Archive for the ‘Pop’ Category

Top 7: Robotyka

17/02/2020

automatic lover.jpg

Roboty to pomocne i praktyczne maszyny, które nas najpierw zastąpią, a potem zabiją. Oto, w porządku chronologicznym, siedem przykładów muzyki zainspirowanej naszymi blaszanymi kolegami.

Leo Delibes – Coppelia: Musique des automates* (1870) Zanim czechosłowacki tuz literatury Karel Čapek wprowadził słowo „robot”, mieliśmy „automaty”. Tytułowa Coppelia to „dziewczyna o szklanych oczach”, którą skonstruował lokalny Adam Słodowy, doktor Coppelius.

Jamie Horton – Robot Man (1960) Tranzystorowy narzeczony: nie zdradza, nie rzuca, nie mansplainuje.

Kraftwerk – Die Roboter (1978) Zespół bardziej zelektronizowany niż Estonia. Tytułowe roboty śpiewają Wir funktionier’n automatik / jetzt woll’n wir tanzen mechanik, czyli  Działamy automatycznie / pójdziemy w tan mechanicznie**.

Dee D. Jackson – Automatic Lover (1978) Futuro-disco o blaszanym adoratorze. Nie mlaszcze, nie beka, ale też nie grzeje.

Tubeway Army – Are ‚Friends’ Electric? (1979) Nowofalowy przebój na temat: „Drogie Bravo, czy moja dziewczyna jest robotem?”

Electric Light Orchestra – Yours Truly 2095 (1981) Mocne pół-disco, trochę wzorowane  na Video Killed the Radio Star. „Drogie Bravo, moja Robocikdziewczyna jest robotem.”

Vangelis – Blade Runner, napisy końcowe (1982) Łowcę androidów nakręcono na podstawie powieści Philipa K. Dicka, która zainspirowała także wspominaną wcześniej piosenkę Tubeway Army. Książki nie czytałem, ale chyba jest o tym, jak trudno rozpoznać, kto jest człowiekiem, a kto androidem. Pisarz niby taki wizjoner, a nie przewidział, że wymyślimy ten test, co się klika w kwadracik.

Autobsztyfikant z panią i wierszykiem pochodzi z magazynu „As” z 29 stycznia 1939 r. Dodam, że znalezionego w krakowskim antykwariacie Abecadło, który polecam. Robocik z Lego mojej konstrukcji.

Jeśli macie własne propozycje, to piszcie śmiało w komentarzach, oczywiście kliknąwszy wcześniej w kwadracik „nie jestem robotem”.

* „Muzyka automatów” to tylko pierwsze dwie minuty linku.
** Jeśli się niepoprawnie zaakcentuje, to można zaśpiewać.

Quiz muzyczny 2

19/01/2020

 

1958logo.jpgPierwszy quiz cieszył się względnym powodzeniem, więc oto następny. Mam nadzieję, że będzie nieco przyjaźniejszy niż poprzedni.

1. Jaki utwór zajął dopiero trzecie miejsce w Eurowizji w 1958 r., ale i tak stał się jedną z najsłynniejszych włoskich piosenek? Wystarczy najkrótsza wersja tytułu.

2.Trzecia symfonia którego polskiego kompozytora stała się światowym przebojem w pierwszej połowie lat 90-tych?
a) Henryka Góreckiego
b) Wojciecha Kilara
c) Krzysztofa Pendereckiego
d) Zbigniewa Preisnera

3. Który singiel Radiohead zawiera melodię z piosenki innego zespołu?

4. Który film zainspirował opus magnum The Trammps – Disco Inferno?
a) Pali się moja panno
b) Płonący wieżowiec
c) Rydwany ognia
d) Ogniem i mieczem

5. Do jakiej książki nawiązuje piosenka Sympathy for the Devil Rolling Stonesów?

6. Bonusowe pytanie niemuzyczne: Jakie zwierzęta są potomkami dinozaurów?

Odpowiedzi niżej.

(more…)

Top 7: Złota era country

18/10/2019

Wanda_Jackson.jpg

Muzyka country nie cieszy się u nas przesadną popularnością. Nie jest to może sytuacja niepozwalająca dalej żyć, ale skoro rozwiązano już wszystkie inne problemy kraju, czas zaradzić i temu. Oto siedem piosenek ze złotego okresu country, które przekonają najbardziej zatwardziałego wroga kapeluszy i frędzli.

Johnny Cash – Don’t Take Your Guns to Town (1959) Johnny’ego Casha lubią nawet ci, co nie lubią country. Może to przez jego niechęć do noszenia kapeluszy i frędzli – pamiętacie, jak było z tym astronomem w fezie z „Małego księcia”.
W utworze Don’t Take Your Guns to Town matka uprzedza syna, aby nie brał ze sobą broni, bo źle się to skończy. Syn jednak bierze ze sobą broń i źle się to kończy. We współczesnej wersji tej opowieści matka mogłaby błagać syna, aby nie brał telefonu, bo w chwili znudzenia znowu zacznie, dajmy na to, obrażać na portalach społecznościowych osoby chodzące z parasolem podczas opadów śniegu.

Hank Williams – I’m So Lonesome I Could Cry (1949) Stare, prawda? Złota epoka country trwała, o ile się zdążyłem zorientować, mniej więcej od późnych lat czterdziestych do wczesnych sześćdziesiątych. Dla porównania, złota epoka polskiego grunge’u trwała od początku riffu do We Know How to Kill Kr’shna Brothers, aż do momentu, gdy dziesięć sekund później wchodzi wokal.

Wanda Jackson – I Gotta Know (1956) Utwór uznawany jest za rockabilly, czyli takie pół-country, ale obfitujący we frędzle wizerunek Wandy Jackon nie pozostawia wątpliwości, że jej miejsce jest na niniejszej liście. W I Gotta Know podmiot liryczny stawia pytanie If our love’s the real thing, where is my wedding ring? co nieuchronnie muszę przetłumaczyć na Skoro tak kochasz mnie, gdzie obrączka, pytam się?

Patsy Cline – I Fall to Pieces (1961) Patsy Cline śpiewała najsmutniejsze piosenki w historii country. Długo wybierałem między I Fall to Pieces a Crazy, aż w końcu zapłakałem całą klawiaturę.

Webb_Pierce.jpg

Jimmy Dean – Big Bad John (1961) Piosenkarze klasycznego country nie zawsze śpiewali o miłości, bo zdarzało im się śpiewać o kopalniach. Big Bad John to legenda o dużym i groźnym górniku, który ginie ratując kolegów. Fani Nicka Cave’a docenią zapewne podobieństwo struktury piosenki do utworu Red Right Hand.

Webb Pierce – There Stands the Glass (1953) Czasem śpiewali też o alkoholu. Tutaj, na przykład, bohater piosenki z niepokojącą czułością odnosi się do szklanki.

Hank Locklin – Send Me the Pillow You Dream On (1949) Narrator prosi eks, aby przesłała mu swoją poduszkę. Nie jestem psychologiem, ale nie wydaje się to zbyt mądrą taktyką. To dobra okazja przypomnieć, że tekstów muzyki popularnej absolutnie nie należy traktować jako poradników. Pełno tam durnych rad, w stylu „nie martw się, bądź szczęśliwy” (Bobby McFerrin), „krzycz” (Tears for Fears) albo „otwieraj parasol, jak pada śnieg” (nie pamiętam, ale chyba Varius Manx).

Vaughn Monroe – (Ghost) Riders in the Sky (1949) Na koniec zupełne kowbojstwo i słoma w butach. Wspaniała piosenka o kowbojach-widmach.  „Jupi-aj-ej” aż samo ciśnie się na usta.

Kocham stare country. Przenosi mnie do czasów, które nie były może idealne, ale przynajmniej kiedy padał śnieg, to nikt nie chodził z parasolem.

Na zdjęciach (z Wikimedia Commons) Wanda Jackson i Webb Pierce

Złote Przeboje ONZ

30/07/2019

nati 2Jeśli stosujesz muzykę aby odizolować się od rzeczywistości i teraźniejszości, oraz jeśli szukasz repertuaru wykwintnego, a zarazem idącego po linii najmniejszego oporu, to nowa playlista Placówki postępu jest dla Ciebie. Nazwałem ją Złote Przeboje ONZ, bo są na niej utwory powojenne i z różnych krajów. Dominuje wprawdzie język angielski, ale chyba nie aż tak, jak na rozmaitych innych listach.

Spotify’owa składanka obejmuje lata 50-te i 60-te, czasem trafi się coś z końca lat 40-tych lub początku 70-tych. Może nie wszystko do wszystkiego pasuje, ale przynajmniej jest ciekawie. Starałem się ograniczyć piosenki ograne i generalnie irytujące, a w wyborze kierowałem się moim delfinim słuchem oraz ćwiczoną z prof. Zimbardo empatią. Trochę wczesnej Eurowizji, doo-wop, rock’n’roll (ale nie za ostry), tzw. space-age pop (zgooglujcie sobie), populistyczny jazz, country, ska, jakieś takie latynoskie, jive z Płd. Afryki, no i więcej klasycznego soulu niż polskie radio puściło od początku swojego istnienia.

Przy okazji zacząłem robić inne playlisty z, jak to mówią zachodni fachowcy, „golden oldies”. Piosenki przedwojenne trafiły na listę firmowaną przez Ligę Narodów, a późniejsze, często bardziej funkowe i elektroniczne, na listę Państw Niezrzeszonych. Te dwie listy udostępniam, ale są jeszcze niegotowe. Tzn. lista „ONZ” też nie jest gotowa, bo cały czas coś dorzucam (albo wyrzucam). W Złotych Przebojach ONZ znajdziecie m.in. takie szlagiery, jak (wszystkie linki do występów lub klipów):

Jiri Suchy – Praminek vlasu: czechosłowacki fetysz-jazz,

Bella Bellow – Zelia: pani z Togo śpiewa błogo,

Brenda Holloway – When I’m Gone: zbyt piękna dla Motown,

Elis Regina – Aguas de Marco: supernowa bossa novy,

Adriano Celentano – Il ragazzo della Via Gluck: częściowo chyba o deweloperach,

Prince Buster – Wash My Troubles Away: ska o higienie ducha,

Abdel Halim Hafez – Touba: egipski Sinatra,

Jimmy Dean – Big Bad John: goth-country,

Kyu Sakamoto – Ue o Muite Arukō: pionierski J-pop,

Martin Denny – Quiet Village: pokochaj przywłaszczenia kulturowe,

Fairuz – Bhebak ma ba’ref: największa gwiazda kraju z choinką we fladze,

Francoise Hardy – Ce petit coeur: miej serce i patrzaj w serce,

The Strangeloves – I Want Candy: zryte bity,

Dave Brubeck Quartet – It’s a Raggy Waltz: j.w.

Przepraszam za ten rym z Togo. Jeśli macie własne propozycje, albo coś Wam się spodobało, to śmiało piszcie w komentarzach.

Melomanka na zdjęciu to Natalie Wood

Top 10: Deszcz

01/06/2019

Hiroshige_Atake_sous_une_averse_soudaineDeszcz jest naturalnym i przydatnym zjawiskiem, co nie zmienia faktu, że to zjawisko bardzo bolesne, do którego gatunek ludzki w ogóle nie jest przystosowany. Powstało o nim tyle piosenek, że samych tylko utworów o deszczu wymieszanym ze łzami wystarczyło na osobną listę. A poniższe zestawienie będzie już o samych opadach, bez fizjologicznych dodatków.

Cliff Edwards (Ukulele Ike) – Singin’ in the Rain (1929) Zanim w 1952 r. rozsławił go Gene Kelly w Deszczowej piosence, utwór pojawił się w filmie-rewii Hollywood Revue of 1929. Podmiotem lirycznym jest element wywrotowy, którego deszcz uszczęśliwia. „Pewnie pijany” – chciałoby się powiedzieć.

Flash and the Pan – Walking in the Rain (1978) W odróżnieniu od poprzedniej piosenki, ponure Walking in the Rain australijskiego duetu Flash and the Pan prezentuje naturalną reakcję zdrowej, wrażliwej jednostki na opady atmosferyczne.

Fryderyk Chopin – Preludium nr 15 – „Deszczowe” (1839) Utworów na temat deszczu w muzyce klasycznej wcale nie jest aż tak dużo, jeśli wyeliminować te trzysta o burzach (o których będzie osobna lista). Najbardziej znane jest Preludium nr 15 ze świetnego zbioru 24 preludiów. Chopin nie nazwał go „Deszczowym”, zrobił to już po śmierci kompozytora pianista Heinz von Bülow i tak się przyjęło. Prawdopodobnie deszcz faktycznie inspirował tu słynnego żelazowowolanina, ale nie wiemy tego na sto procent. Być może sam Chopin nazwałby piętnaste preludium, no nie wiem, „Georges Sand jest fajna”?

Tradycyjna kompozycja chińska „Krople deszczu spadają na liście bananowca” (dawno)  Banany, podobnie jak cytryny, pochodzą właśnie z Azji. Placówka postępu uczy i bawi.

Ann Peebles – I Can’t Stand the Rain (1973) Instrumenty smyczkowe efektownie naśladują deszcz, a pani jest przygnębiona, ale nie przez sam deszcz, tylko dlatego, że pogoda przypomina jej jakieś „słodkie wspomnienia”. Ciekawe jakie? Czy dawny ukochany kojarzył jej się z deszczem, bo na pytanie „Co słychać?” zawsze odpowiadał „No normalnie padam!”?

Irma Thomas – It’s Raining (1961) W tym pięknym utworze odgłos deszczu wykonuje nie orkiestra smyczkowa, lecz chórek – paszczowo.

Petula Clark – La gadoue (1966) Europejskie gwiazdy estrady lat sześćdziesiątych często śpiewały również w językach zaprzyjaźnionych krajów. Tu, na przykład, Brytyjka Petula „Downtown” Clark śpiewa niesamowicie przebojową kompozycję Serge’a Gainsbourga. Tytuł oznacza skutek uboczny deszczu – błoto. „Z deszczu pod błoto”, ciśnie się na usta.

The Carpenters – Rainy Days and Mondays (1971) Karen Carpenter, najsmutniejszy głos pop music, żali się, że przygnębiają ją deszczowe dni i poniedziałki. Deszcz, jak wspominałem, jest zjawiskiem naturalnym, natomiast brzemię poniedziałku sami sobie, jako cywilizacja, narzuciliśmy.

Henri_Rousseau_-_Un_matin_de_pluie.jpg

Nick Cave & The Bad Seeds – The Carny (1986) Utwór pokazuje, że cyrkowe życie to nie tylko baloniki i wata cukrowa. Tytułowy kuglarz odszedł nie wiadomo dokąd, a reszta trupy niespecjalnie za nim tęskni. Został po nim tylko koń, którego właściciel cyrku decyduje się zastrzelić. Kobyła, o pasującym imieniu Sorrow (pol. Nasza szkapa) zakopana zostaje w płytkim grobie, a ponieważ przez całą piosenkę leje deszcz, wkrótce z niego wypływa – na pastwę kruków, wron.

Ewa Demarczyk – Deszcze (1967) Na podstawie wiersza Baczyńskiego z 1943 roku – czasu, gdy deszcz był zdecydowanie jednym z drobniejszych zmartwień.

Obrazki: Hiroshige – Wieczorna ulewa nad Wielkim Mostem i Atake z cyklu Sto drzeworytów zainspirowanych piosenkami Flash and the Pan z oraz Celnik Rousseau: Poranek w deszczu, oba z Wikimedia Commons.

Soul na wyciągnięcie ręki

26/03/2019

clapton-is-god.jpgLudzie często pytają mnie o ulubioną piosenkę Motown. Dobra, wcale nie pytają, ale jakoś musiałem zacząć wpis. Nikt mnie nie pyta o ulubioną piosenkę Motown, bo prawie nikt nie wie, co to Motown. Najsłynniejsza wytwórnia soulowa najwyraźniej nie przebiła się przez żelazną kurtynę, co zawdzięczamy prawdopodobnie rodzimym redaktorom muzycznym, według których soul był be, jedynym Murzynem godnym szacunku był rockowiec Jimi Hendrix, a bluesa wynalazł Eric Clapton.

W każdym razie, skoro już pytacie, to moją ulubioną piosenką Motown jest Reach Out I’ll Be There męskiej grupy wokalnej The Four Tops. Utwór ten ma wszystko: na początku jakaś taka orientalna melodia, następnie klasyczna, motownowa ściana dźwięku, a potem podwójny refren z pięknymi harmoniami. Tytułowe „wyciągnij rękę, a ja tam będę” nie jest łagodną groźbą tego pana z banku, co uporczywie dzwoni i oferuje korzystny kredyt, ale deklaracją lojalności i oddania. Piosenka należy więc do kategorii obiecanek, tak jak Bridge Over Trouble Water, I Will Always Love You albo We Will Rock You.

fantastyczna wersja na żywo

four topsReach Out I’ll Be There stworzyła legendarna spółka autorska Holland-Dozier-Holland. Inne ich piosenki to bardzo podobne Standing in the Shadows of Love (też Four Tops), Stop! In the Name of Love i Baby Love The Supremes oraz Nowhere to Run Marthy Reeves & the Vandellas. Wszystkie te utwory charakteryzuje zwartość i zaskakujące melodie. Po zamieszczeniu tego wpisu zdominują zapewne Trójkowy Top Wszech Czasów.

Inne przykłady twórczości Lamont-Dozier-Holland i Motown oraz więcej narzekania na redaktorów muzycznych znajdziecie we wpisie „soul lat 60-tych popem lat 80-tych” . A ponieważ wśród Czytelników mogą się jednak znaleźć wielbiciele Motown, dlatego spytam jeszcze: a jaka jest Wasza ulubiona piosenka tej wytwórni?

Okładka z Discogs, zdjęcie z pieskiem nie wiem, skąd

Anetka, z którą nie można się pożegnać

22/02/2019

Radio_Guide,_Week_Ending_November_10,_1934.jpgByć może spotkaliście się kiedyś z określeniem, że ktoś ma głos jak miód. Zazwyczaj jest to przesada i spokojnie wystarczyłby przymiotnik „miły”. Ale w przypadku Annette Hanshaw przesadą to nie jest, a spożywcze porównanie jest wręcz jedynym dopuszczalnym opisem jej śpiewu.

Annette Hanshaw najbardziej znana była w latach 1926-1934. Prasa nadała jej przydomek „Personality Girl”, ponieważ była taka sympatyczna. Zapewne duży udział w tej sympatyczności, obok wspomnianego już głosu oraz czarującego uśmiechu, miały dołeczki wokalistki, największa geometryczna sensacja od odkrycia pierścieni Saturna. Jakby tego było mało, wokalistka kończyła część swoich nagrań rozbrajającym „that’s all” . (Kiedy kończą się jej piosenki, zawsze czuję lekkie napięcie – „powie, czy nie powie?”)

Annette Hanshaw wstydziła się kamer, więc istnieje tylko jedno jej nagranie filmowe. Ma ono dwie zalety: 1) dobrze uchwycone są na nim wspomniane dołeczki 2) przedstawiona w nim piosenka jest fantastyczna. Utwór nazywa się We Just Couldn’t Say Goodbye i napisał go Harry M. Woods, znany m.in. jako współautor standardu Try a Little Tenderness. Piosenka opowiada o nieudanym zerwaniu. Bohaterowie pokłócili się i postanowili rozstać, co wszystkich zasmuciło i nawet meble w mieszkaniu doprowadziło dołeczk… do łez. Na szczęście okazało się, że po prostu nie potrafili się pożegnać, zeszli się z powrotem, a wyposażenie domu szalało z radości.

Annette_Hanshaw_in_Radio_Stars,_Jan._1934_02Polecam posłuchać również wersji We Just Couldn’t Say Goodbye z płyty, bo jest dłuższa i ma piękną, mruczaną zwrotkę. Inne udane piosenki z repertuaru Annette Hanshaw to ballada Let’s Fall in Love, lata dwudzieste w pigułce, czyli Ev’rything’s Made for LoveAin’t He Sweet nagrane potem nawet przez Beatlesów, skoczne Fit as a Fiddle (Zdrowy jak rybble) oraz Would You Like to Take a Walk. W tym ostatnim utworze znajdziecie piękny, głoszący wyższość spacerów nad kinem dźwiękowym, kuplet Ain’t you tired of the talkies? I prefer the walkies (Czy dźwiękowców nie masz potąd? Ja wolę piechotą).

Posłuchajcie Annette Hanshaw, której głosem można słodzić herbatę, a dołeczki zakrzywiają czasoprzestrzeń.

Zdjęcia z Wikimedia Commons.

składanka pop-got

23/12/2018

nosferatu max schreck.pngCzy poszukujesz muzyki mrocznej, a przebojowej? Czy uważasz, że lata osiemdziesiąte, nie licząc stanu wojennego, kolejek, awarii prądu, inflacji, Czarnobyla i ZOMO, były w dechę? Jeśli tak, to składanka „Goth Pop” jest dla Ciebie. Zrobiłem ją w formie playlisty na Spotify, ale u dołu wpisu znajdziecie też linki do starego, dobrego YouTube.

Rock gotycki był ponuro-groźną odmianą punk-rocka. Termin nawiązywał do tzw. powieści gotyckich w rodzaju Frankensteina i Draculi.  Najważniejszym zespołom gotyckim, czyli The Cure oraz Siouxsie and the Banshees, szybko znudziła się mroczna formuła i zajęły się robieniem bardziej urozmaiconej muzyki. Innym grupom, w rodzaju Bauhaus i Sisters of Mercy, nie znudziło się nigdy.

Na składance znajdziecie te barwniejsze oblicza Cure i Siouxsie, łącznie z legendarnym Kiss Them for Me tych drugich. Piosenka ta, hołd dla gwiazdy Jane Mansfield, wykorzystuje elementy indyjskiego popu banghra oraz rytm z automatu perkusyjnego Roland TR-909, użyty wcześniej w PSK What Does It Mean?, pionierskim dziele gangsta rapu. Muzycznie stanowi więc haniebną zdradę idei rocka gotyckiego.Charlotte_Sometimes.jpg

Muzycy wspomnianych grup czasem tak się nudzili, że zaczynali różne mniej gotyckie projekty, w rodzaju The Creatures i The Glove, które też trafiły na listę. Dla równowagi dodałem bardziej typowe dla gatunku arcydzieła Banshees i Cure’ów, odpowiednio Fireworks oraz Charlotte Sometimes. Zainspirowana młodzieżową książką fantasy o tym samym tytule Charlotte Sometimes to wręcz Eroica goth-rocka.

Kultowe Bauhaus i Sisters of Mercy też załapały się na playlistę, ci pierwsi aż trzy razy. Krytycy muzyczni nie przepadali za Bauhaus, wytykając m.in., że ich estetyka taniego horroru jest przeciwieństwem funkcjonalnego kierunku architektonicznego Bauhaus (po naszemu Dombud), od którego zespół wziął nazwę. Najwyraźniej powinni nazywać się Późny Neogotyk Barokizujący.

Prawie wszyscy artyści są z Wielkiej Brytanii, ale dorzuciłem też dwóch reprezentantów Europy środkowej: RFN-owski Xmal Deutchland oraz PRL-owski Madame. Oba zespoły trochę za bardzo wzięły sobie do serca słowa hrabiego Draculi o wilkach (Dzieci nocy – Jaką tworzą muzykę!) i postawiły na zawodzenie w stylu owych zacnych czworonogów. Wokalista Madame nawet nazwał swój następny zespół „Wilki”.

Siouxsie_Fireworks.jpg

Starałem się, żeby składanka była urozmaicona i nieco inna niż podobne tematycznie listy na Spotify, więc może nie umrzecie z nudów. Oto odnośnik do playlisty, a poniżej wszystkie piosenki z linkami do YouTube lub pokrewnych stron (teledyski i występy).

Jeśli coś Wam się spodoba, albo macie własne propozycje, to śmiało piszcie w komentarzach. Na zdjęciach Max Schreck w Nosferatu oraz Theda Bara w klasycznej pozie.

Bauhaus – Bela Lugosi’s Dead

The Cure – Charlotte Sometimes

Siouxsie and the Banshees – Fireworks

Strawberry Switchblade – Who Knows What Love Is

Madame – Może właśnie Sybilla

Bauhaus – Spirit

skeletal family.jpg

The Cure – The Caterpillar

Cocteau Twins – Crushed

Sisters of Mercy – Body and Soul

Siouxsie and the Banshees – Kiss Them for Me

The House of Love – Shine On

Xmal Deutschland – Mondlicht

The Glove – Punish Me with Kisses

Bauhaus – She’s in Parties

Cranes – Everywhere

Skeletal Family – Promised Land

The Creatures – Weathercade

Felt (z Elizabeth Fraser) – Primitive Painters

Xmal Deutschland – Matador

The Cure – A Night Like This

All About Eve – In the Clouds

theda-bara.jpg

 

dzianina

16/12/2018

supremes the happening.jpg

The Happening (1967) dziewczęcej grupy soul-popowej The Supremes usłyszałem pierwszy raz w telewizji muzycznej VH-1. Było to wykonanie na żywo, na początku którego frontmenka Diana Ross zapowiada „śliczną balladę z West Side Story”. No i odtąd myślałem, że The Happening to jakaś piosenka z rzeczonego musicalu, której nie znam, bo nie załapała się do jego słynnej, filmowej wersji.

Chociaż The Happening to nie ballada, to i tak jakoś mi to pasowało, bo melodie zawarte piosence spokojnie mogłyby rywalizować z przebojami Leonarda Bernsteina z West Side Story. Po kilkunastu latach okazało się, że słyszałem tylko fragment zapowiedzi. Jej pełna wersja to taki słaby żart: Diana Ross mówi, że każdy ich występ jest inny z tej prostej przyczyny, że ich dyrygent pije. No a potem zapowiada „balladę z West Side Story” (domyślnie Somewhere, które The Supremes też miały w repertuarze), ale wtedy zespół zaczyna grać The Happening i dziewczyny udają zdziwienie.

Być może powyższa historia Was nie zainteresowała, ale musiałem to z siebie wyrzucić. A poza tym, musiałem napisać o The Happening, bo to genialna piosenka i należy do szczytowych osiągnięć wytwórni Motown oraz jej sztandarowego zespołu autorów Holland-Dozier-Holland.

Tytuł nawiązuję do będącej wówczas w modzie sztuki „happeningu”, której nazwy niestety nie tłumaczy się jako „dzianina”, chociaż wszyscy dobrze wiemy, że tak byłoby ładniej. Sam tekst piosenki nie ma nic wspólnego z happeningiem, bo to typowy utwór o miłości, a ma taki tytuł, bo promował komedię sensacyjną The Happening. Słowa „the happening” zostały też, nieco na siłę, umieszczone w refrenie. Filmu nie oglądałem ale, sądząc po recenzjach, mogę spokojnie umrzeć nie obejrzawszy.

W pewnym momencie The Supremes ustępowały w USA popularnością jedynie Beatlesom. W Polsce mało kto miał szansę je poznać, najprawdopodobniej przez upodobania peerelowskich didżejów, którym Motown i soul nie pasował do ubóstwianej formuły „biało i podniośle”.

Inne przeboje The Supremes, również autorstwa Holland-Dozier-Holland, to Baby Love, Stop! In the Name of Love, You Can’t Hurry Love oraz You Keep Me Hangin’ On. Dwa ostatnie można czasem usłyszeć w polskim radiu w wykonaniach znanych artystów soulowych Phila Collinsa i Kim Wilde.

Okładka singla z Discogs

Top 5: Wenus

07/05/2018

venera14

Z okazji tego, że Wenus znowu świetnie widać na niebie, pięć utworów muzycznych powiązanych z drugą planetą od Słońca, a zarazem bogini miłości i piękna oraz patronką chorób wenerycznych.

Shocking Blue – Venus (1969) To holenderski zespół Shocking Blue stworzył pierwszą wersję znanego przeboju z wyszukanym rymem I’m your Venus, I’m your fire, at your desire (tłum. Jam twą Wenus, jam twym ogniem, grzesz swobodnie) Autorzy piosenek częściej kojarzą Wenus z boginią miłości niż z obiektem astronomicznym. Być może to dlatego, że trudniej jest napisać piosenkę o planecie niż o bogini. Albo dlatego, że światem nadal rządzą ciemnota i zabobon.

1024px-Sandro_Botticelli_-_La_nascita_di_Venere_-_Google_Art_Project_-_edited

Sandro Botticelli – „Goła babka”

Respighi – La nascita di Venere (1927) Piękny poemat symfoniczny Narodziny Wenus  Ottorino Respighiego zainspirowany jest obrazem Sandro Botticellego o tym samym tytule. Mitologia była popularnym tematem malarskim, stanowiła bowiem doskonały pretekst do rysowania gołych babek.
Obraz przedstawia Wenus świeżo po narodzinach z piany morskiej. Nie zdołałem sprawdzić, co sądzą o tym znawcy starożytnego Rzymu, ale podejrzewam, że historię o urodzeniu bogini przez morze zainspirował fakt, że planeta Wenus przez parę miesięcy w roku, jako tzw. gwiazda poranna, wschodzi nad horyzontem zaraz przed świtem.
Planety ewidentnie były ważne dla tzw. starożytnych. To dzięki temu mamy siedem dni tygodnia – od siedmiu „planet”, czyli pięciu planet widocznych gołym okiem, Słońca oraz Księżyca. W wielu językach nazwy dni odpowiadają bóstwom kojarzonych z tymi planetami. Wenus pojawia się często w nazwie piątku, w języku włoskim jako venerdi, we francuskim vendredi, a w hiszpańskim viernes. Germański odpowiednik Wenus to Freja, dzięki której mamy angielski Friday, niemiecki Freitag oraz Anni-Frid z Abby.

Barack_Obama_looks_at_the_moon_and_Venus

Ostatni uznawany przez Placówkę postępu prezydent USA patrzy na Księżyc i Wenus

Holst – The Planets: Venus (1916) Brytyjski kompozytor Gustav Holst stworzył całą suitę zainspirowaną planetami Układu Słonecznego. Jej najbardziej znane części to wojenny Mars i przebojowy Jowisz. Spokojna i tajemnicza Wenus jest mniej słynna, ale też niczego sobie.
Stosunkowo niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak łatwo jest obserwować planety. Wystarczy sobie zgooglować „planety na niebie teraz”, a potem szukać w odpowiednich okolicach nieba kropki, która świeci stałym światłem, zamiast, jak każda przyzwoita gwiazda, migotać. Najbardziej spektakularna jest właśnie Wenus, która bywa jaśniejsza od Księżyca. Pewnie przez to śliczne lśnienie została patronem miłości i piękna.
W utworze Holsta utwór jej poświęcony otrzymał podtytuł Zwiastunka pokoju, a nie miłości ani piękna, ponieważ tym jest według astrologów. Kompozytor inspirował się przede wszystkim astrologią, a nie astronomią. Trochę to rozczarowuje, no bo spodziewa się człowiek natchnienia nauką, a tu znowu duby smalone.

The B-52’s – 53 Miles West of Venus (1980) Jedyny na liście utwór, gdzie Wenus jest wyłącznie ciałem astronomicznym – niestety nie bez zarzutu w kwestiach naukowych. Cały tekst piosenki to słowa 53 mile na południe od Wenus, a przecież w skali planetarnej 53 mile to za mało, żeby być „na południe” od planety, no i trzeba znajdować się na jakiejś planecie, żeby w ogóle móc powiedzieć „na południe”. Pionierski nowofalowy zespół B-52’s inspirował się amerykańskim science-fiction lat 50-tych, co może tłumaczyć owo luźne podejście muzyków do poprawności naukowej oraz do logiki w ogóle.

An_Earth_Man_on_Venus_78545.JPG

Literatura, z której wiedzę czerpali zapewne B-52’s

Television – Venus (1977) Raz na jakiś czas któraś z płyt polecanych przez hipsterskie portale faktycznie okazuje się dobra. Przykładem tego może być album Marquee Moon nowojorskiego, art-punkowego zespołu Television, zawierający m. in. piosenkę Venus. Wokalista śpiewa w niej, że wpadł w ramiona Wenus z Milo. Jak widać, trzeba orientować się trochę w sztuce, aby docenić paradoks opisywanej sytuacji. To pewnie stąd określenie „art-punk”.

Jeśli znacie inne interesujące piosenki o Wenus, to piszcie w komentarzach. Jeśli zlokalizujecie Wenus na niebie, też możecie napisać.

Zdjęcie u góry wpisu zostało zrobione przez radziecką sondę Wenera-14. Lepszych zdjęć z powierzchni planety nie ma, ponieważ aparatura nie mogła dłużej niż kilkadziesiąt minut wytrzymać wenusjańskiego gorąca i ciśnienia. Wenus nieźle się prezentuje z daleka, ale trudno tam dłużej wytrzymać. Każdy z nas zna takie miejsca.

Obrazki ze strony NASA (pierwszy) i Wikimedia Commons (reszta)