„you can dance”

Ian Curtis

Ian Curtis

Transmission (1979) zespołu Joy Division należy utworów przełomowych. Po nim nic już w muzyce rockowej nie było takie samo. Owszem, znajdzie się kilka zespołów, które okazały się odporne na jego wpływ, ale zostawmy polski blues-rock w spokoju. To utwór tak ważny, że aż wymieniłem jego nazwę przed „czytaj resztę wpisu”.

Transmission to przede wszystkim rytm – melodia ma w nim udział minimalny. Zaczyna się od jednostajnego i względnie wysokiego dudnienia basu. Potem wchodzi hipnotycznie szybka perkusja, następnie zaś gitara, o której nie można powiedzieć nic innego, jak tylko „nowofalowa”. Aż w końcu pan wokalista zapowiada: „Radio – live transmission”. Później jest zwrotka o ciszy i ciemności oraz wykrzyczany refren „Dance! Dance! Dance! Dance to the radio!”. Tekst piosenki, jak to często bywa, nie jest w pełni zrozumiały. Zarazem jednak, jak to rzadziej bywa, nie jest głupi. Traktuje, o ile dobrze zrozumiałem, o chęci odizolowania się od cywilizacji (We would go on as though nothing was wrong / and hide from these days – we remained all alone) i zatracenia się w rytmie muzyki (No language, just sound – is all we need know / to synchronise love to the beat of the show).

Joy Division, oprócz stworzenia nowej, opartej na rytmie muzyki, doprowadziło również tzw. rockową ekspresję do nowego, bardziej ekstremalnego poziomu. Odpowiedzialny jest za to przede wszystkim wokalista Ian Curtis, którego wpływu na takich frontmanów, jak Michael Stipe, Kurt Cobain czy Thom Yorke, nie sposób nie zauważyć. Jego stosunek do wykonywanej muzyki (czyli poświęcenie graniczące z obłędem) dobrze ilustruje legendarne wykonanie Transmission w telewizji BBC. Zachęcam do obejrzenia, najlepsza jest ostatnia (trzecia) minuta:

Joy Division – Transmission

P.S. Najbardziej wiarygodna wersja tekstu na niezłej stronie.

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , ,

Komentarzy 6 to “„you can dance””

  1. Moon Says:

    Słuchałam tego w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, razem z całą płytą (chyba „Warsaw” ?)

    Robiło wrażenie, głównie przygnębiające.

  2. jakuzz Says:

    a widziałeś film? i co i co?

  3. Przemysław Says:

    @ Moon: Płyty Warsaw, czyli wczesnych nagrań zespołu, nie słuchałem w całości, ale znalazłem tę właśnie wersję Transmission na YT:

    Bardzo ciekawe, choć wolę wersję singlową, dostępną m. in. na niesamowitym Substance (to chyba jedna z najlepszych składanek w historii). No, ale najbardziej lubię wersję z tego występu. Szczerze mówiąc, nie widziałem jak dotąd lepszego występu rockowego.

    @ Jakuzz: Nie widziałem filmu. Zawsze jestem uprzedzony do przejawów martyrologii rockowej. No, chyba że Ty widziałaś i polecasz. Wtedy pewnie skądś wezmę i obejrzę.

  4. Moon Says:

    Dziękuję za link do tej wczesnej wersji „Transmission”. Tej wersji słuchałam najczęściej.

    Widzę, że jest tam więcej utworów z płyty „Warsaw”. Każdy tytuł przywołuje jakieś skojarzenia.

    Słyszałam też inne ich płyty (lub ich fragmenty):”Unknown Pleasures”, „Closer”, „Still”, ale to było to przed 1985 rokiem, więc nie mam pewności co do wszystkich tych tytułów. Możliwe, że i „Substance” później też słyszałam.

  5. Przemysław Says:

    Najmniej znam „Still”, czyli nagrania wydane po śmierci Curtisa. „Substance” wydano w 1988 roku i składa się z nagrań singlowych – a jeśli Joy Division wydało coś na singlu, to nie nagrywali już tego na płycie, więc jest to składanka wartościowa. Jest na niej m. in. Love Will Tear Us Apart, Atmosphere, Digital i Dead Souls. Jako ciekawostkę podaję ten ostatni utwór w wykonaniu Nine Inch Nails. Szczerze mówiąc, słaba wersja, szczególnie w porównaniu z oryginałem, ale pokazuje, jak wielki był wpływ JD na tzw. erę grunge’u. No i jest to bodaj najsłynniejszy występ NIN, w błocie, na Woodstock ’94:

    Podoba mi się wstawiona zapowiedź występu Salt’n’Pepa – so 90’s.

  6. Moon Says:

    Słucham utworu „Dead souls” Joy Division, i nic mi się nie przypomina… Albo nie słyszałam tego nigdy, albo tylko przelotnie.

    Wpływ na grunge mieli na pewno, bo przecież ten grunge to nie było żadne „wielkie odkrycie”…

    Tych „ubłoconych” NIN nie znam. Cover taki sobie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: