Głosowanie – najgorszy hit lat osiemdziesiątych

Wiele było złych, ale który był najgorszy? Według mnie są trzy piosenki, które wybijają się w dół. Schodzą na najniższe niziny, albo wręcz poniżej skali, są transcendentnie złe. No, może przesadzam, ale sprawę pogarsza ich nieustająca popularność w eterze. Oto trójca nominowanych, jeśli nie kojarzycie tytułów, możecie klikać w linki, na własną odpowiedzialność:

Yes! – Owner of a Lonely Heart: Zespół Yes podobno wiele zrobił dla muzyki rockowej w latach siedemdziesiątych. W następnej dekadzie muzykę rockową jednak opluli i obrazili za pomocą „Posiadacza samotnego serca”. W refrenie doświadczamy najlepszego chwytu poetyckiego wszech czasów, czyli zrymowania „heart” z „heart”.

Starship – We Built This City: Są to szczątki zespołu Jefferson Airplane, legendy psychodelii. Dobrze, że chociaż zmienili nazwę. Słowa napisał też nie byle kto, tylko twórca świetnych tekstów wczesnego Eltona Johna. W latach osiemdziesiątych jednak mogło zdarzyć się wszystko – dwie legendy połączyły siły, aby stworzyć coś nieprawdopodobnie głupiego.

Steve Miller Band – Abracadabra: Nie będę ukrywał, mój faworyt. Trochę brakuje mi słów, by opisać to, co czuję. Tysiące lat cywilizacji, rozwoju piśmiennictwa, sztuki i techniki zaowocowały tu czymś w rodzaju ukoronowania osiągnięć ludzkości.

To były nominacje, oto ankieta:

Zachęcam do głosowania, a także do podawania własnych propozycji w komentarzach.

Wśród głosujących rozlosowane zostaną trzy koszulki z napisem „Cenię Radio Zet”.

Reklamy

Tagi: , , , , , , ,

komentarzy 30 to “Głosowanie – najgorszy hit lat osiemdziesiątych”

  1. Moon Says:

    W tej chwili jest 100% na utwór Starship… Okropna była ta piosenka. Do dziś się tłucze w głowie i męczy.

    Utwór Yes w swoim czasie mi się podobał… Potem już nie. Dziś widzę, że fascynowali się tym ludzie ze złym gustem niestety.

    Natomiast „Abracadabra” jest całkiem sympatyczna i skoczna.

  2. Pangolin Says:

    Ja miałam problem z decyzją – najchętniej przyznałabym pierwszą nagrodę całej trójce ex aequo, ale kiedy zorientowałam się, że piosenkę „We built this city” jestem w stanie odśpiewać prawie w całości (brrr!), mimo że nigdy nie słuchałam jej dobrowolnie, wątpliwości się rozwiały. Czyli Starship „wygrali” przez moją nienawiść do radiowych brodaczy, którzy uważają, że to świetny utwór na rano, południe, wieczór 7 dni w tygodniu. (Może w poniedziałki rzadziej, bo zamiast co drugiego Starship dają „I don’t like Mondays” bo to takie dowcipne).

  3. Przemysław Says:

    Moon, cieszę się, że trafiłem w 67%. Co do Abracadabra, to nie można zadowolić wszystkich.
    Pangolin, czekam na link do Twojej wersji We Built This City na You Tube.

    A co sądzicie o „Cocomo” Beach Boysów?

  4. Moon Says:

    Nie kojarzę tego tytułu „Beach Boysów”, choć mogłam słyszeć.

    Ach już wiem…. Taki dziwny przebój z lat sześćdziesiątych chyba, śpiewany w jakimś egzotycznym języku.
    Nie lubię takich utworów.

  5. Moon Says:

    Ta „Abracadabra” to też nie jest żaden cud. Taka trochę męcząca piosenka…

  6. Przemysław Says:

    Jeśli nie kojarzysz tytułu, to dlatego, że się pisze „Kokomo”, sprawdziłem. To ich kawałek z lat 80tych, coś niesamowitego. W latach 60tych to Beach Boysi byli jeszcze całkiem do rzeczy.

    Z sympatii dla Abracadabra nie musisz się tłumaczyć ani wycofywać. Ja na takiej samej zasadzie lubię np. „Lorelei” Kapitana Nemo.

  7. Moon Says:

    Ta „Lorelei” to dopiero kicz… Wybacz.

  8. Moon Says:

    Choć można to lubić przez sam sentyment do tamtych lat… Jednak tego utworu Starship nie da się lubić.

  9. Pangolin Says:

    Prrrroszę! (cicho ale z uczuciem i sekcja rytmiczna na łuskach)

  10. Przemysław Says:

    „We Built This City” w wersji Pangolina brakuje tego czegoś ulotnego, nienazwanego.

    Moon, wybaczam ostre słowa pod adresem Kapitana Nemo.
    Co do Starship, to didżeje Radia Kraków uważają, że nie ma nic lepszego, niż We Built This City z rana. Zwykle leci ok. 6:05.

    Oto link do Beach Boysów w fazie schyłkowej:

    Bardziej znośna jest wersja Muppetów:

  11. Moon Says:

    Przepraszam za ten „kicz”. Można sobie narobić wrogów używając takich określeń wobec rzeczy, które inni z jakichś powodów słuchają. Mnie też pewnie podoba się niejeden „kicz”.
    Kapitan Nemo ma też takie kawałki, które lubiłam. Dawno to było.

    Ostatnio rzadko słucham radia. U mnie Radio Gdańsk, jeśli już.

  12. InguriaSuper! Says:

    Zdecydowanie protestuję! Stwierdzam kategorycznie, że wpis ten jest seksistowski – nie bierze pod uwagę oszałamiającego wkładu kobiet w najgorsze piosenki lat 80tych! :P A co z Sandrą? Jej twórczość to takie bogactwo, że aż nie wiadomo co wybrać, cny Panie Przemysławie. Normalnie nie wiem, czy Hiroshima, czy In the Heat of the Night, czy inne cudeńka, świecidełka i lateksy.

    A z trzech utworów zaproponowanych wybieram środkowy. Pozostałe lubię, choć gupie. Zwłaszcza Abracadabrę (choć gupia jak dwa buty!). Tak to jest jak sie jest dzieckiem popkultury, ech.

  13. Pangolin Says:

    Brawo Inguria!!!!!!!!!!!!!
    Po prostu autor czyli Mr Obnoxious w przypadku takich rakiet jak Sandra, nie potrafi krytycznie się odnieść do wartości artystycznej utworu.
    A może uzbieramy Top 50, i zrobimy potem „prywat”? (chyba, że już jest adwent, to nie).

  14. Przemysław Says:

    @ Moon: Kurcza, nie przepraszaj, żartowałem z tymi „ostrymi słowami”. Motyla noga, jak się nie da odpowiednich emotikonek, to wszyscy biorą na serio. Jeszcze jedne takie przeprosiny i za karę każę Ci obejrzeć dwupłytowe DVD „We Built This Starship: The Very Best of Starship” i napisać o tym wypracowanie.

    @ Inguria i Pangolin: Pani Sandra jest cudowną artystką, zarówno jak Kylie Minogue i wszystkie członkinie zespołów The Bangles oraz Bananarama. To, że będąc dzieckiem byłem pod urokiem ich kobiecego magnetyzmu, nie ma żadnego wpływu na moją ocenę ich wybitnej twórczości.

  15. Moon Says:

    Znam w sieci ludzi, którzy się obrażają za takie coś (np. nazwanie tego, co lubią „kiczem”), a potem wypominają…

  16. InguriaSuper! Says:

    @ Moon – Przemysław miszczem jest ironii, nie obraża się więc za łatwo :) Inaczej by nie zniósł znajomości ze mną, he he. :)

    @Pangolin – impreza z kobiecymi obciachami lat 1980 – to brzmi jak marzenie! Proponuję tez wlasnorecznie przygotowane stroje z folii aluminiowej! :P

    @Przemo – a ja myślę że Ty po prostu oślepiony blaskiem ich strojów nigdy ich nie słuchałeś, wiec jak tu wkład oceniac, jak… ;-) No i nieodparty urok wielkiego tapira na głowie… Rozumiem że dlatego sami mężczyzni w tej stawce :) Chociaz powatpiewac mi każą w mój osąd wpisy o Mahlerze, gdzie jakoś sie nie do konca poddales urokowi sopranistki… a moze jednak? :P

  17. Przemysław Says:

    Inguria, masz rację we wszystkim, oprócz fragmentu, że nie uległem urokowi sopranistki śpiewającej Mahlera. Uległem. Nie mogę się oprzeć wrażliwym, artystycznie uzdolnionym. Dotyczy to także np. wspomnianej już Kylie Minogue, w wersji 1988.

  18. BBasia Says:

    No to ja proponuję „Eye of the tiger” już nie wiem czyje to, może Europe? „Final countdown” znowu nie wiem kogo, ale też niezłe:)AA no i coś takiego jak „Jump” kojarzycie? OO i mega kicz „Life is life” na na nana na… hehe:)

  19. BBasia Says:

    Zapominamy coś o polskich artystach lat 80. też nieźle dawali – takie np. Kombi ze „Słodkiego miłego życia” czy „nasze randewuuu”, no i moim zdaniem co poniektóre produkty Lombardu, Lady Pank czy Perfectu, którymi się tak nie wiedzieć czemu nagle zaczęliśmy zachwycać są potworne („małpy w zoo”, „i poznałem co to sex” łoł, „zostawcie Titanica, nie wyciągajcie goooo” i inne odkrywcze stwierdzenia). Nie obrażajcie się, jeśli ktoś ma akurat do czegoś jakiś sentyment to rozumiem oczywiście:)

  20. Przemysław Says:

    Mądre propozycje, BBasia. I słuszny zamach na polskie „świętości”.
    Co do tych zagranicznych, nie mogę się do końca zgodzić. Jest to muzyka kiczowata, ale ma to „coś”, czego brakuje przodownikowi ankiety (Starship), a co pozwala zachwycać się nią, mimo tego, że jest zła. (IMHO)
    Aha, to „Final Countdown” jest zespołu Europe :). „Eye of the Tiger” to zespół Survivor.
    P.S. Twój ostatni post, ten o polskich, zatrzymało do moderacji, ponieważ był tam ciąg znaków „sex”, nie dlatego, że np. obraża Lady Pank :).
    Chronię się za pomocą takich zabezpieczeń przed spamem. Przekleństwa też zatrzymują komentarz, dopóki go nie zatwierdzę.

  21. BBasia Says:

    Rozumiem, będę się stosować:)

  22. Pangolin Says:

    Może błądzę, ale jestem w stanie zrozumieć dlaczego Tygrysie Oko stało się przebojem. No i jeszcze oczarowała mnie wersja Marji z Persepolis

  23. jakuzz Says:

    O, zapomniałam o wersji Persepolisowej, czad.
    Przemek, jestem z Tobą i Abracadabrą.
    Ale żeby przekleństwa moderować…z nerwów trzy minuty pisałam komentarz.

  24. Przemysław Says:

    @ Jakuzz: Ja już prawie zostałem przekonany do We Built This City przez komentujących i głosujących. Żeby wybrać obiektywnie najgorszy, trzeba zrobić eksperyment na szczurach – przy którym hicie najwolniej pokonają labirynt.

    @ BBasia: Z polskiej klasyki przypomniał mi się jeszcze Oddział Zamknięty i piosenka z refrenem „moi przyjaciele, coś tam, co ci jeeest”. „Andzia” też jest dosyć irytująca.

  25. BBasia Says:

    Andzia jest dla mnie okej. Z Oddziałem Zamkniętym z tego co pamiętam kłopot jest taki, że zwrotka jest dość przyzwoita po czym zaczyna się patataj z refrenem „Moi przyjaciele mówią mi, bracie, co ci jest?/nie żałuj nic wyobraź sobie, że był tylko sen” i tak dalej – tematyka tekstu i owszem uniwersalna i chwytająca za serce, muzyka… no cóż. Podobnie mieszane uczucia mam gdy słucham „Tańcz głupia tańcz, swoim życiem się baw, tańcz na spotkanie ognia leć” (Lady Punk prawda?).

  26. InguriaSuper! Says:

    „OOOO Andzia” jak dla mnie złamała wszelkie zasady i doprowadziła mnie do poczucia żenuy dekady całkiem niedawno, gdy została wykonana w Sopocie/Opolu (już nie odróżniam, znak czasów) – wtedy to wykonujący tę pieśń podstarzali rockmani z pełną radością wyjawili rozochoconej publice, że piosenka jest tak naprawdę o Mary Jane, i z entuzjazmem godnym lepszej sprawy ryczeli ze sceny na cały regulator: „Oooo GANDZIA!”. Do dziś mi oko lata na samą myśl.

  27. Przemysław Says:

    @ BBasia: No, nie można zadowolić wszystkich. No, chyba że przy pomocy We Built This City, bo co do niego wszyscy są zgodni.
    „Tańcz głupia tańcz” to faktycznie Lady Pank.

    @ Inguria: Twoja opowieść rzeczywiście wstrząsająca. A takie długowieczne/wskrzeszane zespoły to dobry temat sam w sobie.

  28. InguriaSuper! Says:

    @Autor: Proponuję zatem rozpocząć nową serię wpisów pod tytułem Zombie Bands, czy coś w ten deseń. I jak się pięknie wpisuje w czasokres! ;)

  29. Przemysław Says:

    Nie ma sensu, bo bezkonkurencyjny jest zespół Lady Pank. W jakiś sposób udało im się wygiąć oś czasu i przegonić wiekiem Rolling Stonesów. Swoimi późniejszymi piosenkami też pobili wiele rekordów, głównie dolnych.

  30. anowak Says:

    pozwolę sobie po 9 latach odświeżyć temat. Dla mnie nieznośny jest Europe – The Final Countdown oraz Starship – We built this city, ale turbogłupie, nadające się tylko do kremacji i rozsypania prochów po oceanach w nieznanym miejscu jest Gazebo – I Like Chopin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: