Posts Tagged ‘new wave’

top 7: gorzko, gorzko

13/01/2017

anne-boleyn-executionTematem dzisiejszego wpisu są związki, w których słodycz, poprzez jakąś tajemniczą reakcję chemiczną, zmieniła się w gorycz.

Gang of Four – Damaged Goods (1980) Tuzy post-punku przedstawiają miłość jako wadliwy towar zwracany do sklepu. W tekście wykorzystane jest też podwójne znaczenie słowa „change”, które oprócz zmiany oznacza też „drobne” albo „resztę”. Tak samo jak „miłość” może oznaczać „lubienie bardzo”, ale również „bagno/ściek”.

Soft Cell – Say Hello, Wave Goodbye (1982) Ci reprezentanci new romantic znani są głównie z koweru Tainted Love, ale ich własne piosenki też były porządne. Say Hello, Wave Goodbye charakteryzuje się wyjątkowo złożoną melodią refrenu oraz wyjątkową goryczą tekstu. Take your hands of me / I don’t belong to you, you see, czyli Trzymaj łapy przy sobie / bo nie przeznaczon ja tobie.

Fun Boy Three – Tunnel of Love (1983) Kultowy zespół brytyjskiej nowej fali śpiewa o tunelu miłości – jarmarcznej atrakcji, która zmienia się w ściek wpadający do bagna.

Breakout – Powiedzieliśmy już wszystko (1969) Prawie cała lista jest po angielsku, ale w końcu jest to język, w którym nawet cytryna jest gorzka. Ale polskie pary też potrafią osiągnąć imponujący poziom goryczy, czego możemy się dowiedzieć słuchając powyższej, mrocznej piosenki albo rozmów małżeństw w restauracjach.640px-praying_mantis_sexual_cannibalism_european-37

The Lemonheads – Big Gay Heart (1996) Grunge-country z dwoma refrenami. Znowu o beznadziejnym związku, ale tym razem dwóch mężczyzn. Placówka postępu, jak sama nazwa wskazuje, jak najbardziej wspiera walkę mniejszości seksualnych o prawo do takich samych miłosnych rozczarowań, resentymentów i ślepych uliczek, jakie są udziałem heteronormatywnej części społeczeństwa.

Bruce Springsteen – The River (1980) Małżeństwa zawarte z powodu ciąży nie muszą być nieszczęśliwe, chyba że występują w piosence Bruce’a Springsteena. Utwór wyróżnia się bezbłędnymi rymami oraz najsmutniejszym solo harmonijki ustnej w bogatej historii sol harmonijki ustnej.

Joy Division – Love Will Tear Us Apart (1980) „Miłość nas rozerwie, i nie chodzi mi tu o rozrywkę”, śpiewa w tym zimnofalowym klasyku Ian Curtis – bożyszcze zagubionej młodzieży, ale słaby kandydat do tytułu Męża Roku. Ten kawałek wszyscy znają, więc dopiszę dwie rzeczy o których może nie każdy wie. Po pierwsze, tytuł zainspirowany jest odrażającym utworem Neila Sedaki Love Will Keep Us Together. Po drugie, istnieje nagranie wideo koncertowego wykonania Love Will Tear Us Apart (średnią jakość rekompensuje wartość historyczna).

Zapraszam do podawania własnych, gorzkich propozycji w komentarzach.

Obrazki: ścięcie żony Henryka VIII Anny Boleyn (źródło nieznane) oraz gorzki związek pana modliszki z panią modliszką (autor: Oliver Koemmerling, licencja Creative Commons, stąd)

 

 

Top 7: World Music Party 2

31/12/2014

Fem_män_höjer_sina_snapsglas_ute_i_en_trädgård_stående_vid_ett_trädgårdsbord_med_kaffekoppar_och_flaskor_-_Nordiska_Museet_-_NMA.0048890

Już od trzech lat, co trzy lata, (czytaj: był jeden taki wpis, trzy lata temu) Placówka przedstawia zestaw potencjalnie imprezowych piosenek z różnych części świata.

Alemayehu Eshete – Kotuma Fikreye (Etiopia, l. 70-te) Disco inferno prosto z Addis Abeba.

The Gaylettes – Silent River Runs Deep (Jamajka, 1968) Cicha woda brzegi rwie. Jamajski akcent jeszcze nigdy nie brzmiał tak pięknie.

