Posts Tagged ‘muzyka’

Top 10: Deszcz

01/06/2019

Hiroshige_Atake_sous_une_averse_soudaineDeszcz jest naturalnym i przydatnym zjawiskiem, co nie zmienia faktu, że to zjawisko bardzo bolesne, do którego gatunek ludzki w ogóle nie jest przystosowany. Powstało o nim tyle piosenek, że samych tylko utworów o deszczu wymieszanym ze łzami wystarczyło na osobną listę. A poniższe zestawienie będzie już o samych opadach, bez fizjologicznych dodatków.

Cliff Edwards (Ukulele Ike) – Singin’ in the Rain (1929) Zanim w 1952 r. rozsławił go Gene Kelly w Deszczowej piosence, utwór pojawił się w filmie-rewii Hollywood Revue of 1929. Podmiotem lirycznym jest element wywrotowy, którego deszcz uszczęśliwia. „Pewnie pijany” – chciałoby się powiedzieć.

Flash and the Pan – Walking in the Rain (1978) W odróżnieniu od poprzedniej piosenki, ponure Walking in the Rain australijskiego duetu Flash and the Pan prezentuje naturalną reakcję zdrowej, wrażliwej jednostki na opady atmosferyczne.

Fryderyk Chopin – Preludium nr 15 – „Deszczowe” (1839) Utworów na temat deszczu w muzyce klasycznej wcale nie jest aż tak dużo, jeśli wyeliminować te trzysta o burzach (o których będzie osobna lista). Najbardziej znane jest Preludium nr 15 ze świetnego zbioru 24 preludiów. Chopin nie nazwał go „Deszczowym”, zrobił to już po śmierci kompozytora pianista Heinz von Bülow i tak się przyjęło. Prawdopodobnie deszcz faktycznie inspirował tu słynnego żelazowowolanina, ale nie wiemy tego na sto procent. Być może sam Chopin nazwałby piętnaste preludium, no nie wiem, „Georges Sand jest fajna”?

Tradycyjna kompozycja chińska „Krople deszczu spadają na liście bananowca” (dawno)  Banany, podobnie jak cytryny, pochodzą właśnie z Azji. Placówka postępu uczy i bawi.

Ann Peebles – I Can’t Stand the Rain (1973) Instrumenty smyczkowe efektownie naśladują deszcz, a pani jest przygnębiona, ale nie przez sam deszcz, tylko dlatego, że pogoda przypomina jej jakieś „słodkie wspomnienia”. Ciekawe jakie? Czy dawny ukochany kojarzył jej się z deszczem, bo na pytanie „Co słychać?” zawsze odpowiadał „No normalnie padam!”?

Irma Thomas – It’s Raining (1961) W tym pięknym utworze odgłos deszczu wykonuje nie orkiestra smyczkowa, lecz chórek – paszczowo.

Petula Clark – La gadoue (1966) Europejskie gwiazdy estrady lat sześćdziesiątych często śpiewały również w językach zaprzyjaźnionych krajów. Tu, na przykład, Brytyjka Petula „Downtown” Clark śpiewa niesamowicie przebojową kompozycję Serge’a Gainsbourga. Tytuł oznacza skutek uboczny deszczu – błoto. „Z deszczu pod błoto”, ciśnie się na usta.

The Carpenters – Rainy Days and Mondays (1971) Karen Carpenter, najsmutniejszy głos pop music, żali się, że przygnębiają ją deszczowe dni i poniedziałki. Deszcz, jak wspominałem, jest zjawiskiem naturalnym, natomiast brzemię poniedziałku sami sobie, jako cywilizacja, narzuciliśmy.

Henri_Rousseau_-_Un_matin_de_pluie.jpg

Nick Cave & The Bad Seeds – The Carny (1986) Utwór pokazuje, że cyrkowe życie to nie tylko baloniki i wata cukrowa. Tytułowy kuglarz odszedł nie wiadomo dokąd, a reszta trupy niespecjalnie za nim tęskni. Został po nim tylko koń, którego właściciel cyrku decyduje się zastrzelić. Kobyła, o pasującym imieniu Sorrow (pol. Nasza szkapa) zakopana zostaje w płytkim grobie, a ponieważ przez całą piosenkę leje deszcz, wkrótce z niego wypływa – na pastwę kruków, wron.

Ewa Demarczyk – Deszcze (1967) Na podstawie wiersza Baczyńskiego z 1943 roku – czasu, gdy deszcz był zdecydowanie jednym z drobniejszych zmartwień.

Obrazki: Hiroshige – Wieczorna ulewa nad Wielkim Mostem i Atake z cyklu Sto drzeworytów zainspirowanych piosenkami Flash and the Pan z oraz Celnik Rousseau: Poranek w deszczu, oba z Wikimedia Commons.

Reklamy

Soul na wyciągnięcie ręki

26/03/2019

clapton-is-god.jpgLudzie często pytają mnie o ulubioną piosenkę Motown. Dobra, wcale nie pytają, ale jakoś musiałem zacząć wpis. Nikt mnie nie pyta o ulubioną piosenkę Motown, bo prawie nikt nie wie, co to Motown. Najsłynniejsza wytwórnia soulowa najwyraźniej nie przebiła się przez żelazną kurtynę, co zawdzięczamy prawdopodobnie rodzimym redaktorom muzycznym, według których soul był be, jedynym Murzynem godnym szacunku był rockowiec Jimi Hendrix, a bluesa wynalazł Eric Clapton.

W każdym razie, skoro już pytacie, to moją ulubioną piosenką Motown jest Reach Out I’ll Be There męskiej grupy wokalnej The Four Tops. Utwór ten ma wszystko: na początku jakaś taka orientalna melodia, następnie klasyczna, motownowa ściana dźwięku, a potem podwójny refren z pięknymi harmoniami. Tytułowe „wyciągnij rękę, a ja tam będę” nie jest łagodną groźbą tego pana z banku, co uporczywie dzwoni i oferuje korzystny kredyt, ale deklaracją lojalności i oddania. Piosenka należy więc do kategorii obiecanek, tak jak Bridge Over Trouble Water, I Will Always Love You albo We Will Rock You.

fantastyczna wersja na żywo

four topsReach Out I’ll Be There stworzyła legendarna spółka autorska Holland-Dozier-Holland. Inne ich piosenki to bardzo podobne Standing in the Shadows of Love (też Four Tops), Stop! In the Name of Love i Baby Love The Supremes oraz Nowhere to Run Marthy Reeves & the Vandellas. Wszystkie te utwory charakteryzuje zwartość i zaskakujące melodie. Po zamieszczeniu tego wpisu zdominują zapewne Trójkowy Top Wszech Czasów.

Inne przykłady twórczości Lamont-Dozier-Holland i Motown oraz więcej narzekania na redaktorów muzycznych znajdziecie we wpisie „soul lat 60-tych popem lat 80-tych” . A ponieważ wśród Czytelników mogą się jednak znaleźć wielbiciele Motown, dlatego spytam jeszcze: a jaka jest Wasza ulubiona piosenka tej wytwórni?

Okładka z Discogs, zdjęcie z pieskiem nie wiem, skąd

dzianina

16/12/2018

supremes the happening.jpg

The Happening (1967) dziewczęcej grupy soul-popowej The Supremes usłyszałem pierwszy raz w telewizji muzycznej VH-1. Było to wykonanie na żywo, na początku którego frontmenka Diana Ross zapowiada „śliczną balladę z West Side Story”. No i odtąd myślałem, że The Happening to jakaś piosenka z rzeczonego musicalu, której nie znam, bo nie załapała się do jego słynnej, filmowej wersji.

Chociaż The Happening to nie ballada, to i tak jakoś mi to pasowało, bo melodie zawarte piosence spokojnie mogłyby rywalizować z przebojami Leonarda Bernsteina z West Side Story. Po kilkunastu latach okazało się, że słyszałem tylko fragment zapowiedzi. Jej pełna wersja to taki słaby żart: Diana Ross mówi, że każdy ich występ jest inny z tej prostej przyczyny, że ich dyrygent pije. No a potem zapowiada „balladę z West Side Story” (domyślnie Somewhere, które The Supremes też miały w repertuarze), ale wtedy zespół zaczyna grać The Happening i dziewczyny udają zdziwienie.

Być może powyższa historia Was nie zainteresowała, ale musiałem to z siebie wyrzucić. A poza tym, musiałem napisać o The Happening, bo to genialna piosenka i należy do szczytowych osiągnięć wytwórni Motown oraz jej sztandarowego zespołu autorów Holland-Dozier-Holland.

Tytuł nawiązuję do będącej wówczas w modzie sztuki „happeningu”, której nazwy niestety nie tłumaczy się jako „dzianina”, chociaż wszyscy dobrze wiemy, że tak byłoby ładniej. Sam tekst piosenki nie ma nic wspólnego z happeningiem, bo to typowy utwór o miłości, a ma taki tytuł, bo promował komedię sensacyjną The Happening. Słowa „the happening” zostały też, nieco na siłę, umieszczone w refrenie. Filmu nie oglądałem ale, sądząc po recenzjach, mogę spokojnie umrzeć nie obejrzawszy.

W pewnym momencie The Supremes ustępowały w USA popularnością jedynie Beatlesom. W Polsce mało kto miał szansę je poznać, najprawdopodobniej przez upodobania peerelowskich didżejów, którym Motown i soul nie pasował do ubóstwianej formuły „biało i podniośle”.

Inne przeboje The Supremes, również autorstwa Holland-Dozier-Holland, to Baby Love, Stop! In the Name of Love, You Can’t Hurry Love oraz You Keep Me Hangin’ On. Dwa ostatnie można czasem usłyszeć w polskim radiu w wykonaniach znanych artystów soulowych Phila Collinsa i Kim Wilde.

Okładka singla z Discogs

top 5: arie operowe, które musisz znać

02/09/2018

Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam nie znać tytułu lub kompozytora popularnej arii operowej i w rezultacie narazić się na ostracyzm? Poniższa lista ma na celu zapobiec takim przykrym sytuacjom.

Mozart – Der Hölle Rache z Czarodziejskiego fletu (1791) Nazywana jest też Arią Królowej Nocy, a jej właściwy tytuł oznacza „piekielną zemstę” która „gotuje się w sercu” złej królowej baśniowej krainy. Nie znam kontekstu arii w treści całej opery, ale mam nadzieję, że powyższe informacje wystarczą, żeby się nie zbłaźnić np. przed przyszłymi teściami.carmen.jpeg

Verdi – La donna è mobile z Rigoletto (1851) Tytułowa mobilność kobiety oznacza jej domniemaną niestałość, a nie, jak można by pomyśleć, możliwość awansu społecznego lub posiadanie roweru.

Bizet – Habanera z Carmen (1875) „Habanera” to rodzaj tańca z Hawany, ale akcja opery rozgrywa się w Sewilli, gdzie bohaterka pracuje w fabryce papierosów. Mimo hiszpańskojęzycznego pochodzenia słowa i francuskojęzyczności opery, pierwsze „h” w „Habanerze” jest w języku polskim, zdaje się, wymawiane. Podczas długich poszukiwań informacji co do tego „h”, dowiedziałem się, że nie jest ono wymawiane w przypadku rodzaju papryki „habanero” oraz, że w ogóle jest taka papryka.

Puccini – Nessun dorma z Turandot (1926) Tę podniosłą arię (i wykonawcę Luciano Pavarottiego) rozsławiło użycie jej jako oficjalnej pieśni piłkarskich MŚ Italia ’90. Tytuł oznacza „nikt nie będzie spał” i wiąże się ze skomplikowaną fabułą (coś o chińskiej księżniczce), której nie pamiętam, ale to nieważne, skoro wpis ma jedynie zapobiec kompromitacji Czytelnika podczas kolacji z ważnym klientem.

norma callasBellini – Casta Diva z Normy (1831) Wbrew tytułowi, Norma nie opowiada o przodownikach pracy, ale o trójkącie miłosnym na peryferiach Imperium Rzymskiego. Casta diva oznacza „czystą bogini” – księżyc, do którego ta dramatyczna aria jest modlitwą. Tak się pięknie składa, że popularność słowa „diva” zawdzięczamy w dużej mierze śpiewaczce kojarzonej z Casta diva i będącej zarazem uosobieniem divy, Marii Callas.

No. To teraz, jeśli tylko rozmowa nie zejdzie na arie nieco mniej znane albo na operowe duety czy chóry, Wasza pozycja towarzyska i zawodowa jest uratowana.

Okładki z Discogs

 

Top 5: Wenus

07/05/2018

venera14

Z okazji tego, że Wenus znowu świetnie widać na niebie, pięć utworów muzycznych powiązanych z drugą planetą od Słońca, a zarazem bogini miłości i piękna oraz patronką chorób wenerycznych.

Shocking Blue – Venus (1969) To holenderski zespół Shocking Blue stworzył pierwszą wersję znanego przeboju z wyszukanym rymem I’m your Venus, I’m your fire, at your desire (tłum. Jam twą Wenus, jam twym ogniem, grzesz swobodnie) Autorzy piosenek częściej kojarzą Wenus z boginią miłości niż z obiektem astronomicznym. Być może to dlatego, że trudniej jest napisać piosenkę o planecie niż o bogini. Albo dlatego, że światem nadal rządzą ciemnota i zabobon.

1024px-Sandro_Botticelli_-_La_nascita_di_Venere_-_Google_Art_Project_-_edited

Sandro Botticelli – „Goła babka”

Respighi – La nascita di Venere (1927) Piękny poemat symfoniczny Narodziny Wenus  Ottorino Respighiego zainspirowany jest obrazem Sandro Botticellego o tym samym tytule. Mitologia była popularnym tematem malarskim, stanowiła bowiem doskonały pretekst do rysowania gołych babek.
Obraz przedstawia Wenus świeżo po narodzinach z piany morskiej. Nie zdołałem sprawdzić, co sądzą o tym znawcy starożytnego Rzymu, ale podejrzewam, że historię o urodzeniu bogini przez morze zainspirował fakt, że planeta Wenus przez parę miesięcy w roku, jako tzw. gwiazda poranna, wschodzi nad horyzontem zaraz przed świtem.
Planety ewidentnie były ważne dla tzw. starożytnych. To dzięki temu mamy siedem dni tygodnia – od siedmiu „planet”, czyli pięciu planet widocznych gołym okiem, Słońca oraz Księżyca. W wielu językach nazwy dni odpowiadają bóstwom kojarzonych z tymi planetami. Wenus pojawia się często w nazwie piątku, w języku włoskim jako venerdi, we francuskim vendredi, a w hiszpańskim viernes. Germański odpowiednik Wenus to Freja, dzięki której mamy angielski Friday, niemiecki Freitag oraz Anni-Frid z Abby.

Barack_Obama_looks_at_the_moon_and_Venus

Ostatni uznawany przez Placówkę postępu prezydent USA patrzy na Księżyc i Wenus

Holst – The Planets: Venus (1916) Brytyjski kompozytor Gustav Holst stworzył całą suitę zainspirowaną planetami Układu Słonecznego. Jej najbardziej znane części to wojenny Mars i przebojowy Jowisz. Spokojna i tajemnicza Wenus jest mniej słynna, ale też niczego sobie.
Stosunkowo niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak łatwo jest obserwować planety. Wystarczy sobie zgooglować „planety na niebie teraz”, a potem szukać w odpowiednich okolicach nieba kropki, która świeci stałym światłem, zamiast, jak każda przyzwoita gwiazda, migotać. Najbardziej spektakularna jest właśnie Wenus, która bywa jaśniejsza od Księżyca. Pewnie przez to śliczne lśnienie została patronem miłości i piękna.
W utworze Holsta utwór jej poświęcony otrzymał podtytuł Zwiastunka pokoju, a nie miłości ani piękna, ponieważ tym jest według astrologów. Kompozytor inspirował się przede wszystkim astrologią, a nie astronomią. Trochę to rozczarowuje, no bo spodziewa się człowiek natchnienia nauką, a tu znowu duby smalone.

The B-52’s – 53 Miles West of Venus (1980) Jedyny na liście utwór, gdzie Wenus jest wyłącznie ciałem astronomicznym – niestety nie bez zarzutu w kwestiach naukowych. Cały tekst piosenki to słowa 53 mile na południe od Wenus, a przecież w skali planetarnej 53 mile to za mało, żeby być „na południe” od planety, no i trzeba znajdować się na jakiejś planecie, żeby w ogóle móc powiedzieć „na południe”. Pionierski nowofalowy zespół B-52’s inspirował się amerykańskim science-fiction lat 50-tych, co może tłumaczyć owo luźne podejście muzyków do poprawności naukowej oraz do logiki w ogóle.

An_Earth_Man_on_Venus_78545.JPG

Literatura, z której wiedzę czerpali zapewne B-52’s

Television – Venus (1977) Raz na jakiś czas któraś z płyt polecanych przez hipsterskie portale faktycznie okazuje się dobra. Przykładem tego może być album Marquee Moon nowojorskiego, art-punkowego zespołu Television, zawierający m. in. piosenkę Venus. Wokalista śpiewa w niej, że wpadł w ramiona Wenus z Milo. Jak widać, trzeba orientować się trochę w sztuce, aby docenić paradoks opisywanej sytuacji. To pewnie stąd określenie „art-punk”.

Jeśli znacie inne interesujące piosenki o Wenus, to piszcie w komentarzach. Jeśli zlokalizujecie Wenus na niebie, też możecie napisać.

Zdjęcie u góry wpisu zostało zrobione przez radziecką sondę Wenera-14. Lepszych zdjęć z powierzchni planety nie ma, ponieważ aparatura nie mogła dłużej niż kilkadziesiąt minut wytrzymać wenusjańskiego gorąca i ciśnienia. Wenus nieźle się prezentuje z daleka, ale trudno tam dłużej wytrzymać. Każdy z nas zna takie miejsca.

Obrazki ze strony NASA (pierwszy) i Wikimedia Commons (reszta)

 

ocieplanie wizerunku włoskiej estrady

01/01/2018

Włochy nie mają za dobrej sławy, jeśli chodzi o muzykę pop. Jest ona chyba porównywalna z reputacją Niemiec w dziedzinie poczucia humoru. Ale z czasem dowiedziałem się, że we Włoszech też powstawała wybitna muzyka popularna. Za najmocniejszy tego dowód uważam piosenkę Se telefonando (1966) Miny Mazzini, znanej szerzej jako po prostu Mina.

Tytuł Se telefonando oznacza Gdyby dzwoniąc, a tekst opowiada o umarłej miłości. Muzykę napisał, znany z późniejszej pracy w branży filmowej, Ennio Morricone. Se telefonado przypomina trochę brzmieniem powstały dwa lata wcześniej przebój Petuli ClarkDowntown. Ale to, co dzieje się w stanowiącym większość piosenki refrenie, nie jest już podobne do niczego. Melodia tego niekończącego się refrenu zainspirowana jest podobno wyciem syreny policyjnej, ale chyba chodzi o inną syrenę, niż tę, która zainspirowała część dokonań sceny Eurodance lat dziewięćdziesiątych.

Na Se telefonando natknąłem się pierwszy raz trzy dni temu, przez moją niezdrową fascynację piosenką Non ho l’eta Giglioli Cinquetti, zwycięzcą Eurowizji i San Remo w 1964 roku. Wczoraj później włączyłem, po kilkumiesięcznej przerwie, Radio 3 España i po kilku sekundach usłyszałem właśnie Se telefonando. Uważam to za znak, że jesteśmy sobie z tą piosenką przeznaczeni, tak jak Tristan i Izolda, Dempsey i Makepeace albo ci dwoje, co śpiewają Time of My Life.

Dodatkowe linki:

Samo audio, gdyby link do występu TV nie działał

Je Changerais D’avis, wersja Françoise Hardy – nie taka dobra jak oryginał, ale fajnie jej rozwiewa włosy w klipie

 

 

top 5: zakamuflowana muzyka klasyczna

16/10/2017

Niektórzy twierdzą, że boją się muzyki klasycznej i jej unikają. Mam dla nich złą wiadomość: klasyka i tak czasem ich dopada, zamaskowana pod niewinną postacią przebojów pop. Poniżej pięć przykładów używania „poważnych” melodii w  szlagierach muzyki popularnej.

Procol Harum – A Whiter Shade of Pale (1967) Śliczna partia organów Hammonda  Bielszego odcienia bladego, to nieco zmieniona melodia Arii z III suity orkiestrowej (ok. 1730) Jana Sebastiana Bacha. Utwór Bacha znany jest też jako Aria na strunie G, ponieważ pod koniec XIX wieku skrzypek August „To nie literówka” Wilhemj zaaranżował go tak, aby główną melodię móc zagrać na jednej, najniższej strunie skrzypiec. Nie pytajcie, po co – może miał tylko jedną.

Coolio – C U When U Get There (1997) Ten pop-rapowy przebój oparty jest na melodii Kanonu D-dur (1680) Johanna Pachelbela. Oczywiście w barokowym oryginale nikt nie rapował, a gdyby rapował, to pewnie byłoby to coś w stylu: codziennie dla Pana / ja gram na organach.

Yanni – Aria (1989) Utwór greckiego maga syntezatora oparty jest na Duecie kwiatów z opery Lakmé (1882) Leo Delibesa. Akcja opery rozgrywa się w Indiach, zgodnie z ówczesną modą na orientalizm. Duet kwiatów, zwany też Sous le dôme épais (Pod gęstą kopułą) śpiewany jest przez tytułową bohaterkę i jej służącą podczas, czego się być może nie spodziewaliście,  zbierania kwiatów. Sous le dôme épais nie rozsławiło samo nagranie Yanniego, w końcu to artysta znany głównie wśród syntezatorowych koneserów, ale reklama British Airways, w której użyto jego wersji. Przedtem najbardziej znanym fragmentem Lakmé była Aria dzwonków.

Sting – Russians (1984) Część podkładu Russians Sting wziął od Sergieja Prokofiewa. Chodzi o Pieśń ze suity muzyki do komedii Porucznik Kiże (1934). Ten orkiestrowy fragment nazywa się Pieśń, bo w filmie była to faktycznie pieśń. Traktujący o zimnej wojnie tekst Russians Sting napisał sam, chociaż co niektóre rymy i metafory każą się zastanawiać, czy aby nie podwędził go jakiemuś licealiście.
Sting najwyraźniej lubił Prokofiewa, bo wystąpił też jako narrator w jednym z licznych nagrań jego utworu dla dzieci Piotruś i wilk. Rosyjski kompozytor zdaje się być wyjątkowo popularny wśród artystów pop, bo narratorem Piotrusia i wilka był również David Bowie, a najsłynniejszą melodię Prokofiewa – Taniec rycerzy z baletu Romeo i Julia – samplowała Sia (Taken for Granted, 2000) i Robbie Williams (Party Like a Russian, 2016). Ta druga piosenka ma rymy podobnej jakości, co Russians, ale w tym przypadku to chyba celowe.

Eugeniusz Bodo – Umówiłem się z nią na dziewiątą (1937) Jeśli nawet o wszystkich poprzednich piosenkach mogliście powiedzieć: „Phi, wiedziałam” lub „E, wiedziałem”, to tej pewnie się nie spodziewaliście. Ale refren Umówiłem się z nią na dziewiątą ewidentnie pochodzi z arii Non piu, andrai farfallone amoroso z opery W.A. Mozarta Wesele Figara (1786).
A tak przy okazji – jeśli nie oglądaliście jeszcze komedii Piętro wyżej, z której pochodzi przebój Bodo, to na co jeszcze czekacie?

Jak widać, trafić na muzykę klasyczną można wszędzie, a jeśli ktoś się jej boi, to lepiej w ogóle niczego nie słuchać. Ale wtedy i tak przewalone, bo okaże się, że po prostu słuchamy cały czas 4’33” Johna Cage’a.

Obrazki: okładka albumu z Lakmé (zauważcie „gęstą kopułę jaśminu”) z Rateyourmusic; okładka Prokofiewa z Discogs; plakat Piętro wyżej nie wiem skąd.

 

top 5: Sibelius

30/07/2017

Jeśli lubicie lasy, jeziora oraz ptactwo, to fiński kompozytor Jean Sibelius (1865-1957) jest dla Was. Oto pięć fragmentów, które polecam, jeśli chcecie poznać najważniejszego, do pojawienia się gitarzysty A-ha Påla Waaktaara, skandynawskiego kompozytora.

Finlandia (1899)  – Największy przebój Sibeliusa, powiązany z fińskim ruchem niepodległościowym. Trochę mamy tu ładnych fragmentów, mających oddać piękno Finlandii, a trochę ram-param-param, mających oddać parcie ku niepodległości. Mniej więcej w połowie utworu usłyszycie najlepszą partię trójkąta w bogatej historii tego instrumentu. Całkiem fajna ta Finlandia, chociaż na mnie większe wrażenie robi Sibelius w następnej pozycji na liście.

Łabędź z Tuoneli (1895) Tuonela to w fińskiej mitologii kraina umarłych, a poemat symfoniczny Sibeliusa przedstawia, wyjątkowo skutecznie i tajemniczo, łabędzia płynącego po owej krainie. Jeśli dobrze sprawdziłem, to ten łabędź jest strażnikiem krainy umarłych, jak pies Cerber Hadesu albo pies Kajtek posesji Malinowskich. Dobre jako soundtrack do chodzenia nocą po lesie w poszukiwaniu mitycznego kwiatu paproci lub równie mitycznej szyszki mchu.

Suita Karelia – III Alla Marcia (1893) Teraz coś szybszego i jeszcze bardziej przebojowego. Renifery ciągną nasze sanie przez fińską krainę Karelię, łabędzie uciekają spod płóz.

Valse Triste (1904) Fragment muzyki do sztuki Kuolema (Śmierć) autorstwa szwagra Sibeliusa. Tytuł oznacza „smutny walc” i w sumie dobrze opisuje utwór (który jest smutnym walcem).

V symfonia: Finał (1919) Ostatnia część V symfonii zawiera jedną z najgenialniejszych melodii muzyki klasycznej. Kompozytora zainspirował widok wzbijających się do lotu łabędzi (ale nie z Tuoneli). A melodia Sibeliusa z kolei, zainspirowała całkiem sporo piosenek pop, o czym możecie poczytać na Wikipedii. Ciekawym przykładem tych inspiracji jest Since Yesterday (1985) szkockich pionierek japońskiego stylu gothic lolita Strawberry Switchblade.

Tyle Jeana Sibeliusa na początek. Czasami za dużo pił, ale jak trzeźwiał, to pisał ładne, tajemnicze kawałki. Trochę jak Morrisson, tylko bardziej wąsaty i z pięć razy dłużej żył.

Okładka chyba z Discogs, reniferki z Wikimedia Commons, Sibelius też z Wiki.

zbuduj w duszy domek dla ptaków, a właściwie dla lampki nocnej

14/05/2017

Jak być może wiecie, jestem prezesem Stowarzyszenia Przeciwko Rockowi Alternatywemu Lub Indie (SPRALI). Ale czasami trafiam na piosenkę, która prawie że usprawiedliwia istnienie tego gatunku muzycznego. Ostatnio, z 27-letnim poślizgiem, poznałem utwór Birdhouse In Your Soul amerykańskiego duetu They Might Be Giants i słucham go na okrągło.

Nieprzewidywalne, a jednocześnie chwytliwe melodie tej piosenki faktycznie zasługują na dumne miano rocka alternatywnego. A towarzyszące im słowa też są nieco ciekawsze niż licealna psychoanaliza, którą zazwyczaj częstują nas artyści indie.

Birdhouse in Your Soul zachęca adresata do zbudowania „budki dla ptaków w duszy”. To akurat nie jest jakaś bardzo dziwna metafora dla zaprawionych w poezji Czytelników tego bloga. Ale podmiotem lirycznym okazuje się być lampka nocna, co chyba dość rzadko zdarza się w muzyce pop. Owszem, narratorami piosenek bywały np. morświn (The Beatles), sowa (Hey), szczur w klatce (Smashing Pumpkins) albo perła na dnie (Edyta Górniak), ale stosunkowo rzadko mamy okazję wysłuchać potrzeb i pragnień drobnych AGD.

Żałuję, że nie poznałem Birdhouse in Your Soul kilkanaście lat wcześniej, bo wtedy jeszcze bardziej doceniłbym teledysk ze starymi żarówkami i demonstracją „Stop rock video” oraz odniesienie do greckiego mitu o Jazonie i Argonautach w tekście. No, ale lepiej późno niż wcale, jak mówią pasażerowie komunikacji zbiorowej.

Dwuosobowe przedsięwzięcie They Might Be Giants (akordeon i gitara, plus dodatkowi muzycy) to wspaniałe połączenie przebojowości z nerdowatością, czyli elementów, których najbardziej chyba szukam w tzw. muzyce niezależnej. Oczywiście nie zmienia to mojego przekonania, że oprócz np. Talking Heads, The Smiths, Pavement, The Fall, Pixies, PJ Harvey oraz  …………………… (tu wpisz swojego ulubionego wykonawcę), rock alternatywny rzadko kiedy przedstawia aż taką wartość artystyczną, o jaką bywa posądzany.

Jako bonus dorzucam zadziwiające wykonanie Birdhouse in Your Soul na żywo oraz piosenkę Ana Ng, która dobrze oddaje wspomnianą nerdowatość zespołu, np. przez nawiązanie do nowojorskiej Wystawy Światowej w 1964 roku, którą jako dziecko odwiedził wokalista. Birdhouse in Your Soul zresztą też zawiera takie odniesienie, tylko bardziej zaowalowane – wspomniany w utworze zegarek Longines Symphonette debiutował właśnie na owej wystawie.

Obrazek z Wystawy Światowej 1964/65 – Ron White, Wikimedia Commons. Plakaty reklamowe bliżej nieokreślonego pochodzenia.

Klasyczna Telewizja Muzyczna 1

18/01/2017

poster_turandotKlasyczna Telewizja Muzyczna to nowa seria wpisów, w której bawię się w VJ-a. Robię prawie godzinną playlistę przebojów muzyki klasycznej na YouTube, a tutaj dopisuję pouczający i zabawny komentarz. Żeby było bardziej jak telewizja, będą to przed wszystkim filmy z występów (w tym wpisie raczej starych, potem zobaczę), a nie klipy z samym audio.

Oto link do playlisty Klasyczna Telewizja Muzyczna 1. Życzę miłego oglądania. A w programie:

• Zaczynamy od tzw. mocnego uderzenia – Dies Irae (Gniew Boży) z Requiem Verdiego. To requiem nie znajduje praktycznego zastosowania na mszach żałobnych ze względu na niebezpieczeństwo obudzenia zmarłego.

• Po tym całym gniewie, na uspokojenie, III część Kwintetu klarnetowego Brahmsa. Chociaż niektórych może wyprowadzić z równowagi fakt, że w kwintecie klarnetowym jest pięć razy mniej klarnetów, niż sugeruje nazwa.

• Osiem wiolonczel i sopran, czyli Bachianas Brasilieras nr 5 brazylijskiego kompozytora Heitora Villa-Lobosa. „Bachianas” – bo luźno zainspirowane Bachem. „Brasileiras” nie wiem, dlaczego.

sverchkov_troykazimoy8059• Prokofiew – Trojka ze suity z filmu Porucznik Kiże. Trojka to taki trójkonny zaprzęg. Zresztą już z samej muzyki można się domyślić, że chodzi o coś kuligowatego.

Preludium z I suity wiolonczelowej J.S. Bacha, ale w wersji dość hiszpańskiej bo zaaranżowane na gitarę przez wirtuoza (trochę mnie kusi, żeby napisać „tuza”) tego instrumentu Andresa Segovię.

• Aria Nessun dorma Pucciniego. Wielki przebój opery Turnadot i mundialu Italia ’90. W osobnym wpisie więcej na ten temat.

Nimrod z Enigma Variations Anglika Edwarda Elgara. Ten wzruszający utwór, chociaż nie jest z założenia żałobny, to w ojczyźnie kompozytora bywa używany przy smutnych okazjach:  pogrzebach, hołdach poległym żołnierzom oraz rozmyślaniu nad utraconym imperium.

svanhamnen_i_bland_tomtar_och_troll_1908• Na prawie finał ostatnia część V symfonii Fina Jeana Sibeliusa. Tę porywającą melodię, która pojawia się po około minucie, zainspirował widok szesnastu łabędzi wzbijających się do lotu. W siedzibie Placówki Krakowie widuje się często nawet po dwadzieścia wzbijających się do lotu gołębi, która to inspiracja zaowocowała klejnotem Nie przenoście nam stolicy do Krakowa.

• Na deser, ew. dobranoc, ograny ale i tak świetny hit fortepianowy – pierwszy Gymnopédie (czyt. żimnope’di) francuskiego awangardzisty Erika Satiego. Grecki termin „gymnopedia” oznaczał w Sparcie święto „tańca nagich młodzieńców” – duch imprezowy miał się w starożytnym świecie dobrze.

Obrazki: plakat reklamujący premierę opery Turandot w 1926 r. (stąd), Nikołaj Jegorowicz Swierczkow – Trojka zimą (stąd), John Bauer – ilustracja do Wśród gnomów i trolli (1908, stąd)