Archive for the ‘Poważna’ Category

top 5: arie operowe, które musisz znać

02/09/2018

Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam nie znać tytułu lub kompozytora popularnej arii operowej i w rezultacie narazić się na ostracyzm? Poniższa lista ma na celu zapobiec takim przykrym sytuacjom.

Mozart – Der Hölle Rache z Czarodziejskiego fletu (1791) Nazywana jest też Arią Królowej Nocy, a jej właściwy tytuł oznacza „piekielną zemstę” która „gotuje się w sercu” złej królowej baśniowej krainy. Nie znam kontekstu arii w treści całej opery, ale mam nadzieję, że powyższe informacje wystarczą, żeby się nie zbłaźnić np. przed przyszłymi teściami.carmen.jpeg

Verdi – La donna è mobile z Rigoletto (1851) Tytułowa mobilność kobiety oznacza jej domniemaną niestałość, a nie, jak można by pomyśleć, możliwość awansu społecznego lub posiadanie roweru.

Bizet – Habanera z Carmen (1875) „Habanera” to rodzaj tańca z Hawany, ale akcja opery rozgrywa się w Sewilli, gdzie bohaterka pracuje w fabryce papierosów. Mimo hiszpańskojęzycznego pochodzenia słowa i francuskojęzyczności opery, pierwsze „h” w „Habanerze” jest w języku polskim, zdaje się, wymawiane. Podczas długich poszukiwań informacji co do tego „h”, dowiedziałem się, że nie jest ono wymawiane w przypadku rodzaju papryki „habanero” oraz, że w ogóle jest taka papryka.

Puccini – Nessun dorma z Turandot (1926) Tę podniosłą arię (i wykonawcę Luciano Pavarottiego) rozsławiło użycie jej jako oficjalnej pieśni piłkarskich MŚ Italia ’90. Tytuł oznacza „nikt nie będzie spał” i wiąże się ze skomplikowaną fabułą (coś o chińskiej księżniczce), której nie pamiętam, ale to nieważne, skoro wpis ma jedynie zapobiec kompromitacji Czytelnika podczas kolacji z ważnym klientem.

norma callasBellini – Casta Diva z Normy (1831) Wbrew tytułowi, Norma nie opowiada o przodownikach pracy, ale o trójkącie miłosnym na peryferiach Imperium Rzymskiego. Casta diva oznacza „czystą bogini” – księżyc, do którego ta dramatyczna aria jest modlitwą. Tak się pięknie składa, że popularność słowa „diva” zawdzięczamy w dużej mierze śpiewaczce kojarzonej z Casta diva i będącej zarazem uosobieniem divy, Marii Callas.

No. To teraz, jeśli tylko rozmowa nie zejdzie na arie nieco mniej znane albo na operowe duety czy chóry, Wasza pozycja towarzyska i zawodowa jest uratowana.

Okładki z Discogs

 

Reklamy

Ravel i Debussy reklamują harfy

25/07/2018
ernest hebert.jpg

„Proszę o pomoc, włosy wplątały mi się w struny”

Muzyka klasyczna, wbrew moim nadziejom, nie okazała się obfitować w utwory, które ktoś bardziej pretensjonalny mógłby nazwać eterycznymi i które pasowałyby do lubianych przeze mnie secesyjnych i prerafaelickich obrazów z paniami o rozwianych włosach. Ale kilka takich się na szczęście znalazło. Utworów, nie pań.

Czołowe miejsce zajmuje wśród nich Introdukcja i allegro (1905) Maurice’a Ravela. Utwór trwa nieco ponad dziesięć minut i rozpisany jest na rzadkie, niestety, połączenie instrumentów: harfę, flet, klarnet oraz kwartet smyczkowy. No i jest piękny i eteryczny, jak te prerafaelickie panie.

Ravel napisał Introduction et allegro na zlecenie producenta instrumentów Érard, który pragnął zademonstrować możliwości swojej super harfy z pedałami. Ze strony firmy była to odpowiedź na Danse sacrée et danse profane Claude’a Debussy’ego, napisanej rok wcześniej na zlecenie Pleyel-Wolff – producenta harf bez pedałów, za to z większą liczbą strun. Taniec religijny i taniec świecki mają podobne zalety, co Introdukcja Ravela. Różnią się tym, że gra je harfa z orkiestrą smyczkową i mają odrobinę dalekowschodnie brzmienie (japonizm był wtedy w modzie).

Introdukcja i Tańce zdają się potwierdzać opinię entuzjastów wolnego rynku, że konkurencja przedsiębiorców jest motorem wszelkiego dobra. Zastanawiam się teraz tylko, czy historia ich powstania pozwala zaliczyć je do popularnej kategorii „muzyka z reklam”.debussy ravel.jpg

Dodatkowe linki:

Oba utwory plus niesamowita Sonata na harfę, flet i altówkę Debussy’ego (harfa: Jean-Pierre Rampal), nagranie z 1958 r. na Spotify (polecam zbiory Bibliothèque nationale de France na Spotify, wystarczy wyszukać „label:bnf” plus ew. dodatkowe terminy)

Obrazek: Antoine Ernest Ebert „Muza w dalmatyce grająca na harfie” aka „Spacjo, muza blogerów”, ok. 1880

Top 5: Wenus

07/05/2018

venera14

Z okazji tego, że Wenus znowu świetnie widać na niebie, pięć utworów muzycznych powiązanych z drugą planetą od Słońca, a zarazem bogini miłości i piękna oraz patronką chorób wenerycznych.

Shocking Blue – Venus (1969) To holenderski zespół Shocking Blue stworzył pierwszą wersję znanego przeboju z wyszukanym rymem I’m your Venus, I’m your fire, at your desire (tłum. Jam twą Wenus, jam twym ogniem, grzesz swobodnie) Autorzy piosenek częściej kojarzą Wenus z boginią miłości niż z obiektem astronomicznym. Być może to dlatego, że trudniej jest napisać piosenkę o planecie niż o bogini. Albo dlatego, że światem nadal rządzą ciemnota i zabobon.

1024px-Sandro_Botticelli_-_La_nascita_di_Venere_-_Google_Art_Project_-_edited

Sandro Botticelli – „Goła babka”

Respighi – La nascita di Venere (1927) Piękny poemat symfoniczny Narodziny Wenus  Ottorino Respighiego zainspirowany jest obrazem Sandro Botticellego o tym samym tytule. Mitologia była popularnym tematem malarskim, stanowiła bowiem doskonały pretekst do rysowania gołych babek.
Obraz przedstawia Wenus świeżo po narodzinach z piany morskiej. Nie zdołałem sprawdzić, co sądzą o tym znawcy starożytnego Rzymu, ale podejrzewam, że historię o urodzeniu bogini przez morze zainspirował fakt, że planeta Wenus przez parę miesięcy w roku, jako tzw. gwiazda poranna, wschodzi nad horyzontem zaraz przed świtem.
Planety ewidentnie były ważne dla tzw. starożytnych. To dzięki temu mamy siedem dni tygodnia – od siedmiu „planet”, czyli pięciu planet widocznych gołym okiem, Słońca oraz Księżyca. W wielu językach nazwy dni odpowiadają bóstwom kojarzonych z tymi planetami. Wenus pojawia się często w nazwie piątku, w języku włoskim jako venerdi, we francuskim vendredi, a w hiszpańskim viernes. Germański odpowiednik Wenus to Freja, dzięki której mamy angielski Friday, niemiecki Freitag oraz Anni-Frid z Abby.

Barack_Obama_looks_at_the_moon_and_Venus

Ostatni uznawany przez Placówkę postępu prezydent USA patrzy na Księżyc i Wenus

Holst – The Planets: Venus (1916) Brytyjski kompozytor Gustav Holst stworzył całą suitę zainspirowaną planetami Układu Słonecznego. Jej najbardziej znane części to wojenny Mars i przebojowy Jowisz. Spokojna i tajemnicza Wenus jest mniej słynna, ale też niczego sobie.
Stosunkowo niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak łatwo jest obserwować planety. Wystarczy sobie zgooglować „planety na niebie teraz”, a potem szukać w odpowiednich okolicach nieba kropki, która świeci stałym światłem, zamiast, jak każda przyzwoita gwiazda, migotać. Najbardziej spektakularna jest właśnie Wenus, która bywa jaśniejsza od Księżyca. Pewnie przez to śliczne lśnienie została patronem miłości i piękna.
W utworze Holsta utwór jej poświęcony otrzymał podtytuł Zwiastunka pokoju, a nie miłości ani piękna, ponieważ tym jest według astrologów. Kompozytor inspirował się przede wszystkim astrologią, a nie astronomią. Trochę to rozczarowuje, no bo spodziewa się człowiek natchnienia nauką, a tu znowu duby smalone.

The B-52’s – 53 Miles West of Venus (1980) Jedyny na liście utwór, gdzie Wenus jest wyłącznie ciałem astronomicznym – niestety nie bez zarzutu w kwestiach naukowych. Cały tekst piosenki to słowa 53 mile na południe od Wenus, a przecież w skali planetarnej 53 mile to za mało, żeby być „na południe” od planety, no i trzeba znajdować się na jakiejś planecie, żeby w ogóle móc powiedzieć „na południe”. Pionierski nowofalowy zespół B-52’s inspirował się amerykańskim science-fiction lat 50-tych, co może tłumaczyć owo luźne podejście muzyków do poprawności naukowej oraz do logiki w ogóle.

An_Earth_Man_on_Venus_78545.JPG

Literatura, z której wiedzę czerpali zapewne B-52’s

Television – Venus (1977) Raz na jakiś czas któraś z płyt polecanych przez hipsterskie portale faktycznie okazuje się dobra. Przykładem tego może być album Marquee Moon nowojorskiego, art-punkowego zespołu Television, zawierający m. in. piosenkę Venus. Wokalista śpiewa w niej, że wpadł w ramiona Wenus z Milo. Jak widać, trzeba orientować się trochę w sztuce, aby docenić paradoks opisywanej sytuacji. To pewnie stąd określenie „art-punk”.

Jeśli znacie inne interesujące piosenki o Wenus, to piszcie w komentarzach. Jeśli zlokalizujecie Wenus na niebie, też możecie napisać.

Zdjęcie u góry wpisu zostało zrobione przez radziecką sondę Wenera-14. Lepszych zdjęć z powierzchni planety nie ma, ponieważ aparatura nie mogła dłużej niż kilkadziesiąt minut wytrzymać wenusjańskiego gorąca i ciśnienia. Wenus nieźle się prezentuje z daleka, ale trudno tam dłużej wytrzymać. Każdy z nas zna takie miejsca.

Obrazki ze strony NASA (pierwszy) i Wikimedia Commons (reszta)

 

top 5: zakamuflowana muzyka klasyczna vol. 2

22/01/2018

Poprzedni wpis o muzyce klasycznej ukrytej w piosenkach pop nie wyczerpał tematu. Oto kolejne przykłady przemycania klasyki w muzyce popularnej.

Lamb – Gorecki Okej, to może nie przemycanie, bo tytuł wszystko zdradza. Ta dość popularna w swoim czasie trip-hopowa piosenka wykorzystuje w podkładzie pierwszą część III symfonii Henryka Mikołaja Góreckiego (1976). Ten żałobny utwór był największym światowym hitem polskiej produkcji od czasu Chopina (którego największy przebój, co ciekawe, też był żałobny).

Warren G – Prince Igor (1998) Tutaj też specjalnie się nie kryją z inspiracją, bo już z tytułu dowiadujemy się, że to coś z Kniazia Igora, opery rosyjskiego chemika, a w czasie wolnym kompozytora, Aleksandra Borodina. Samplowany fragment to łagodna część Tańców połowieckich, największego przeboju z całej opery. Nie będę mówił co dokładnie myślę o utworze Prince Igor, ale C U When You Get There Coolio, inna piosenka hip-hopowa samplująca klasykę, wydaje się przy nim arcydziełem kalibru Braci Karamazow.
Ta sama melodia była już wcześniej wykorzystywana w muzyce popularnej, m. in. w piosence Stranger in Paradise (1953), najbardziej znanej w wykonaniu Tony’ego Bennetta. Stranger in Paradise pochodzi z pseudo-orientalnego musicalu Kismet, który wykorzystuje różne melodie Borodina. Tak, pseudo-orientalny musical z melodiami rosyjskiego kompozytora. Nie sprawdzałem innych fragmentów Kismet, ale Stranger in Paradise stanowi mocny kontrargument wobec twierdzeń, że dawniej były lepsze piosenki.

Elvis Presley – I Can’t Help Falling In Love (1961) Przebój Elvisa bazuje na pieśni Plaisir d’amour (1784) francuskiego kompozytora Jeana Paula Martiniego. Plaisir d’amour jest przykładem tego, jak umownymi terminami są „pop” i „poważna”, choćby dlatego, że jeszcze przed Elvisovską przeróbką była wykonywana przez rozmaitych wykonawców popowych. W tym przypadku akurat bardziej podoba mi się przebój Elvisa niż osiemnastowieczny oryginał. Byle tylko nie musiałbym go już nigdy usłyszeć w najntis-pop-reggaeowego wykonania grupy UB 40, twórców którego sądzi obecnie specjalnie w tym celu powołany trybunał ONZ.

Julie Covington (ew. Madonna) – Don’t Cry for Me Argentina (1976, Madonna 1997) Przebój z  musicalu Evita, opowiadającego o słynnej pierwszej damie Argentyny Evie Perón. Melodia fragmentu All through my wild days / my mad existence ewidentnie pochodzi z trzeciej części Koncertu skrzypcowego Johannesa Brahmsa (1878).
Jako ciekawostkę dodam, że na peronie dworca PKP w Radomiu był kiedyś kiosk z napisem PERON. Nad nim można było dostrzec o wiele mniejszy wyraz Eva, co pozwalało odczytać pełną nazwę sklepiku.

Queen – We Will Rock You (1977) Czasami wydaje się, że to stadiony zostały wybudowane dla tej piosenki, a nie piosenka napisana do śpiewania na stadionach. Melodia nośnego refrenu jest podejrzanie podobna do fragmentu Fanfare for the Common Man (1942) amerykańskiego kompozytora Aarona Coplanda, utworu napisanego ku pokrzepieniu serc podczas II wojny światowej. Fanfara dla zwykłego człowieka została potem włączona do finału III symfonii (1946) Coplanda i w tej, moim zdaniem, ciekawszej wersji (i do tego pod batutą samego kompozytora) usłyszycie ją w linku. Posłuchajcie sobie – każdy czasem potrzebuje chleba, igrzysk oraz fanfary.Wszystkie okładki z Discogs.

top 5: zakamuflowana muzyka klasyczna

16/10/2017

Niektórzy twierdzą, że boją się muzyki klasycznej i jej unikają. Mam dla nich złą wiadomość: klasyka i tak czasem ich dopada, zamaskowana pod niewinną postacią przebojów pop. Poniżej pięć przykładów używania „poważnych” melodii w  szlagierach muzyki popularnej.

Procol Harum – A Whiter Shade of Pale (1967) Śliczna partia organów Hammonda  Bielszego odcienia bladego, to nieco zmieniona melodia Arii z III suity orkiestrowej (ok. 1730) Jana Sebastiana Bacha. Utwór Bacha znany jest też jako Aria na strunie G, ponieważ pod koniec XIX wieku skrzypek August „To nie literówka” Wilhemj zaaranżował go tak, aby główną melodię móc zagrać na jednej, najniższej strunie skrzypiec. Nie pytajcie, po co – może miał tylko jedną.

Coolio – C U When U Get There (1997) Ten pop-rapowy przebój oparty jest na melodii Kanonu D-dur (1680) Johanna Pachelbela. Oczywiście w barokowym oryginale nikt nie rapował, a gdyby rapował, to pewnie byłoby to coś w stylu: codziennie dla Pana / ja gram na organach.

Yanni – Aria (1989) Utwór greckiego maga syntezatora oparty jest na Duecie kwiatów z opery Lakmé (1882) Leo Delibesa. Akcja opery rozgrywa się w Indiach, zgodnie z ówczesną modą na orientalizm. Duet kwiatów, zwany też Sous le dôme épais (Pod gęstą kopułą) śpiewany jest przez tytułową bohaterkę i jej służącą podczas, czego się być może nie spodziewaliście,  zbierania kwiatów. Sous le dôme épais nie rozsławiło samo nagranie Yanniego, w końcu to artysta znany głównie wśród syntezatorowych koneserów, ale reklama British Airways, w której użyto jego wersji. Przedtem najbardziej znanym fragmentem Lakmé była Aria dzwonków.

Sting – Russians (1984) Część podkładu Russians Sting wziął od Sergieja Prokofiewa. Chodzi o Pieśń ze suity muzyki do komedii Porucznik Kiże (1934). Ten orkiestrowy fragment nazywa się Pieśń, bo w filmie była to faktycznie pieśń. Traktujący o zimnej wojnie tekst Russians Sting napisał sam, chociaż co niektóre rymy i metafory każą się zastanawiać, czy aby nie podwędził go jakiemuś licealiście.
Sting najwyraźniej lubił Prokofiewa, bo wystąpił też jako narrator w jednym z licznych nagrań jego utworu dla dzieci Piotruś i wilk. Rosyjski kompozytor zdaje się być wyjątkowo popularny wśród artystów pop, bo narratorem Piotrusia i wilka był również David Bowie, a najsłynniejszą melodię Prokofiewa – Taniec rycerzy z baletu Romeo i Julia – samplowała Sia (Taken for Granted, 2000) i Robbie Williams (Party Like a Russian, 2016). Ta druga piosenka ma rymy podobnej jakości, co Russians, ale w tym przypadku to chyba celowe.

Eugeniusz Bodo – Umówiłem się z nią na dziewiątą (1937) Jeśli nawet o wszystkich poprzednich piosenkach mogliście powiedzieć: „Phi, wiedziałam” lub „E, wiedziałem”, to tej pewnie się nie spodziewaliście. Ale refren Umówiłem się z nią na dziewiątą ewidentnie pochodzi z arii Non piu, andrai farfallone amoroso z opery W.A. Mozarta Wesele Figara (1786).
A tak przy okazji – jeśli nie oglądaliście jeszcze komedii Piętro wyżej, z której pochodzi przebój Bodo, to na co jeszcze czekacie?

Jak widać, trafić na muzykę klasyczną można wszędzie, a jeśli ktoś się jej boi, to lepiej w ogóle niczego nie słuchać. Ale wtedy i tak przewalone, bo okaże się, że po prostu słuchamy cały czas 4’33” Johna Cage’a.

Obrazki: okładka albumu z Lakmé (zauważcie „gęstą kopułę jaśminu”) z Rateyourmusic; okładka Prokofiewa z Discogs; plakat Piętro wyżej nie wiem skąd.

 

top 5: Sibelius

30/07/2017

Jeśli lubicie lasy, jeziora oraz ptactwo, to fiński kompozytor Jean Sibelius (1865-1957) jest dla Was. Oto pięć fragmentów, które polecam, jeśli chcecie poznać najważniejszego, do pojawienia się gitarzysty A-ha Påla Waaktaara, skandynawskiego kompozytora.

Finlandia (1899)  – Największy przebój Sibeliusa, powiązany z fińskim ruchem niepodległościowym. Trochę mamy tu ładnych fragmentów, mających oddać piękno Finlandii, a trochę ram-param-param, mających oddać parcie ku niepodległości. Mniej więcej w połowie utworu usłyszycie najlepszą partię trójkąta w bogatej historii tego instrumentu. Całkiem fajna ta Finlandia, chociaż na mnie większe wrażenie robi Sibelius w następnej pozycji na liście.

Łabędź z Tuoneli (1895) Tuonela to w fińskiej mitologii kraina umarłych, a poemat symfoniczny Sibeliusa przedstawia, wyjątkowo skutecznie i tajemniczo, łabędzia płynącego po owej krainie. Jeśli dobrze sprawdziłem, to ten łabędź jest strażnikiem krainy umarłych, jak pies Cerber Hadesu albo pies Kajtek posesji Malinowskich. Dobre jako soundtrack do chodzenia nocą po lesie w poszukiwaniu mitycznego kwiatu paproci lub równie mitycznej szyszki mchu.

Suita Karelia – III Alla Marcia (1893) Teraz coś szybszego i jeszcze bardziej przebojowego. Renifery ciągną nasze sanie przez fińską krainę Karelię, łabędzie uciekają spod płóz.

Valse Triste (1904) Fragment muzyki do sztuki Kuolema (Śmierć) autorstwa szwagra Sibeliusa. Tytuł oznacza „smutny walc” i w sumie dobrze opisuje utwór (który jest smutnym walcem).

V symfonia: Finał (1919) Ostatnia część V symfonii zawiera jedną z najgenialniejszych melodii muzyki klasycznej. Kompozytora zainspirował widok wzbijających się do lotu łabędzi (ale nie z Tuoneli). A melodia Sibeliusa z kolei, zainspirowała całkiem sporo piosenek pop, o czym możecie poczytać na Wikipedii. Ciekawym przykładem tych inspiracji jest Since Yesterday (1985) szkockich pionierek japońskiego stylu gothic lolita Strawberry Switchblade.

Tyle Jeana Sibeliusa na początek. Czasami za dużo pił, ale jak trzeźwiał, to pisał ładne, tajemnicze kawałki. Trochę jak Morrisson, tylko bardziej wąsaty i z pięć razy dłużej żył.

Okładka chyba z Discogs, reniferki z Wikimedia Commons, Sibelius też z Wiki.

Klasyczna Telewizja Muzyczna 1

18/01/2017

poster_turandotKlasyczna Telewizja Muzyczna to nowa seria wpisów, w której bawię się w VJ-a. Robię prawie godzinną playlistę przebojów muzyki klasycznej na YouTube, a tutaj dopisuję pouczający i zabawny komentarz. Żeby było bardziej jak telewizja, będą to przed wszystkim filmy z występów (w tym wpisie raczej starych, potem zobaczę), a nie klipy z samym audio.

Oto link do playlisty Klasyczna Telewizja Muzyczna 1. Życzę miłego oglądania. A w programie:

• Zaczynamy od tzw. mocnego uderzenia – Dies Irae (Gniew Boży) z Requiem Verdiego. To requiem nie znajduje praktycznego zastosowania na mszach żałobnych ze względu na niebezpieczeństwo obudzenia zmarłego.

• Po tym całym gniewie, na uspokojenie, III część Kwintetu klarnetowego Brahmsa. Chociaż niektórych może wyprowadzić z równowagi fakt, że w kwintecie klarnetowym jest pięć razy mniej klarnetów, niż sugeruje nazwa.

• Osiem wiolonczel i sopran, czyli Bachianas Brasilieras nr 5 brazylijskiego kompozytora Heitora Villa-Lobosa. „Bachianas” – bo luźno zainspirowane Bachem. „Brasileiras” nie wiem, dlaczego.

sverchkov_troykazimoy8059• Prokofiew – Trojka ze suity z filmu Porucznik Kiże. Trojka to taki trójkonny zaprzęg. Zresztą już z samej muzyki można się domyślić, że chodzi o coś kuligowatego.

Preludium z I suity wiolonczelowej J.S. Bacha, ale w wersji dość hiszpańskiej bo zaaranżowane na gitarę przez wirtuoza (trochę mnie kusi, żeby napisać „tuza”) tego instrumentu Andresa Segovię.

• Aria Nessun dorma Pucciniego. Wielki przebój opery Turnadot i mundialu Italia ’90. W osobnym wpisie więcej na ten temat.

Nimrod z Enigma Variations Anglika Edwarda Elgara. Ten wzruszający utwór, chociaż nie jest z założenia żałobny, to w ojczyźnie kompozytora bywa używany przy smutnych okazjach:  pogrzebach, hołdach poległym żołnierzom oraz rozmyślaniu nad utraconym imperium.

svanhamnen_i_bland_tomtar_och_troll_1908• Na prawie finał ostatnia część V symfonii Fina Jeana Sibeliusa. Tę porywającą melodię, która pojawia się po około minucie, zainspirował widok szesnastu łabędzi wzbijających się do lotu. W siedzibie Placówki Krakowie widuje się często nawet po dwadzieścia wzbijających się do lotu gołębi, która to inspiracja zaowocowała klejnotem Nie przenoście nam stolicy do Krakowa.

• Na deser, ew. dobranoc, ograny ale i tak świetny hit fortepianowy – pierwszy Gymnopédie (czyt. żimnope’di) francuskiego awangardzisty Erika Satiego. Grecki termin „gymnopedia” oznaczał w Sparcie święto „tańca nagich młodzieńców” – duch imprezowy miał się w starożytnym świecie dobrze.

Obrazki: plakat reklamujący premierę opery Turandot w 1926 r. (stąd), Nikołaj Jegorowicz Swierczkow – Trojka zimą (stąd), John Bauer – ilustracja do Wśród gnomów i trolli (1908, stąd)

top 6: lato i wakacje

18/08/2016

Badeleben, Heringsdorf, Ostsee

Wpis trochę spóźniony, ale zainspirowany prawdziwymi zdarzeniami – mianowicie wakacjami i latem.

Ideal – Monotonie (1981) Moja ulubiona piosenka o tematyce wakacyjnej, a konkretnie o monotonii i melancholii na wyjeździe. Przy okazji możemy pouczyć się niemieckiej terminologii podróżniczej, np. „Vollpension” („pełne wyżywienie”) albo „Minimaltarif” (jeszcze nie sprawdziłem).

Righeira – Vamos a la playa (1983) Największe (i być może jedyne) arcydzieło italo disco. Dwaj sympatyczni Włosi proponują, z bliżej nieokreślonych przyczyn po hiszpańsku, aby iść na plażę. Kontekst owego naplażępójścia jest dość Operation_Crossroads_Baker_Editpostapokaliptyczny, ponieważ właśnie wybuchła bomba atomowa.

Antonio Vivaldi – Cztery pory roku – Lato, III: presto (1725) Dla osób bojących się letniej burzy – jedna z najlepszych burz w zatłoczonej kategorii „burza w muzyce klasycznej”. Gdyby ktoś wątpił, że chodzi o to właśnie zjawisko atmosferyczne, to Vivaldi dołączył do Czterech pór opisowe sonety, w których mowa nie tylko o piorunach, ale nawet o gradzie.

Anne Brown – Summertime (1935) Summertime, zanim zostało zarzynanym standardem jazzowym, stanowiło początek rewolucyjnej, bo czerpiącej z afroamerykańskiej kultury, opery Porgy i Bess. Opera miała nazywać się tak jak książka, z której powstała, czyli Porgy. Kompozytor George Gershwin był jednak pod takim wrażeniem śpiewaczki Anne Brown, że rozszerzył tytuł o jej postać.

Grandaddy – Summer Here Kids (1997) Wyjątkowo piosenka z gatunku indie grandaddy - summer here kidsrock – ewidentnie genre wyklętego Placówki postępu. Przebojowemu utworowi o rozczarowaniu latem towarzyszy najdroższy wideoklip wszech czasów. 99,97% z 350 mln dolarów budżetu poszło na opracowaną przez NASA i Roskosmos podwójną gitarę (na zdjęciu).

Palais Schaumburg – Deutschland kommt gebräunt zurück (1982) Hamburskie Joy Division śpiewa o tym, że „Niemcy wracają opalone zza morza”. Zwrot jest chyba RFN-owskim odpowiednikiem tekstów z naszej TV o zimowym „białym szaleństwie”.

Jeśli macie ulubione utwory letnie/wakacyjne, to zapraszam do pisania w komentarzach.

Zdjęcia: dziewczyny nad Bałtykiem w Heringsdorf, 1909 stąd; widok z plaży na atolu Bikini, 1946 stąd; gitara z archiwum X.

 

dobry kawałek tego kolesia od dzwonka do komórek

23/09/2015

alhamba doreRecuerdos de la Alhambra (Wspomnienia Alhambry, 1896) Francisco Tárregi jest jednym z większych hitów na gitarę klasyczną, ale jakoś dopiero ostatnio go usłyszałem. Ten przepiękny utwór brzmi trochę jak zagrany na bałałajce, przez użytą w nim technikę tremolo. W tym sposobie gry na gitarze przebiera się szybko po strunach, jednocześnie grając drugą melodię kciukiem. Wygląda łatwo – na pewno szybko bym się nauczył, gdyby nauka gry na jakimś instrumencie nie była poniżej godności poważnego blogera muzycznego.

Hiszpański kompozytor Francisco Tárrega w ostatnich latach przeżywa mały renesans za sprawą popularnej melodii dzwonka do telefonów Nokia, wziętej z jego Gran Vals. O tym ostatnim utworze możecie przeczytać na świetnym blogu Spacerkiem po klawiszach.

Na obrazku Alhambra (Gustave Doré, 1874, stąd)

Top 6: Muzyka klasyczna – mistyczna i kosmiczna

07/06/2015

Ravel Daphnis et Chloe Leon Bakst

Wielu osobom na dźwięk słów „muzyka klasyczna” staje przed oczami XVIII-wieczny salon pełen upudrowanych ludzi w perukach, baletnica przebrana za łabędzia albo, sądząc po wynikach wyszukiwania grafiki na hasło „muzyka klasyczna,” skrzypce i róża na papierze nutowym. Tak się jednak składa, że muzyka klasyczna to setki lat twórczości niezliczonych kompozytorów, i tylko niewielka jej część pasuje do tych obrazków.

Aby wyrwać muzykę klasyczną z oków peruk i baletek, chciałem zaprezentować listę utworów mogących budzić skojarzenia raczej kosmiczne ew. mistyczne. Lista przeznaczona jest też dla początkujących słuchaczy klasyki – starałem się, żeby niesamowitość utworów szła w parze z przebojowością. A właściwie, to kompozytorzy się starali.

Maurice Ravel – Daphnis et Chloe – Lever de Jour (1912, pierwsze 5 minut linku) Balet według starożytnej, greckiej opowieści o młodych pastuszkach-kochankach. Lever de Jour, czyli „wschód słońca”, to jego najbardziej znany fragment. Gdybym był fachowym recenzentem muzycznym to napisałbym: „starożytność w secesyjnym wydaniu, doprawiona smakowitą partią chóru i gęsto polana smyczkowym sosem”.

Claude Debussy – Syrinx (1913) W greckiej mitologii najada Syrinks była obiektem uczuć Pana (tego od fletni). Pojawia się też w fabule poprzedniego utworu na liście. Debussy, tak jak Ravel, zaliczany jest do muzycznych impresjonistów. W Syrinx do stworzenia „impresji” wystarczył mu jeden flet i 2-3 minuty. Podobny klimat znajdziecie u niego w słynnym, też mitologicznym, poemacie symfonicznym Popołudnie Fauna, albo w mniej znanej Sonacie na flet, altówkę i harfę.Hooke,_Cassini_Drawings_of_Mars,_Jupiter_and_Saturn_1666

Ralph Vaughan Williams – Tallis Fantasia (1910) Wariacje na temat melodii XVI wiecznego angielskiego kompozytora Thomasa Tallisa. Na większy i bardziej kosmiczny atak instrumentów smyczkowych trzeba było czekać aż do 1958 r., kiedy to nakręcono film „Krwiożercze altówki z Plutona”. Brytyjscy kompozytorzy początku XX wieku, tacy jak Vaughan Williams czy Edward Elgar, byli mistrzami dramatycznych smyczków.

Gustav Holst – The Planets: VII Neptune, the Mystic (1918) Holst też należał do wspomnianej grupy angielskich kompozytorów. Neptun, jak wskazuje pełna nazwa, jest najbardziej mistycznym fragmentem jego genialnej suity orkiestrowej Planety, i charakteryzuje się pomysłową partią chóru żeńskiego – stopniowo wyciszanego przez przymykanie drzwi osobnego pokoju, w którym chór ten się znajduje. Mnie Planety Holsta fascynują jeszcze bardziej, od kiedy zorientowałem się, z pewnym opóźnieniem, jak łatwo jest zobaczyć i zidentyfikować na niebie większość planet (Neptuna akurat nie). Polecam każdemu, wystarczy sprawdzić np. polski serwis Astronet i pamiętać, że planety można odróżnić od gwiazd po tym, że nie migoczą.

Arvo Pärt – Fratres (1977) Chwilowo przenosimy się do nieco nowszych czasów i na północ. Estończyk Arvo Pärt jest jednym z niewielu popularnych a zarazem szanowanych współczesnych kompozytorów. Do jego najbardziej znanych kompozycji, obok Fratres, zaliczają się też Tabula rasa oraz Festina lente – łączą je takie cechy, jak minimalizm, tajemniczość oraz ładne, łacińskie tytuły.Akseli_Gallen-Kallela_-_Flower_of_Death Fratres istnieje w różnych aranżacjach – tu daję wersję na wiolonczelę i harfę, żebyśmy odpoczęli od tych wszystkich orkiestr.

Jean Sibelius – Tuonelan joutsen (1895) Pozostajemy na północy, ale wracamy do orkiestr i okolic początku XX wieku, ewidentnie mojej ulubionej epoki w muzyce klasycznej. Poemat symfoniczny, mający oddać w muzyce pochodzą z fińskiego eposu Kalevala legendę o łabędziu pływającym wokół Tuoneli – wyspy umarłych. Moja żona puszczała to kiedyś dzieciom na lekcji jako podkład do rysowania zwierząt nocnych – podobno tworzyli w pełnym skupieniu. Polecam prawie wszystkie kompozycje Sibeliusa, bo wyjątkowo dobrze spełniają wymóg „mistyczność + przebojowość”. Szczególnie dobre są symfonie nr 2 i 5 oraz utwór En Saga.

Obrazki wszystkie w domenie publicznej i z Wikimedia Commons. Od góry: scenografia Leona Baksta do Dafnis i Chloe Ravela, 1912, stąd; rysunki Roberta Hooke’a i Giovanniego Cassiniego przedstawiające Marsa, Jowisza i Saturna, 1666, stąd; drzeworyt Kwiat śmierci, Akseli Gallen-Kallela, 1895, stąd.

Jeśli macie własne propozycje na listę, to śmiało piszcie w komentarzach.