William Onyeabor – Atomic Bomb (Nigeria, 1983) Odkryty niedawno przez wytwórnię Davida Byrne’a mag electro-funk. Uczucia tak silne, że do porównania nie wystarczy broń konwencjonalna.

Idoli – Kenozoik (Jugosławia, 1982) Tuzy nowej fali z krainy Tito. Dodatkowymi atutami są sweter i wąs wokalisty.

Taxi – Chiclete (Portugalia, 1981) Też nowa fala. Guma do żucia jako metafora. Życie jak żucie.

Alaska y los Pegamoides – Horror en el hipermercado (Hiszpania, 1980) Któż z nas nie przeżył kiedyś orroru w ipermarkecie?William Holbrook Beard The Bear Dance

Umbrtka – Vezemy Babu (Czechy, 2011) Mocne uderzenie zza południowej granicy. Czczący boga przemysłu zespół Umbrtka uspokaja babcię, że zawiozą ją do szpitala, gdzie „felčar tě zalátá z boku i zespodu” bo „ty musíš do smrti vytvářet hodnoty (towary)”. Klip skompilowany, chyba przez zespół, z czechosłowackiego serialu Sanitka (Karetka pogotowia).

Obrazki: „Fem män höjer sina snapsglas ute i en trädgård stående vid ett trädgårdsbord med kaffekoppar och flaskor” z Wikimedia Commons oraz „Taniec niedźwiedzi” – William Holbrook Beard, ok. 1870.

Top 6: Homoseksualizm

09/09/2013

Pięć utworów na temat homoseksualizmu i homofobii oraz jeden o transwestytyzmie. Przesłuchałem dużo piosenek robiąc research do tego wpisu. Wśród nich były aż trzy kawałki Mylene Farmer, co chyba kwalifikuje mnie jako męczennika praw LGBT. Wyszło trochę seksistowsko, bo dominacja mężczyzn na liście jest jeszcze większa niż wśród blogerów muzycznych. No, ale większości poniższych wykonawców czysto męskie towarzystwo specjalnie by nie przeszkadzało.

Marek Weber – Das Lila Lied (1921) Kabaretowa piosenka z okresu Republiki Weimarskiej. Jest to najprawdopodobniej pierwsza muzyczna deklaracja gay pride. W przedwojennym nagraniu śpiewany jest tylko refren, ale i tak jest to, jak na tamte czasy, mocne: Jesteśmy po prostu inni od innych / tych kochanych tylko zgodnie z krokiem morałów. Nic dziwnego, że kiedy do władzy doszedł Hitler, zajął się zamykaniem kabaretów. Chociaż teoretycznie mogły też zaważyć względy artystyczne – Pan Przewodnik gust muzyczny miał wprawdzie niezły, ale nieco konserwatywny.

Pink Floyd – Arnold Layne (1967) Tytułowy Arnold ubiera się w kradzione ze sznurów damskie ubrania. W końcu trafia za kratki – chyba za kradzież, nie za obrazę moralności. Transwestytyzm wprawdzie wcale nie musi oznaczać homoseksualizmu, ale zawsze warto reklamować Pink Floyd z czasów, kiedy liderem był Syd Barett, a nie Roger „Patos” Waters. Miał rację jeden nasz minister oświaty, proponując „zakaz propagowania Rogera Watersa w placówkach szkolnych”.

Tom Robinson Band – Glad to Be Gay (1978) Wracamy do protest-songów, tym razem z Wielkiej Brytanii. Ten ma po prostu genialne rymy i słychać w nim autentyczne wkurwienie. Refren „Sing if you’re glad to be gay” jest typu „cała sala śpiewa z nami” i, w odróżnieniu od utworu Cała sala śpiewa z nami, faktycznie ma się ochotę śpiewać. Mniej znany przebój Robinsona miał refren „Kto nie skacze, ten za Thatcher”.

Elton John – Elton’s Song (1979) Tytuł słusznie wskazuje na autobiograficzny charakter piosenki, ale Elton John napisał tylko muzykę, a tekst Tom Robinson z poprzedniego utworu na liście. Ze słów nie można domyślić się płci adresata tej miłosnej piosenki, ale teledysk nie pozostawia wątpliwości, że jest to szkolny kolega. Wideoklipu nie wyemitowała żadna stacja telewizyjna, co uchroniło Zjednoczone Królestwo przed upadkiem.

Idoli – Retko te viđam sa devojkama (1981) Jugosłowiańska, a dokładniej serbska piosenka, w Polsce znana jest z dość wiernego tłumaczenia Rzadko widuję cię z dziewczętami z płyty Yugoton. Życzliwy kolega rzadko widzianego z dziewczynami bohatera piosenki ostrzega go: wokół ciebie są chłopcy (decaci), fajni (fini) są, ale wiedz (znaj), plotki się szybko rozchodzą, a kiedy puknu (?), będzie koniec (kraj). Drugie nagranie piosenki, wydane z drugiej strony singla Maljciki, odznacza się absolutnie genialnymi pomysłami produkcyjnymi Gorana Bregovica, wtedy lidera konkurencyjnego zespołu jugosłowiańskiej nowej fali, chorwackiego Bijelo Dugme. Twórcom polskiej wersji tak się te pomysły spodobały, że odtworzyli je jeszcze wierniej, niż treść utworu.

Bronski Beat – Why? (1985) Piosenka Bronski Beat Smalltown Boy była już na liście mądrych kawałków z lat osiemdziesiątych, więc zamiast niej wrzucam Why? – mniejszy przebój, za to bardziej bezpośrednio mówiący o homoseksualizmie i homofobii. Wokalista Jimmy Sommerville pyta, dlaczego właściwie będąc gejem, automatycznie zasługuje na potępienie albo pobicie. Nazwa Bronski Beat nie świadczy o polskich korzeniach zespołu, a wynika z pseudonimu „Steve Bronski”, który wymyślił sobie założyciel zespołu. Nasi europosłowie już wielokrotnie protestowali w tej sprawie, sugerując stosowanie zmodyfikowanej nazwy Bronson Beat.

No cóż, to tyle. Jeśli macie jakieś niebędące Mylene Farmer propozycje na listę, to dawajcie w komentarzach.

Pic: Caspar David Friedrich – Dwaj mężczyźni kontemplujący księżyc (1819), Wikimedia Commons

Top 6: niebo

20/12/2012

Hieronim BoschDziś umieramy i idziemy do nieba – po polsku, niemiecku, łacinie, bez słów i dwa razy po angielsku. Nie będzie Knockin’ On Heaven’s Door, a Stairway To Heaven będzie, ale inne.

Talking Heads – Heaven (1979) Wizja Talking Heads nie jest za wesoła, bo niebo (pod postacią baru o takiej nazwie) jest nieskończenie powtarzalne i nic się w nim nie dzieje:  Zespół w Niebie / gra mój ulubiony song / gra go jeszcze raz / gra go całą noc. Cały obrazek kojarzy mi się z opowiadaniem Pizzeria „Kamikaze” Etgara Kereta (dzięki, Jakuzz), gdzie specjalne „niebo” dla samobójców ma formę nudnej pracy w pizzerii.

Gustav Mahler – IV symfonia – cz. IV (1900) W ostatniej część IV Symfonii Mahlera sopranistka opowiada o niebie, jakie wyobraża sobie dziecko. Raj jest tu czymś w rodzaju gospodarstwa wiejskiego, w którym pomagają anioły i rozmaici święci – św. Piotr łapie ryby, a św. Marta jest kucharzem.

Obywatel G.C. – Skończymy w niebie (1988) Chyba najbardziej niepokojący utwór na liście. W tym niebie „nikt nam w mózgu już nie grzebie”, co chyba należy rozumieć jako ucieczkę od ówczesnego systemu politycznego.

Gabriel Faure – Requiem – In Paradisum (1893) Wstrząsająco piękne zakończenie wstrząsająco pięknego utworu. Nagranie Requiem z 1938 roku można legalnie pobrać z CHARM.

The Tiger Lillies – Heaven to Hell (1998; dzięki, Boatman)  Podmiot liryczny jest niezadowolony z pobytu w niebie. Jesus, he plays the guitar / he sounds like Joni Mitchell / I thought I’d be happy in heaven / but in in fact I’m as unhappy as hell (Jezus gra na gitarze / śpiewa jak Marek Grechuta / myślałem, że w niebie jest fajnie / ale jest raczej do dupy).

Allan Gray – A Matter of Life and Death OST – „The Stairway to Heaven” (1946) Na koniec fragment muzyki z brytyjskiego filmu A Matter of Life and Death (Sprawa życia i śmierci) towarzyszący scenie z ruchomymi schodami prowadzącymi do dzisiejszego tematu. Bardzo prosta rzecz:  najpierw hipnotyczny motyw na fortepianie, potem wchodzi coś, co brzmi jak fagot. Sprawa życia i śmierci to niesamowity i (moim zdaniem) wybitny film. A ponieważ prawa autorskie wygasły, to można go sobie obejrzeć legalnie, np. na YouTube.

Obraz: Hieronim Bosch – Wizje sądu ostatecznego: Wzniesienie błogosławionych do raju (z Wikimedia Commons)

Jeśli macie swoje propozycje utworów o niebie (albo przemyślenia na temat tych zamieszczonych we wpisie), to zachęcam do komentowania.

Rząd się sam wyżywi

09/11/2012

W piosence Don’t Worry About the Government z pierwszego albumu Talking Heads, wokalista David Byrne wciela się w rolę pracownika rządu. Radośnie opowiada o szyszkach na szosie, które widzi w drodze do pracy,  o tym, że niektórzy urzędnicy są dla niego jak rodzina, że wybrał sobie fajny budynek na biuro i że można go odwiedzać, bo dla znajomych zawsze znajdzie czas. W refrenie zaś uspokaja wszystkich, którzy przejmują się polityką i rządem, słowami „don’t you worry about me / I wouldn’t worry about me”, co można by przetłumaczyć na polski, ale zniknęłaby wtedy część (to słowo musiało się w końcu pojawić) ironii.

♪ Fajne wykonanie Don’t Worry About the Government w TV (program Old Grey Whistle Test)

Jakiś krytyk wytknął Talking Heads dobór tematów piosenek, a konkretnie, że śpiewają o budynkach (czyli właśnie Don’t Worry…) i jedzeniu (nie wiem, o którą piosenkę chodzi). W każdym razie zespołowi tak się to spodobało, że drugą płytę nazwali More Songs About Buildings and Food. A wśród ich kolejnych tekstów był jeden o tym, że zwierzęta się z nas śmieją (Animals), jeden o kręceniu amatorskich filmów wideo (Found a Job) oraz kawałek o człowieku z radiem w głowie (Radio Head – tak, to stąd wziął nazwę popularny zespół).

Zdjęcie Jean Louc Ourlin (CC)

Top 6: Zakląłeś mnie w gotyk

05/09/2012

Rock gotycki, gdyby ktoś nie wiedział, to podgatunek nowej fali (post-punka), w którym chodzi o to, żeby było mrocznie. Nazwa nie pochodzi od katedr, ani od sympatycznego wschodniogermańskiego plemienia Gotów, ale od dziewiętnastowiecznej literatury gotyckiej (patrz: Poe). Poniżej wybór najlepszych piosenek gatunku, raczej z jego początkowego okresu, bo potem zrobiło się już trochę za śmiesznie.

Bauhaus – Bela Lugosi’s Dead (1979) Najprawdopodobniej pierwszy singel rocka gotyckiego. Tematem tej przydługiej piosenki jest mocno podkoloryzowana scena śmierci najsłynniejszego odtwórcy roli Draculi.  W tekście wielokrotnie pojawia się kluczowe w horrorach słowo „undead”, oznaczające coś w rodzaju żywego trupa, a niemające odpowiednika w języku polskim (moja propozycja: żmarły). Czyli Bela Lugosi nigdy nie będzie „dead,” a co najwyżej „undead”.

Siouxsie and the Banshees – Christine (1980) Tekst piosenki zainspirowany jest filmem Trzy oblicza Ewy – opartej na faktach historii o przypadku tzw. osobowości mnogiej. Mostek piosenki zaś zainspirowany jest ewidentnie Beatlesami. Siouxsie and the Banshees to jeden z najważniejszych zespołów rocka gotyckiego, punka, post-punka i rocka alternatywnego w ogóle. A składanka pierwszych dziesięciu singli zespołu Once Upon a Time (gdzie znajdziecie m.in. Christine) rozłoży Was na łopatki.

The Cure – One Hundred Days (1982) Kto zna The Cure tylko z Friday I’m In Love, niech lepiej wyjdzie teraz z pokoju. One Hundred Years, atakiem brzmiącej jak automat perkusji, rozpoczyna Pornography – najbardziej ponury album od czasu wydanego, yyy, dwa lata wcześniej  Closer Joy Division. Po Pornography na podobne uczucie rozpaczy i przygnębienia melomani musieli czekać aż do roku 1997, kiedy Natalia Kukulska wydała singel Im więcej ciebie tym mniej.

Cocteau Twins – Lorelei (1984) Szkocki zespół Cocteau Twins dość szybko odszedł od rocka gotyckiego na rzecz muzyki mniej mrocznej, a bardziej, jak to się mówi, onirycznej. Nowo powstały podgatunek zyskał miano dream pop, a za jego najwybitniejsze dzieło uważa się album Treasure Cocteau Twins. Promujący go singel Lorelei powinien, sądząc po tytule, opowiadać o legendarnej skale nad Renem. Ale o niej nie opowiada, bo tekst ma zupełnie bez sensu i w sumie dobrze, że w śpiewie Elisabeth Fraser nie można rozróżnić słów.

Sisters of Mercy – Adrenochrome (1982) Tej przebojowej grupy (podobnie zresztą jak Bauhaus) trochę trudno słuchać na serio. Lider Andrew Eldritch chyba też nie podchodził do sprawy zupełnie poważnie, skoro automat perkusyjny uczynił oficjalnym członkiem zespołu i nadał mu nazwisko, a nawet tytuł naukowy: Doktor Avalanche. Nazwy zespołu i automatu pochodzą od piosenek Leonarda Cohena, który był goth długo przed goth.

Tubeway Army – Down In The Park (1979) Bardziej to new romantic ew. pradziad-industrial niż rock gotycki, ale kwalifikuje się na listę ze względu na czas powstania, punkowe korzenie zespołu oraz straszność tematyki. Tekst nie jest do końca zrozumiały, bo stanowi zaledwie część antyutopijnej opowieści koncept-albumu Replicas, ale generalnie chodzi o park, w którym maszyny zabawiają się w zabijanie i torturowanie ludzi. Lider zespołu Gary Numan został uznany za jednego z ojców-założycieli industrialu, a Down in the Park wykonywali m.in. Nine Inch Nails i Marylin Manson.

Jeśli macie jakieś inne dobre przykłady rocka gotyckiego z klasycznego okresu, to dawajcie. Szczególnie ciekaw jestem ewentualnych nieanglojęzycznych przejawów gatunku. Na wszelki wypadek przypominam, że Closterkeller i XIII Stoleti nie są zespołami z klasycznego okresu rocka gotyckiego, tylko z nie wiem jakiego.

Obrazki z Wikimedia Commons – rudawka (aka latający lis, nawiasem mówiąc wspaniałe zwierzę) z Popular Science Monthly, 1875, gacek z Kunstformen der Natur, 1904, pani w kostiumie z magazynu satyrycznego Fliegende Blatter, 1882.

Top 6: Mniej znane perły polskiej nowej fali

03/06/2012

Do kolekcji brakuje Brombie tylko singla Madame

Polska muzyka nowofalowa (czy, jak kto woli, post-punkowa) lat osiemdziesiątych była wspaniała. Nie tylko wspaniała, ale i popularna, bo z jakiegoś powodu, pewnie przez sytuację w kraju, ludzie chcieli słuchać dobrej muzyki z dobrymi tekstami. W latach dziewięćdziesiątych sytuacja w kraju się poprawiła, za to jakość słuchanej muzyki raczej odwrotnie. Może po prostu gust publiczności, wraz z ustrojem, dostosował się do norm demokratycznego świata.

Wszyscy znają takie arcydzieła gatunku, jak Raz-dwa, raz-dwa albo Kombinat. Oto sześć mniej znanych, a dobrych przykładów polskiej nowej fali.

Maanam – Kreon (1986) Zainspirowana znaną i lubianą lekturą szkolną pt. „Antygona” ultramroczna opowieść o złym królu. Był to oczywiście zawoalowany protest przeciw ówczesnym władzom. Kreona znajdziecie na płycie Mental Cut, której lepiej nie pomylić z jej żenującą anglojęzyczną wersją Wet Cat.

Voo Voo – Opowieść o ginie I (1989) Z środy na czwartek – płytę, którą otwiera ten dynamiczny kawałek, lubię jeszcze bardziej niż dwa bardziej uznane dzieła wczesnego Voo Voo, czyli Voo Voo i Sno-powiązałkę. Dostępne obecnie wydanie CD, wobec braku oryginalnych taśm, zostało zgrane z płyty winylowej – sądząc po brzmieniu, przez kogoś kto nigdy w życiu tego nie robił.

Lech Janerka – Bomb (1987/89) Dziwny, nawet jak na Janerkę, tekst o męskiej formie bomby. Bomb pochodzi z płyty Piosenki, w której historii prosty był tylko tytuł. W trakcie nagrań zmarł perkusista, a potem z różnych powodów (m. in. cenzury) płyta dwa lata czekała na wydanie. Wznowienia na CD brak, bo zaginęły taśmy. Ktoś zgrał winyl i puścił w internet – brzmi średnio, ale i tak lepiej niż „remastering” wspominanej płyty Voo Voo.

Obywatel G.C. – Podróż do ciepłych krajów (1988) Jest to najbardziej odjechany utwór na płycie Tak! Tak! – a konkurencję ma tam niezłą. Wychodzi poza formułę brzmieniową nowej fali, choćby dzięki gościnnemu występowi sopranistki operowej Agnieszki Kossakowskiej.

Madame – Może właśnie Sybilla (1985) Pisząc we wstępie  „z dobrymi tekstami” miałem na myśli „prawie zawsze dobrymi”, bo ten akurat, to jakieś wyżyny grafomanii. Piosenkę umieściłem na liście bo jest bezpretensjonalnie przebojowa oraz ze względu na osobę wokalisty – przyszłego twórcy takich diamentów jak Moja baby, Here I Am oraz Baśka.

Kora i Püdelsi – Hoża Moyra (1988) Püdelsi wykonywali na początku istnienia głównie utwory zespołu Düpą, na gruzach którego powstali.  Ich wokalistą już w latach osiemdziesiątych był Maciej Maleńczuk, ale na pierwszej płycie większość piosenek zaśpiewała gościnnie Kora. Teksty lidera Düpą Piotra Marka nieco odbiegały od tego, co zwykle śpiewała wokalistka Maanamu, np. Wyje w kłębach dymu rozchełstana zdzira / o miłości śpiewa w hotelowych wyrach / na pulsie bidetu (??) i nadziei że jutro / zabiją tysiąc kretów – będzie miała futro.

Jeśli macie jakieś ulubione polskie piosenki nowofalowe, to mój asystent >> << chętnie wysłucha Waszych komentarzy.

Plagiaty, Inspiracje, Sample, Kowery: Tomek w krainie prochów

08/04/2012

Na początku utworu Ashes to Ashes (1980) David Bowie śpiewa: Do you remember a guy that’s been / in such an earlier song. Tym gościem jest niejaki Major Tom z pierwszego hitu Bowiego, Space Oddity (1969). W Space Oddity Major Tom jest astronautą, a piosenka stanowi zapis jego rozmowy z kontrolą lotu. W Ashes to Ashes z naszym bohaterem stało się coś złego – zaczął brać narkotyki i co ciekawe, nie może przestać.

Temat Ashes to Ashes nie był przypadkowy, bo Bowie zbierał się wtedy po ostrym narkotykowym nałogu, który trwał chyba większość część lat siedemdziesiątych. Mógł więc powiedzieć „Pan Tom to ja”. Dodam jeszcze, że piosenkarzowi udało się zerwać z dragami i w następnej dekadzie nagrać najgorszą muzykę w całej karierze.

Ashes to Ashes to jednak nie jedyna piosenka zainspirowana Space Oddity. W 1983 Niemiec Peter Schilling wydał singel Major Tom (Völlig losgelöst), w którym bohaterem jest ten sam astronauta. Utwór zawiera jeden z najbardziej przebojowych refrenów w historii Neue Deutsche Welle, a może i w historii całej Popmusik.

O innych przypadkach nawiązań do mjra Toma możecie poczytać w Wikipedii.

Królowa nie żyje

28/04/2011

Z okazji ślubu księcia Williama polecam dziś piosenkę The Smiths pt. The Queen Is Dead. Partia gitary zasługuje na jakąś nagrodę Złotego Piórka, a oprócz tego jest jeszcze całkiem niezły, chociaż nie całkiem zrozumiały tekst. Zawiera on takie oto pytanie do Księcia Walii: Karolu, czy nie marzysz czasami / by na okładkach gazet zwanych tabloidami / pojawić się w welonie mamy?

Radzę zrobić dwie rzeczy: 1) poważnie zastanowić się nad powyższym pytaniem, 2) posłuchać całego albumu The Queen Is Dead pięćdziesiąt razy.

♫ LINKI:

♪ Świetne wykonanie na żywo

♪ Teledysk Dereka Jarmana

Top 6: Zimno

27/12/2010

Dziś sześć świetnych piosenek na różne sposoby powiązanych z temperaturami poniżej zera. Czyli o śniegu, lodzie, szronie, szadzi i zwierzętach polarnych. Kolejność przypadkowa: (more…)