muzyka poważna, the singles – żałobny Wagner

Albrecht Duerer - Rycerz, śmierć i diabeł. Niepowiązane tematycznie z samą operą, ale pasuje.

Albrecht Dürer - Rycerz, śmierć i diabeł. Niepowiązane z samą operą, ale pasuje.

Do Richarda Wagnera, dzięki stereotypowi śpiewającej pani z warkoczami i w hełmie ze skrzydełkami, trudno nie być uprzedzonym. Swoje trzy grosze dorzucił Hitler, obnosząc się ze swoim uwielbieniem dla kompozytora. Jest jednak jeden utwór Wagnera, który na dziewięć minut pozwala mi zapomnieć o wszystkich obrazach, które przylepiły się przez lata do jego muzyki – Marsz żałobny Zygfryda.

Utwór pochodzi ze Zmierzchu bogów – czwartej i ostatniej części cyklu operowego Pierścień Nibelungów. Nie ma w nim śpiewu, co pozwala zapomnieć na chwilę o pani w hełmie. Jest odpowiedni powolny, jak na marsz żałobny przystało, ale nie ma, w odróżnieniu od słynnego Marche funébre Chopina, chwytliwej melodii. Nie ma też atmosfery prawdziwej żałoby – w końcu jest to pogrzeb bohatera opery, a do tego mitycznego. Siła utworu tkwi w umiejętnym zastosowaniu wszystkich możliwości orkiestry aby stworzyć u słuchacza wrażenie zmiażdżenia przez muzykę. Kotły wchodzą dokładnie wtedy, kiedy trzeba, instrumenty dęte grają właśnie tak długo, jak powinny. Marsz żałobny Zygfryda do doskonały przykład stopniowania napięcia celem jak najskuteczniejszego doprowadzenia słuchacza na skraj nerwicy.

Po takim wprowadzeniu sam utwór może oczywiście wydawać się współczesnemu słuchaczowi mało straszny – w końcu po Wagnerze był jeszcze soundtrack Bernarda Herrmanna do Psychozy, Muzyka na smyczki, perkusję i czelestę Bartóka oraz liczne nagrania Michaela Boltona. Zachęcam jednak do kilkakrotnego posłuchania, być może w lepszej jakości, niż w poniższym okienku. Dzięki Marszowi żałobnemu Zygfryda zrozumiałem, czym się tak (prawie) wszyscy współcześni Wagnerowi kompozytorzy podniecali.

♫ Fragment opery z Marszem na YT

♫ Mp 3 na Public Domain Archive (podpisane jako Siegried Rheinfahrt)

Przeczytaj też: Cwał wg Walkirii oraz Marsze wg Anglików

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Odpowiedzi: 3 to “muzyka poważna, the singles – żałobny Wagner”

  1. Maesto Says:

    Mocny kawałek! Ja do Wagnera jeszcze się do końca nie przekonałem, ale jest wielka orkiestra, bogactwo środków i utwory są długie. Zatem wszystko przede mną ;-) Był Mahler, teraz nałogowo słucham Brucknera, więc cofam się powoli w czasie. A co do stereotypu rozśpiewanej, rubasznej Helgi to Cwałowanie Walkirii to chyba tu najlepszy przykład. Mnie się tak kojarzyło póki utwór znałem z kreskówkowych aranżacji, w oryginale o niebo lepszy.
    Pozdrawiam ;-)

  2. Przemysław Says:

    Po Brucknerze Wagner to chyba logiczny następny krok. Tylko co z tym śpiewem operowym zrobić? Ja stosuję zasadę: polubić, nabrawszy wcześniej odpowiedniego dystansu (słabo mi to idzie, ale idzie). Jakby co, to jest mnóstwo nagrań Wagnera z samą orkiestrą. Oczywiście kompozytor by się wkurzył, bo gdzie wtedy jego „Gesamtkunstwerk”?
    Pozdrawiam :)

  3. Maesto Says:

    Ja nawet problemu ze śpiewem nie mam, ale tym stereotypem ciężkiej, germańskiej muzyki.
    Wiem, spłycenie.
    Ale coraz bardziej się przekonuję ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: