Nina Simone razy 5

Chciałem zredagować wpis ze starego blogu i w końcu napisałem wszystko od początku. Nowa, wspaniała Placówka postępu nie mogła się obyć bez mojej i Oli ulubionej wokalistki. Oto pięć piosenek. Zachęcam do słuchania linków (otwierają się w nowym oknie):

Four Women – Zaczniemy od jednego z najdziwniejszych utworów Simone. Wciela się tu w rolę czterech Murzynek o różnych odcieniach skóry. Każda z nich odpowiada innemu stereotypowi. Mamy czarną Aunt Sarah – służącą à la Przeminęło z wiatrem, żółtą Siffronię – dziecko niewolnicy i jej białego pana, prostytutkę Sweet Thing oraz Peaches – wściekłą, pełną poczucia krzywdy córkę niewolników. W czterech zwrotkach mamy, po kolei, przemoc, gwałt, prostytucję i słowo „mother” w znaczeniu „motherfucker” – wstrząsające treści, zaśpiewane tak smutno, że aż nie wiem, do czego porównać.

Don’t Let Me Be Misunderstood – To właśnie Nina Simone – a nie The Animals – pierwsza wykonywała tę piosenkę. To samo tyczy się pierwszego nowoczesnego wykonania tradycyjnej pieśni House of the Rising Sun. Z jakiegoś powodu to wersje Animalsów są bardziej znane, a u nas – głównie przez działaczy radiowych, którzy chyba za czarną muzyką nie przepadali – właściwie tylko one.

See-Line Woman – Nina Simone zaczęła od śpiewania standardów jazzowych. Szybko od tego odeszła, śpiewając albo rzeczy napisane specjalnie dla niej (np. Don’t Let Me Be Misunderstood), własną twórczość (na niniejszej liście reprezentowaną przez Four Women i Mississipi Goddamn) oraz współczesne kowery (mnóstwo Boba Dylana). Najważniejszą częścią jej repertuaru były chyba jednak aranżacje ludowych piosenek, takich jak Dom wschodzącego słońca, Sinnerman czy See-Line Woman. Ten ostatni utwór wydaje się wyjątkowo rewolucyjny. W 1962 roku, czyli jeszcze przed rewolucją obyczajową, wokalistka zdecydowała się nagrać piosenkę o kobiecie lekkich obyczajów, a do tego dać jej aranżację prawie pozbawioną melodii, za to opartą na afrykańskich rytmach. Odważna kobieta.

Mississippi Goddamn! – Protest song z prawdziwego zdarzenia. Wokalistka wymienia tu południowe stany, w których doszło do tragedii na tle rasowym. Alabama nie pozwala się śmiać, przez Tennessee nie potrafię spać, a wszyscy wiedzą o Mississippi, do cholery”. Rymu „You don’t have to live next to me / just give me my equality” nie będę tłumaczył, bo jest on w swojej prostocie zbyt genialny.

Ain’t Got No … I Got Life – Na deser coś lżejszego. Nina Simone połączyła dwie piosenki z Hair. Z tekstów tego musicalu, które nie mają raczej sensu, a bywają wręcz bezdennie głupie, artystka zdołała stworzyć piosenkę z całkiem głębokim przesłaniem. Jeden z kowerów wszech czasów. Być może nawet jedna z piosenek wszech czasów.

The high priestess of soul

"The high priestess of soul"

Advertisements

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 5 to “Nina Simone razy 5”

  1. jakuzz Says:

    muszę się do czegoś przyznać. nie przesłuchałam ani jednego kawałka z ani jednego wpisu o muzyce klasycznej. nie jestem gotowa. za to Nina zawsze!

  2. Przemysław Says:

    Luzik, mało kto ich słucha. Faktycznie, trudno się przerzucić z rocka i podobnych na poważną. Można też zadać słuszne pytanie „po co?”. Jako pokutę zadaję ułożenie Top 5 pumeksów.
    Cieszę się że się pani Simone podoba. Dla mnie to najważniejsze odkrycie ostatnich kilku lat. (nie licząc wspomnianej muzyki klasycznej jako całości).
    I dzięki ogólnie za feedback. Każda uwaga jest dla mnie cenna.

  3. BBasia Says:

    Poczułam się wezwana do odpowiedzi: DZIĘKUJĘ za Ninę Simone, z którą się do tej pory nie zetknęłam, a niesamowicie mi się podoba:) Po drugie: teksty Hair, przepraszam, nie są głupie, są wyrazem stanu ducha całego pokolenia i należy im się szacunek.

  4. Przemysław Says:

    Bardzo się cieszę – „stykanie” z muzyką to misja tego blogu.
    Co do Hair, to może przesadziłem, nawet skreślę jedno słowo :-). Dodam, że uwielbiam ten musical. Po prostu kiedyś bardzo się rozczarowałem, obejrzawszy filmową wersję z napisami (angielskimi). Nie zmniejszyło to jednak mojego dlań uwielbienia.

  5. BBasia Says:

    Co do Hair Milosa Formana to pamiętam, że obejrzałam ten film „za wcześnie” – nie rozumiałam pewnych odniesień, całego dramatyzmu sytuacji społecznej, intensywności pewnych odczuć i przeżyć…no i wtedy nawet „Let the sunshine in” mną nie wstrząsnęło!!!! Ale upłynął pewien czas i odebrałam obraz z pełną mocą i żaden z tekstów nie zabrzmiał płytko ani naiwnie. Genialna muzyka, teksty i film oczywiście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: