Archive for the ‘Uncategorised’ Category

top 6: lato i wakacje

18/08/2016

Badeleben, Heringsdorf, Ostsee

Wpis trochę spóźniony, ale zainspirowany prawdziwymi zdarzeniami – mianowicie wakacjami i latem.

Ideal – Monotonie (1981) Moja ulubiona piosenka o tematyce wakacyjnej, a konkretnie o monotonii i melancholii na wyjeździe. Przy okazji możemy pouczyć się niemieckiej terminologii podróżniczej, np. „Vollpension” („pełne wyżywienie”) albo „Minimaltarif” (jeszcze nie sprawdziłem).

Righeira – Vamos a la playa (1983) Największe (i być może jedyne) arcydzieło italo disco. Dwaj sympatyczni Włosi proponują, z bliżej nieokreślonych przyczyn po hiszpańsku, aby iść na plażę. Kontekst owego naplażępójścia jest dość Operation_Crossroads_Baker_Editpostapokaliptyczny, ponieważ właśnie wybuchła bomba atomowa.

Antonio Vivaldi – Cztery pory roku – Lato, III: presto (1725) Dla osób bojących się letniej burzy – jedna z najlepszych burz w zatłoczonej kategorii „burza w muzyce klasycznej”. Gdyby ktoś wątpił, że chodzi o to właśnie zjawisko atmosferyczne, to Vivaldi dołączył do Czterech pór opisowe sonety, w których mowa nie tylko o piorunach, ale nawet o gradzie.

Anne Brown – Summertime (1935) Summertime, zanim zostało zarzynanym standardem jazzowym, stanowiło początek rewolucyjnej, bo czerpiącej z afroamerykańskiej kultury, opery Porgy i Bess. Opera miała nazywać się tak jak książka, z której powstała, czyli Porgy. Kompozytor George Gershwin był jednak pod takim wrażeniem śpiewaczki Anne Brown, że rozszerzył tytuł o jej postać.

Grandaddy – Summer Here Kids (1997) Wyjątkowo piosenka z gatunku indie grandaddy - summer here kidsrock – ewidentnie genre wyklętego Placówki postępu. Przebojowemu utworowi o rozczarowaniu latem towarzyszy najdroższy wideoklip wszech czasów. 99,97% z 350 mln dolarów budżetu poszło na opracowaną przez NASA i Roskosmos podwójną gitarę (na zdjęciu).

Palais Schaumburg – Deutschland kommt gebräunt zurück (1982) Hamburskie Joy Division śpiewa o tym, że „Niemcy wracają opalone zza morza”. Zwrot jest chyba RFN-owskim odpowiednikiem tekstów z naszej TV o zimowym „białym szaleństwie”.

Jeśli macie ulubione utwory letnie/wakacyjne, to zapraszam do pisania w komentarzach.

Zdjęcia: dziewczyny nad Bałtykiem w Heringsdorf, 1909 stąd; widok z plaży na atolu Bikini, 1946 stąd; gitara z archiwum X.

 

Reklamy

top 5: soul lat 60-tych popem lat 80-tych

11/06/2016

You_Keep_Me_Hangin_On_-_Supremes_(1966)O ile się dobrze orientuję, w PRL w latach sześćdziesiątych mało kto wiedział, że w Stanach trwa właśnie złota era muzyki soul. Kilka piosenek soulowych z tego okresu trafiło jednak na polskie listy przebojów, ale dopiero w wersjach białych artystów lat osiemdziesiątych. Ponieważ w Polsce nadal mało kto słucha klasycznego soulu i mało kto nawet wie, że niektóre przeboje były pierwotnie piosenkami tego gatunku, stworzyłem tę oto listę.

The Supremes – You Keep Me Hangin’ On (1966) Był to sztandarowy przebój sztandarowej girl group słynnej wytwórni Motown z Detroit („Motown” to skrócone „motor town”), a napisał go sztandarowy zespół kompozytorski Holland-Dozier-Holland. W naszym radiu You Keep Me Hangin’ On można usłyszeć jedynie w nowofalowo-dyskotekowej wersji Kim Wilde z 1986 roku. Ale pierwszej znaczącej (i dużo bardziej pomysłowej) przeróbki utwór doczekał się już rok po pierwszym nagraniu, kiedy we wspaniale teatralny sposób wziął się za niego hardrockowy zespół Vanilla Fudge.

Martha Reeves & the Vandellas – Dancing In the Street (1965) Przebój drugiego ważnego dziewczęcego zespołu wytwórni Motown. W 1985 roku postanowili go nagrać Mick Jagger i David Bowie, ze skutkiem raczej opłakanym.EverlastingLoveRobertKnight

Gloria Jones – Tainted Love (1964) Piosenka ta zdobyła popularność dopiero w Wielkiej Brytanii lat siedemdziesiątych w ramach zadziwiającej subkultury „Northern Soul”, która czciła niedocenione arcydzieła amerykańskiego soulu poprzedniej dekady. W 1981 roku Soft Cell, prowokacyjny angielski zespół grający new romantic, nagrał swoją słynną wersję.

Robert Knight – Everlasting Love (1967) Everlasting Love najbardziej znane jest w trochę późniejszej wersji brytyjskiej grupy Love Affair. W Polsce, Włoszech, Rosji i być może Niemczech najbardziej znane jest dość bezkompromisowe nagranie niemieckiej wokalistki Sandry Marii Magdaleny Lauer z 1987 r.Martha-vandellas-dancing-street

The Supremes – You Can’t Hurry Love (1966) Znowu Motown, znowu The Supremes i znowu Holand-Dozier-Holland. Zachowawczą wersję tej piosenki nagrał w 1982 roku sympatyczny perkusista Genesis, który w sumie powinien był pozostać sympatycznym perkusistą Genesis, czyli Phil Collins. Inna piosenka Collinsa, Two Hearts, też brzmi jak kower Motown – muzykę do niej napisał Lamont Dozier ze wspomnianego trio kompozytorów.

Na koniec mała ankieta:

Obrazki znalezione na Wiki, fair use, czy coś tam.

habibi mojego omr

24/03/2016

Egyptian State RailwaysNajwiększą trudnością w poznawaniu arabskiej muzyki jest arabski alfabet. O ile wiele innych niełacińskich alfabetów da się w miarę łatwo zamienić na zrozumiałe dla nas literki, to w piśmie arabskim pojawia się dodatkowy problem, bo nie uwzględnia samogłosek. Do tego w sprawie transliteracji nie ustalono chyba żadnych wspólnych zasad, więc np. najsłynniejsza egipska śpiewaczka أم كلثوم to Oum Kalthoum, Om Kalsoum, Om Koulsum, Om Kalthoum, Oumme Kalsoum, Umm Kolthoum, Om Koultoum, Umm Kulthum, Ummi Kultsum, Ummi Kaltsum, Umi Kulsum albo Umi Kalsum. Ale dziś nie o niej, ale o innym egipskim (a właściwie egipsko-syryjskim) artyście, Faridzie el-Atrash i jego piosence Habibi el omr.

♪ Farid el-Atrache – Habibi el omr

Ten nagrany prawdopodobnie w latach czterdziestych utwór zamieściła w sieci osoba, która nie zna arabskiego, a weszła w posiadanie kolekcji starych arabskich nagrań i postanowiła się nimi podzielić. Ja też chciałem się podzielić tą wspaniałą balladą, choćby ze względu na przepiękną partię chóru, ale nie lubię zamieszczać wpisów o piosenkach, których tytułu nie znam, i których dostępność w internecie ogranicza się do jednego nagrania na YouTube, które może przecież zniknąć w niewyjaśnionych okolicznościach.

Na szczęście podany był wykonawca – Farid el-Atrache (bądź el-Atrash) – i pozostało tylko zidentyfikować tytuł. Okazało się to niespodziewanie łatwe, bo tekst, a zarazem tytuł, zaczyna się od najbardziej znanego arabskiego słowa w muzyce popularnej, czyli „habibi”.asmahan farid al-atrash

„Habibi” oznacza ukochanego lub ukochaną. Nie wiem, jak to jest do końca z rodzajami, bo „ukochana” to właściwie chyba „habibti”. Mnie zresztą najbardziej podoba się forma oznaczająca „twoją ukochaną” lub „twojego ukochanego” – swojsko brzmiące „habibek”. A tytuł piosenki „Habibi el omr”  znaczy „miłość mojego życia”. Czyli, o ile brzmienie utworu może być dla nas nieco egzotyczne, to tematyką nie odbiega on zbytnio od znanych powszechnie schematów pop music.

♪ Zapasowy link, tym razem z tytułem

♪ więcej starej muzyki z różnych stron świata na stronie cdbpdx.com

Jako ciekawostkę dodam, że Fariz el-Atrache okazuje się być bratem wokalistki Asmahan, która już pojawiała się na blogu, we wpisie o kawie. A jeśli czyta to ktoś, kto orientuje się w języku arabskim, to byłbym wdzięczny za wyjaśnienie, jak to jest z habibi/habibti/habibek, bo nie jestem pewien.

Obrazki: plakat egipskiego PKP z lat trzydziestych i okładka egipskiej Vivy! z Faridem al-Atrache i jego siostrą Asmahan (lata czterdzieste). Źródła obrazków trudne do ustalenia.

Top 7: World Music Party 2

31/12/2014

Fem_män_höjer_sina_snapsglas_ute_i_en_trädgård_stående_vid_ett_trädgårdsbord_med_kaffekoppar_och_flaskor_-_Nordiska_Museet_-_NMA.0048890

Już od trzech lat, co trzy lata, (czytaj: był jeden taki wpis, trzy lata temu) Placówka przedstawia zestaw potencjalnie imprezowych piosenek z różnych części świata.

Alemayehu Eshete – Kotuma Fikreye (Etiopia, l. 70-te) Disco inferno prosto z Addis Abeba.

The Gaylettes – Silent River Runs Deep (Jamajka, 1968) Cicha woda brzegi rwie. Jamajski akcent jeszcze nigdy nie brzmiał tak pięknie.

William Onyeabor – Atomic Bomb (Nigeria, 1983) Odkryty niedawno przez wytwórnię Davida Byrne’a mag electro-funk. Uczucia tak silne, że do porównania nie wystarczy broń konwencjonalna.

Idoli – Kenozoik (Jugosławia, 1982) Tuzy nowej fali z krainy Tito. Dodatkowymi atutami są sweter i wąs wokalisty.

Taxi – Chiclete (Portugalia, 1981) Też nowa fala. Guma do żucia jako metafora. Życie jak żucie.

Alaska y los Pegamoides – Horror en el hipermercado (Hiszpania, 1980) Któż z nas nie przeżył kiedyś orroru w ipermarkecie?William Holbrook Beard The Bear Dance

Umbrtka – Vezemy Babu (Czechy, 2011) Mocne uderzenie zza południowej granicy. Czczący boga przemysłu zespół Umbrtka uspokaja babcię, że zawiozą ją do szpitala, gdzie „felčar tě zalátá z boku i zespodu” bo „ty musíš do smrti vytvářet hodnoty (towary)”. Klip skompilowany, chyba przez zespół, z czechosłowackiego serialu Sanitka (Karetka pogotowia).

Obrazki: „Fem män höjer sina snapsglas ute i en trädgård stående vid ett trädgårdsbord med kaffekoppar och flaskor” z Wikimedia Commons oraz „Taniec niedźwiedzi” – William Holbrook Beard, ok. 1870.

Szostakowicz piątkowicz

21/11/2012

Piąta symfonia Dymitra Szostakowicza to dla mnie najfajniejsza symfonia ever. Ma wszystko, co lubię – piękne melodie, napięcie i mroczną atmosferę.

Zaczyna się z akcentem na „napięcie” – pierwsza część jest go pełna i ma dwa niesamowite momenty, w których sekcja smyczkowa robi coś, co moja żona trafnie nazwała „przesileniem” (w poniższym nagraniu ok. 2:40 i 7:10)

Drugi fragment to taki dziwny, niepokojący walc. Jest to najkrótsza i najbardziej przebojowa część V symfonii.

Trzecia część to ponure, ponure adagio. W ZSRR, co tu dużo gadać, nie było za fajnie, szczególnie w 1937 roku.

Ostatni fragment V symfonii Szostiego daje się wyżyć stojącym z tyłu orkiestry perkusistom. Rzadko mówię „klasyki powinno się posłuchać na żywo” ale w końcówce tego utworu obserwowanie pracy tych niezauważanych bohaterów drugiego planu robi wyjątkowe wrażenie.

Piąta symfonia stała się przebojem w zasadzie od dnia premiery. Szostakowicz potrzebował takiego sukcesu, bo dopiero co został zjechany za zbyt „formalistyczną” (czytaj: awangardową) operę Lady Makbet mceńskiego powiatu w artykule autorstwa najprawdopodobniej samego Stalina. Pierwszym ważnym utworem kompozytora po tej krytyce była właśnie stosunkowo przystępna, choć jednocześnie smutna i interpretowana jako krytyka reżimu, V symfonia.

Niezależnie od aspektu politycznego, którego analizy urastają czasem do absurdalnych rozmiarów, Piątka Dymitra Szostakowicza to ponadczasowe arcydzieło na miarę Braci Karamazow Dostojewskiego albo Jeżyka we mgle (by trzymać się tylko Rosji).

Stokowski.org: pierwsze zachodnie nagranie, 1939 – dyryguje Leopold Stokowski (mp3)

YouTube: Kolega Szostakowicza Jewgienij Mrawiński dyryguje Orkiestrą Filharmonii Leningradzkiej, 1983.

Obraz: Kazimierz Malewicz – Złe przeczucia, wzięty z Wiki

Etenraku, takie gagaku

15/08/2012

Gagaku to japońska muzyka dworska o grubo ponad tysiącletniej tradycji. Główną zaletą gagaku dla zachodniego słuchacza jest absolutnie niespotykane brzmienie. Główny problem zaś stanowi nieodparte wrażenie, że ciągle grają ten sam kawałek.

Najbardziej znanym utworem gagaku jest Etenraku, którego tytuł oznacza „muzykę zesłaną z niebios”. Charakteryzuje go dokładnie to, co inne utwory gagaku, czyli niezwykle powolny rytm (a właściwie jego brak), oraz wspominane brzmienie, dla którego kluczowym wydaje się być dziwaczny rodzaj bambusowej harmonijki ustnej zwanej sho (patrz: obrazek z Wikipedii obok).

Nie wiem właściwie dlaczego akurat Etenraku zdobyło największą sławę, bo jak dla mnie, to w zasadzie niczym się nie różni od np. Goshoraku albo Senshuraku. W każdym razie, ok. roku 1930 zostało przez dyrygenta Hidemaro Konoye rozpisane na większą i bardziej zachodnią orkiestrę i  w takiej wersji stało się pierwszym utworem gagaku, który czasami, przy szczególnym splocie korzystnych warunków, jestem w stanie rozpoznać.

Oczywiście, niezależnie od ewentualnych problemów z rozróżnianiem, warto zapoznać się z tą zupełnie odmienną muzyką. I przy okazji przypomnieć sobie, że japońska kultura ma więcej do zaoferowania, niż mangę, sushi oraz ekscesy pokazane w filmie Między słowami.

LINKI:

Hidemaro Konoye dyryguje swoją wersją (przedwojenne nagranie)

Wersja na tradycyjny skład, live

Archiwalne nagranie innego, nieinstrumentalnego gagaku na blogu Excavated Shellac

Jeszcze mp3 wersji orkiestrowej pod batutą Stokowskiego (1934):

Do pobrania tutaj.

P.S. Zainteresowanym najróżniejszą (i nieco żywszą) muzyką z Japonii polecam nowo powstały blog Blahuuu o nazwie Hadakafuten.

Sówka: Utagawa Hiroshige

Bo noc

10/05/2012

Because the Night, największy hit Patti Smith, napisany został przez Bruce’a Springsteena. Niechętni Springsteenowi twierdzą, że owszem, on to napisał, ale Patti Smith zupełnie zmieniła tekst. Nie jest to prawda, bo zmieniła tylko trochę.

Osobom o artystycznych zainteresowaniach (czyli np. Czytelnikom tego bloga) łatwiej jest lubić Patti Smith – ma undergroundowy image i czyta Baudelaire’a. Bruce Springsteen natomiast wygląda jak gość, który w razie potrzeby mógłby naprawić skrzynię biegów. Ale to właśnie on stworzył Because the Night, łącznie z najwspanialszym, być może, mostkiem w historii rocka (punkt kulminacyjny: „the vicious circle turns and burns”).

No, ale z drugiej strony, Smith doceniła i wypromowała piosenkę, którą Springsteen odrzucił. Because the Night miała trafić na (wybitny) album Darkness On the Edge of Town, ale piosenkarz nie był zadowolony z nagrania. Producent Jimmy Iovine, który w tym samym czasie i w tym samym studiu pomagał Patti Smith przy płycie Easter, zaproponował jej zaśpiewanie utworu.  Wyszło nieźle, szczególnie ten mostek.

♫ LINKI

♪ Patti Smith na żywo, 1978

♪ Bruce Springsteen na żywo, 1978

♪ Patti Smith bez prądu, 2002

♪ Nagranie, z którego Springsteen nie był zadowolony

Karp trzeciej świeżości

23/12/2010

Jak co roku, linkuję do trzech wpisów świątecznych z początków działalności bloga. Oto linki: piosenka z Fistaszków, kawałek Sufjana Stevensa i Piosenka wigilijna Janerki. Czytelnikom życzę lepszych świąt niż na zamieszczonym zdjęciu i dobrych płyt pod choinkę.

Beethoven

12/04/2010

(Beethoven, druga część III symfonii)

Żart z początku poprzedniego wpisu brzmi teraz dość głupio – wstawiam coś nieco bardziej odpowiedniego. Audio pochodzi stąd.