Archive for the ‘Jazz’ Category

Złote Przeboje ONZ

30/07/2019

nati 2Jeśli stosujesz muzykę aby odizolować się od rzeczywistości i teraźniejszości, oraz jeśli szukasz repertuaru wykwintnego, a zarazem idącego po linii najmniejszego oporu, to nowa playlista Placówki postępu jest dla Ciebie. Nazwałem ją Złote Przeboje ONZ, bo są na niej utwory powojenne i z różnych krajów. Dominuje wprawdzie język angielski, ale chyba nie aż tak, jak na rozmaitych innych listach.

Spotify’owa składanka obejmuje lata 50-te i 60-te, czasem trafi się coś z końca lat 40-tych lub początku 70-tych. Może nie wszystko do wszystkiego pasuje, ale przynajmniej jest ciekawie. Starałem się ograniczyć piosenki ograne i generalnie irytujące, a w wyborze kierowałem się moim delfinim słuchem oraz ćwiczoną z prof. Zimbardo empatią. Trochę wczesnej Eurowizji, doo-wop, rock’n’roll (ale nie za ostry), tzw. space-age pop (zgooglujcie sobie), populistyczny jazz, country, ska, jakieś takie latynoskie, jive z Płd. Afryki, no i więcej klasycznego soulu niż polskie radio puściło od początku swojego istnienia.

Przy okazji zacząłem robić inne playlisty z, jak to mówią zachodni fachowcy, „golden oldies”. Piosenki przedwojenne trafiły na listę firmowaną przez Ligę Narodów, a późniejsze, często bardziej funkowe i elektroniczne, na listę Państw Niezrzeszonych. Te dwie listy udostępniam, ale są jeszcze niegotowe. Tzn. lista „ONZ” też nie jest gotowa, bo cały czas coś dorzucam (albo wyrzucam). W Złotych Przebojach ONZ znajdziecie m.in. takie szlagiery, jak (wszystkie linki do występów lub klipów):

Jiri Suchy – Praminek vlasu: czechosłowacki fetysz-jazz,

Bella Bellow – Zelia: pani z Togo śpiewa błogo,

Brenda Holloway – When I’m Gone: zbyt piękna dla Motown,

Elis Regina – Aguas de Marco: supernowa bossa novy,

Adriano Celentano – Il ragazzo della Via Gluck: częściowo chyba o deweloperach,

Prince Buster – Wash My Troubles Away: ska o higienie ducha,

Abdel Halim Hafez – Touba: egipski Sinatra,

Jimmy Dean – Big Bad John: goth-country,

Kyu Sakamoto – Ue o Muite Arukō: pionierski J-pop,

Martin Denny – Quiet Village: pokochaj przywłaszczenia kulturowe,

Fairuz – Bhebak ma ba’ref: największa gwiazda kraju z choinką we fladze,

Francoise Hardy – Ce petit coeur: miej serce i patrzaj w serce,

The Strangeloves – I Want Candy: zryte bity,

Dave Brubeck Quartet – It’s a Raggy Waltz: j.w.

Przepraszam za ten rym z Togo. Jeśli macie własne propozycje, albo coś Wam się spodobało, to śmiało piszcie w komentarzach.

Melomanka na zdjęciu to Natalie Wood

Reklamy

Anetka, z którą nie można się pożegnać

22/02/2019

Radio_Guide,_Week_Ending_November_10,_1934.jpgByć może spotkaliście się kiedyś z określeniem, że ktoś ma głos jak miód. Zazwyczaj jest to przesada i spokojnie wystarczyłby przymiotnik „miły”. Ale w przypadku Annette Hanshaw przesadą to nie jest, a spożywcze porównanie jest wręcz jedynym dopuszczalnym opisem jej śpiewu.

Annette Hanshaw najbardziej znana była w latach 1926-1934. Prasa nadała jej przydomek „Personality Girl”, ponieważ była taka sympatyczna. Zapewne duży udział w tej sympatyczności, obok wspomnianego już głosu oraz czarującego uśmiechu, miały dołeczki wokalistki, największa geometryczna sensacja od odkrycia pierścieni Saturna. Jakby tego było mało, wokalistka kończyła część swoich nagrań rozbrajającym „that’s all” . (Kiedy kończą się jej piosenki, zawsze czuję lekkie napięcie – „powie, czy nie powie?”)

Annette Hanshaw wstydziła się kamer, więc istnieje tylko jedno jej nagranie filmowe. Ma ono dwie zalety: 1) dobrze uchwycone są na nim wspomniane dołeczki 2) przedstawiona w nim piosenka jest fantastyczna. Utwór nazywa się We Just Couldn’t Say Goodbye i napisał go Harry M. Woods, znany m.in. jako współautor standardu Try a Little Tenderness. Piosenka opowiada o nieudanym zerwaniu. Bohaterowie pokłócili się i postanowili rozstać, co wszystkich zasmuciło i nawet meble w mieszkaniu doprowadziło dołeczk… do łez. Na szczęście okazało się, że po prostu nie potrafili się pożegnać, zeszli się z powrotem, a wyposażenie domu szalało z radości.

Annette_Hanshaw_in_Radio_Stars,_Jan._1934_02Polecam posłuchać również wersji We Just Couldn’t Say Goodbye z płyty, bo jest dłuższa i ma piękną, mruczaną zwrotkę. Inne udane piosenki z repertuaru Annette Hanshaw to ballada Let’s Fall in Love, lata dwudzieste w pigułce, czyli Ev’rything’s Made for LoveAin’t He Sweet nagrane potem nawet przez Beatlesów, skoczne Fit as a Fiddle (Zdrowy jak rybble) oraz Would You Like to Take a Walk. W tym ostatnim utworze znajdziecie piękny, głoszący wyższość spacerów nad kinem dźwiękowym, kuplet Ain’t you tired of the talkies? I prefer the walkies (Czy dźwiękowców nie masz potąd? Ja wolę piechotą).

Posłuchajcie Annette Hanshaw, której głosem można słodzić herbatę, a dołeczki zakrzywiają czasoprzestrzeń.

Zdjęcia z Wikimedia Commons.

40 dni

24/04/2015

Brubeck 40 DaysTytuł instrumentalnego 40 Days (1966) legendarnego zespołu cool jazzowego Dave Brubeck Quartet nawiązuje do czterdziestodniowego postu Jezusa na pustyni.

Dave „Take Five” Brubeck nie był pierwszym znanym jazzmanem, który nagle stał się porządnym chrześcijaninem. Zaraz przed nim zrobił to John Coltrane i nagrał słynny album-symfonię A Love Supreme. W przypadku A Love Supreme religijność autora zdecydowanie ma wpływ na odbiór, bo słuchacze od razu spodziewają się czegoś nadprzyrodzonego i zaczynają recki od „Nie jestem religijny, ale…” No, ale pewnie jakość samej muzyki też coś ma do tego, bo np. chrześcijańska wersja Baśki też jest dość natchniona, ale poza mną niewiele osób uważa ją za arcydzieło.

40 Days na żywo, 1966, niemiecki program Jazz gehört und gesehen (Jazz widziany i słyszany)

wersja studyjna

U mnie pierwszy odbiór 40 Days był niezakłócony przez ewentualne interpretacje biblijne, bo na początku nie zwróciłem uwagi na tytuł, za to zwróciłem uwagę na kompozycję. Jest to jeden z najlepszych kawałków jazzowych, jakie słyszałem – charakterystyczne dla Dave’a Brubecka skomplikowane metrum połączone jest z prawie tak samo złożonymi, ale przepięknymi melodiami. Nawet solówki są piękne i uzasadnione artystycznie. Nie jestem religijny, ale…

Fotka z linkowanego występu w RFN

 

Top 7: Jesień

02/09/2014

jeżyk we mgleZ okazji jesieni publikuję oficjalną listę utworów o jesieni. Ta pora roku przynosi różne przemyślenia, głównie o przemijaniu i liściach. W niniejszym poście obie te rzeczy znajdziecie w hurtowych ilościach.

Kabaret Starszych Panów feat. Kalina Jędrusik – Jesienna dziewczyna (1962) W odróżnieniu od większości piosenek Kabaretu Starszych Panów, ta jest zupełnie na serio. Zaś podobnie jak większość piosenek Kabaretu Starszych Panów, ma doskonałe rymy.

Richard Strauss – September (1950) Kawałek o przemijaniu z tekstem H. Hessego. Pochodzi z Czterech ostatnich pieśni (z których trzy są o przemijaniu), napisanych przez Richarda „Odyseja kosmiczna” Straussa, kiedy miał 84 lata.

Walter Huston – September Song (1938) Też o przemijaniu. Muzykę napisał Kurt Weill, kiedy po raczej przymusowym opuszczeniu Berlina zaczął pisać broadwayowskie hity.

Simon & Garfunkel – Leaves That Are Green (1966) Przemijanie na dwa głosy. Wkrótce potem S & G nagrali podobną tematycznie piosenkę o zimie, którą znajdziecie na liście utworów o zimie.

Kury – Jesienna deprecha (1998) Ból przemijania, choroby, wojny, rozpacz.

Yves Montand – Les feuilles mortes (ok. 1950) Tym razem liście – martwe, symbolizujące prawdopodobnie przemijanie. Piosenka stała się standardem jazzowym pod złagodzonym angielskim tytułem Autumn Leaves.niedźwiedź, który nie był

Billie Holiday – Autumn in New York (1952) A na koniec piosenka, w której nie ma nic o przemijaniu i o liściach. Ale chociaż ma generalnie optymistyczny tekst, to i tak brzmi podejrzanie melancholijnie.

Mimo wspomnianego na początku oficjalnego i ostatecznego charakteru listy, zachęcam do proponowania w komentarzach innych jesiennych piosenek.

Ilustracje ze wspaniałych (także pod względem muzycznym) kreskówek Jeżyk we mgle (Jurij Norsztejn, 1975) i Niedźwiedź, który nie był (Frank Tashlin/Chuck Jones, 1967)

Top 6: głupi kawowiec

10/05/2014

coffee-1916Ważnym i modnym tematem jest w dzisiejszych czasach kawa. Wiem, bo ludzie często wrzucają do sieci zdjęcia pitej właśnie kawy z podpisami „mmm, kawa :)”. Oto sześć utworów o tematyce związanej, choćby minimalnie, z tą popularną używką.

Asmahan – Ya min yeqhol ahwa (1944) Ta egipska pieśń wykorzystuje podobieństwo arabskich słów „miłość” i „kawa” – „ahwa” i „qahwa” (pierwowzór kawy, café, kopi itp.). Te dwa wyrazy mogą chyba nawet brzmieć identycznie, czyli po prostu”ahwa”. W filmie Miłość i zemsta postać grana przez syryjsko-egipską gwiazdę Asmahan rozlewa gościom kawę, a śpiewa o ofiarowaniu miłości (albo kawy). W zasadzie słowo „kawa” jest zawsze zamienne ze słowem „miłość” – można np. powiedzieć „Kawa cierpliwa jest, łaskawa jest” albo „ma kawa się ukrywa bo jest sową”.

Serge Gainsbourg – Couleur café (1965) Francuski bard zachwyca się kawowym kolorem skóry adresatki utworu. Czyni to w charakterystyczny dla siebie, raczej obleśny sposób.

Kate Bush – Coffee Homeground (1980) „Ground coffee” to nie kawa podniesiona z ziemi, ale mielona (ground to trzecia forma grind). Bohater zainspirowanej przedwojennymi niemieckimi Kabaretts piosenki nie chce kawy mielonej w domu, bo jest przekonany, że będzie w niej trucizna. Nie tłumaczy jednak, dlaczego trucizna nie mogłaby zostać wsypana do kawy zmielonej fabrycznie. P.S. Jeśli uważacie, że „grind” ma głupią odmianę, to pomyślcie o odmianie „mleć”.

Ella Fitzgerald – Black Coffee (1949) O piosence tej było niedawno głośno w Polsce, ponieważ Wisława Szymborska wybrała ją na swój pogrzeb. Sprawdziłem, że nasza noblistka wybrała fortepianową wersję z 1960 roku. Ja upieram się przy wcześniejszej, bardziej dramatycznej wersji z orkiestrą.

Comedy Harmonists – Du passt so gut zu mir wie Zucker zum Kaffee (1936) Grupa wokalna Comedy Harmonists składała się z działających na uchodźstwie polityczno-rasowym członków legendarnego niemieckiego zespołu Comedian Harmonists. W utworze Du passt so gut… kawa służy porównaniu – pasujesz do mnie jak cukier do kawy. Rammstein wykonuje tę piosenkę z tekstem: Du! Du passt! Du passt mir!latte

Czajkowski – Dziadek do orzechów: Taniec arabski („Kawa”) (1892) Miała być jeszcze humorystyczna kantata Bacha o kawie, ale niestety potwierdza ona, że poczucie humoru nie jest mocną stroną ani muzyki poważnej, ani Niemców. Zamiast niej wrzucam fragment opartego na bajce baletu, w którym tańczy wiele rzeczy, które tańczyć nie powinny, np. kwiaty albo cukierki. Kawa wykonuje w nim taniec arabski. Niestety tancerze noszą w nim zazwyczaj po prostu stroje arabskie (czasem w odcieniach beżów i brązów) zamiast porządnie wczuć się w role i poprzebierać za czajniczki i filiżanki (ew. za sam płyn).

Obraz: Hemri Matisse- Kawa (1916) z Wikipaintings. Jeśli znacie inne dobre kawałki o kawie, to piszcie w komentarzach.

Sweet Home Alabama

21/03/2014

John PettsWe wrześniu 1963 roku w mieście Birmingham w stanie Alabama, trzech członków Ku Klux Klanu postanowiło bohatersko bronić cywilizacji białego człowieka podkładając dynamit pod uczęszczany przez Murzynów kościół. Dzięki ich odwadze udało się na zawsze zlikwidować zagrożenie, jakie stanowiły cztery dziewczynki w wieku od 11 do 14 lat.

Dwa miesiące później John Coltrane nagrał na koncercie instrumentalny utwór pt. Alabama. I jeśli jazz nadal kojarzy Wam się z „Marek Niedźwiecki przedstawia Smooth Jazz Cafe”, to może Wam się teraz przestać tak kojarzyć.

Na zdjęciu witraż autorstwa Johna Pettsa podarowany po zamachu kościołowi w Birmingham przez Walijczyków. Może Was też zainteresować wspominająca to samo wydarzenie (i inne podobne) piosenka Niny Simone Mississippi Goddam.

Top 6: Kołysanki

13/08/2013

Picasso Kobieta z zoltymi wlosami 1931Sześć kołysanek z różnych krajów. Tylko trzy (1,2 i 5) z nich są prawdziwymi kołysankami, faktycznie używanymi do usypiania. Jeśli stosujecie którąś z pozostałych trzech, to powodzenia.

Johannes Brahms – Wiegenlied (1849) Chyba najsłynniejsza kołysanka świata. Aż dziw, że nie jest to jakaś prastara ludowa melodia, tylko ma konkretnego autora – należy do cyklu pięciu pieśni op. 49 Brahmsa.

Hamlet Gonashvili i Rustavi Ensemble – Kakhuri nana (dawno) Jak to zwykle bywa w przypadku gruzińskiego śpiewu polifonicznego, kosmiczno-mistyczny odjazd.

Igor Strawiński – Kołysanka z Ognistego ptaka (1910) Upiorna ale i tak ładna. Najbardziej znany balet Strawińskiego to oczywiście Święto wiosny, ale początkującym polecam bardziej przebojowego Ognistego ptaka.

Xavier Monsalvatge – Cancion de cuna para dormir un negrito (1945) „Kołysanka dla Murzynka” – delikatna ale niepokojąca pieśń o przesłaniu raczej pesymistycznym. Adresat kołysanki nie będzie już niewolnikiem, ale i tak ma przewalone.

Yoshiko Otaka – Itsuki no komoriuta (dawno, nagranie chyba z lat 40-tych) Japońska kołysanka śpiewana w biednych rodzinach. Śliczna, ale też niezbyt optymistyczna: zakopcie mnie przy drodze i dajcie kwiatek. Co ciekawe, pani która śpiewa, wykonywała, pod chińskim nazwiskiem, także piosenkę o opium z wpisu o narkotykach.Andrew Wyeth Sypialnia

Krzysztof Komeda, Mia Farrow – Rosemary’s Baby Theme (1968) Słynna kołysanka z Dziecka Rosemary Polańskiego należy do tej samej upiorno-ładnej kategorii, co ta z Ognistego ptaka. Na uwagę zasługuje również wersja Mike’a Pattona z projektem Fantomas.

Jeśli znacie inne ciekawe kołysanki, to piszcie w komentarzach.

Obrazki: Picasso – Kobieta z żółtymi włosami, Andrew Wyeth – Master Bedroom

Niekwadratowo

19/10/2011

„Square dance” to taki amerykański taniec – cztery pary ustawiają się w kwadrat i tańczą coś ludowego. Utwór Unsquare Dance The Dave Brubeck Quartet zaś, zgodnie z tytułem, ma być przeciwieństwem kwadratowości. Po pierwsze, ma niekwadratowe metrum: 7/4. Po drugie, jest przeciwieństwem innego znaczenia „square”, czyli „niecool”.

Jeśli interesują Was inne, równie przebojowe, eksperymenty Dave’a Brubecka z rytmem, to poczytajcie wpisy o Take Five oraz o Blue Rondo a la Turk. A teraz linki muzyczne:

♪ Coś w rodzaju teledysku (z 1962 roku!)

♪ Wersja orkiestrowa

Nikt cię nie zna, kiedy jesteś na dnie

09/08/2011

Piosenka z prostym morałem: prawdziwych przyjaciół poznaje się, kiedy nie ma już za co kupić kawioru albo nawet pasty kawiorowej Abba: Nobody Knows You When You’re Down and Out legendy bluesa Bessie Smith. Podmiot liryczny miał pieniądze (Once I lived the life of a millionaire / spent all my money, I didn’t care) ale je stracił (In your pocket not one penny) i przy okazji stracił swoich licznych znajomych (And your friends, you ain’t got any). Dziwny zbieg okoliczności, nie? (Seems mighty strange, without a doubt): Nikt cię nie zna, kiedy jesteś na dnie (Nobody knows you when you’re down and out).

Piosenkę napisał bluesman Jimmy Cox w 1923 roku. Bessie Smith wiedziała, kiedy ją nagrać, bo zrobiła to w maju roku 1929.  W październiku tego samego roku zaczął się Wielki kryzys i Bessie miała hit, z którym prawie każdy mógł się utożsamić.

♫ LINKI: 

Bessie Smith – Nobody Knows You When You’re Down and Out, YouTube.

Ciekawostka: wersja Carli Bruni-Sarkozy.

Zdjęcie: Ofiary powodzi w Louisville, 1937, Margaret Bourke-White dla magazynu Life.

3 albumy jazzowe, które są muzyką poważną XX wieku

28/04/2010

"Ten łomot porównujecie z moją Eroiką?"

Muzyka rockowa i jazzowa stały się w pewnym momencie dominującymi, także jeśli chodzi o ambicje artystyczne, nurtami w muzyce, zastępując tym samym muzykę klasyczną. O albumach rockowych, które będą w przyszłości uważane za dwudziestowieczne „Niedokończone” i „Eroiki”, już było. Teraz trzy albumy jazzowe, które prawdopodobnie będą zaliczane do najwybitniejszych osiągnięć zeszłego wieku. I tak, jak z barokiem kojarzy się klawesyn, z romantyzmem rozbudowana sekcja smyczkowa, tak z drugą połową minionego stulecia (more…)