Klasyczna czy poważna?

Którą nazwę wolicie dla muzyki Mahlera, Musorgskiego i Mozarta? A jeśli na Bacha, Bartoka i Beethovena mówicie jeszcze inaczej, to napiszcie w komentarzach. W ogóle zachęcam do komentowania, bo kwestia terminu określającego twórczość Strawińskiego/Sibeliusa/dowolnego Straussa wydaje mi się dosyć ciekawa. Oto ankieta:

Advertisements

Tagi: , ,

komentarzy 25 to “Klasyczna czy poważna?”

  1. zenza Says:

    Od dawna śledzę Placówkę Postępu i chciałbym podziękować za tak wspaniały blog. Co do ankiety wybrałem termin klasyczny, bo ten poważny wygląda nieco niepoważnie. Ukłony :)

  2. deStijl Says:

    jasne że klasyczna! poważna (jako określenie gatunku a nie nastroju) to jakieś językowe enfant terrible, nie znam odpowiednika w żadnym innym języku.
    poza tym.. muzyka klasyczna nie zawsze jest poważna, a muzyka poważna nie zawsze jest klasyczna :D

  3. Ymir Says:

    Klasyczna i tylko klasyczna.
    Termin „muzyka poważna” został stworzony chyba przez zupełnych ignorantów. Owszem, większość utworów jest stricte poważnych, patetycznych, ale także całe mnóstwo szybkich, lekkich, radosnych.
    Aby daleko nie szukać chociażby Wiosna Vivaldiego, niektóre mazurki Chopina, walce oraz znany chyba każdemu wyklaskiwany Marsz Radeckiego J. Straussa syna.
    Nie wspomnę o operach typu buffa, które z założenia są komiczne.

  4. Przemysław Says:

    No, no. „Poważnej” poszło w ankiecie jeszcze gorzej niż Ringo. Dzięki za głosy i komentarze.
    Kiedyś częściej stosowałem „poważną”, bo „klasyczna” mi nie pasowała (tylko nie pamiętam zupełnie, dlaczego). W związku z wynikiem ankiety, zmieniam podtytuł bloga.

    Zenza: Witam i również dziękuję.

    P.S. Czy ktoś wie, skąd się wzięła „poważna”? To kalka z niemieckiego? (Chociaż tam „klassische” dawno wyparła „ernste”).

  5. Modrzew Says:

    Witam! Czytam bloga od dłuższego czasu,artykuły są niezwykle ciekawe i oryginalne.
    Chciałabym wypowiedzieć się odnośnie muzyki „Poważnej”. Jakiś czas temu przygotowywałam się do konkursu wiedzy o muzyce klasycznej i przeglądałam książkę o tytule „Muzyka klasyczna dla żółtodziobów” (polecam!), jest tam rozdział o tym, co jest teraz sprawą sporną-muzyka „klasyczna”, czy „poważna”? Autor podkreślał,że prawidłowo powinno mówić się „klasyczna”, termin „poważna” został stworzony przez ludzi, którzy nie do końca rozumieją tę muzykę i nie powinno się go używać mając do muzyki szacunek.
    Pozdrawiam.

  6. deStijl Says:

    Zgadzam się z Modrzewiem w całej rozciągłości.
    Co do pochodzenia chybionego terminu, chyba Przemysław ma rację z germańskim tropem. Znalazłem właśnie informację o stosowanym w XIX wieku w Niemczech podziale muzyki na E-Musik (ernste Musik – muzykę poważną) i U-Musik (Unterhaltungsmusik – muzykę rozrywkową).

    To że w Niemczech używa się już głównie terminu klasyczna, to zresztą nie jest osamotniony przypadek. Jest wiele słów, które przeszły do języka polskiego zza zachodniej granicy w przeszłości, i gdy my z powodzeniem nadal ich używamy, tam zostały wyparte przez nowsze odpowiedniki – np. zegar (kiedyś po niemiecku zieger, dzisiaj uhr). Kto wie, jak to się dalej potoczy! ;p Zresztą zauważyłem że osoby kompetentne w dziedzinie muzyki klasycznej używają właśnie tego, racjonalnego :D terminu.

    A tu nawet wikipedia podaje tylko termin „poważna”! Skandal naprawdę…

    Propagujmy klasyczną.

  7. W.W.R. Says:

    A ja nie zagłosuję w tej ankiecie, bo moim zdaniem oba określenia są błędne. Nie powinniśmy mówić o muzyce poważnej, bo nie wszystkie utwory są poważne. Muzyka klasyczna natomiast ewidentnie kojarzy mi się z Mozartem i Haydnem, klasycyzmem, który jest przecież tylko pewnym nurtem w muzyce… no właśnie, jakiej? ;)

    Ja na swoim blogu używam określenia „poważna”, choć nie jestem z tego do końca zadowolony.

  8. Pablo Renato Says:

    Ciężka sprawa z tą nomenklaturą.

    Bo gdzie kończy się i zaczyna muzyka klasyczna?
    I czy jest sens nazywać ją klasyczną, jeśli pewne utwory nie są klasykami? Czy muzyka klasyczna = klasycyzm? Nie. Więc może chodzi o muzykę sprzed minimum stu lat? Też nie.

    Muzyka z XII wieku, pewnie będzie nazywana muzyką dawną. I tu znów kłopot: dawna jest też przecież muzyka klasyczna, bo powstała relatywnie dawno i będzie coraz dawniejsza, kiedyś więc Mozart będzie „dawny”. Żeby sprawę zamotać: w poczet muzyki klasycznej Oxford Dictionary zalicza też to, co stworzyli kompozytorzy z IX wieku…

    Z drugiej strony, jeśli artysta dwudziestowieczny tworzy „muzykę poważną” (która często jest niepoważna – termin „muzyka poważna” jest po prostu absurdalny), to mówi się o modern classical – oksymoron, jak w mordę strzelił. I co zrobić?
    Nazywanie twórczości takiego kogoś (np. Paerta) „muzyką klasyczną” także jest bez sensu, bo nie dość, że to nowe dzieła, to klasyczne w sensie słownikowym wciąż nie są.

    Są jeszcze wątki geograficzne. Szowinistycznie zawężamy termin do muzyki cywilizacji Zachodu, podczas gdy niektóre kraje Bliskiego Wschodu też mają swoją classical music, inną od swojej muzyki ludowej.

  9. Pablo Renato Says:

    BTW: dlatego nie kliknąłem żadnej z opcji:)

  10. Przemysław Says:

    Modrzew, witam i dziękuję za miłe słowa. W ogóle fajnie, że tyle osób komentuje – czuję, że jest dla kogo pisać. Ciekawe – „Muzyka klasyczna dla żółtodziobów” (juhu! przy googlowaniu pojawia się też „placówka”) to przekład z angielskiego, a w nim termin „serious music” jest raczej wyśmiewany.

    deStijl, dzięki za etymologię „zegara”, nie wiedziałem, a mnie takie rzeczy interesują. Też się zdziwiłem, że w Wiki jest „poważna”. Ja obiecuję propagować, chociaż „poważna” może być potrzebna, żeby się nie powtarzać. :)

    WWR i Pablo Renato, tak się zastanawiam, że termin to sprawa umowna, więc chyba nie musi doskonale pasować. Przecież rock nie zawsze buja, pop nie zawsze jest popularny, a słowo jazz w zasadzie nic nie znaczy i wzięło się nie wiadomo skąd. A z określeniem co jest muzyką klasyczną aż takich problemów nie ma (w porównaniu np. z określeniem, co jest rockiem alternatywnym).

    Może ktoś zna albo wymyślił jakiś inny termin? W angielskim ktoś kiedyś wymyślił „art music” ale się nie przyjęło, bo snobistyczne do kwadratu. Ja potrafię wymyślić tylko głupie: „filharmonijna” (wiadomo), „drewniana” (ew. „drewniano-blaszana”), „garniturowo-frakowa” (ew. „brązowo-złoto-czarna”), „z kasłaniem” (patrz: „filharmonijna”), „ta, co się nie pamięta tytułów” (ew. „co to za kawałek?”).

  11. gjoef Says:

    Do niedawna było „poważna”, ale pewnego razu ktoś dał mi do zrozumienia, że tak mówić nie wypada, to przestałem. Aaale.

    Po pierwsze nie nazywałbym tak chętnie określenia „poważna” absurdem i skandalem, bo wraz z terminem „rozrywkowa” na tę drugą połowę muzyki wzajemnie się uzasadniają.

    Po drugie „klasyczna” wcale nie musi wskazywać na klasycyzm. Tu można, a wręcz należy mówić: klasycystyczna. Choć zaznaczam, że nie wiem czy któreś z tych słów jest przez autorytety uznawane za bardziej odpowiednie.

    W językach romańskich używa się przymiotników docta/culta/colta/cultă, które da się ogólnie przetłumaczyć jako (muzyka) „wykształcona, kulturalna”… Co ciekawe w Rumunii termin „clasică” odnosi się do epoki mozartów i haydnów i dlatego w kontekście muzyki, o której teraz rozmawiamy, jest uznawany za niepoprawny. Zresztą włoska Wikipedia również zaznacza, że to jedynie w języku powszednim „musica classica” znaczy „tutta la musica colta”.

    Poza tym zdaje mi się, że ciekawszym tematem do dyskusji jest sprawa, jak powinniśmy mówić na „to drugie”. A określeń jest tu z tego co widzę wiele: na przykład „zabawna muzika” albo „muzică de consum”.

    Co do pytania, gdzie m. klasyczna się zaczyna i kończy – miejmy nadzieję że jeszcze trochę pożyje, a jeśli chodzi o początek, to jak najbardziej da się go wskazać. Powstrzymam się od podawania konkretnych dat, bo wiedza mi na to nie pozwala, ale moim zdaniem zrodziła się ona razem z wykształceniem się pierwszych zasad (skądinąd bardzo rygorystycznych, by przypadkiem nie wkradł się diabeł zaczajony w trytonie) systematyzujących muzykę, czyli skale kościelne, zapis itd. Tymczasem twórczość świecka, wówczas tożsama z ludową, pozostała przy swoim spontanicznym charakterze jak sądzę.

    I nie wiem od kiedy, ale istniała też trzecia gałąź. Piosenki Chopina na przykład. A potem to co wydawano na płytach gramofonowych z myślą o zwykłych zjadaczach chleba – na pewno nie była to muzyka ludowa, bo grali ją wykształceni ludzie i stosowała się do zasad klasycznej harmonii, ale z drugiej strony była prosta, łatwa i lekkostrawna… aż chciałoby się powiedzieć: rozrywkowa.

    A potem ludowa i ta „ze środka” się ujednoliciły. Należałoby teraz powiedzieć o gigantycznym wpływie potomków czarnoskórych niewolników na muzykę, ale zgłodniałem strasznie i idę znaleźć coś do jedzenia. Zresztą i tak już dawno zgubiłem wątek, przepraszam.

    Wracając do pytania: mówię „klasyczna”, a jeśli chodzi o poszukiwanie bardziej trafnego określenia to stawiam na „snobistyczną”, bo to jedna z najbardziej charakterystycznych jej cech. No, ewentualnie można postarać się o zgrabne tłumaczenie tej „culta”. Pozdrawiam.

  12. gjoef Says:

    PS Ale głosu nie oddam, bo nie lubię syntetycznej poprawności, a to jest moim zdaniem jej przykład

  13. deStijl Says:

    @Przemysław
    jako że rodziciele moi w germańskiej filologii szkoleni, to ja po prostu takie różne ciekawostki zapamiętałem:D

    hmm ja swój głos podtrzymuję, aczkolwiek argumenty przeciw (gjoef, Pablo) szanuję i odwołać się zamierzam :p ale to jak będzie chwila żeby coś napisać ;)

  14. KrzysztofUW Says:

    To ja nie odkryję Ameryki i powiem, że nazywanie muzyki klasycznej poważną jest bardzo niepoważne. Terminologia to rzecz drugorzędna, a ja wspomnę, bo podobno trzecie drogi są najlepsze, że sam często określam „klasyczną” pięknym słowem dawna. Pozdrawiam ;-)

  15. Ymir Says:

    @gjoef
    „Snobistyczna”??!! Myślę, że sama muzyka nie jest snobistyczna, tylko ludzie ją taką zrobili. Gdyby powszechnym było słuchanie jej w domach, puszczanie w radiach, to nie byłoby w niej cienia snobizmu. Oczywiście nie twierdzę, że cała tzw. muzyka rozrywkowa to chłam dla mas.
    Poza tym, nie bardzo wiem, co masz na myśli mówiąc „muzyka snobistyczna”. Równie dobrze można tak nazwać jazz i inne gatunki muzyki mało popularne.

    Co do całej dyskusji prowadzonej pod tą ankietą, to myślę, że nie ma większego sensu wzorowanie się innych językach (choć chwała Wam za to, że to robicie; sam chciałbym dysponować taką wiedzą) i szukanie innych określeń na nią. W końcu funkcjonują tylko dwie formy: klasyczna i poważna, i raczej tego nie zmienimy.
    A co do samej „klasycznej”, myślę, że jest najbardziej odpowiednia. W końcu nie odnosi się tylko do epoki klasycyzmu (wg mnie dziwny pomysł powiązania „klasycznej” z klasycyzmem), a samo wyrażenie „coś klasycznego” oznacza, że dana rzecz posiada dawno wykształcone, wzorcowe elementy. Przecież gdy powiemy, że budynek/rzeźba/obraz/cokolwiek ma klasyczny np. kształt, to nie oznacza, że został stworzony w epoce klasycyzmu.

  16. gjoef Says:

    @Ymir
    Miał być żart, ale najwyraźniej wyszedł dość niezgrabny. Wszystkich, którzy poczuli się urażeni szczerze przepraszam :) Jasne że sama z siebie nie jest snobistyczna, tak samo jak sama z siebie nie jest „z kasłaniem”, że pozwolę sobie nawiązać do pomysłu Przemysława. Zdaje się, że żarty nie są moją mocną stroną.

    Naturalnie nie zamierzam forsować żadnych nowych zwyczajów w nazewnictwie, ani na przekór używać terminów, których używanie byłoby w moich oczach zasadne, ale nie jest w oczach reszty świata. Natomiast zamierzam do śmierci lub przynajmniej do znudzenia walczyć z wdrażaniem myślenia typu „to trzeba, więc tego nie wolno”, jeśli w jego wyniku miałoby zostać skazane na śmierć pojęcie „muzyka poważna”, tym bardziej że o tej decyzji miałby przeważyć tak kiepski argument jak „bo ona nie zawsze jest poważna”.

    Oczywiście że jest, bo tak wypada w zestawieniu z muzyką rozrywkową (notabene co do nazwy której żaden z rozmówców nie ma zastrzeżeń). Przecież nikt z nas nie chodzi do filharmonii żeby skakać, tańczyć pogo, palić trawę w kiblu albo skandować „POKAŻ CYCE!!!”. Wykształciły się święte reguły dotyczące harmonii, formy, doboru instrumentarium, stylu wykonawczego i zachowania na koncertach i z ich powodu nie było, nie ma i jestem przekonany, że nigdy nie będzie miejsca na prawie niczym nieograniczoną swobodę muzyków rozrywkowych. Dlatego jest poważna.

    Rzecz jasna oba te światy wymieniają się czasem pewnymi elementami, ale za każdym razem one są interpretowane na nowo, jakby przez pryzmat tej drugiej muzyki. Przykład pierwszy: sekcja smyczkowa w popowych piosenkach, której głównym zadaniem jest być widoczną na scenie/w teledysku. Przykład drugi: mazurki Chopina albo „Hebanowy” Strawińskiego nie stanowią imitacji, ale zuuuupełnie odmienne podejście do tematu. Dodatek do przykładu drugiego: poeta Świetlicki nie używa pewnych wyrażeń dlatego że ma zasób słownictwa godny najgorszego menela, ale robi to samo co wyżej wymienieni kompozytorzy, czyli przeinterpretowuje, tyle że słowa a nie dźwięki.

    Podsumowując, bo znów się pogubiłem: tak, „klasyczna” jest bardziej poprawna i mogę się podpisać pod wszystkimi wymienionymi przez moich przedmówców argumentów „wprost”. I nie, nie zamierzam uznać terminu „poważna” za bezwględnie błędny. Chyba że wykreślimy też na zawsze pojęcie „muzyka rozrywkowa”.

    W ogóle to przypomniała mi się słodko-gorzka anegdota, gdy kilka lat temu poszliśmy z kolegą na koncert pewnego zespołu, a on przyjrzał się dokładnie muzykom na scenie i stwierdził: „Trąbka? W metalu? To nie może być metal, bo w metalu nie ma trąbki”.

    I na koniec ciekawostka (tym razem naprawdę ciekawostka, a nie ukryty argument): w SJP PWN nie ma „muzyki klasycznej”, ale jest „muzyka poważna” i oznacza: „muzyka wywodząca się z tradycji klasycznych”.

    Pozdrawiam. Dość długo pisałem ten komentarz, więc w międzyczasie ktoś mógł się dodać. Zresztą nieważne, bo nie mam już nic więcej do powiedzenia na ten temat.

  17. Pablo Renato Says:

    „Po drugie „klasyczna” wcale nie musi wskazywać na klasycyzm. Tu można, a wręcz należy mówić: klasycystyczna. ”
    Chyba się niejasno wyraziłem, bo oczywiście się zgadzam, z tym co mówisz.

    „trzecie drogi są najlepsze, że sam często określam „klasyczną” pięknym słowem dawna.”
    Tja, to rozwiązuje spór. Trzeba teraz określić, czym zajmuje się Savall.

    „Po pierwsze nie nazywałbym tak chętnie określenia „poważna” absurdem i skandalem, bo wraz z terminem „rozrywkowa” na tę drugą połowę muzyki wzajemnie się uzasadniają.”
    Jeszcze mi określ, co to jest muzyka rozrywkowa. Czy „Karnawał zwierząt „to poważka?
    Ni chu chu. Sam autor uważał ją za dzieło czysto rozrywkowe, nawet nie chciał tego publikować za życia, żeby go za błazna nie wzięli. A King Crimson to muzyka rozrywkowa? Ambitne teksty, harmonie, rytmika, narracja w kompozycjach, kunszt wykonawczy KC przewyższa przecież niejednego twórcę klasycznego. Przykłady mógłbym mnożyć w setkach.

    „Wykształciły się święte reguły”
    Ale wiesz, że Bach regularnie je łamał (np. zasady kontrapunktu), o czym się nie mówi w szkołach muzycznych? Czy oznacza to, że Bach to nie muzyka poważna? O Cage’u, Xenakisie i Kagelu nie mówiąc.

    Finalizując: cały ten bzdurny podział „rozrywka-poważka” został wymyślony przez zadufanych bałwanów, żeby mogli poczuć się lepsi i ważniejsi.

  18. W.W.R. Says:

    Reguły w muzyce bardzo często łamano, było to w ogóle zasadą jakiegokolwiek nowatorstwa. Muzyka klasyczna to dla mnie nawet niekoniecznie muzyka stworzona w epoce klasycyzmu, ale muzyka w tym duchu, kojarząca się właśnie z klasyczną rzeźbą, architekturą itp. Można też ewentualnie myśleć o muzyce klasycznej jako takiej, co weszła do kanonu, ale wówczas nie wypada do niej zaliczyć nowych utworów symfonicznych, np. Vivo XXX z okazji rocznicy Solidarności.

    Granice między muzyką poważną a rozrywkową oczywiście w dzisiejszych czasach są słabo określone i znajdziemy wielu twórców piszących muzykę na pograniczu. Mimo to jest różnica między Dodą a Mahlerem. Dlatego chyba na swoim blogu trzymam się określenia „poważna”. Jeśli jestem z tego powodu snobem albo zadufanym bałwanem lub kontynuuję ich „tradycję”, to trudno ;). Gdy zacznę pisać o muzyce z pogranicza zastanowię się nad zmianą nazwy.

    Choć, jak pisałem wcześniej, „muzyka poważna” oczywiście nie do końca mnie zadowala. Nie przekonują mnie też inne humorystyczne nazwy zaproponowane przez Przemysława, ale muszę przyznać, że są zabawne ;)

    Trudno, trzeba z tym żyć i słuchać dalej.

    Pozdrawiam!

  19. gjoef Says:

    Pablo Renato:

    Uważam, że da się znaleźć granicę dzielącą „naszą” (kultury Zachodu) muzykę na dwie części – może nie jest nieprzekraczalna, ale na pewno dość wyraźnie zarysowana.

    Do „Karnawału zwierząt” się nie odniosę, bo znam tylko fragmenty. King Crimson darzę wielkim szacunkiem, często słucham i nigdy nie odmówię ich muzyce artystycznej wartości, ale mimo wszystko zawiera szereg cech należnych tylko m. rozrywkowej. Z kolei jesli chodzi o Bacha, to wiem że „łamał” ówczesne zasady muzyczne i że czyniło to wielu z tych najbardziej znanych kompozytorów, o czym napisał W.W.R. Pisząc o świętych regułach miałem na myśli nie tylko harmonię (to w najmniejszym stopniu), ale, jeśli mogę siebie zacytować, kwestie: „formy, doboru instrumentarium, stylu wykonawczego i zachowania na koncertach”. Dodatkowo należy pamiętać o systemach relacji panujących w obu światach muzycznych – znaczy się, w jednym utwór muzyczny zawsze wiążemy z wykonawcą, bo zazwyczaj to on jest jego twórcą; w drugim autorem dzieła jest kompozytor. Tutaj na muzykę składa się nie tylko kompozycja, ale też wykonanie (przy użyciu zupełnie dowolnych środków) i produkcja, a tam już tylko kompozycja.

    Dalej: miejsce grania koncertów. Wiadomo zgrubsza, gdzie komu wypada je dawać. Choć pamiętam, że niektórym tenorom zdarzało się występować na stadionach, a mnie zdarzało się chodzić na jazz i fusion do filharmonii. Ale co do wzorca zachowania przy muzyce wybranego rodzaju chyba nikt nie ma wątpliwości.

    Poza tym sprawa rytmu w muzyce klasycznej już dawno, jak się zdaje, wyszła z mody. W przeciwieństwie do bardzo wyraźnie zarysowanych rytmów w najbardziej ambitnych tworach muzyki rozrywkowej.

    Po kolejne nie da się zaprzeczyć, że muzyka rozrywkowa w trzech czwartych składa się z wpływów afroamerykańskich. Głównie synkopowane rytmy i zaadaptowane na nasz muzyczny język tzw. blue notes (a KC nie jest tu wyjątkiem).

    A po ostatnie forma. Dzieli się na zupełnie inne części. I w rozrywkowej wszystkim rządzi powtarzalność. Ona i rytm są najbardziej wyraźnym dziedzictwem po nieistniejącej już na naszym kontynencie muzyce ludowej.

    Na koniec jeszcze zaznaczę, że rozrywkowa jest mi dużo bliższa i też mogę długo wyliczać artystów, dla których to określenie mogłoby być krzywdzące. Ale to tylko nazwa (a jakaś jednak jest potrzebna, jeśli tylko się zgodzimy, że podział istnieje). Blues też już nie jest smutny. A indie -niezależne. Pozdrawiam kolegów.

  20. Pablo Renato Says:

    @ W.W.R.

    „jeśli jestem z tego powodu snobem albo zadufanym bałwanem lub kontynuuję ich „tradycję”, to trudno ;). ”

    Ja, w każdym razie, za takiego Cię nie uważam, a wręcz odwrotnie.

    @ gjoef
    „Uważam, że da się znaleźć granicę dzielącą „naszą” (kultury Zachodu)”
    Dobrze, że dałeś cudzysłów:)

    „I w rozrywkowej wszystkim rządzi powtarzalność.”
    Glass, Reich, Riley z jednej strony. Rock progresywny z drugiej.

    „do wzorca zachowania przy muzyce wybranego rodzaju chyba nikt nie ma wątpliwości.”
    Bardzo relatywne. Np. geograficznie. Vide Japonia i ich reakcje na koncertach, czy klasyka grana na Woodstocku.

  21. W.W.R. Says:

    @ Pablo Renato

    Dzięki, to była tylko z mojej strony autoironia, nie miałem poczucia, że ktoś mnie skrytykował bądź obraził.

    Swoją drogą, to chyba najlepiej skomentowany temat na placówce postępu. Zdania wciąż są podzielone, jak widzę. Ja chyba pozostanę mimo wszystko przy „poważnej”.

  22. brzydkieslowonaf Says:

    A ostatnio usłyszałem zwrot concert music jako odróżnienie od entertainment music. I wszystko jasne….

    * To wciąż ja, Pablo Renato, ale zmieniłem adres bloga

  23. Mariusz Herma Says:

    A najzabawniejsze jest to, że trudność ta sięga pierwszych manuskryptów z neumami. Chorał to muzyka klasyczna? Nie. Muzyka rozrywkowa? Tym bardziej. Równie łatwo odnaleźć w nim cechy muzyki ludowej (rozrywkowej – powiedzmy), co poważnej, a nie jest ani jednym, ani drugim. Tak jak połowa powstającej dziś muzyki (niejednemu ambientowi bliżej do poważki niż Chopinowym wyskokom, jeśli oderwiemy się od filharmonii i fraków).

    Kilka lat temu jeszcze się wahałem. Na szczęście wpadło mi w ręce trzynastowieczne „‚Le jeu de Robin et de Marion” Adama de la Halle. Micrologus wykonywał to po filharmoniach, ale równie dobrze mogliby mi to zagrać i zaśpiewać na weselu.

  24. Przemysław Says:

    Kurczę, posłuchałem sobie tego Robina i Marianka. http://www.youtube.com/watch?v=zHoebp8Vgxs Jak masz wejściówkę na wesele, gdzie to grają, to dawaj.

    Pablo Renato – gratuluję przeprowadzki na jedyną słuszną platformę :) W końcu mogę poczytać nie mając po lewej stronie ankiety o przebudowie jakiegoś ronda w Lublinie.

  25. brzydkieslowonaf Says:

    „W końcu mogę poczytać nie mając po lewej stronie ankiety o przebudowie jakiegoś ronda w Lublinie.”

    Nie interesują Cię ronda w moim mieście? Ignorant!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: