Archive for Marzec 2009

muzyka poważna, the singles – żałobny Wagner

31/03/2009
Albrecht Duerer - Rycerz, śmierć i diabeł. Niepowiązane tematycznie z samą operą, ale pasuje.

Albrecht Dürer - Rycerz, śmierć i diabeł. Niepowiązane z samą operą, ale pasuje.

Do Richarda Wagnera, dzięki stereotypowi śpiewającej pani z warkoczami i w hełmie ze skrzydełkami, trudno nie być uprzedzonym. Swoje trzy grosze dorzucił Hitler, obnosząc się ze swoim uwielbieniem dla kompozytora. Jest jednak jeden utwór Wagnera, który na dziewięć minut pozwala mi zapomnieć o wszystkich obrazach, które przylepiły się przez lata do jego muzyki – Marsz żałobny Zygfryda. (more…)

Reklamy

arcydzieła • amerykańska sielanka

28/03/2009

stacja-kolejowa-w-knoxville-z-wikipedii

Knoxville: Summer of 1915 to jeden z najpiękniejszych fragmentów muzyki, jakie znam. Jest to pieśń na sopran i orkiestrę, skomponowana w 1947 roku przez Amerykanina Samuela Barbera (tego od Adagio for Strings) do fragmentu prozy Jamesa Agee. Tekst stanowi idylliczne wspomnienie dzieciństwa autora i zaczyna się od słów: „Nadeszła już ta pora wieczoru, kiedy ludzie siedzą na werandach, kołysząc się łagodnie i rozmawiając łagodnie”.  Opisywane są po kolei: koń z powozem, cichy i głośny samochód, spacerujące powoli pary, tramwaj (tu muzyka, wcześnie niezwykle łagodna, zmienia się i przyspiesza) i inne elementy wieczornego miejskiego krajobrazu. Następuje potem opis rodziny dziecka-narratora odpoczywającej w ogrodzie i coraz bardziej dociera do słuchacza (more…)

jedna dobra piosenka – „szur z Harlem”

25/03/2009

william-johnson-jitterbugs-i-c_-1940-41_jpgHaarlem to ładne, zabytkowe miasto w Holandii. Przybyli z tego kraju osadnicy założyli w XVII wieku na zachodnim wybrzeżu Ameryki, niedaleko Nowego Amsterdamu, osiedle o nazwie Nieuw Haarlem. Wkrótce zmienili się właściciele – Nowy Amsterdam stał się Nowym Jorkiem i wchłonął osiedle, które zmieniło nazwę na Harlem. Nie byłem nigdy ani w Haarlem, ani w Harlem, ale wszystko mi mówi, że wolałbym mieszkać w tym pierwszym. Zaś od czasu Harlem Renaissance, czyli wybuchu twórczej aktywności w dzielnicy w latach dwudziestych zeszłego stulecia, to raczej z tym drugim kojarzy się słowo cool (chyba, że kogoś pasjonują cebulki tulipanów). (more…)

Leonard Cohen, jakiego (być może) nie znacie

20/03/2009

leonard-cohen

Muzyka popularna składa się z formy i treści. W pewnym momencie kariery Leonarda Cohena (a konkretnie w latach osiemdziesiątych), szlag trafił to pierwsze. Teksty były nadal okej, natomiast towarzysząca im muzyka  już nie. Nawet jeśli sama melodia była w porządku, to aranżacja na syntezatory, automat perkusyjny (albo perkusję, która brzmiała jak automat perkusyjny) i chórki, zabijała piosenkę. Oprócz tego, utwory z tego okresu są za długie, a Cohen bardziej mruczy, niż śpiewa. Najlepszym przykładem, o którym już zresztą pisałem, jest Hallelujah, które dopiero po opracowaniu przez Johna Cale’a, a potem Jeffa Buckleya, okazało się arcydziełem. Jednak kiedy Leonard Cohen, pod koniec lat sześćdziesiątych, zaczynał karierę piosenkarza, jego muzyka była zupełnie inna. I o wiele lepsza. (more…)

One Damn Song – „o dojrzewaniu”

17/03/2009
Serial "Cudowne lata" też dość dobrze opowiada o problemach wieku nastoletniego

Serial „Cudowne lata” też dość dobrze opowiada o problemach wieku nastoletniego…

Bryan Adams napisał kiedyś piosenkę 18 Till I Die. Tak mu się podobał okres nastoletni, że chciałby przedłużyć go bezterminowo. Ale dzisiejszy wpis nie będzie o tym utworze, ponieważ moim zdaniem: a) dojrzewanie nie jest fajne, b) Brian Adams też nie. Zaprezentuję za to piosenkę zupełnie inaczej opisującą ten sam  temat, napisaną przez zupełnie innego artystę – At Seventeen (1975) amerykańskiej piosenkarki folkowej Janis Ian. (more…)

Arcydzieła • Mozart nie dla your baby

12/03/2009

aguste-rodin-mysliciel-legoW. A. Mozart przeciętnemu wielbicielowi ponurej i pokręconej muzyki (a któż nim nie jest?) nie musi kojarzyć się za dobrze. Zniechęcają go składanki typu „Mozart for My Baby”, „The Mozart Effect for Dummies”, „The Joy of Mozart”. To nie wina kompozytora, że takie rzeczy z nim robią – w końcu, tyle lat po śmierci, ma dość ograniczoną kontrolę nad własną twórczością. Faktem jednak jest, że muzykę Mozarta częściej można określić mianem „przebojowego pimpirimpim” niż „grzebania w zakamarkach duszy”. Nie jest to tak naprawdę wada, zresztą nie słyszałem jak dotąd dzieła Mozarta, które by mi się nie podobało. Mimo to, miło wiedzieć, że nie wszystko, co napisał Austriak, nadaje się na płytę „Muzyka dla bobasa”, „Kołysanki szkraba” albo  „Nutki oseska”. Jednym z takich dzieł jest oczywiście Requiem, ale dziś chciałem napisać o stosunkowo mało znanym utworze, na który natknąłem się przypadkiem – był bonusem do jednej płyty z symfoniami Mozarta (do której pasował jak sweter do psa). Chodzi o spokojną, kontemplacyjną (patrz zdjęcie) i ogólnie raczej niewesołą kompozycję Adagio i fuga, KV 456, na orkiestrę smyczkową lub kwartet smyczkowy. (more…)

Sly and the Family Stone

07/03/2009

sly-and-family-stone

Bez tego zespołu nie byłoby Prince’a, Red Hot Chili Peppers, Outkast, Eryki Badu ani gatunków funky, hip-hop i R’n’B. Na przełomie lat sześćdziesiątych Sylvester „Sly Stone” Stewart (na zdjęciu w koszuli w kratkę) ze swoim zespołem odmienił muzykę popularną w podobnym stopniu, jak  chwilę wcześniej zrobili to The Beatles. Sly and the Family Stone był jednym z pierwszych zespołów, które mieszając rock, jazz i soul stworzyły funk. Był też rewolucyjny ideologicznie, a swoje przesłanie równości i tolerancji realizował w praktyce, swoim mieszanym rasowo i płciowo składem.

Mimo to, w Polsce pozostają praktycznie nieznani, tak jak nieznana pozostaje większość amerykańskiego soulu i funky. Często się zastanawiam, dlaczego tak jest. Chyba nie dlatego, że jesteśmy rasistami, w końcu (more…)

single poważnej – rosyjskie walce

04/03/2009

polar-bear-waltz1Przyznam się, że walce Johanna Straussa II specjalnie mnie nie ruszają. Każdy tego rodzaju utwór, którego melodia mi się podobała, a który przypisywałem wiedeńskiemu „królowi walca”, okazywał się być autorstwa kompozytorów rosyjskich lub radzieckich. Postanowiłem zaprezentować tu garść ładnych walców z niedalekiego Wschodu. Przyda się, gdy powstanie wersja „Jaka to melodia” z muzyką poważną. (more…)