Archive for Styczeń 2013

Top 6: Gotyk bez gotyku

19/01/2013

Wanda Wulz

Było już top 6 rocka gotyckiego, teraz top 6 mrocznej muzyki niebędącej rockiem gotyckim ani pokrewną mu nową falą. Ani muzyką klasyczną, ani starym, amerykańskim bluesem, bo dla najbardziej ponurych przejawów tych dwóch gatunków planuję osobne wpisy.

Leonard Cohen – Avalanche (1971) Wczesny Cohen to było mistrzostwo świata. Na albumie Songs of Love and Hate, z którego pochodzi Avalanche,  jest tak mroczny, że ledwo go widać. Tytułowa lawina ma chyba symbolizować narkotyki, choć może też oznaczać inne nieciekawe rzeczy, np. lawinę. Piosenka najwyraźniej zrobiła wielkie wrażenie na twórcach rocka gotyckiego – pierwsza płyta Nicka Cave z The Bad Seeds zaczyna się od jej koweru, a  automat perkusyjny Sisters of Mercy nazywa się Doktor Avalanche.

Ewa Demarczyk – Czarne anioły (1967) Jeśli nie słuchaliście nigdy płyty Ewa Demarczyk śpiewa piosenki Zygmunta Koniecznego, to macie poważne zaległości i raczej nie przejdziecie do następnej klasy. Większość piosenek z tego albumu mogłoby znaleźć się na tej liście, ale wybrałem najbardziej oczywistą, z dziwnym tekstem Wiesława Dymnego m. in. o stodole, w której produkuje się czarne anioły.

Bobbie Gentry – Ode to Billie Joe (1967) Country też bywa mroczne i tajemnicze, tak jak ten przebój o niewyjaśnionej śmierci niejakiego Billie Joe MacAllistera. Bobbie Gentry we wspaniałych rymach opisuje rodzinną kolację, podczas której narratorka dowiaduje się, że jej znajomy Billie Joe skoczył z mostu o pięknej, indiańskiej nazwie Tallahatchie.

The Rolling Stones – Sympathy for the Devil (1968) Druga połowa listy cała o diable. Na początek piosenka bardzo znana, zainspirowana Mistrzem i Małgorzatą, a podobno jeszcze Baudelairem. Słowo „sympathy” nie oznacza sympatii, a współczucie.Albrecht Durer - Rycerz, śmierć i diabeł

Os Mutantes – Ave Lucifer (1970) Chodzi tu o Lucyfera w wersji pełzająco-gadziej, entuzjastę owoców. Brazylijski zespół Os Mutantes w ogóle lubił składać hołd ciekawym postaciom – miał też piosenkę Ave Gengis Khan.

PJ Harvey – The Devil (2007) Na koniec coś nie z przełomu lat 60-tych i 70-tych. Na płycie White Chalk PJ Harvey postanowiła zupełnie pójść w klimaty „Edgar Allan Poe / Emily Dickinson / Flannery O’Connor”. Wyszło jej nieźle, szczególnie w piosence The Devil.

Jeśli macie własne propozycje do listy, albo coś Wam się spodobało, ewentualnie sprowadziło na drogę kultu Kozła, to piszcie w komentarzach.

Kobieta-kot – Wanda Wulz, 1932. Rycerz, śmierć i diabeł – Albrecht Dürer, 1513.

Reklamy

Obrazki z wystawy Botticellego

13/01/2013

Z utworów muzyki klasycznej inspirowanych obrazami można ułożyć niezłą top 5 albo nawet top 20 (Musorgski – Obrazki z wystawy, Rachmaninow –  Wyspa umarłych, Hindemith – Sinfonie: Mathis der Maler, popatrzcie zresztą na odpowiedni wątek forum talkclassical). Dzisiaj chciałem polecić utwór mniej znany niż wyżej wymienione, a wcale nie gorszy: Triptico Botticelliano (1926) włoskiego kompozytora Ottorino Respighiego.

Jak sama nazwa wskazuje, utwór zainspirowało renesansowe malarstwo Sandra Botticellego, a konkretnie trzy dzieła, od których tytuły wzięły poszczególne części kompozycji: Wiosna, Pokłon trzech króli oraz Narodziny Wenus. Mnie najbardziej podoba się ostatnia część tryptyku Respighiego, ta o Wenus. La nascita di Venere brzmi jak Debussy, który poszedł na kompromis artystyczny, żeby go częściej grali w radiu. To miał być komplement.

Respighi znany jest przede wszystkim ze swojej „rzymskiej trylogii” poematów symfonicznych: Pinie rzymskie, Fontanny rzymskie i Święta rzymskie, z których najsłynniejsze są Pinie. Stosunkowo mała „znaność” Tryptyku Botticellego jest dla mnie niepokojąca – każe się zastanawiać, czy nie ma racji mój kolega, który przesłuchuje zawsze „dzieła zebrane” kompozytorów, bo a nuż te najbardziej znane i uznane wcale nie są najlepsze.

♪ Narodziny Wenus na YT

♪ Nagranie całości z 1952 roku na Todoperaweb (nie wszystkie nagrania na Todopera zamieszczone są legalnie, ale to akurat tak).

Top 10: Czarna lista wszech czasów

02/01/2013

Radiowa Trójka ogłosiła wyniki głosowania na Top Wszech Czasów. Nie mogłem nie zauważyć, że klimat całej setki określa tytuł piosenki z miejsca 76, czyli A Whiter Shade of Pale: na 100 utworów całe cztery pięć (zapomniałem o Jacksonie)  śpiewane jest przez czarnych wokalistów. Postanowiłem więc zrobić alternatywny, a może uzupełniający, top wszech czasów – z samymi czarnymi artystami. Ograniczyłem się do dziesięciu utworów i starałem się silić na coś w rodzaju obiektywizmu, z bólem opuszczając wielu moich faworytów. Kolejność umowna.

10. Otis Redding – (Sittin’ On) The Dock of the Bay (1968, soul) Otis Redding niestety zginął w wypadku lotniczym zaraz po nagraniu i nie mógł później zrobić wersji, która nie byłaby tak bezsensownie ucięta w połowie gwizdów.

9. Paul Robeson – Sometimes I Feel Like a Motherless Child (1926, folk)

8. Public Enemy – Fight the Power (1989, hip-hop) Sampli jest tak dużo i tak poszatkowane, że nikt (z Public Enemy włącznie) nie wie, co właściwie zostało w Fight the Power użyte.

7. Manu Dibango – Soul Makossa (Kamerun 1972, funk/afrobeat)

6. Bessie Smith – St. Louis Blues (1925, blues)

5. Blind Willie Johnson – Dark Was The Night, Cold Was the Ground (1927, blues) NASA też uznała to za super kawałek, bo wrzuciła go na płytę mającą nas przedstawić kosmitom.skanowanie0001

4. Solomon Linda and His Evening Birds – Mbube (Południowa Afryka 1939, mbube/township) Później kowerowane, bez pytania autorów, pod tytułem The Lion Sleeps Tonight.

3. Miles Davis – So What? (1959, jazz „modalny”)

2. The Temptations – Papa Was a Rolling Stone (1972, soul/funk)

1. Billie Holiday – Strange Fruit (1939, blues/jazz) Przed wojną też były protest songi. Ten jest o linczowaniu.

Zachęcam do komentowania. Na temat listy Trójki, tej listy (co byście jeszcze dodali?), ewentualnie własnych, alternatywnych list wszech czasów.