Sly and the Family Stone

sly-and-family-stone

Bez tego zespołu nie byłoby Prince’a, Red Hot Chili Peppers, Outkast, Eryki Badu ani gatunków funky, hip-hop i R’n’B. Na przełomie lat sześćdziesiątych Sylvester „Sly Stone” Stewart (na zdjęciu w koszuli w kratkę) ze swoim zespołem odmienił muzykę popularną w podobnym stopniu, jak  chwilę wcześniej zrobili to The Beatles. Sly and the Family Stone był jednym z pierwszych zespołów, które mieszając rock, jazz i soul stworzyły funk. Był też rewolucyjny ideologicznie, a swoje przesłanie równości i tolerancji realizował w praktyce, swoim mieszanym rasowo i płciowo składem.

Mimo to, w Polsce pozostają praktycznie nieznani, tak jak nieznana pozostaje większość amerykańskiego soulu i funky. Często się zastanawiam, dlaczego tak jest. Chyba nie dlatego, że jesteśmy rasistami, w końcu niemiecki surogat czarnej muzyki BoneyM był u nas całkiem popularny. Prędzej wzięło to się stąd, że gdy w latach osiemdziesiątych radiowa Trójka miała monopol na kształtowanie upodobań, lansowana była w niej głównie muzyka, którą można nazwać „wielkorockową”.  Zwichnęło to muzyczne gusta ze dwóch pokoleń, moje też.

sly70-1Na szczęście obecnie nie rządzą już żadni panowie ze stacji radiowej, ponieważ mamy internet. To tam, na różnych zachodnich serwisach, w rozmaitych zestawieniach najlepszych płyt albo piosenek, napotykałem ciągle nazwę Sly and the Family Stone. Zdecydowałem się posłuchać – zacząłem dobrze, bo od piosenki Family Affair – dziwnie brzmiącego utworu ze słodko-gorzkim tekstem o życiu rodzinnym. W 1971 roku stał się pierwszym nr 1 Billlboardu, w którym użyto automatu perkusyjnego. Pochodzi on z legendarnego albumu There’s a Riot Goin’ On, tak samo, jak piosenka, która spodobała mi się jako druga – Runnin’ Away. Słyszymy w niej łagodny kobiecy śpiew i przepiękną melodię trąbki, ale treść już nie jest taka różowa – „The deeper in debt, the harder you bet” – czy była to aluzja do zaangażowania Ameryki w Wietnamie, czy tylko do narkotyków?

sly-the-family-stone-the-essentialWspomniany album różnił się od wcześniejszej, o wiele weselszej twórczości zespołu. Z tego radosnego okresu gorąco polecam odę to tolerancji Everyday People albo taneczny hymn Dance to the Music. A w ogóle, to polecam dwupłytową składankę The Essential Sly and the Family Stone. Za cenę poniżej 40 zł dostajemy wszystkie najważniejsze utwory w tym prawie całą zawartość klasycznych albumów  Stand! oraz There’s a Riot Goin’ On. Zakup zdecydowanie poprawia jakość życia, sprawdziłem.

Ciekawe cytaty:

When I party, I party hardy (Fun)

You can’t cry, cause you’d look fucked down / But you’re cryin’ anyway cause you’re all broke down (Family Affair)

Different strokes for different folks (Everyday People)

Don’t call me „nigger”, whitey / Don’t call me „whitey”, nigger (Don’t Call Me Nigger, Whitey)

Don’t hate the black, don’t hate the white / If you get bitten, just hate the bite (Are you ready?)

Don’t you know that you are free? / Well at least in your mind if you want to be (Stand!)

Przeczytaj też: Młody, zdolny i czarny, O tańcu.

Posłuchaj też: wczesnego Stevie’go Wondera.

Advertisements

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 10 to “Sly and the Family Stone”

  1. jakuzz Says:

    groovy. czuję nadchodzącą wielką zmianę – pewnie zacznę samego noise’u słuchać albo na przykład rapu, a w okolicach 2010 nadejdzie faza na funk. tak. bo na razie, przyznaję, niewiele wiem.
    „When I party, I party hardy” – już ich lubię!

  2. Przemysław Says:

    Nie jedyna czujesz zmianę. Po opublikowaniu tego wpisu polski wskaźnik SLOTO (liczba słuchaczy Sly and the Family Stone podzielona przez liczbę słuchaczy Toto) polepszył się z 0,0008 na 0,0011.
    Jeśli zaś chodzi o funk, to też niewiele wiem, bo poza Sly’em mało funku słucham. Polecam natomiast jego gatunek-matkę, czyli soul. Moim hasłem jest „Kilkupłytowa składanka Motown na każdym kompie”.

  3. jakuzz Says:

    radiowy kolega zrobił kiedyś fajną audycję o funku. jeśli masz ochotę posłuchać – voila: http://tinyurl.com/ccrcjx

  4. Przemysław Says:

    Posłuchać się z jakiegoś powodu nie da, ale lista utworów ciekawa. Znam tylko kilka. No i jest tam Parliament, to chyba najbardziej ekstremalna forma funku – bardzo autotematyczne i z osobnym słownictwem. Polecam „artykuł” w The Onion – o Clintonie, ale George’u.
    http://www.theonion.com/content/node/29620
    Średnio zrozumiałe bez znajomości terminologii funkowej. Get freaky.

  5. jakuzz Says:

    pewnie trzeba reuploadnąć, spróbuję zadziałać.
    Jak Clinton, to obczaj projekt N.A.S.A. – jest w jednym kawałku, a cała reszta boska. o to: http://en.wikipedia.org/wiki/N.A.S.A._(musical_group)

  6. jakuzz Says:

    a artykuł jaki! ledwo zerknęłam, ale jutro przeczytam całość w chwili przerwy, dzięki

  7. Mariusz Herma Says:

    A największą zaletą Sly &… jest to, że przy pierwszym z ich muzyką zetknięciu zupełnie nie wiadomo, jak ich zakwalifikować, jaki mają kolor skóry, a nawet kiedy nagrywali (-:

  8. pangolin Says:

    U nas na półce zakwalifikowani są jako „nie Whities” mimo wszystko, ale niedługo dostaną chyba osobną, na podeście ze złota i cekin. W wywiadzie na NPR pan Larry Graham, co śpiewa i gra „bottoms” mówił, że sam słucha do zdarcia ich własnej 7 płytowej składanki. Chcę ją.
    RIGHT ON!

  9. Kamil Says:

    Sly i jego grupa to klasyczny przykład jak dobrej muzyki ludzie dziś w Polsce nie słuchają. A szkoda, bo to wg. mnie jedna z najlepszych grup muzycznych w historii. I wcale nie jest to żadna przesada.

    • Przemysław Says:

      Sorry, wessało Twój komentarz do spamu na początku.
      A co do Sly, to chyba nawet nie tylko dziś nie słuchają, ale nigdy nie słuchali.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: