Arcydzieła • Kwintet klarnetowy Brahmsa

dec-2297_lgMuzyka klasyczna to nie tylko muzyka orkiestrowa, o czym, pisząc ten blog, zdaję się zupełnie zapominać. Dlatego teraz coś na mniejszy skład: Kwintet klarnetowy Johannesa Brahmsa z roku 1891. O utworze dowiedziałem się niedawno: przeczytałem gdzieś, że Brahmsa najlepiej słuchać zaczynając od jego dzieł kameralnych, a szczególnie od tego właśnie utworu. Lubię takie proste wskazówki, więc od razu sprawdziłem. Od tego czasu Kwintet klarnetowy nie schodzi z mojej playlisty. Proszę posłuchać – lekkie, łatwe, piękne, ciepłe. W sam raz na zimowy wieczór – można sobie wyobrazić, że jest się w lepszym miejscu, w lepszych czasach, bez Play i TVN:

♫ Johannes Brahms – Kwintet klarnetowy op. 115, cz. III

♫ W Wikipedii też można posłuchać

Też dobre: J. Brahms – Sekstety smyczkowe (String Sextets), W. A. Mozart – Koncert Klarnetowy (Clarinet Concerto)
Przeczytaj też: Niedokończony kwartet, Cztery kwartety smyczkowe
Advertisements

Tagi: , , , , , , , , ,

Odpowiedzi: 5 to “Arcydzieła • Kwintet klarnetowy Brahmsa”

  1. KrzysztofUW Says:

    Cóż piękne i ciepłe to owszem, ale łatwe i przyjemne to jest tylko TVN. Przepraszam może z tym przyjemne to trochę przesadziłem. Dźwięki kwintetu, osobiście, bardziej uosabiają klimaty wiosenno-letnie aniżeli siarczyste mrozy… cóż urokliwe :)

  2. Przemysław Says:

    Moje skojarzenia z tym utworem są zimowe, ale chodzi raczej o zimę w ciepłym wnętrzu, przy kominku. (Chociaż nie wiem, jak jest przy kominku, nie mogę sobie przypomnieć, bym kiedyś przy jakimś siedział.)
    Taki Brahms leciałby sobie z płyty gramofonowej albo radia, a w ostateczności czarno-białego telewizora, jak w załączonym okienku YT.

    Zdaję sobie oczywiście sprawę, że w czasach „analogowych” były gorsze rzeczy niż wspomniane Play i TVN (w zależności od dekady: wojna, głód, komunizm, zimna wojna), ale pofantazjować można.

  3. Magdalena Says:

    Ciepłe, rzeczywiście dobre nawet na chłodne wiosenne wieczory… A tu załączę coś pięknego co może z Brahmsem nie ma nic wspólnego, ale z domem i ciepłym klimatem na pewno (mam nadzieję, że Szef tutejszej placówki mi ten brak związku po wysłuchaniu wybaczy ;-))

  4. Przemysław Says:

    Spoko, po wysłuchaniu wybaczam. Jakoś Pata Metheny’ego, może ze względu na image, omijałem szerokim łukiem. Na dobrą sprawę kojarzę tylko This Is Not America z Bowiem. Teraz poznałem też Letter from Home i nic złego mi się nie stało. I jakoś ten występ pasuje do fragmentu Brahmsa zamieszczonego we wpisie. I nie chodzi o romantyczne fryzury (sorry, ale nie mogłem tego ostatniego przemilczeć ;]).

  5. Magdalena Says:

    @Przemysław: no widzisz, mamy ten sam problem z oglądaniem Pata, czasem wręcz nie mogę na niego patrzeć, jak robi miny w czasie solówek, wyłączam wtedy tv, zdecydowanie wolę tylko słuchać. Ma mnóstwo ciekawych, dobrych utworów, w razie czego chętnie podam moje the best of, polecam się. Szczególnie piękne są te gdy towarzyszy mu, jak w Letter from Home, Lyle Mays na klawiszach. Fryzury obaj mają często jak pańszczyźniani chłopi, i to chyba w czasach gdy grzebienia nie znano ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: