Single muzyki klasycznej – angielskie marsze

Maszerujący Brytyjczyk

Maszerujący Brytyjczyk

Krok marszowy niekoniecznie kojarzy się z Anglikami, chyba że z montypythonowskim Ministerstwem Głupich Kroków. Marsze, ze względu na swą militarną naturę, powinny być raczej domeną ludów o mniej pokojowej wizji świata. Oto jednak trzy przykłady wspaniałych marszów z Wysp.

Edward Elgar – Pomp & Circumstance March No. 1 aka The Land of Hope and Glory (1901) • Tak jak większości społeczeństwa przed pierwszą wojną światową, Elgarowi sama idea wojny nie przeszkadzała. Tytuł kompozytor wziął z Otella Szekspira, gdzie bohater żegna się z wszystkim, co lubi:

„Rżące rumaki, grzmiące trąby, kotły,
Ducha rzeźwiące, wy rozgłośne flety,
Świetne proporce, z wszelkimi przybory
I przepychami właściwymi wojnie”
(tłum. J.Paszkowski)

Elgar barwiony

Elgar barwiony

„Pomp and circumstance” to w tym tłumaczeniu „przepychy”. Po wojnie militarystyczny entuzjazm Elgarowi przeszedł i napisał przeszywający Koncert na wiolonczelę, o którym niedawno pisałem. Powyższy marsz nie kojarzy się zresztą nikomu z wojskiem. Po wizycie kompozytora w jednym z amerykańskich uniwersytetów, kiedy utwór ten zagrano na jego cześć, zaczęto go używać jako podkład muzyczny do każdej ceremonii rozdania dyplomów. Stąd jego nieoficjalna amerykańska nazwa „The Graduation March”. Istnieje wersja z tekstem chwalącym Anglię, zamówionym przez ówczesnego króla Edwarda VII i niezwykle głupim. Nazywa się to Kraj nadziei i chwały (The Land of Hope and Glory) i jest traktowane jako nieoficjalny hymn Anglii (lecz nie całego UK, oczywiście).

holst-the-planets

Jedna z niewielu okładek The Planets bez żadnej planety

Gustav Holst – Mars, The Bringer of War (1914) • Suita The Planets to najbardziej znane dzieło tego kompozytora. Powyższy jej fragment, zainspirowany bogiem wojny, nie zaś samą planetą, służy często filmowcom do ilustrowania scen nadciągających wojsk. Holst, w odróżnieniu od Elgara, nie miał patriotyczno-triumfalnych złudzeń, więc jego obraz wojskowości, napisany zaraz po wybuchu wojny, brzmi raczej ponuro, a nie triumfalnie. Co ciekawe, Mars nie ma typowo marszowego tempa, ale wspominane gdzie indziej na blogu metrum 5/4. Wpływ tego utworu słychać w muzyce Johna Williamsa z Gwiezdnych Wojen, a konkretnie w słynnym fragmencie o nazwie The Imperial March.

Gustav Holst – Marching Song (1906) • Kompozytor narzekał, że Planety przyćmiły resztę jego twórczości. Dlatego więc daję jeszcze jeden utwór. Też ładny, pochodzi z zestawu Two Songs without Words.

Sprawdź też: muzyka klasyczna dla opornych.

Advertisements

Tagi: , , , , ,

Odpowiedzi: 14 to “Single muzyki klasycznej – angielskie marsze”

  1. keenesh Says:

    Całkiem ciekawe utwory. A Holst faktycznie pachnie marszem imperialnym. A właściwie na odwrót;p Z powodzeniem mógłby trafić do którejś części sagi SW zamiast oryginału.

  2. Pangolin Says:

    Czy Planety można jeszcze kupić w wydaniu z tą okładką??? (ja chce!!!!)

  3. Przemysław Says:

    @ Keenesh – Fajnie, że muzyka wzbudziła zainteresowanie. Z „Marszem Imperialnym” Holst skojarzył mi się dopiero podczas pisania tego postu. Sam nie wiem, dlaczego wcześniej tego nie zauważyłem.

    @ Pangolin – Niestety, tę okładkę można było kupić dawno dawno temu, w odległej galaktyce.

  4. Moon Says:

    Bardzo lubię to „Land of Hope and Glory”, i w ogóle raczej lubię Elgara, ale utworu Holsta nie kojarzę za bardzo w tej chwili.

  5. Przemysław Says:

    @ Moon – O, ciekawe. „Marching Song” dałem jako ciekawostkę. A co do „Marsa”, to wydawało mi się, że jest dość ograny.

  6. Moon Says:

    Jeśli chodzi o „The Land of Hope and Glory” miałam na myśli warstwę instrumentalną tego fragmentu marszu Elgara. W słowa się raczej nie wsłuchuję.

  7. Moon Says:

    Dlaczego mnie moderuje….

  8. Moon Says:

    Może gdybym wysłuchała w całości tego „Marsa”, skojarzyłabym to. Wysłuchałam tylko początku.
    Niestety jeszcze nie zmieniłam dostawcy internetu, i klipy wolno mi się ładują po przekroczeniu limitu.

    P.S.
    Mój pierwszy komentarz poszedł do moderacji.

  9. Przemysław Says:

    :) Wybacz. Taka uroda zabezpieczeń z ciągiem znaków. Chodziło o słowo „wsłuchuję”. Raz na jakiś czas ktoś zostanie brutalnie zmoderowany zupełnie omyłkowo.
    Zastanawiam się, co zrobić z tą moderacją. Chyba wyłączę, bo jak na razie piszą sami normalni ludzie. Jeśli będą problemy, to się zastanowię. :)

    Ja wersję z wokalem słyszałem stosunkowo niedawno, o wiele bardziej popularna jest wersja pierwotna czyli instrumentalna.

  10. Moon Says:

    :) Nie szkodzi.

    Ja nie mam moderacji na „zwykłe” słowa.

    Mam natomiast moderację na kilka nicków, czy początkowych fragmentów adresów e-mail (w tych wypadkach, gdy nicki są zbyt krótkie, trzyliterowe, i system ich nie zauważa, czy myli).

    No, i każdy nowy nick jest u mnie moderowany. Czasem system rozszerza to na nowy IP starego komentatora.

  11. Przemysław Says:

    Dzięki za rady dot. moderacji, mam nadzieję, że mi się nie przydadzą. :)

    Jeszcze o panu Holst. Gorąco polecam całe The Planets. Wkrótce zresztą będzie wpis o tym. Trochę to w klimatach Elgara, bo to ta sama „szkoła”, tzw. English Pastoral.

    Co do Marching Song, to też nie znałem do niedawna, ale miałem to dodane jako bonus do płyty z Planetami dyrygowanymi przez kompozytora. To wykonanie zamieściłem i do niego dałem link. Jest też sympatyczne, ale amatorskie wykonanie jakiejś szkoły muzycznej:

    Polecam, po dwóch minutach zaczynają się zbliżenia na dzieciaki, dość rozbrajające.

    Jeśli chodzi o klipy, to w ogóle na blogu jest niska”klikalność”, tzn. mało kto słucha linków. Nauczyłem się to akceptować. Oprócz tego, staram się, aby blog nadawał się do czytania także w formie niemultimedialnej (o, nie podkreśliło mi tego słowa jako błąd!), a właściwie monomedialnej (podkreśliło).

  12. Moon Says:

    Jak wyślę wreszcie skargi do cwaniaków z Ery, albo przejdę na Neostradę, to „posłucham” sobie kilkunastu linków u Ciebie.

    I muszę w ogóle poświęcić więcej czasu na swoją edukację muzyczną. Za słaba jestem jednak z klasyki, a przecież uwielbiam także ten rodzaj muzyki.

    Ta okładka do „Planet” jakaś nie z tej bajki, chyba… Degustująca :)

  13. Przemysław Says:

    Moon, ciekawe ta cała wypowiedź zaczynająca się od „I muszę”. Trochę, jakbyś się tłumaczyła, że wszystkiego nie znasz. A przecież nie o to chodzi, żeby się uczyć, tylko żeby sobie słuchać. :)

    A okładka jest tego samego autora, który robił okładkę do Wagnera z kołpakami do kół Volkswagena, którą dałem do wpisu o „Jeździe/cwałowaniu/cwale Walkirii”. Mnie kojarzy się z genialnie głupim filmem „Barbarella”.

  14. Moon Says:

    „Muszę” dla siebie samej głównie. Mam w końcu obowiązki wobec siebie… Nie można zaniedbywać samego siebie.

    Pamiętam trochę tę „Barberellę”. Kosmicznie dziwny film. Trzeba by sobie go przypomnieć… jak i inne filmy z tamtych czasów, choćby we fragmentach na YouTube.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: