Titanic OST

28/03/2014

Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 1Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 2“Naprawdę jest coś gigantycznego i okropnego w tem spotkaniu się Titanica z olbrzymią górą lodową – które jest świetnem uosobieniem tych ciągłych starć i zderzeń, jakie zachodzą między człowieczym geniuszem a siłą elementarną.”

Zatonięcie Titanica z 14 na 15 kwietnia 1912 roku było być może pierwszą nowoczesną katastrofą. Przez nowoczesną rozumieć tu należy rozgłos w gazetach na całym świecie, wywiady z rozbitkami oraz sensacyjne teorie. Skala wydarzenia była tak duża, że jeszcze w 1997 roku statek pochłonął swoją ostatnią ofiarę – dobry gust – dzięki znajdującemu się na ścieżce dźwiękowej do filmu “Titanic” My Heart Will Go On Celine Dion. Niniejszy wpis nie będzie jednak o tej piosence – staram się nie prowadzić bloga po pijanemu. Będzie dotyczył innych związanych z katastrofą utworów, począwszy od nagranego w 1929 roku bluesa – God Moves on the Water Blind Willie Johnsona.

Tekst God Moves on the Water to znane wszystkim fakty związane z katastrofą (data, góra lodowa, najpierw kobiety i dzieci) poprzetykane refrenem o Bogu poruszającym się po wodzie. Dość złowrogo brzmi Bóg w tej piosence – cała piosenka też zresztą brzmi złowrogo. Jest to jeden z najostrzejszych znanych mi kawałków zagranych tylko na gitarze, a na listę “gotycki blues” nie załapał się tylko dlatego, że znalazła się już tam inna, znana z kosmicznych wojaży, piosenka Blind Willie Johnsona.

Titanic najwyraźniej inspirował amerykańskich bluesmanów równie silnie jak wewnętrzne rozterki polskie wokalistki lat dziewięćdziesiątych, bo piosenek o wypadku napisali oni całkiem sporo. Żadna nie dorównuje moim zdaniem God Moves on the Water, chociaż takie podejrzanie skocznie When That Great Ship Went Down małżeństwa Williama i Versey Smithów robi wrażenie.

Najbardziej niesamowitym nagraniem związanym z zatonięciem Titanica jest dla mnie powstałe w roku katastrofy El mole rachmin (für Titanik) słynnego wówczas kantora Josefa “Jossele” Rosenblatta. Nagrania akustyczne, czyli  pochodzące sprzed wprowadzenia w połowie lat dwudziestych mikrofonów, wbrew atrakcyjnej nazwie mają niestety brzmienie tekturowe wpadające w blaszane. Kogo jednak nie poruszy ten zarejestrowany przed ponad stu laty hebrajski lament, ten chyba ma górę lodową zamiast serca.Titanic_iceberg

Należy jeszcze wspomnieć o nagraniu pieśni The Lost Chord dokonanego przez legendarnego tenora Enrico Caruso 29 kwietnia 1912 roku, na kilka godzin przed zaśpiewaniem jej na koncercie dla rodzin ofiar Titanica. Jak się okazuje, pisałem o niej kawał czasu temu.

Ilustracje to: jedyna fotografia (najprawdopodobniej) góry lodowej, która zatopiła Titanica (Wikimedia Commons) oraz fragmenty artykułu z Ilustrowanego Kuryera Codziennego z 18 IV 1912 r. Cała gazeta (najlepiej kliknąć “pobierz”) dostępna jest w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej, nieco trudnej do nawigacji, ale będącej wspaniałem źródłem materjałów i posiadającej pierwszorzędną stronę na FB.

Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 3

Cool pszczeli

23/03/2014

Znany z wielu czasopism i jednego bloga Mariusz Herma zorganizował międzynarodowy serwis Beehype. Autorzy z różnych krajów polecają tam piosenki z różnych krajów. Jeśli więc znudziła się Wam anglosaska dominacja  w świecie muzyki, to ta strona jest dla Was.

Sweet Home Alabama

21/03/2014

John PettsWe wrześniu 1963 roku w mieście Birmingham w stanie Alabama, trzech członków Ku Klux Klanu postanowiło bohatersko bronić cywilizacji białego człowieka podkładając dynamit pod uczęszczany przez Murzynów kościół. Dzięki ich odwadze udało się na zawsze zlikwidować zagrożenie, jakie stanowiły cztery dziewczynki w wieku od 11 do 14 lat.

Dwa miesiące później John Coltrane nagrał na koncercie instrumentalny utwór pt. Alabama. I jeśli jazz nadal kojarzy Wam się z “Marek Niedźwiecki przedstawia Smooth Jazz Cafe”, to może Wam się teraz przestać tak kojarzyć.

Na zdjęciu witraż autorstwa Johna Pettsa podarowany po zamachu kościołowi w Birmingham przez Walijczyków. Może Was też zainteresować wspominająca to samo wydarzenie (i inne podobne) piosenka Niny Simone Mississippi Goddam.

Motyl z Nagasaki, chińska noc, domniemany brak jojo, potłuczony szelak, indonezyjska rzeka oraz Violetta Villas

27/02/2014

Nagasaki MitsubishiPewnego dnia Tsutomu Yamaguchi, pracownik biura projektowego stoczni Mitsubishi, pojechał na delegację do Hiroszimy. Tam został ciężko poparzony, kiedy na miasto spadła bomba atomowa. Jakimś cudem udało mu się jednak wrócić do domu, czyli do Nagasaki. Po powrocie, jak to Japończyk, mimo poparzeń poszedł do pracy. Kiedy opowiadał niedowierzającym jego historii kolegom, jak należy się chronić przed bombą jądrową, ta spadła na Nagasaki. Yamaguchi przeżył i ten wybuch. Zmarł dopiero po dziewięćdziesiątce, poświęciwszy – z sobie tylko wiadomych powodów – resztę życia walce o zakaz stosowania broni nuklearnej.

madame butterfly reklama 1914Historię tę przypominam sobie za każdym razem, kiedy słucham pięknej piosenki Nagasaki no ochosan (Motyl z Nagasaki), nagranej w 1939 roku przez popularną wówczas japońską piosenkarkę Hamako Watanabe. Motyl z Nagasaki opowiada o historii z opery Madama Butterfly Giacomo “Nessun dorma” Pucciniego. Podobno zawiera też materiał muzyczny z opery, ale nie rozpoznaję go, bo znam z niej na razie jedynie wymiatającą arię Un bel di, vedremo. Madama Butterfly to mieszkanka Nagasaki, która zakochuje się w poruczniku marynarki amerykańskiej Pinkertonie i większość opery to jej tęskne czekanie na owego Amerykanina (w piosence pojawia się słowo ‘merican). Mieszkańcy Nagasaki w 1945 też oczekiwali Amerykanów, ale raczej nie z utęsknieniem. I Amerykanie pojawili się, bo po zrzuceniu bomby uranowej na Hiroszimę, trzeba było również wypróbować bombę plutonową. Załoga bombowca Bockscar (w tym nawet jeden porucznik) zrezygnowała ze zrzucenia nowego wynalazku na miasto Kokura, które było zbyt zadymione przez niedawne bombardowanie sąsiedniego miasta Yahata. Udali się więc nad rezerwowy cel: miasto, którego nazwę znali zapewne z tytułu  zupełnie bezsensownego amerykańskiego przeboju z 1928 roku.

hamako watanabeHamako Watanabe śpiewała też inny hit, jeszcze mocniej związany z burzliwą historią zeszłego stulecia. Była to nagrana w 1938 roku piosenka Shina no yoru, co oznacza “chińską noc”. Utwór użyty został dwa lata później w filmie o tym samym tytule. Był to film propagandowy, zrobiony na potrzebny brutalnej, nawet jak na dwudziestowieczne standardy, japońskiej okupacji Chin. Niezależnie jednak od tych ponurych wojskowych aspektów, ta łącząca muzykę popularną i japońską imitację chińskiego folku piosenka była niesamowicie chwytliwa. Nic dziwnego, że wpadła w ucho amerykańskim żołnierzom rozlokowanym po wojnie w Japonii i Korei, którzy zmienili tytuł na łatwiejsze do zapamiętania She Ain’t Got No Yo-Yo.

Deutsche GrammophonNie po raz pierwszy alianckim wojskom spodobała się piosenka wrogiego imperium. Tak przecież było też z niemiecką piosenką Lili Marleen. Utwór, znany także jako Lili Marlen, Lili Marlene lub po prostu Das Mädchen unter der Laterne, nagrany został przez Lale Andersen w 1939 roku. Tekstem był wiersz z I wojny światowej, opowiadający o tęsknocie rozłączonych przez wojnę kochanków. Piosenka uznana została jednak za niepropagandową przez Goebbelsa i raczej nie była puszczana w radiu III Rzeszy. Jeśli wierzyć opowieści zamieszczonej przez Daily Telegraph, bombardowanie znajdującego się pod niemiecką okupacją Belgradu skutkowało w zniszczeniu większości zapasów kruchych, szelakowych płyt tamtejszej rozgłośni. Ktoś sięgnął więc po niezniszczoną płytę z dna pudła i w ten sposób, w 1941 roku, Radio Belgrad zaczęło popularyzować Lily Marleen. Piosenka stała się hitem po obu stronach frontu. I o ile popularność piosenki wśród niemieckich żołnierzy nie dziwi, to mniej zrozumiałe jest, jak ten typowy Schlager (takie disco-teutono) spodobał się żołnierzom z alianckich krajów, o znacznie lepszych niż niemieckie osiągnięciach w dziedzinie muzyki popularnej.

waljinahTo jednak nie koniec “wojennych podróży z pop music”, wracamy bowiem do Azji. Jeszcze jeden przypadek transkulturowej i transfrontowej popularności utworu muzycznego miał miejsce podczas japońskiej okupacji Indonezji w latach 1942-1945. W wolnym czasie pomiędzy podpalaniem wiosek a uciskaniem ludności, japońskim żołnierzom wyjątkowo spodobał się jeden utwór z indonezyjskiego gatunku keroncong: opowiadający o jawajskiej rzece utwór Bengawan Solo. Po wojnie japońscy weterani nawet zrzucili się na pomnik dla kompozytora piosenki Gesanga, odznaczając się tym samym wrażliwością i czułością, które pewnie bardziej przydałyby się podczas samej okupacji. Piosenka ta dostępna jest w wielu wersjach, w większości typu disco-indo. Moim zdaniem najlepiej brzmi wersja japońska Toshi Matsudy z 1948 roku. Do słuchania nadaje się jeszcze pochodzące z lat sześćdziesiątych nagranie gwiazdy keroncong Waljinah wykonywana w duecie z autorem utworu. Niepokojący jest fakt istnienia wersji tej piosenki w wykonaniu Violetty Villas, pod tytułem Kiedy Allach szedł (1962). W polskim tekście mowa m. in. o “Indonezji – kraju kwitnącym z roku na rok” i aż dziw, że brakuje w nim jakichś pozdrowień nawiązujących do podobieństwa polskiej i indonezyjskiej flagi. Nagranie to stało się ostatnio przebojem w Indonezji.

swastyka szelakNie wiem, jaki jest morał z tych historii. Na pewno nie “muzyka silniejsza niż wojna”, bo to nie prawda – można to sprawdzić przeciwstawiając najlepszy nawet wzmacniacz Denona najmniejszemu choćby czołgowi. Mam jednak nadzieję, że spodobają się Wam zaprezentowane tu kawałki (poza Lili Marleen, które podoba się tylko w warunkach ciężkiego ostrzału artyleryjskiego). Nie tak łatwo było znaleźć tę muzykę, a jeszcze trudniej coś się o niej dowiedzieć. Dziękuję blogowi Ceints de Bakelite za historię Shina no yoru. Użytkownikowi archive.org calydon oraz użytkownikowi YouTube TheMidlakes dziękuję za info o Nagasaki no Ochosan.  Terima kasih Karolinie, Irwanowi i Joniemu za opowieść o Bengawan Solo. Karolinie dodatkowo dziękuję za wstrząs wywołany wersją VV.

Obrazki to, od góry: pocztówka z Hiroszimy, chyba z początku XX w. (Wikimedia Commons), reklama płyt Victor z 1914 r. (Library of Congress), Hamako Watanabe, 1938 (Wikimedia Commons), żołnierze Luftwaffe – melomani (ipernity.com), jakaś płyta Waljinah (źródło bliżej nieznane), a na samym dole nie wiadomo w sumie co, dla niektórych pewnie metafora przemysłu muzycznego (źródło: materiały prasowe Sony Music Entertainment).

Dodatkowe linki:

♪ Bardzo dobre nagrania Shina no Yoru i Nagasaki no Ochosan z ok. 1950 r. na archive.org, śpiewa Hu Mei Fang.

Historia Tsutomu Yamaguchi do posłuchania na National Public Radio.

Na sąsiada

21/02/2014

The Paragons  On The BeachSąsiedzi, podobnie jak wejście USB, nie podlegają prawom statystyki, przez co zadziwiająco często trafia się na obywateli uciążliwych, nieprzyjemnych, albo po prostu jakichś takich. Nietrafiony sąsiad jest bohaterem pochodzącej z 1968 roku piosenki ska A Quiet Place (Got to Get Away) jamajskiego zespołu The Paragons (ang. The Receipts). Ów antypatyczny osobnik wraca późno i się tłucze. Innych zresztą chyba też tłucze (always a fuss and fight) i w ogóle dołuje on narratora piosenki (he gets me down – cała Polska uczy się phrasali!).

Utwór ten poznałem w wersji Massive Attack, pod tytułem Man Next Door (1998). Studiując książeczkę od kasety (jak to się kiedyś robiło), zidentyfikowałem użyty tam sample (10:15 Saturday Night Cure’ów), a umknęło mi nazwisko “Holt” na liście autorów. I nie wiedziałem, że to kower (planuję zrobienie zresztą top 6 “nie wiedziałem, że to kower”), póki nie wyprowadził mnie z błędu Mariusz Herma na swoim blogu. Jestem mu za to dozgonnie wdzięczny, bo Quiet Place aka Got to Get Away aka Man Next Door w wersji Johna Holta z zespołem Paragons od tego czasu niezmiennie znajduje się w mojej trzydziestce lub nawet dwudziestce (a w porywach w dziesiątce) ulubionych piosenek.

John Holt napisał jeszcze jedną piosenkę bardziej znaną jako kower. Jest to pochodzące z 1967 roku The Tide Is High, dość zachowawczo zagrane potem przez zespół Blondie. Na tej drugiej wersji bazowała późniejsza interpretacja girlsbandu Atomic Kitten, któremu udało się oczyścić piosenkę z tych resztek uroku, które zdołały uchować się przed Blondie.

Kontynuując wątek negatywistyczny, to Massive Attack nie aż tak dużo zrobiło z A Quiet Place. Śpiewa w niej stały współpracownik zespołu, legenda reggae lat siedemdziesiątych Horace Andy, odtwarzając po prostu  swoją wersję utworu z  1975 roku. A podkład Massive Attack mocno wzorowany jest na A Noisy Place – dubowej przeróbce wspomnianego nagrania Andy’ego.

Ilustracja to okładka jedynego albumu The Paragons z pierwszego okresu, na którym notabene nie ma piosenki Quiet Place.

Amas Radosna

02/02/2014

Hiroszima kopuła

“Enola Gay, powinnaś wczoraj zostać w domu”. Tak zaczyna się przebój Enola Gay (1980) angielskiego zespołu nowofalowo-elektronicznego Orchestral Manoeuvres in the Dark (skrótowo OMD). Inne fragmenty tekstu brzmią jak pełen wyrzutów miłosny pop song: “Nic nie zdoła zmyć twojego pocałunku” albo “To nie powinno było się tak skończyć”. “Enola Gay” to nazwa bombowca, który 6 sierpnia 1945 roku zrzucił bombę atomową na Hiroszimę. W tekście piosenki znajdziemy też słowa “little boy” (nazwa samej bomby) oraz 8:15 (na tej godzinie zatrzymało się w Hiroszimie wiele zegarów).

Samolot nazwany został na cześć matki pilota-dowódcy samolotu, Paula Tibbetsa. Enola Gay Tibbets z kolei swoje imię (“alone” wspak) dostała po bohaterce zapomnianej XIX-wiecznej powieści, zatytułowanej złowrogo Enola; albo jej fatalny błąd.

Słowo “gay”, pierwotnie “radosny”, między zrzuceniem bomby a napisaniem piosenki zdążyło nabrać innego znaczenia. Część brytyjskiej publiczności wykazała się zadziwiającą ignorancją historyczną, interpretując utwór Enola Gay jako deklarację homoseksualnych preferencji muzyków OMD. Pod wpływem tych pogłosek utwór został nawet usunięty z playlisty jednego programu dla dzieci telewizji BBC. Decydentom BBC musiało się zrobić głupio, gdy dowiedzieli się, że tekst nie jest o szkodliwym dla dzieci homoseksualizmie, a jedynie o broni nuklearnej.

♫ LINKI:

♪ Występ z 1981 roku

♪ Teledysk

Na zdjęciu centrum wystawowe w Hiroszimie, z którego potem została głównie słynna kopuła. (Wikimedia Commons)

Spisek mozartowski

19/01/2014

Plan MozartaZnany mason i pornograf Wolfgang Amadeusz Mozart (właśc. Wolfschanz Amadiew Mosche) napisał Masońską muzykę żałobną (Maurerische Trauermusik) w 1785 roku, co już powinno nas zmartwić, ponieważ odejmując 17 od 85 otrzymujemy 68 a dodawszy do tego liczbę części, na jakie kompozytor podzielił dzieło, otrzymamy szatański numer 69. Mozart napisał ten trwający około sześć (przypadek?) minut utwór na okazję śmierci dwóch braci masonów: księcia Mecklenburga-Strelitz oraz hrabiego Estherhazego von Galantha (właśc. von Gazetha) za granty Cesarstwa Brukselskiego. Nazwanie Masońskiej muzyki żałobnej “genialnym Requiem w skrócie” przez  liberalnego blogera Przemysława Jaślana (właśc. Pscheme Jascha) doskonale wpisuje się w nachalną propagandę siedzących w wiadomo czyjej kieszeni mediów. Kryszno-szyicko-teutońskie lobby nie od dziś każe odtwarzać publicznie utwory Mozarta, mimo ich niskiej wartości artystycznej i rozrywkowej. Co gorsza, płyty “Mozart For My Baby” uczą już od małego wrogich nam ideologii, nie mówiąc już o pojawiających się coraz częściej składankach “Mozart w łonie”. Te ostatnie powodują, że dzieci zdają się rodzić już masonami, co daję fałszywą amunicję retoryczną twierdzącym, ze masoństwo to cecha wrodzona, a nie zaś całkowicie uleczalny wynik szkodliwego wpływu kompozytora z Salzburga (właśc. Strasburga).

Obrazek z 1935 (ostateczny dowód na wszystko) z  tajnej strony “Wikipedia”.

Inne dowody:

Filharmonia Wiedeńska – Koncert pamięci niebędącego na szczęście członkiem żadnych niebezpiecznych organizacji Herberta von Karajana (1989)

Mniej znana orkiestra, lepsza jakość (Budapeszt, 2013)

Top 6: gotycki blues

22/12/2013

Thomas Hart Benton - The Negro and the AlligatorMroczna muzyka istniała długo zanim Ian Curtis zaśpiewał “eyes dark, relentless, frightened of the sun“, tworząc tym samym rock gotycki. Oto sześć ponurych, amerykańskich piosenek bluesowych – większość sprzed wojny. Nie należy mylić tego pierwotnego bluesa z blues-rockiem, a szczególnie jego najgorszym wykwitem – Still Got the Blues Gary’ego Moore’a.

Blind Willie Johnson – Dark Was the Night, Cold Was the Ground  Nie wiadomo do końca, o czym jest ten utwór, bo oprócz postękiwania jest on instrumentalny. Tę ultrasmutną piosenkę wysłano w kosmos na Voyager Golden Record, żeby kosmitom poleciała rtęciowa łezka.

Dick Justice – Henry Lee (1929) Tekst na pewno znacie ze słynnego duetu Nicka Cave’a i PJ Harvey, tylko muzyka jest tu mniej podniosła. W tej ludowej piosence generalnie chodzi o to, że on jej nie chciał, ona go zadźgała (sorry za spoiler). Zgubne skutki wyzwolenia i uzbrojenia kobiet.

Geeshie Wiley – Last Kind Words Blues (1930) Panie też potrafiły śpiewać, a w tym przypadku także pisać ponure piosenki bluesowe. Tytułowe “ostatnie miłe słowa” wypowiane są przez rodziców narratorki. Tata chciał, żeby wysłali mamie jego ciało, jeśli “zginie na tej niemieckiej wojnie”. Mama chciała, żeby córka nie szalała, kiedy już nie będzie mogła jej pilnować. Geeshie Wiley nagrała dwie płyty, co niestety w tamtych czasach przekładało się na cztery piosenki.

Dock Walsh – In the Pines (1926) Piosenkę tę rozsławił w 1994 roku zespół Nirvana (jako Where Did You Sleep Last Night). Kurta Cobaina zainspirowała wersja Leadbelly’ego z lat czterdziestych – jego współgrungeowiec Mark Lanegan miał oryginalną szelakową płytę z tym właśnie nagraniem. Hipstresse oblige jednak, więc polecam tu wcześniejszą wersję – “mroczne banjo”. In the Pines to utwór tradycyjny, będący najprawdopodobniej przypadkowym zespoleniem dwóch różnych piosenek, stąd pewna niespójność tekstu. A jeśli zastanawiało Was, o co chodzi z driving (ew. driver’s) wheel, gdzie znaleźli głowę bohaterki (ew. męża bohaterki – zależy od wersji), to oznacza ono prostu napędzane koło lokomotywy.

Vera Hall – Another Man Done Gone (1940) Vera Ward Hall była spokojną wdową po górniku z miasteczka w Alabamie. Posiadała też niesamowicie smutny głos, który spopularyzował najpierw etnomuzykolog John Avery Lomax, potem jego jeszcze bardziej obrotny syn Alan Lomax, a jeszcze potem Moby, samplując w 1999 roku jej wykonanie Trouble So Hard. Another Man Done Gone to tradycyjna piosenka więzienna – znowu ktoś próbował uciec i go zastrzelili. Na szczęście śmiertelność wśród więźniów od tego czasu się zmniejszyła, czego niepodważalnym dowodem jest dziesięciokrotny wzrost populacji więziennej USA od czasu nagrania utworu.Blind Willie Johnson Columbia

Son House – Death Letter Blues (1965, za polecenie dziękuję Wojtkowi) Jedyna powojenna piosenka, ale za to można obejrzeć występ telewizyjny, zamiast gapić się w, skądinąd estetyczne, nalepki szelakowych płyt. Podmiot liryczny dostał w niej list z informacją o śmierci ukochanej. Resztę piosenki stanowią przemyślenia z wizyty w kostnicy, pogrzebu i, w końcu, powrotu do pustego mieszkania. Son House należał do najważniejszych wykonawców lat trzydziestych i zdobył względną popularność podczas renesansu bluesa i folku w Stanach. Renesans ten szczytowy moment osiągnął w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy skończyła się w USA era obowiązkowej prawie szczęśliwości, ustępującej jedynie naprawdę obowiązkowej szczęśliwości Korei Północnej.

Inne ponure stare piosenki (ale nie bluesowe) pojawią się wkrótce w planowanym wpisie “przedwojenny gotyk”. Pewnie będzie też kontynuacja tego wpisu, na razie polecam post o innym przygnębiającym bluesie, Nobody Knows You When You’re Down and Out. A także Czarną listę wszech czasów.

Obraz: Thomas Hart Benton – Murzyn i aligator (1927)

Stary dorsz i morze

04/12/2013

William_Turner_-_Fishermen_at_Sea

Cztery interludia morskie (Sea Interludes, 1945) angielskiego kompozytora Benjamina Brittena brzmią tak, jak chciałbym, żeby brzmiała muzyka połowy XX wieku: niepokojąco, ale jednocześnie melodyjnie i, nie bójmy się tego słowa, pięknie. Niestety, najbardziej znani kompozytorzy powojennej klasyki (np. Penderecki albo Stockhausen) koncentrowali się na “niepokojąco”, argumentując, poniekąd słusznie, że doświadczywszy melomana Hitlera, nie można już tworzyć normalnej muzyki. Britten najwyraźniej nie zgadzał się z tym do końca, bo chociaż jego twórczość bywa mroczna jak nie wiem, to jednak da się jej słuchać dla przyjemności – taki symfoniczny odpowiednik Radiohead. Z prezentowanych dziś interludiów (Świt, Niedziela rano, Światło księżyca, Sztorm) najbardziej polecam Niedzielę rano:


Jak wskazuje nazwa, te orkiestrowe interludia pochodzą z większej całości, a konkretnie z opery Peter Grimes. Jej tytułowy bohater to oskarżony o morderstwo mieszkaniec nadmorskiej miejscowości i zarówno ponura tematyka, jak i nadmorskość przenikają do warstwy muzycznej. Jeśli komuś nie chce się słuchać całego utworu (notabene uważanego za największe osiągnięcie Brittena) bo np. nie lubi opery, to może spokojnie ograniczyć do piętnastominutowej suity Sea Interludes. Polecam ją każdemu, kto lubi powspominać nadmorskie klimaty: deszcz, wiatr, zatrucie rybą i  zachłyśnięcie słoną wodą.

♫ LINKI:

Sea Interludes – nagranie z 1948 roku (w domenie publicznej) u niejakiego Damiana. Empetrójka we wpisie jest właśnie stamtąd.

Fragmenty Interludiów w filmiku zapowiadającym wystawienie Petera Grimesa w Aldenborough – nadmorskim miasteczku, z którego pochodził Benjamin Britten.

Obrazek: William Turner – Rybacy na morzu (1796, Wikimedia Commons)

Mahler ziemisty Chińczyk

29/11/2013

Shen Zhou“Klątwa dziewiątej” to zdarzający się wśród kompozytorów syndrom nagłego i ostatecznego pogorszenia stanu zdrowia po napisaniu dziewiątej symfonii. Zaczęło się od Beethovena, który nie napisał już żadnej symfonii po tej z Odą do radości. Podobnie było np. z Dvořákiem i Brucknerem, więc w 1909 roku przesądny i neurotyczny Wiedeńczyk Gustav Mahler postanowił oszukać los, i swojej dziewiątej symfonii nie nazwał IX symfonią, tylko Das Lied von Der Erde (Pieśń o ziemi). Los mógł się naprawdę nie zorientować, bo Lied von der Erde nie przypomina za bardzo symfonii w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, czyli czysto orkiestrowego utworu w czterech, różniących się tempem, częściach.

Mahler, za przykładem Beethovena i jego “9″, lubił wstawiać pieśni do symfonii. W Das Lied von der Erde poszedł jednak na całość, bo dzieło składa się wyłącznie z sześciu pieśni z towarzyszeniem orkiestry. Połowę z nich śpiewa tenor (pan), połowę alt (pani), chociaż ten drugi głos dominuje czasowo. Za tekst posłużyły niemieckie tłumaczenia chińskich wierszy, w większości autorstwa Li Bai – legendarnego poety VIII w. n.e. Ich tematyka to: picie, młodość, samotność, piękno, znowu picie oraz pożegnanie. W warstwie muzycznej chińskich wpływów nie słychać jakoś bardzo, z wyjątkiem najbardziej pentatonicznej części trzeciej: Von der Jugend (O młodości). Jest to zarazem najkrótsza pieśń utworu, więc polecam ją na początek. Szczególnie podoba mi się, kiedy pan śpiewa “Wie der Rücken eines Tigers” (Niczym grzbiet tygrysa), bo zawsze się cieszę, kiedy słyszę niemiecki przypadek Genitivus:


Najsłynniejszym fragmentem Das Lied von der Erde jest natomiast jej ostatnia, najdłuższa część, śpiewana przez alt Der Abschied (Pożegnanie). Ta półgodzinna, niesamowicie smutna pieśń zajmowała w pierwszym nagraniu trzy płyty szelakowe i spokojnie obroniłaby się jako osobne dzieło. Podmiot liryczny żegna się, bo jedzie w góry w poszukiwaniu “spokoju dla samotnego serca”. Na końcu znajduje się optymistyczny w treści, ale niezbyt radośnie zaśpiewany fragment o ziemi: że co wiosnę się odnawia, oraz że wszystkie odległe krainy mają też błękitne niebo – wieeeecznie, wieeeecznie (eeeewig, eeeewig):


A cierpliwy los poczekał, aż Gustav Mahler ukończy właściwą IX symfonię, i dopiero wtedy załatwił kompozytora.

♫ LINKI:

Wspomniane pierwsze nagranie (1936, kolega Mahlera – Bruno Walter) na Internet Archive. Z tego źródła pochodzą zagnieżdżone we wpisie empetrójki.

Cała Lied von der Erde na YT, dyryguje największy promotor muzyki Mahlera, Leonard Bernstein.

Bernstein opowiada o utworze.

Obrazek: Górzysty krajobraz Lushan – Shen Zhou, 1467 (Wikimedia Commons)


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 33 other followers