Czterdziecha Mozarta

A teraz coś, czego musicie posłuchać, choćby Wasz kontakt z muzyką klasyczną ograniczał się dotąd do przejeżdżania tramwajem koło filharmonii – 40-ta symfonia Mozarta. Zaczyna się ona od jednej z najbardziej ogranych melodii świata. Ale inaczej ta melodia brzmi jako dzwonek telefonu, a inaczej w pierwotnym kontekście, czyli jako wprowadzenie do jednego z najdoskonalszych utworów ever.

Wszystkie cztery części tej symfonii są wielkie, najbardziej jednak polecam drugą: Andante (czyli: nie tak szybko, koledzy). Jeśli myślicie, że Mozart pisał tylko muzykę lekką i rozrywkową, to 8 minut Andante z 40-tki powinno Was sprowadzić z tej błędnej ścieżki. Nie, żeby nie było ładnie. Ale oprócz cztery kilo „ładnie”, znajdziecie tam z sześć kilo „przejmująco”.

LINKI:

♪ Cała 40-ta symfonia w niezłej jakości do posłuchania/pobrania na archive.org.

♪ Druga część symfonii na YT, (w powiązanych wideo znajdziecie resztę).

Jeśli podoba się Wam 40-ta Mozarta, to polecam też jego Symfonię nr 38, III symfonię Beethovena i Niedokończoną Schuberta.

Okładka stąd.

Reklamy

Tagi: , , , , , , ,

komentarzy 10 to “Czterdziecha Mozarta”

  1. Kris Says:

    Lubię to!

  2. Przemysław Says:

    Ha! Facebook przenika do komentarzy.

  3. Kris Says:

    Teraz powinienem napisać „Nie Lubię To!” Apropo „przenikania”…

    A 40-stkę mam w kilku wykonaniach, zaś zapodanego nie słyszałem (cokolwiek jednak młody jestem :) )

    Mozarta biorę prawie w całości. Nie tykam jedynie oper i podobnych. Ale ja generalnie nie przepadam za operą.

  4. Przemysław Says:

    Ja dopiero ostatnio się tak do końca przekonałem, że to całkiem dobry kompozytor był.

  5. Ymir Says:

    Ja mam dwie opery Mozarta (z Kolekcji La Scala): „Czarodziejski flet” i „Don Giovanni” i całkiem przyjemnie się oglądało. Taki teatr dla melomanów.
    Jedyne co mi przeszkadzało to niezbyt urodziwe śpiewaczki – szczególnie Dorothea Röschmann jako Pamina.

    • Kris Says:

      Cóż, nie pierwszy raz wychodzi na to, że muzyki czasami lepiej słuchać niż oglądać :)

      Ale nie dlatego nie przepadam za operą (generalnie, nie tylko za operami Mozarta). Może nie dorosłem jeszcze do niej, ale póki co wydaje mi się jakaś taka błaha :p

  6. W.W.R. Says:

    Z symfonii Mozarta, które znam, to bez wątpienia najlepsza symfonia (najbardziej podoba mi się najsłynniejsza I część), ale nie zachwyca mnie tak jak niektóre, bardziej emocjonalne symfonie z późniejszych epok.
    Dlaczego, Przemku, polecasz dodatkowo „Eroicę” i „Niedokończoną”? Uważasz je za swego rodzaju kontynuację 40. Mozarta?

  7. Przemysław Says:

    Te symfonie poleciłem na zasadzie „też dobre i nieco podobne stylistycznie” – taka wskazówka dla początkujących.

  8. W.W.R. Says:

    Są nieco podobne, choć stanowią bez wątpienia śmielszy krok ku romantyzmowi. „Eroicę” bardzo lubię, ale I część symfonii „Niedokończonej” była kiedyś nawet jednym z moich utworów. Na pewno też łączy ją z 40. Mozarta to, że jest niezbyt reprezentatywna dla kompozytora.

  9. Kris Says:

    Przy okazji – gdyby ktoś zastanawiał się nad prezentem na święta (wiem, wiem, późno już, ale jakoś tak mnie naszło) – to beethovenowskie symfonie polecam w niezwykłym zbiorze wydanym przez BIS. Gra Minnesota Orchestra, dyryguje Osmo Vänskä. Znakomite wykonania i rewelacyjny dźwięk na płytach SACD. Za w sumie śmieszne pieniądze, jak policzymy, że to 5 płyt (i wszystkie symfonie naburmuszonego Ludwiga :) )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: