Philip Glass

philip_glassSłowo minimalizm w kontekście muzyki niekoniecznie kojarzy się z czymś „do słuchania”. Jednak twórczość czołowego minimalisty Philipa Glassa (ur. 1937) taka właśnie jest. No, może nie zawsze, ale jak na współczesnego kompozytora, pan Glass raczej dba o dobre samopoczucie słuchacza. I właśnie za to staromodne pamiętanie o odbiorcy go cenię.

Owszem, Philip Glass często się powtarza, no ale w końcu z powtórzeń (tylko w skali mikro) zbudowana jest jego muzyka. Nawet osoby niezainteresowane współczesną muzyką klasyczną mogą znać twórczość Glassa z takich filmów jak Koyaanisqatsi czy Godziny. Mogą go też znać z serialu South Park, gdzie pojawia się jako szwarccharakter (na zdjęciu), by swoją muzyką ostatecznie zniszczyć przedstawienie bożonarodzeniowe.

Ja zainteresowałem się Philipem Glassem słuchając fantastycznej płyty Hearts & Bones Paula Simona. Kończy ją instrumentalna miniatura autorstwa kompozytora. Wkrótce sięgnąłem po inną kolaborację Glassa z Simonem (i innymi czołowymi artystami sceny rockowej) – Songs from Liquid Days.

Prezentowany poniżej balet In the Upper Room (1986) dzieli z Liquid Days sporą część muzyki. Za choreografię odpowiada Twyla Tharp, twórczyni m. in. scen tanecznych z filmowej wersji Hair. Polecam zarówno dźwięk, jak i obraz. Marzeniem Philipa Glassa było stworzenie muzyki poważnej, którą polubiliby odbiorcy muzyki rozrywkowej. W moim przypadku się udało.

♫ Philip Glass – In the Upper Room

♫ Philip Glass – Freezing (z Liquid Days, tekst: Suzanne Vega)

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 15 to “Philip Glass”

  1. keenesh Says:

    Kurcze, faktycznie przystępne dla każdego i miłe dla ucha. Chociaż ja tam się jeszcze nie spotkałem z żadnym nieprzystępnym wytworem muzyki poważnej (inna sprawa, że nie słucham takiej muzyki;pp)

  2. Przemysław Says:

    Gdyby kompozycje Glassa bardziej różniły się od siebie, to uznałbym go za geniusza.

    Co do tej nieprzystępności, to chodzi głównie o muzykę współczesną, czyli tę skomponowaną po II wojnie. Sztandarowy przykład to „Ofiarom Hiroszimy” Pendereckiego, które kiedyś pani nam puściła na muzyce w szkole i które nie nadaje się do słuchania i moim zdaniem nie jest muzyką. Ale podam inny przykład, kwartet smyczkowy „Black Angels” George’a Crumba:

  3. Moon Says:

    Czysty heavy-metal ten kawałek Crumba. Ale raczej bez melodii. Przestraszyłam się na początku.

  4. Przemysław Says:

    Czyli przykład dałem dobry :] Dla mnie to tylko efekty dźwiękowe. Prawdziwa sztuka, to zrobić coś, czego słucha się z przyjemnością. Hemingway powiedział „Easy reading is damn hard writing”. To samo tyczy się muzyki.

  5. Moon Says:

    To nazwisko Crumba już kiedyś słyszałam, a może i jakąś jego muzykę. A o Glassie słyszę raczej po raz pierwszy.

  6. Przemysław Says:

    Ja Crumba znam tylko z tej jednej kompozycji, którzą niektórzy, z niewiadomych powodów, uważają za genialną.
    A że o Glassie po raz pierwszy, to ciekawe. Zwykle jest tak, że ludzie mają o nim utarte zdanie, albo coś gdzieś czytali i są uprzedzeni. Glass nie jest chyba za bardzo lubiany przez krytyków: widocznie za przebojowy. Crumb – oto jest prawdziwa sztuka.

  7. Moon Says:

    Nie słyszałam tego nazwiska – Glass. Od jakiegoś czasu nie poświęcam muzyce tyle czasu, co kiedyś. Pewnie dlatego.

  8. jakuzz Says:

    Glass to chyba „the closest to” muzyka poważna itd. w moim przypadku. Ale od lat nie słuchałam, dzięki za przypomnienie. Chociaż teraz nastąpi kolejne kilka lat bez PG.

    „Prawdziwa sztuka, to zrobić coś, czego słucha się z przyjemnością. ” Hm, drogi Przemysławie, to zdanie mnie zdeka zastrzeliło. W ten sposób wszystko jest prawdziwą sztuką, bo chyba nie ma wykonawcy bez choćby jednego, słuchającego go z przyjemnością fana. Poza tym są efekty dźwiękowe i efekty dźwiękowe, nie uważasz? Może i nie uważasz. Ja czasem lubię nieprzyjemną muzykę.

  9. Przemysław Says:

    Z tą sztuką wyraziłem się zdecydowanie nieprecyzyjnie. Idzie mi głównie o to, że zazwyczaj łatwiej napisać coś awangardowego niż coś ładnego. Namalować słoneczniki tak, aby się nimi podniecały licealistki przez następne sto lat – trudne. Zjedzenie kredek, wyrzyganie ich, a potem wystawienie w galerii – względnie łatwe.

    Można też powiedzieć, że jest muzyka nieprzyjemna i nieprzyjemna. :] Co ciekawe, z wiekiem – starość to czy dojrzewanie? – co raz mniej cenię np. wszelkich naśladowców Sonic Youth czy Einsturzende Neubauten. Czasem „niezależność i alternatywność” to po prostu „niemożność napisania melodii”. Przykład? Pierwsza płyta Cave’a z The Bad Seeds, polskie zespoły Ścianka i Ewa Braun.

  10. jakuzz Says:

    No, spore uogólnienie. Możemy policzyć, ile powstało ładnych słoneczników i ile bełtów, a potem ile procent z tego i tego w ogóle wzbudza jakieś emocje. Myślę, że jednak więcej osób „ładnie” plumka niż rzyga dźwiękiem, a znakomita większość i tak jest słaba. W obu kategoriach.
    Nie wiem, co łatwiej zrobić. Powieści Coelho są podobno ładne i licealistki się podniecają, a jestem pewna, że każde z nas machnęłoby coś podobnego nawet na silnym kacu.
    Ale oczywiście rozumiem, co mówisz. Najwyraźniej nie lubię kategorycznych stwierdzeń:P

  11. Przemysław Says:

    Dobra argumentacja. Poza tym, to ja piszę powieści dla Coelho.

    Pozwolę sobie zauważyć jeszcze, że podczas gdy Ty tkwisz obecnie w mieście beatników-chuliganów z Sonic Youth i Talking Heads, ja co najmniej raz na trzy dni przechodzę przez Plac Matejki. Chyba oczywistym jest, że to ja mam lepszą perspektywę moralno-estetyczną.

    Na pocieszenie po tym druzgocącym stwierdzeniu, coś faktycznie nieprzyjemnego, a genialnego zarazem. Joy Division – The Sound of Music:

    Ostatnia minuta wymiata zupełnie.

  12. jakuzz Says:

    Bardzo przyjemne!
    A ja niestety jestem w Connecticut, a Nowy York mogę sobie tylko odwiedzać. Wyobraź sobie perspektywę moralno-estetyczną CT, miasto nie gra roli.

  13. Maesto Says:

    Słuchając Glassa trzeba złapać odpowiedni „kod”. Bo ta muzyka bywa niemiłosiernie męcząca, z jej ciągłymi powtórzeniami, czasami do bólu przewidywalna. Jakby zbudowana z „klocków”.

    Ale ma też swój urok ;-)
    Polecam koncert wiolonczelowy(poniżej w całości):

    II, III i VIII Symfonię
    Początek I części VIII Symfonii: http://www.youtube.com/watch?v=DmBuC6BPpEc
    III część VIII Symfonii: http://www.youtube.com/watch?v=syr9mg1oxZU

  14. InguriaSuper! Says:

    Wracając do Crumba, to gdy włączyłam Black Angels, mój kot zaczął miauczeć spazmatycznie i schował sie pod krzesło, a mnie zaczęły bolec zęby ;) A Glass mi się nudny wydaje conieco, ale żadna tam ze mnie znawczyni :)

  15. Przemysław Says:

    @ Inga. Kot zareagował odpowiednio. Już muszę dać spokój panu Crumbowi. Na zdjęciu wydaje się całkiem miły.

    @ Maesto. Bardzo mi się podoba ten koncert wiolonczelowy. Najdłuższy link na YT, który wysłuchałem w całości. I wywiady też OK. Zauważyłem, że na tym kanale University of California jest więcej koncertów w całości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: