

19/04/2015
Lego - zestaw 6861. U mnie w domu był taki. Fot. russavia (CC)

Lego – zestaw 6861. U mnie w domu był taki. Fot. russavia (CC)

Piosenka argentyńskiego zespołu Invisible pt. El anillo del Capitán Beto (1976) opowiada o kierowcy miejskiego autobusu z Buenos Aires, który wyrusza na podbój kosmosu. Kapitan Beto jest trochę jak Major Tom ze Space Oddity Davida Bowiego, ale jego statek kosmiczny ma dość dużo cech argentyńskiego autobusu, w tym wyposażenie kabiny zawierające m.in. obrazek świętego i proporczyk klubu piłkarskiego River Plate. Wystrój ten pasowałby także do naszych autobusów, tylko raczej pekaes, nie miejskich – świętych w nich od groma, klubowych proporczyków również.

♪ Świetne wykonanie na żywo Spinetta Jade – późniejszego zespołu lidera Invisible w 1983 r. Doceńcie reakcję publiczności.
River Plate - drużyna z najfajniejszymi koszulkami

River Plate – drużyna z najfajniejszymi koszulkami

Piosenka cieszy się w Argentynie statusem, jak to mówią, kultowym. Ma nawet całkiem obszerny artykuł w hiszpańskojęzycznej Wikipedii, łącznie z amatorską ilustracją wnętrza fikcyjnego pojazdu kosmicznego, zaś umieszczony na orbicie w 2013 roku argentyński sztuczny satelita nazywa się Capitán Beto. Myślę, że to wszystko dzięki temu odniesieniu do River Plate – każdy, kto widział słynny film z fanem River oglądającym mecz, wie że naród ten poważnie traktuje piłkę nożną.

Jeśli zainteresował Was zespół Invisible, to posłuchajcie też np. power ballady Niño Condenado.

Obrazki z Wikimedia Commons. Lego – użytkownik russavia (Creative Commons), River Plate – domena publiczna.