3 albumy jazzowe, które są muzyką poważną XX wieku

"Ten łomot porównujecie z moją Eroiką?"

Muzyka rockowa i jazzowa stały się w pewnym momencie dominującymi, także jeśli chodzi o ambicje artystyczne, nurtami w muzyce, zastępując tym samym muzykę klasyczną. O albumach rockowych, które będą w przyszłości uważane za dwudziestowieczne „Niedokończone” i „Eroiki”, już było. Teraz trzy albumy jazzowe, które prawdopodobnie będą zaliczane do najwybitniejszych osiągnięć zeszłego wieku. I tak, jak z barokiem kojarzy się klawesyn, z romantyzmem rozbudowana sekcja smyczkowa, tak z drugą połową minionego stulecia kojarzyć się będą, oprócz instrumentarium rockowego, saksofon i synkopowana perkusja.

Płyty tylko trzy, bo dopiero zaczynam słuchać jazzu – ta lista też jest raczej dla początkujących. Aby było zgodnie z tytułem, wybrałem dzieła, które strukturą bardziej przypominają symfonie / koncerty, niż zbiory piosenek. Kolejność taka, w jakiej te płyty poznawałem.

John Coltrane – A Love Supreme (1965) Obok Kind of Blue Miles Davisa, najbardziej znana płyta w historii jazzu. U mnie przełomowa, bo słuchając jej pomyślałem: „Hmmm, no ten jazz jednak to jest… no, coś… tak…, no, no…”. Album podzielony jest nie na piosenki, a na cztery „części”. Już po tym widać, że Coltrane pragnął nagrać coś bardziej złożonego, a mniej rozrywkowego.

Audycja o A Love Supreme na NPR.

Miles Davis – In A Silent Way (1969) Łooo. Łoooooo. To jest dobra płyta. Jedna z najlepszych, jakie słyszałem. Miles Davis w pewnym momencie dał sobie spokój z jakimkolwiek podobieństwem do piosenek. In a Silent Way składa się z dwóch utworów (albo trzech, albo czterech, zależy jak liczyć) będącymi „czymś w rodzaju snu na jawie”. Album zapoczątkował gatunek fusion, czyli włączenie do jazzu elementów rockowych. Określenie fusion jest ostatnio modne – chyba niedawno widziałem je w nazwie zapachu płynu do płukania.

Lista utworów „do płacenia podatków” na NPR m. in. utwór tytułowy z In a Silent Way.

Charles Mingus – The Black Saint and the Sinner Lady (1963) Ambitne przedsięwzięcie – miała to być muzyka do baletu, z fabułą i w ogóle. Nie wiem, czy ktoś zrobił do tego choreografię, ale sama muzyka broni się świetnie. Jeśli uważacie, że jazz jest nudny, posłuchajcie sobie The Black Saint and the Sinner Lady, najlepiej zaczynając od utworu Track C – Group Dancers (ach, te chwytliwe tytuły).

YouTube, Track C – Group Dancers.

Zachęcam do słuchania, szczególnie osoby, które nie miały dotąd do czynienia z jazzem instrumentalnym. To fascynujące, a zarazem całkiem przystępne płyty. Gdyby jednak okazały się za trudne, to każdy z wymienionych artystów nagrywał również bardziej przebojowe pozycje – szczególnie polecam album Charlesa Mingusa p.t. Mingus Ah Um.

Reklamy

Tagi: , , , , , ,

Komentarze 4 to “3 albumy jazzowe, które są muzyką poważną XX wieku”

  1. DarkMan72 Says:

    Baaardzo dziękuję za „In a Silent Way”! :-) Cierpię na defekt osobowości, który objawia się tym, że Milesa Davisa uważam za MOCNO przereklamowanego (a może to wcale nie defekt?), jednak „Kind of Blue” i „In a Silent Way” to wielkie płyty…

  2. Ymir Says:

    Ja również niedawno pierwszy raz liznąłem trochę jazzu, zaczynając właśnie od „Kind of Blue” i „In A Silent Way”. Pewnie długo jeszcze jazz byłby mi obojętny, gdyby nie jazzowy soundtrack z leciwej już przygodówki „Jack Orlando” (na youtube wszystkie utwory z gry, polecam!). Jest on bardziej, że się tak wyrażę w żargonie graczy komputerowych, casualowy (np. to co Eine kleine Nachtmusik dla klasyki), więc podejrzewam, że niejeden pasjonat jazzu zrównałby mnie z ziemią za nazywanie owego soundtracka jazzem.
    Bo, powiedzmy sobie szczerze, „trochę” różni się on od muzyki Davisa.

    Co do samego jazzu, a również co do tytułu artykułu „jazz muzyką klasyczną XX wieku”, wydaje mi się, że jazz jest jeszcze bardziej hermetycznym gatunkiem niż klasyka, tj. jeśli ktoś uznaje nawet największe dzieła za nudziarstwo, to tym bardziej w jazzie nie ma czego szukać.

  3. elsuchy Says:

    Jeżeli ktoś uważa jazz za hermetyczny gatunek, to myślę, że czas odwiedzić diapazon.pl :-)
    Wydaje mi się, że w jazzie zawsze jest czego szukać.

    Ten blog niezmiennie zaskakuje mnie swoimi dziwnymi rankingami typu „123 najbardziej częstochowskie rymy”, ten utwór: http://www.youtube.com/watch?v=FV_eO9eWoqE (Lee Morgan – The Procrastinator) jest w moim rankingu top 1 „Niezapomniane otwarcia”. Mógłby się składać tylko z pierwej minuty i 3 sekund, a ja i tak uważałbym go za arcydzieło.

  4. Presspack #6 « Nie znasz tego! Says:

    […] ukazały się dwa ciekawe wpisy: “O wzywaniu owiec” oraz nie mniej intrygujący “Albumy jazzowe które są muzyką poważną XX-wieku”. Zapraszam do lektury, i polecam głębszą eksplorację tej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: