Jeszcze o chórze Rustavi

Obecny skład chóru Rustavi, fot. z materiałów promocyjnych

Obecny skład chóru Rustavi, fot. z materiałów promocyjnych

Tak mi się podobał koncert Ensemble Rustavi, że postanowiłem jeszcze coś o nich dodać. Kiedy pisałem post o Tsinskaro, nie wiedziałem, że będzie nam (tj. mnie i żonie) dane usłyszeć to na żywo i że cały występ będzie tak fantastyczny. Udało się usiąść w pierwszym rzędzie, więc śpiewacy byli zaraz przed (i trochę nad) nami. Niesamowici są. Pięknie śpiewają i są piękni (przykład: jeden wygląda jak Sufjan Stevens, tylko bardziej męski). Kupiliśmy płytę – dobra, choć bez Tsinskaro (które było na koncercie) i akustyki starego kościoła (też była na koncercie).

Dzięki pokoncertowym dochodzeniom dowiedziałem się, że Chakrulo, którym kończyli, był na płycie wysłanej kosmitom w sondzie Voyager (wcześniej mi umknęło, choć o tym nagraniu czytałem). Oprócz tego natknąłem się na ładny występ obecnego składu w cywilu, w jakimś przytulnym pomieszczeniu. No i jeszcze znalazłem informacje o członkach Ensemble Rustavi – jednego już wyszukałem na Facebooku: a gdyby tak poprosić o dodanie do znajomych? Stałem się (przynajmniej chwilowo) fanem z symptomami stalkera. I utwierdziłem się w przekonaniu, że world music to słuszny kierunek zainteresowań. Na koniec jeszcze się pochwalę: śpiewacy po występie dostali róże i kilka dali paniom na widowni. Zgadnijcie, czyja żona dostała dwie.

Advertisements

Tagi: , , , , , , ,

komentarzy 5 to “Jeszcze o chórze Rustavi”

  1. Monika Says:

    :-) Już w kościele zastanawiałam się nad jedną rzeczą, a teraz widzę że miałam rację……

    Na Twojego bloga trafiłam przypadkiem kilka dni temu (szukałam czegoś o Rustavi). Wpisałam komentarz, rzuciłam okiem na zdjęcie…..
    W piątek w kościele siedziałam koło kogoś kto bardzo mi przypominał autora tego bloga, ale doszłam do wniosku że to chyba niemożliwe żebym w takim tłumie trafiła właśnie na niego (a nie będę przecież zaczepiać obcych ludzi i pytać czy nie przypadkiem nie piszą bloga ;-) ). Teraz okazuje się, że faktycznie siedziałam obok Ciebie i Twojej żony :-)

    Pozdrowienia dla wszystkich z pierwszego rzędu :-)

  2. Monika Says:

    Co do samego koncertu to oczywiście bardzo mi się podobał: piękna muzyka, cudowne mocne głosy. I też zwróciłam uwagę na wygląd artystów. Zgadzam się w zupełności z tym co o nich piszesz. Do tego jeszcze dochodzi ta radość na ich twarzach: z każdej zaśpiewanej pieśni, z oklasków.

    To był dobrze spędzony wieczór i oby trafiało się więcej takich okazji.

  3. pangolin Says:

    Taaak, wspaniale się cieszyli, to było fantastyczne. Chyba bardzo się lubią. Rozważam zostanie groupie, na razie wycięłam ich z ulotki i powiesiłam nad łóżkiem. Następny koncert będzie chyba dopiero w listopadzie w Gruzji…
    Co do sąsiadowania na koncercie, to nie okazaliście się gołosłowni – napisaliście „do zobaczenia” w komentarzach i faktycznie się zobaczyliście:).

  4. Przemysław Says:

    Monika: No proszę, jaka ta bazylika mała (bo że Kraków mały, to wiadomo, szczególnie, jak się kogoś obgaduje w tramwaju). Nawet miałem się Ciebie spytać, czy nie zasłaniam, bo się jakoś tak wychylałem. W ogóle zachowywałem się jak nastolatka na wczesnych Rolling Stonesach.
    O tej radości ze śpiewania sam miałem napisać, tylko zapomniałem. Starsze panie za nami były pod mniejszym wrażeniem, bo coś gadały w przerwie o „30 sznycelkach” i „zapachu przypalonej picy w samolocie”.
    Pozdrawiam!

    Pangolin, dot. „Rozważam zostanie groupie” – Żono, uspokój się już.

  5. Monika Says:

    W niczym mi nie przeszkadzałeś :-)

    Może się zdziwisz, ale starsze panie były gośćmi specjalnymi (tak, tak!). Przed koncertem byłam na Mszy i siedziałam w pierwszej ławce. Ledwo Msza się skończyła, przyleciała jakaś pani ze strony organizatorów i bezceremonialnie wywaliła wszystkich ludzi z pierwszych dwóch, czy trzech ławek. Niektórzy protestowali, ale pani była nieugięta i tylko mówiła że to miejsca dla specjalnie zaproszonych gości.
    Sznycelki i pice……… Lepsze było, jak w trakcie jednego z utworów, jedna ze starszych pań wielce zdziwionym głosem zadała (oczywiście głośno) pytanie „A po jakiemu on gada?” No zagadka: po jakiemu gada Gruzin?

    Pangolin: do Gruzji trochę daleko, a obawiam się że w Polsce (a w Krakowie w szczególności) za szybko ich nie zobaczymy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: