Archive for Wrzesień 2012

Top 5: Secesja

20/09/2012

Secesja (aka Art Nouveau, Jugendstil, Młoda Polska, Flower Power) była ruchem artystycznym promującym krzywizny, kwiaty i absynt. Złote lata stylu przypadają mniej więcej na okres 1890-1910, chociaż już w roku 1861 wybuchła przez niego amerykańska Wojna secesyjna.

W muzyce nie było stylu „secesyjnego” – na te lata przypadają style zwane impresjonizmem i późnym romantyzmem. Postanowiłem jednak wybrać kilka kawałków, które pasują do secesji czasem powstania i brzmieniem. Kolejność od miejsca V do I (rzymskimi, żeby było bardziej ozdobnie) została ustalona na podstawie obiektywnych testów: kapibary słuchające nr I potrafiły wypić najwięcej absyntu.

V Satie/Debussy – Gymnopedie 3 (1888/1896).

Claude Debussy postanowił zorkiestrować dwa z trzech Gymnopedies swojego mniej znanego kolegi Erica Satiego, aby go wspomóc finansowo. Wyszło moim zdaniem jeszcze lepiej niż w fortepianowym oryginale. Przedwojenne nagrania obu Gymnopedies można pobrać na Stokowski.org (znajdziecie je dość nisko na stronie).

IV Szymanowski – III symfonia – I Moderato assai. (1916) Za tekst posłużył Szymanowskiemu poemat XIII wiecznego mistyka perskiego Sufiego, twórcy zakonu wirujących derwiszy. Podtytuł symfonii „Pieśń o nocy” pasuje jak ulał – mroczne to i „klimatyczne”, jak to się mówiło 10 lat temu.  Dzieła Szymanowskiego były najsłynniejszą na świecie polską muzyką pomiędzy Chopinem a srebrem na Eurowizji za Ofiarom Hiroszimy.

III Mahler – III symfonia – IV Sehr langsam. Misterioso (1896) III symfonia Mahlera trwa ponad dwie godziny i jest najdłuższą regularnie wykonywaną symfonią. Kto nie ma akurat wolnych 130 minut, może się ograniczyć do tej tajemniczej (jak wskazuje tytuł) pieśni ze słowami z Tako rzecze Zaratustra Nietzschego. Polecam uzupełnić ją kolejną częścią symfonii, żywym Lustig im Tempo und keck im Ausdruck, ze świetnym chórem dziecięcym.

II Ravel – Introduction et allegro Kwartet smyczkowy + flet + klarnet + gwiazda wieczoru: harfa. Wyjątkowo ładny i delikatny kawałek – gdybym miał ambicje literackie, to napisałbym: „szelest zaślubin płatków śniegu”. Nagranie z 1949 roku do pobrania u p. Wiewiórki.

I Debussy – Sonata na harfę, altówkę i flet. Pisałem na początku, że nie było „muzyki secesyjnej”, ale ten utwór jest temu terminowi najbliższy. Są w nim zakręty, kwiatki, tajemniczość i halucynacje poabsyntowe. Polecam Sonatę nawet bez secesyjnego kontekstu, bo to jeden z największych odjazdów w historii muzyki. Jej pierwsze nagranie jest do pobrania u Satyra.

Pani: Teodor Axentowicz. Koty: Kolo Moser

Książka z soundtrackiem: O chłopcu, który wolał liczby od ludzi

12/09/2012

Lubię mieć ścieżkę dźwiękową do książek, stąd nowa kategoria wpisów na Placówce. Na pierwszy ogień idzie The Curious Incident of the Dog in the Night-Time (Dziwny przypadek psa nocną porą) Marka Haddona.

Narratorem powieści jest cierpiący na bliżej nieokreślone, a kojarzące się z autyzmem zaburzenia, 15-letni Christopher. Wyznacza on sobie za zadanie rozwiązanie zagadki śmierci psa sąsiadki oraz napisanie o tym dochodzeniu książki. Ciekawsze od śledztwa jest jednak to, jak bohater postrzega świat i jak usiłuje sobie w nim radzić.

Trudno nie współczuć Christopherowi  – choć on sam, przez swoje schorzenie, w zasadzie nie odczuwa empatii. Ale kiedy snuje marzenia o zostaniu astronautą, pod warunkiem, że na statku kosmicznym nie będzie innych osób, a w kabinie nie będzie niczego w unikanych przez niego żółtych i brązowych kolorach to, mówiąc idiomami, z jednej strony opadają ręce, a z drugiej serce się kraje.

Może nie jest to arcydzieło literatury (porównania z Buszującym w zbożu, choć zrozumiałe, są zdecydowanie na wyrost), ale czyta się świetnie. Dodatkowym atutem jest to, że autor faktycznie pracował z dziećmi z autyzmem, więc może mieć jakieś, i tak oczywiście ograniczone, wyobrażenie jak wygląda świat oczami takiego dziecka.

Jedynym możliwym soundtrackiem dla Curious Incident był dla mnie Philip Glass. Tak jak Christopher, Glass lubi powtarzalność i mechaniczność, a nie lubi zmian (przynajmniej w swojej muzyce, od gdzieś tak czterdziestu lat). A ponieważ Christopher uwielbia matematykę  (rozdziały np. mają za numery wyłącznie liczby pierwsze), to najlepszym utworem było Knee 1 z opery Einstein on the Beach, którego tekst stanowi w większości wyliczanie. Całej opery nie słuchałem, ale Knee 1 znam ze świetnej składanki Songs from the Trilogy, która to towarzyszyła mi w lekturze.

Ilustracja przedstawia metodę znajdowania liczb pierwszych zwana sitem Eratostenesa. Wziąłem stąd.

Top 6: Zakląłeś mnie w gotyk

05/09/2012

Rock gotycki, gdyby ktoś nie wiedział, to podgatunek nowej fali (post-punka), w którym chodzi o to, żeby było mrocznie. Nazwa nie pochodzi od katedr, ani od sympatycznego wschodniogermańskiego plemienia Gotów, ale od dziewiętnastowiecznej literatury gotyckiej (patrz: Poe). Poniżej wybór najlepszych piosenek gatunku, raczej z jego początkowego okresu, bo potem zrobiło się już trochę za śmiesznie.

Bauhaus – Bela Lugosi’s Dead (1979) Najprawdopodobniej pierwszy singel rocka gotyckiego. Tematem tej przydługiej piosenki jest mocno podkoloryzowana scena śmierci najsłynniejszego odtwórcy roli Draculi.  W tekście wielokrotnie pojawia się kluczowe w horrorach słowo „undead”, oznaczające coś w rodzaju żywego trupa, a niemające odpowiednika w języku polskim (moja propozycja: żmarły). Czyli Bela Lugosi nigdy nie będzie „dead,” a co najwyżej „undead”.

Siouxsie and the Banshees – Christine (1980) Tekst piosenki zainspirowany jest filmem Trzy oblicza Ewy – opartej na faktach historii o przypadku tzw. osobowości mnogiej. Mostek piosenki zaś zainspirowany jest ewidentnie Beatlesami. Siouxsie and the Banshees to jeden z najważniejszych zespołów rocka gotyckiego, punka, post-punka i rocka alternatywnego w ogóle. A składanka pierwszych dziesięciu singli zespołu Once Upon a Time (gdzie znajdziecie m.in. Christine) rozłoży Was na łopatki.

The Cure – One Hundred Days (1982) Kto zna The Cure tylko z Friday I’m In Love, niech lepiej wyjdzie teraz z pokoju. One Hundred Years, atakiem brzmiącej jak automat perkusji, rozpoczyna Pornography – najbardziej ponury album od czasu wydanego, yyy, dwa lata wcześniej  Closer Joy Division. Po Pornography na podobne uczucie rozpaczy i przygnębienia melomani musieli czekać aż do roku 1997, kiedy Natalia Kukulska wydała singel Im więcej ciebie tym mniej.

Cocteau Twins – Lorelei (1984) Szkocki zespół Cocteau Twins dość szybko odszedł od rocka gotyckiego na rzecz muzyki mniej mrocznej, a bardziej, jak to się mówi, onirycznej. Nowo powstały podgatunek zyskał miano dream pop, a za jego najwybitniejsze dzieło uważa się album Treasure Cocteau Twins. Promujący go singel Lorelei powinien, sądząc po tytule, opowiadać o legendarnej skale nad Renem. Ale o niej nie opowiada, bo tekst ma zupełnie bez sensu i w sumie dobrze, że w śpiewie Elisabeth Fraser nie można rozróżnić słów.

Sisters of Mercy – Adrenochrome (1982) Tej przebojowej grupy (podobnie zresztą jak Bauhaus) trochę trudno słuchać na serio. Lider Andrew Eldritch chyba też nie podchodził do sprawy zupełnie poważnie, skoro automat perkusyjny uczynił oficjalnym członkiem zespołu i nadał mu nazwisko, a nawet tytuł naukowy: Doktor Avalanche. Nazwy zespołu i automatu pochodzą od piosenek Leonarda Cohena, który był goth długo przed goth.

Tubeway Army – Down In The Park (1979) Bardziej to new romantic ew. pradziad-industrial niż rock gotycki, ale kwalifikuje się na listę ze względu na czas powstania, punkowe korzenie zespołu oraz straszność tematyki. Tekst nie jest do końca zrozumiały, bo stanowi zaledwie część antyutopijnej opowieści koncept-albumu Replicas, ale generalnie chodzi o park, w którym maszyny zabawiają się w zabijanie i torturowanie ludzi. Lider zespołu Gary Numan został uznany za jednego z ojców-założycieli industrialu, a Down in the Park wykonywali m.in. Nine Inch Nails i Marylin Manson.

Jeśli macie jakieś inne dobre przykłady rocka gotyckiego z klasycznego okresu, to dawajcie. Szczególnie ciekaw jestem ewentualnych nieanglojęzycznych przejawów gatunku. Na wszelki wypadek przypominam, że Closterkeller i XIII Stoleti nie są zespołami z klasycznego okresu rocka gotyckiego, tylko z nie wiem jakiego.

Obrazki z Wikimedia Commons – rudawka (aka latający lis, nawiasem mówiąc wspaniałe zwierzę) z Popular Science Monthly, 1875, gacek z Kunstformen der Natur, 1904, pani w kostiumie z magazynu satyrycznego Fliegende Blatter, 1882.