Posts Tagged ‘smutna muzyka’

top 7: gorzko, gorzko

13/01/2017

anne-boleyn-executionTematem dzisiejszego wpisu są związki, w których słodycz, poprzez jakąś tajemniczą reakcję chemiczną, zmieniła się w gorycz.

Gang of Four – Damaged Goods (1980) Tuzy post-punku przedstawiają miłość jako wadliwy towar zwracany do sklepu. W tekście wykorzystane jest też podwójne znaczenie słowa „change”, które oprócz zmiany oznacza też „drobne” albo „resztę”. Tak samo jak „miłość” może oznaczać „lubienie bardzo”, ale również „bagno/ściek”.

Soft Cell – Say Hello, Wave Goodbye (1982) Ci reprezentanci new romantic znani są głównie z koweru Tainted Love, ale ich własne piosenki też były porządne. Say Hello, Wave Goodbye charakteryzuje się wyjątkowo złożoną melodią refrenu oraz wyjątkową goryczą tekstu. Take your hands of me / I don’t belong to you, you see, czyli Trzymaj łapy przy sobie / bo nie przeznaczon ja tobie.

Fun Boy Three – Tunnel of Love (1983) Kultowy zespół brytyjskiej nowej fali śpiewa o tunelu miłości – jarmarcznej atrakcji, która zmienia się w ściek wpadający do bagna.

Breakout – Powiedzieliśmy już wszystko (1969) Prawie cała lista jest po angielsku, ale w końcu jest to język, w którym nawet cytryna jest gorzka. Ale polskie pary też potrafią osiągnąć imponujący poziom goryczy, czego możemy się dowiedzieć słuchając powyższej, mrocznej piosenki albo rozmów małżeństw w restauracjach.640px-praying_mantis_sexual_cannibalism_european-37

The Lemonheads – Big Gay Heart (1996) Grunge-country z dwoma refrenami. Znowu o beznadziejnym związku, ale tym razem dwóch mężczyzn. Placówka postępu, jak sama nazwa wskazuje, jak najbardziej wspiera walkę mniejszości seksualnych o prawo do takich samych miłosnych rozczarowań, resentymentów i ślepych uliczek, jakie są udziałem heteronormatywnej części społeczeństwa.

Bruce Springsteen – The River (1980) Małżeństwa zawarte z powodu ciąży nie muszą być nieszczęśliwe, chyba że występują w piosence Bruce’a Springsteena. Utwór wyróżnia się bezbłędnymi rymami oraz najsmutniejszym solo harmonijki ustnej w bogatej historii sol harmonijki ustnej.

Joy Division – Love Will Tear Us Apart (1980) „Miłość nas rozerwie, i nie chodzi mi tu o rozrywkę”, śpiewa w tym zimnofalowym klasyku Ian Curtis – bożyszcze zagubionej młodzieży, ale słaby kandydat do tytułu Męża Roku. Ten kawałek wszyscy znają, więc dopiszę dwie rzeczy o których może nie każdy wie. Po pierwsze, tytuł zainspirowany jest odrażającym utworem Neila Sedaki Love Will Keep Us Together. Po drugie, istnieje nagranie wideo koncertowego wykonania Love Will Tear Us Apart (średnią jakość rekompensuje wartość historyczna).

Zapraszam do podawania własnych, gorzkich propozycji w komentarzach.

Obrazki: ścięcie żony Henryka VIII Anny Boleyn (źródło nieznane) oraz gorzki związek pana modliszki z panią modliszką (autor: Oliver Koemmerling, licencja Creative Commons, stąd)

 

 

Reklamy

top 6: mroczna world music vol. 1

18/07/2015

taniec szczurów

„Muzyka świata” nie zawsze oznacza „gorące brzmienia” i „słoneczny chillout”. Oto pierwszy zestaw mrocznej – tekstowo i/lub muzycznie – world music.

Selda Bağcan – Ince ince (Turcja, 1975) Najlepszy riff od czasu V symfonii Beethovena oraz śpiew-lament o tym, jak tytułowy śnieg pada na biednych.Guerra_Arauco

Violeta Parra – Arauco tiene una pena (Chile, 1965) Kolejny protest song – ten jest o Indianach Mapuche i „stuleciach niesprawiedliwości” której byli ofiarami od pojawienia się konkwistadorów. Violeta Parra była chyba najsmutniejszą singer/songwriterką na świecie – Leonard Cohen to przy niej coach-motywator.

Popol Vuh – Wehe Korazhin (RFN, 1981) Biada miastu Korozain. Tutaj już nie ma politycznych i społecznych przesłań. Jest za to czysty, biblijny mrok.

A. Kostis – Stin Ipoga (Grecja, 1930) Grecka muzyka to nie tylko „Grek Zorba” puszczany w kółko w restauracji „Helliotzatzikos”. Dużo przedwojennych piosenek z tego kraju opowiadało np. o narkotykach i mafii. Hipnotyczny kawałek „W piwnicy” traktuje o paleniu haszyszu i policji.Korozain

Oumou Sangare – Saa Magni (Mali, 1993) Piosenka o tym, że śmierć jest straszna. Oumou Sangare śpiewa też piosenki o roli kobiety, małżeństwie, macierzyństwie i presji społecznej – generalnie nie zajmuje się pierdołami.

Vera Hall – Death is Awful (1939) Piosenka o tym, że śmierć jest straszna. Nie wiadomo, co to właściwie ma być ta „muzyka świata”, ale moim zdaniem nagrania ludowych piosenek z Alabamy zdecydowanie się do niej zaliczają.

Obrazki wszystkie z Wikimedia Commons i w domenie publicznej: Taniec szczurów – autor nieznany – XVII w., Flandria (stąd), Wojna araukańska – Geronimo de Bibar, XVII w. (stąd), ruiny Korozain (stąd).

 

 

Mahler artystą jednego przeboju

01/10/2014

Franz von Stuck - Wiosna, 1909Wiedeński kompozytor okresu Secesji Gustav Mahler, jak każdy porządny artysta (Van Gogh, J.S. Bach, a w przyszłości zapewne Rush), doceniony został dopiero dobre pół wieku po śmierci. Wprawdzie nie umarł zapomniany i w biedzie, ale jednak jego długie symfonie nie podobały się jakoś specjalnie krytykom i publiczności przełomu XIX i XX wieku i radzono mu raczej, żeby trzymał się dyrygowania. Przewrażliwionego, jak każdy porządny artysta, Mahlera musiało to nieźle wkurzać. Podejrzewam też, że wkurzyłaby go też historia jego największego i w zasadzie jedynego przeboju: czwartej części V symfonii, o oznaczeniu tempa Adagietto, czyli „powolutku”.

Adagietto – dyryguje najważniejszy promotor twórczości Mahlera – Leonard Bernstein,

Adagietto – pierwsze nagranie, dyryguje kolega Mahlera Willem Mengelberg, 1926

Ukończona w 1902 roku siedemdziesięciominutowa V symfonia Mahlera jest, jak pozostałe jego symfonie, przemyślanym i ambitnym dziełem. Jednak po jej premierze Mahler narzekał, że nikt jej nie zrozumiał i w sumie miał rację. Uznano najwyraźniej, że „symfonia za długa, ale to Adagietto spoko”, bo często wykonywano potem samą czwartą część. Mahler powiedział też, że chciałby dyrygować symfonią za pięćdziesiąt lat, kiedy już zostanie zrozumiana. I faktycznie, kilka dekad po premierze cała V symfonia zaczęła się podobać ekspertom i publiczności prawie tak bardzo jak Mahlerowi. Ale w roku 1971 Adagietto pojawiło w filmie film Śmierć w Wenecji, który ponownie oderwał je od reszty dzieła i uczynił światowym hitem, zamieszczanym na składankach o tytułach typu Beautiful Adagios albo Classical Chillout.

Trudno zaprzeczyć, że Adagietto jest zasłużonym przebojem. Trwający, w zależności od interpretacji, od 7 do 12 minut fragment ma piękną, chociaż niezbyt łatwą do zanucenia melodię. Zdecydowanie nastraja ona do myślenia o rzeczach wzniosłych i oddalonych o tzw. szarej rzeczywistości: niebie, miłości, życiu pozagrobowym, jeleniach na rykowisku. Jeśli wierzyć wdowie po Mahlerze Almie, Adagietto miało być przeznaczonym dla niej instrumentalnym listem miłosnym. Oczywiście można też interpretować je bardziej dramatycznie, bo bardzo przypomina inny utwór Mahlera z tego samego okresu, mniej romantyczną a bardziej zagubioną pieśń z tekstem lubionego poety kompozytora, Friedricha Ruckerta: Ich bin der Welt abhanden gekommen, czyli Straciłem kontakt ze światem.

Pierwsze nagranie Ich bin der Welt abhanden gekommen, 1930

Gustav Mahler oczywiście chciałby, żebyśmy posłuchali całej V symfonii. W naszych zagonionych czasach znów można powiedzieć, że „za długa, ale Adagietto spoko”, ale polecam posłuchać przynajmniej wstępu z genialnym nawiązaniem do pierwszych taktów najbardziej znanej V symfonii – tej autorstwa Ludwiga „ta ta ta taaaaa” van Beethovena.

Cała V symfonia, występ dobrej jakości i zamieszczony oficjalnie – Pitsburgh Symphony Orchestra, 2011

Mahler VIII Symphonie PosterJeśli spodobało się Wam Adagietto, to informuję, że Mahler miał też więcej równie przebojowych kawałków, tylko nie zdobyły takiej popularności. Przykładem może być Sehr-Langsam Misterioso – tajemnicza (zgodnie z tytułem) pieśń z III symfonii z tekstem Fryderyka Nietzsche, też zresztą wykorzystana w Śmierci w Wenecji. Podobna w klimacie jest pieśń Urlicht z II symfonii kompozytora. Mahler pewnie nie chciałby, żeby słuchać wyciętych, kilkuminutowych fragmentów jego monumentalnych dzieł. Ale niestety II symfonia trwa 80 minut, a trzecia rekordowe 130. Skąd miał wiedzieć, że kolejne parę dekad po docenieniu jego twórczości nadejdzie pokolenie, które generalnie nie może się na niczym skupić?

Obrazki: Franz von Stuck – Wiosna, 1909 (Wikimedia Commons) oraz plakat reklamujący premierę VIII symfonii Mahlera pod batutą kompozytora (nie pamiętam, gdzie znalazłem)

 

Top 7: Jesień

02/09/2014

jeżyk we mgleZ okazji jesieni publikuję oficjalną listę utworów o jesieni. Ta pora roku przynosi różne przemyślenia, głównie o przemijaniu i liściach. W niniejszym poście obie te rzeczy znajdziecie w hurtowych ilościach.

Kabaret Starszych Panów feat. Kalina Jędrusik – Jesienna dziewczyna (1962) W odróżnieniu od większości piosenek Kabaretu Starszych Panów, ta jest zupełnie na serio. Zaś podobnie jak większość piosenek Kabaretu Starszych Panów, ma doskonałe rymy.

Richard Strauss – September (1950) Kawałek o przemijaniu z tekstem H. Hessego. Pochodzi z Czterech ostatnich pieśni (z których trzy są o przemijaniu), napisanych przez Richarda „Odyseja kosmiczna” Straussa, kiedy miał 84 lata.

Walter Huston – September Song (1938) Też o przemijaniu. Muzykę napisał Kurt Weill, kiedy po raczej przymusowym opuszczeniu Berlina zaczął pisać broadwayowskie hity.

Simon & Garfunkel – Leaves That Are Green (1966) Przemijanie na dwa głosy. Wkrótce potem S & G nagrali podobną tematycznie piosenkę o zimie, którą znajdziecie na liście utworów o zimie.

Kury – Jesienna deprecha (1998) Ból przemijania, choroby, wojny, rozpacz.

Yves Montand – Les feuilles mortes (ok. 1950) Tym razem liście – martwe, symbolizujące prawdopodobnie przemijanie. Piosenka stała się standardem jazzowym pod złagodzonym angielskim tytułem Autumn Leaves.niedźwiedź, który nie był

Billie Holiday – Autumn in New York (1952) A na koniec piosenka, w której nie ma nic o przemijaniu i o liściach. Ale chociaż ma generalnie optymistyczny tekst, to i tak brzmi podejrzanie melancholijnie.

Mimo wspomnianego na początku oficjalnego i ostatecznego charakteru listy, zachęcam do proponowania w komentarzach innych jesiennych piosenek.

Ilustracje ze wspaniałych (także pod względem muzycznym) kreskówek Jeżyk we mgle (Jurij Norsztejn, 1975) i Niedźwiedź, który nie był (Frank Tashlin/Chuck Jones, 1967)

Titanic OST

28/03/2014

Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 1Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 2„Naprawdę jest coś gigantycznego i okropnego w tem spotkaniu się Titanica z olbrzymią górą lodową – które jest świetnem uosobieniem tych ciągłych starć i zderzeń, jakie zachodzą między człowieczym geniuszem a siłą elementarną.”

Zatonięcie Titanica z 14 na 15 kwietnia 1912 roku było być może pierwszą nowoczesną katastrofą. Przez nowoczesną rozumieć tu należy rozgłos w gazetach na całym świecie, wywiady z rozbitkami oraz sensacyjne teorie. Skala wydarzenia była tak duża, że jeszcze w 1997 roku statek pochłonął swoją ostatnią ofiarę – dobry gust – dzięki znajdującemu się na ścieżce dźwiękowej do filmu „Titanic” My Heart Will Go On Celine Dion. Niniejszy wpis nie będzie jednak o tej piosence – staram się nie prowadzić bloga po pijanemu. Będzie dotyczył innych związanych z katastrofą utworów, począwszy od nagranego w 1929 roku bluesa – God Moves on the Water Blind Willie Johnsona.

Tekst God Moves on the Water to znane wszystkim fakty związane z katastrofą (data, góra lodowa, najpierw kobiety i dzieci) poprzetykane refrenem o Bogu poruszającym się po wodzie. Dość złowrogo brzmi Bóg w tej piosence – cała piosenka też zresztą brzmi złowrogo. Jest to jeden z najostrzejszych znanych mi kawałków zagranych tylko na gitarze, a na listę „gotycki blues” nie załapał się tylko dlatego, że znalazła się już tam inna, znana z kosmicznych wojaży, piosenka Blind Willie Johnsona.

Titanic najwyraźniej inspirował amerykańskich bluesmanów równie silnie jak wewnętrzne rozterki polskie wokalistki lat dziewięćdziesiątych, bo piosenek o wypadku napisali oni całkiem sporo. Żadna nie dorównuje moim zdaniem God Moves on the Water, chociaż takie podejrzanie skocznie When That Great Ship Went Down małżeństwa Williama i Versey Smithów robi wrażenie.

Najbardziej niesamowitym nagraniem związanym z zatonięciem Titanica jest dla mnie powstałe w roku katastrofy El mole rachmin (für Titanik) słynnego wówczas kantora Josefa „Jossele” Rosenblatta. Nagrania akustyczne, czyli  pochodzące sprzed wprowadzenia w połowie lat dwudziestych mikrofonów, wbrew atrakcyjnej nazwie mają niestety brzmienie tekturowe wpadające w blaszane. Kogo jednak nie poruszy ten zarejestrowany przed ponad stu laty hebrajski lament, ten chyba ma górę lodową zamiast serca.Titanic_iceberg

Należy jeszcze wspomnieć o nagraniu pieśni The Lost Chord dokonanego przez legendarnego tenora Enrico Caruso 29 kwietnia 1912 roku, na kilka godzin przed zaśpiewaniem jej na koncercie dla rodzin ofiar Titanica. Jak się okazuje, pisałem o niej kawał czasu temu.

Ilustracje to: jedyna fotografia (najprawdopodobniej) góry lodowej, która zatopiła Titanica (Wikimedia Commons) oraz fragmenty artykułu z Ilustrowanego Kuryera Codziennego z 18 IV 1912 r. Cała gazeta (najlepiej kliknąć „pobierz”) dostępna jest w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej, nieco trudnej do nawigacji, ale będącej wspaniałem źródłem materjałów i posiadającej pierwszorzędną stronę na FB.

Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 3

Sweet Home Alabama

21/03/2014

John PettsWe wrześniu 1963 roku w mieście Birmingham w stanie Alabama, trzech członków Ku Klux Klanu postanowiło bohatersko bronić cywilizacji białego człowieka podkładając dynamit pod uczęszczany przez Murzynów kościół. Dzięki ich odwadze udało się na zawsze zlikwidować zagrożenie, jakie stanowiły cztery dziewczynki w wieku od 11 do 14 lat.

Dwa miesiące później John Coltrane nagrał na koncercie instrumentalny utwór pt. Alabama. I jeśli jazz nadal kojarzy Wam się z „Marek Niedźwiecki przedstawia Smooth Jazz Cafe”, to może Wam się teraz przestać tak kojarzyć.

Na zdjęciu witraż autorstwa Johna Pettsa podarowany po zamachu kościołowi w Birmingham przez Walijczyków. Może Was też zainteresować wspominająca to samo wydarzenie (i inne podobne) piosenka Niny Simone Mississippi Goddam.

Spisek mozartowski

19/01/2014

Plan MozartaZnany mason i pornograf Wolfgang Amadeusz Mozart (właśc. Wolfschanz Amadiew Mosche) napisał Masońską muzykę żałobną (Maurerische Trauermusik) w 1785 roku, co już powinno nas zmartwić, ponieważ odejmując 17 od 85 otrzymujemy 68 a dodawszy do tego liczbę części, na jakie kompozytor podzielił dzieło, otrzymamy szatański numer 69. Mozart napisał ten trwający około sześć (przypadek?) minut utwór na okazję śmierci dwóch braci masonów: księcia Mecklenburga-Strelitz oraz hrabiego Estherhazego von Galantha (właśc. von Gazetha) za granty Cesarstwa Brukselskiego. Nazwanie Masońskiej muzyki żałobnej „genialnym Requiem w skrócie” przez  liberalnego blogera Przemysława Jaślana (właśc. Pscheme Jascha) doskonale wpisuje się w nachalną propagandę siedzących w wiadomo czyjej kieszeni mediów. Kryszno-szyicko-teutońskie lobby nie od dziś każe odtwarzać publicznie utwory Mozarta, mimo ich niskiej wartości artystycznej i rozrywkowej. Co gorsza, płyty „Mozart For My Baby” uczą już od małego wrogich nam ideologii, nie mówiąc już o pojawiających się coraz częściej składankach „Mozart w łonie”. Te ostatnie powodują, że dzieci zdają się rodzić już masonami, co daję fałszywą amunicję retoryczną twierdzącym, ze masoństwo to cecha wrodzona, a nie zaś całkowicie uleczalny wynik szkodliwego wpływu kompozytora z Salzburga (właśc. Strasburga).

Obrazek z 1935 (ostateczny dowód na wszystko) z  tajnej strony „Wikipedia”.

Inne dowody:

Filharmonia Wiedeńska – Koncert pamięci niebędącego na szczęście członkiem żadnych niebezpiecznych organizacji Herberta von Karajana (1989)

Mniej znana orkiestra, lepsza jakość (Budapeszt, 2013)

Top 6: gotycki blues

22/12/2013

Thomas Hart Benton - The Negro and the AlligatorMroczna muzyka istniała długo zanim Ian Curtis zaśpiewał „eyes dark, relentless, frightened of the sun„, tworząc tym samym rock gotycki. Oto sześć ponurych, amerykańskich piosenek bluesowych – większość sprzed wojny. Nie należy mylić tego pierwotnego bluesa z blues-rockiem, a szczególnie jego najgorszym wykwitem – Still Got the Blues Gary’ego Moore’a.

Blind Willie Johnson – Dark Was the Night, Cold Was the Ground  Nie wiadomo do końca, o czym jest ten utwór, bo oprócz postękiwania jest on instrumentalny. Tę ultrasmutną piosenkę wysłano w kosmos na Voyager Golden Record, żeby kosmitom poleciała rtęciowa łezka.

Dick Justice – Henry Lee (1929) Tekst na pewno znacie ze słynnego duetu Nicka Cave’a i PJ Harvey, tylko muzyka jest tu mniej podniosła. W tej ludowej piosence generalnie chodzi o to, że on jej nie chciał, ona go zadźgała (sorry za spoiler). Zgubne skutki wyzwolenia i uzbrojenia kobiet.

Geeshie Wiley – Last Kind Words Blues (1930) Panie też potrafiły śpiewać, a w tym przypadku także pisać ponure piosenki bluesowe. Tytułowe „ostatnie miłe słowa” wypowiane są przez rodziców narratorki. Tata chciał, żeby wysłali mamie jego ciało, jeśli „zginie na tej niemieckiej wojnie”. Mama chciała, żeby córka nie szalała, kiedy już nie będzie mogła jej pilnować. Geeshie Wiley nagrała dwie płyty, co niestety w tamtych czasach przekładało się na cztery piosenki.

Dock Walsh – In the Pines (1926) Piosenkę tę rozsławił w 1994 roku zespół Nirvana (jako Where Did You Sleep Last Night). Kurta Cobaina zainspirowała wersja Leadbelly’ego z lat czterdziestych – jego współgrungeowiec Mark Lanegan miał oryginalną szelakową płytę z tym właśnie nagraniem. Hipstresse oblige jednak, więc polecam tu wcześniejszą wersję – „mroczne banjo”. In the Pines to utwór tradycyjny, będący najprawdopodobniej przypadkowym zespoleniem dwóch różnych piosenek, stąd pewna niespójność tekstu. A jeśli zastanawiało Was, o co chodzi z driving (ew. driver’s) wheel, gdzie znaleźli głowę bohaterki (ew. męża bohaterki – zależy od wersji), to oznacza ono prostu napędzane koło lokomotywy.

Vera Hall – Another Man Done Gone (1940) Vera Ward Hall była spokojną wdową po górniku z miasteczka w Alabamie. Posiadała też niesamowicie smutny głos, który spopularyzował najpierw etnomuzykolog John Avery Lomax, potem jego jeszcze bardziej obrotny syn Alan Lomax, a jeszcze potem Moby, samplując w 1999 roku jej wykonanie Trouble So Hard. Another Man Done Gone to tradycyjna piosenka więzienna – znowu ktoś próbował uciec i go zastrzelili. Na szczęście śmiertelność wśród więźniów od tego czasu się zmniejszyła, czego niepodważalnym dowodem jest dziesięciokrotny wzrost populacji więziennej USA od czasu nagrania utworu.Blind Willie Johnson Columbia

Son House – Death Letter Blues (1965, za polecenie dziękuję Wojtkowi) Jedyna powojenna piosenka, ale za to można obejrzeć występ telewizyjny, zamiast gapić się w, skądinąd estetyczne, nalepki szelakowych płyt. Podmiot liryczny dostał w niej list z informacją o śmierci ukochanej. Resztę piosenki stanowią przemyślenia z wizyty w kostnicy, pogrzebu i, w końcu, powrotu do pustego mieszkania. Son House należał do najważniejszych wykonawców lat trzydziestych i zdobył względną popularność podczas renesansu bluesa i folku w Stanach. Renesans ten szczytowy moment osiągnął w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy skończyła się w USA era obowiązkowej prawie szczęśliwości, ustępującej jedynie naprawdę obowiązkowej szczęśliwości Korei Północnej.

Inne ponure stare piosenki (ale nie bluesowe) pojawią się wkrótce w planowanym wpisie „przedwojenny gotyk”. Pewnie będzie też kontynuacja tego wpisu, na razie polecam post o innym przygnębiającym bluesie, Nobody Knows You When You’re Down and Out. A także Czarną listę wszech czasów.

Obraz: Thomas Hart Benton – Murzyn i aligator (1927)

Stary dorsz i morze

04/12/2013

William_Turner_-_Fishermen_at_Sea

Cztery interludia morskie (Sea Interludes, 1945) angielskiego kompozytora Benjamina Brittena brzmią tak, jak chciałbym, żeby brzmiała muzyka połowy XX wieku: niepokojąco, ale jednocześnie melodyjnie i, nie bójmy się tego słowa, pięknie. Niestety, najbardziej znani kompozytorzy powojennej klasyki (np. Penderecki albo Stockhausen) koncentrowali się na „niepokojąco”, argumentując, poniekąd słusznie, że doświadczywszy melomana Hitlera, nie można już tworzyć normalnej muzyki. Britten najwyraźniej nie zgadzał się z tym do końca, bo chociaż jego twórczość bywa mroczna jak nie wiem, to jednak da się jej słuchać dla przyjemności – taki symfoniczny odpowiednik Radiohead. Z prezentowanych dziś interludiów (Świt, Niedziela rano, Światło księżyca, Sztorm) najbardziej polecam Niedzielę rano:

Jak wskazuje nazwa, te orkiestrowe interludia pochodzą z większej całości, a konkretnie z opery Peter Grimes. Jej tytułowy bohater to oskarżony o morderstwo mieszkaniec nadmorskiej miejscowości i zarówno ponura tematyka, jak i nadmorskość przenikają do warstwy muzycznej. Jeśli komuś nie chce się słuchać całego utworu (notabene uważanego za największe osiągnięcie Brittena) bo np. nie lubi opery, to może spokojnie ograniczyć do piętnastominutowej suity Sea Interludes. Polecam ją każdemu, kto lubi powspominać nadmorskie klimaty: deszcz, wiatr, zatrucie rybą i  zachłyśnięcie słoną wodą.

♫ LINKI:

Sea Interludes – nagranie z 1948 roku (w domenie publicznej) u niejakiego Damiana. Empetrójka we wpisie jest właśnie stamtąd.

Fragmenty Interludiów w filmiku zapowiadającym wystawienie Petera Grimesa w Aldenborough – nadmorskim miasteczku, z którego pochodził Benjamin Britten.

Obrazek: William Turner – Rybacy na morzu (1796, Wikimedia Commons)

Top 6: Homoseksualizm

09/09/2013

Pięć utworów na temat homoseksualizmu i homofobii oraz jeden o transwestytyzmie. Przesłuchałem dużo piosenek robiąc research do tego wpisu. Wśród nich były aż trzy kawałki Mylene Farmer, co chyba kwalifikuje mnie jako męczennika praw LGBT. Wyszło trochę seksistowsko, bo dominacja mężczyzn na liście jest jeszcze większa niż wśród blogerów muzycznych. No, ale większości poniższych wykonawców czysto męskie towarzystwo specjalnie by nie przeszkadzało.

Marek Weber – Das Lila Lied (1921) Kabaretowa piosenka z okresu Republiki Weimarskiej. Jest to najprawdopodobniej pierwsza muzyczna deklaracja gay pride. W przedwojennym nagraniu śpiewany jest tylko refren, ale i tak jest to, jak na tamte czasy, mocne: Jesteśmy po prostu inni od innych / tych kochanych tylko zgodnie z krokiem morałów. Nic dziwnego, że kiedy do władzy doszedł Hitler, zajął się zamykaniem kabaretów. Chociaż teoretycznie mogły też zaważyć względy artystyczne – Pan Przewodnik gust muzyczny miał wprawdzie niezły, ale nieco konserwatywny.

Pink Floyd – Arnold Layne (1967) Tytułowy Arnold ubiera się w kradzione ze sznurów damskie ubrania. W końcu trafia za kratki – chyba za kradzież, nie za obrazę moralności. Transwestytyzm wprawdzie wcale nie musi oznaczać homoseksualizmu, ale zawsze warto reklamować Pink Floyd z czasów, kiedy liderem był Syd Barett, a nie Roger „Patos” Waters. Miał rację jeden nasz minister oświaty, proponując „zakaz propagowania Rogera Watersa w placówkach szkolnych”.

Tom Robinson Band – Glad to Be Gay (1978) Wracamy do protest-songów, tym razem z Wielkiej Brytanii. Ten ma po prostu genialne rymy i słychać w nim autentyczne wkurwienie. Refren „Sing if you’re glad to be gay” jest typu „cała sala śpiewa z nami” i, w odróżnieniu od utworu Cała sala śpiewa z nami, faktycznie ma się ochotę śpiewać. Mniej znany przebój Robinsona miał refren „Kto nie skacze, ten za Thatcher”.

Elton John – Elton’s Song (1979) Tytuł słusznie wskazuje na autobiograficzny charakter piosenki, ale Elton John napisał tylko muzykę, a tekst Tom Robinson z poprzedniego utworu na liście. Ze słów nie można domyślić się płci adresata tej miłosnej piosenki, ale teledysk nie pozostawia wątpliwości, że jest to szkolny kolega. Wideoklipu nie wyemitowała żadna stacja telewizyjna, co uchroniło Zjednoczone Królestwo przed upadkiem.

Idoli – Retko te viđam sa devojkama (1981) Jugosłowiańska, a dokładniej serbska piosenka, w Polsce znana jest z dość wiernego tłumaczenia Rzadko widuję cię z dziewczętami z płyty Yugoton. Życzliwy kolega rzadko widzianego z dziewczynami bohatera piosenki ostrzega go: wokół ciebie są chłopcy (decaci), fajni (fini) są, ale wiedz (znaj), plotki się szybko rozchodzą, a kiedy puknu (?), będzie koniec (kraj). Drugie nagranie piosenki, wydane z drugiej strony singla Maljciki, odznacza się absolutnie genialnymi pomysłami produkcyjnymi Gorana Bregovica, wtedy lidera konkurencyjnego zespołu jugosłowiańskiej nowej fali, chorwackiego Bijelo Dugme. Twórcom polskiej wersji tak się te pomysły spodobały, że odtworzyli je jeszcze wierniej, niż treść utworu.

Bronski Beat – Why? (1985) Piosenka Bronski Beat Smalltown Boy była już na liście mądrych kawałków z lat osiemdziesiątych, więc zamiast niej wrzucam Why? – mniejszy przebój, za to bardziej bezpośrednio mówiący o homoseksualizmie i homofobii. Wokalista Jimmy Sommerville pyta, dlaczego właściwie będąc gejem, automatycznie zasługuje na potępienie albo pobicie. Nazwa Bronski Beat nie świadczy o polskich korzeniach zespołu, a wynika z pseudonimu „Steve Bronski”, który wymyślił sobie założyciel zespołu. Nasi europosłowie już wielokrotnie protestowali w tej sprawie, sugerując stosowanie zmodyfikowanej nazwy Bronson Beat.

No cóż, to tyle. Jeśli macie jakieś niebędące Mylene Farmer propozycje na listę, to dawajcie w komentarzach.

Pic: Caspar David Friedrich – Dwaj mężczyźni kontemplujący księżyc (1819), Wikimedia Commons