One Damn Song – „o tańcu”

Sly and the Family Stone to jeden z najważniejszych zespołów muzyki pop. Charyzmatyczny lider Sylvester „Sly Stone” Stewart zebrał najprawdopodobniej pierwszy w historii zespół, zróżnicowany zarówno pod względem płci, jak i rasy. Na przełomie lat 60tych i 70tych wywołali muzyczną rewolucję, praktycznie wymyślając gatunek zwany „funk” lub „funky”. Piosenka Dance to The Music to utwór programowy – zespół określa w nim swój podstawowy cel. Członkowie, po kolei, informują słuchacza, w jaki sposób pomogą mu tańczyć, używając do tego gitary, basu oraz klawiszy.

Poniższy występ to wiązanka utworów, której Dance to the Music jest jedynie krótkim fragmentem. Film dosyć dobrze przedstawia, o co chodziło Sly’owi. Zupełne szaleństwo, jazda bez trzymanki itp:

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarze 4 to “One Damn Song – „o tańcu””

  1. Pangolin Says:

    Ale rządzą oni, co się tutaj dzieje! Pan od basu – wiadomo. I pani na trąbce, nie wiedziałam, że to ona tak pokrzykuje, wow.
    Mi poznanie Sly an the Family Stone zrewidowało światopogląd muzyczny – od tego czasu jestem ostrożniejsza z przyznawaniem plakietki „absolut” byle komu. Dlaczego w Polsce nikt o nich nie słyszał? Tak jak o Ninie przed zbitowaniem na składance remiksów?Wiem, że głupie pytanie, ale co jakiś czas mnie to uderza, strach pomyśleć co by było, gdyby nie internet.

    Przemysławie, czy wpis o młodych zdolnych czarnych zapoczątkował okolicznościowy ciąg pod hasłem równości i „Don’t call me nigga, whitey; don’t call me whitey nigga”?

  2. Piotr Says:

    Gdyby nadszedł moment, w którym zorientowalibyście się, że wasze życie zależy od tego czy wpompujecie w siebie dodatkową dawkę funku jakością dorównującego powyższemu, to gorąco jak tylko mogę polecam zespół Parliament, a w szczególności ich album Mothership Connection. Stamtąd już rzut beretem do Funkadelic i innych podobnych kończąc na Księciu, na którym to tego rodzaju funk niestety bądź stety się skończył. I przeszedł przeobrażenie. Wkład Sly and the Family Stone jest przebulwaogromny.

  3. Przemysław Says:

    @ Pangolin: Gdyby nie internet, bylibyśmy zdani na łaskę naszych działaczy radiowych i słuchalibyśmy tylko „dip parpul”.

    @ Piotr: Parliament znam bardzo pobieżnie. Kojarzy mi się przede wszystkim z całą otoczką, typu opowiadanie o „statku matce”. To taki funk dla funku. Ale wkrótce pewnie posłucham więcej, szczególnie, że polecasz.

  4. Pangolin Says:

    Piotr, piękny infiks do przeogromny. Prince’owi trochę nie mogę zapomnieć diamentów, pereł i purple rain, długo kojarzyłam go tylko z tym i rajtuzami, bo ktoś w vh1 bardzo lubił te dwie piosenki.
    Przemek, co do otoczki mothership, to Erykah też ma całą tę hecę z motherland, a nie przeszkadza jej to w wymiataniu, więc może z Parliament podobnie. Szczególnie, że Piotr poleca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: