Archive for Listopad 2013

Mahler ziemisty Chińczyk

29/11/2013

Shen Zhou„Klątwa dziewiątej” to zdarzający się wśród kompozytorów syndrom nagłego i ostatecznego pogorszenia stanu zdrowia po napisaniu dziewiątej symfonii. Zaczęło się od Beethovena, który nie napisał już żadnej symfonii po tej z Odą do radości. Podobnie było np. z Dvořákiem i Brucknerem, więc w 1909 roku przesądny i neurotyczny Wiedeńczyk Gustav Mahler postanowił oszukać los, i swojej dziewiątej symfonii nie nazwał IX symfonią, tylko Das Lied von Der Erde (Pieśń o ziemi). Los mógł się naprawdę nie zorientować, bo Lied von der Erde nie przypomina za bardzo symfonii w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, czyli czysto orkiestrowego utworu w czterech, różniących się tempem, częściach.

Mahler, za przykładem Beethovena i jego „9”, lubił wstawiać pieśni do symfonii. W Das Lied von der Erde poszedł jednak na całość, bo dzieło składa się wyłącznie z sześciu pieśni z towarzyszeniem orkiestry. Połowę z nich śpiewa tenor (pan), połowę alt (pani), chociaż ten drugi głos dominuje czasowo. Za tekst posłużyły niemieckie tłumaczenia chińskich wierszy, w większości autorstwa Li Bai – legendarnego poety VIII w. n.e. Ich tematyka to: picie, młodość, samotność, piękno, znowu picie oraz pożegnanie. W warstwie muzycznej chińskich wpływów nie słychać jakoś bardzo, z wyjątkiem najbardziej pentatonicznej części trzeciej: Von der Jugend (O młodości). Jest to zarazem najkrótsza pieśń utworu, więc polecam ją na początek. Szczególnie podoba mi się, kiedy pan śpiewa „Wie der Rücken eines Tigers” (Niczym grzbiet tygrysa), bo zawsze się cieszę, kiedy słyszę niemiecki przypadek Genitivus:

Najsłynniejszym fragmentem Das Lied von der Erde jest natomiast jej ostatnia, najdłuższa część, śpiewana przez alt Der Abschied (Pożegnanie). Ta półgodzinna, niesamowicie smutna pieśń zajmowała w pierwszym nagraniu trzy płyty szelakowe i spokojnie obroniłaby się jako osobne dzieło. Podmiot liryczny żegna się, bo jedzie w góry w poszukiwaniu „spokoju dla samotnego serca”. Na końcu znajduje się optymistyczny w treści, ale niezbyt radośnie zaśpiewany fragment o ziemi: że co wiosnę się odnawia, oraz że wszystkie odległe krainy mają też błękitne niebo – wieeeecznie, wieeeecznie (eeeewig, eeeewig):

A cierpliwy los poczekał, aż Gustav Mahler ukończy właściwą IX symfonię, i dopiero wtedy załatwił kompozytora.

♫ LINKI:

Wspomniane pierwsze nagranie (1936, kolega Mahlera – Bruno Walter) na Internet Archive. Z tego źródła pochodzą zagnieżdżone we wpisie empetrójki.

Cała Lied von der Erde na YT, dyryguje największy promotor muzyki Mahlera, Leonard Bernstein.

Bernstein opowiada o utworze.

Obrazek: Górzysty krajobraz Lushan – Shen Zhou, 1467 (Wikimedia Commons)

Top 6: Kosmos vol. 2

12/11/2013

Pies na jednorożcu

Temat kosmosu jest taki wdzięczny, że postanowiłem zrobić drugą listę. Pozwoliłem sobie skorzystać z dwóch pomysłów sz. Komentujących z pierwszego wpisu na ten temat.

Pink Floyd – Astronomy Domine (1967) Nie wiem jak, podczas pisania poprzedniej listy, mogłem zapomnieć o pierwszym utworze z pierwszej płyty Pink Floyd. Musiałem być kompletnie zaślepiony dziełami niemieckiej nowej fali.

Andrzej Zaucha – Przybysze z Matplanety (1983) Przybysze z Matplanety był to psychodeliczny serial dla dzieci o matematyce, w którym najbardziej podobał mi się statek kosmiczny. Ten jednak, jak się później dowiedziałem, został ukradziony z brytyjskiego serialu Kosmos 1999, który nawiasem mówiąc, miał lepszą muzykę w czołówce.

Black Sabbath – Planet Caravan (1970) Propozycja Krasnala 101. Dowód, że wynalazcy połowy patentów cięższego rocka potrafili, oprócz proto-metalu, zagrać proto-ambient.

Björk – Cosmogony (2011) Propozycja Slwstra. Björk przedstawia różne wersje opowieści o powstaniu wszechświata. Ostatnią z nich jest teoria Wielkiego Wybuchu, która oczywiście jest błędna, bo wszyscy wiedzą, że kosmos powiła gigantyczna nutria.

The Carpenters – Calling Occupants of Interplanetary Craft (1977) Podana w formacie „adult contemporary” próba nawiązania kontaktu z obcą cywilizacją. Kower wydanej rok wcześniej psychodeliczno-nudnej piosenki zespołu Klaatu, podejrzewanego przez niektórych o bycie The Beatles incognito. Było to oczywiście niemożliwe, bo przecież Paul zginął w 1966 roku.

Plaga – Śmierć cieplna wszechświata (2013) Zdecydowanie za mało na tym blogu astrofizycznego metalu. Prawdziwa śmierć cieplna wszechświata, jeśli do niej dojdzie, nie będzie takim względnie przebojowym łomotem, a będzie cicha i powolna: wszystko osiągnie taką samą, niską temperaturę i nic już nie będzie się mogło się zdarzyć. „Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”.

Nie mam pojęcia, co dzieje się na załączonym obrazku, ale chyba ma to coś wspólnego z gwiazdami, bo znalazłem go na stronie Wiki z mapami nieba.

Tabaski, Tabaski i po Tabaski

06/11/2013

Galago senegalensisSłowo „Tabaski”, choć w naszym kręgu kulturowym kojarzy się raczej kulinarnie, w senegalskim języku Wolof oznacza Il ad-Adha – jedno z najważniejszych świąt muzułmańskich. Jest równocześnie tytułem i, jak zakładam, tematem pochodzącej z 1982 roku piosenki Super Etoile de Dakar – zespołu Youssou N’Dour.

Tabaski zawiera mój ulubiony element wczesnej twórczości Youssou N’Dour, mianowicie nagle zmieniający się rytm – jak gdyby zespół zapomniał, co ma grać. Utwór nie jest być może najbardziej przebojowym kawałkiem wczesnego Youssou N’Dour, ale  z każdym przesłuchaniem wciąga coraz coraz bardziej i po pewnym czasie nie potrafiłem sobie wyobrazić dnia bez Tabaski. Piosenki, nie święta, chociaż z tego co udało mi się wyczytać, to w Senegalu jest ono niezłą imprezą, nie lubianą tylko przez intensywnie poświęcane wtedy kozy.

Tabaski jest dość czystym przykładem muzyki mbalax – inspirowanego muzyką latynoską i skomplikowanego rytmicznie senegalskiego popu. Zespoły Youssou N’Dour: Etoile de Dakar i Super Etoile de Dakar wydały na początku lat osiemdziesiątych olbrzymią ilość kaset (najlepszego nośnika na warunki afrykańskie) z mbalax. Trudno się w tych wydawnictwach połapać, ale polecam posłuchać, bo choć potrafili wydać kilka kaset rocznie, to muzycznie na każdej z nich dzieje się więcej niż w całej dyskografii U2.

♫ LINKI:

Teledysk z bardzo chudym Youssou N’Dour (1983, skrócona wersja utworu)

Na żywo w studio, sądząc po ubraniach ok. 1990 roku

Pełna wersja z płyty winylowej

Bonus: inna dobra piosenka Super Etoile, o jeszcze bardziej pokręconym rytmie, Yarou (aka Nit Koreur)

Ilustracja: niezbyt udany galago senegalski, Brehms Tierleben (Alfred Edmund Brehm, 1890) via Wikimedia Commons