O Egipcjance

21/01/2012

Misirlou wszyscy znają z początku Pulp Fiction, w pochodzącym z 1962 roku wykonaniu Dicka Dale’a. Nie wszyscy wiedzą, że jest to utwór znacznie starszy i że powstał w Grecji. To znaczy najprawdopodobniej w Grecji, bo jego autorstwa i pochodzenia nie da się do końca ustalić. W ogóle czytanie o Misirlou (Μισιρλού) to koszmar – oprócz tego, że to dobry kawałek, to prawie nic nie jest pewne. Wiadomo tylko, że pierwszy nagrał tę piosenkę niejaki Tedos Demetriades w 1927 roku. I że „Misirlou” to po grecku „Egipcjanka”. I że surf-rockowa wersja Dicka Dale’a też jest niezła i dobrze postąpił Κουέντιν Ταραντίνο, wykorzystując ją w soundtracku.

LINKI:

Świetny artykuł o piosence oraz mp3 różnych wykonań (polecam szczegónie Danai)

Pierwsze nagranie – Tedos Demetriades, 1927

Dick Dale na żywo, 1963

Zdjęcie Egipcjanki stąd

Top 7: World Music Party!

30/12/2011

Dużo już tu było wpisów o muzyce tanecznej (patrz: Varese, Cage), ale z okazji obowiązkowego święta 31 grudnia nie zaszkodzi dorzucić kolejny. Oto siedem propozycji tanecznych kawałków z gatunku tzw. muzyki świata, czyli ani polskich, ani anglosaskich.

Mori Kante – Yeke Yeke (Gwinea) Od tego zaczęło się u mnie world music. Ulubiona piosenka Nigelli Lawson – ta informacja może się kiedyś przydać.

Miriam Makeba – Pata Pata (RPA) Wsłuchajcie się w kliknięcia w języku xhosa. „Pata pata” znaczy „dotyk dotyk”, co budzi niepokojące skojarzenia z opus magnum Edyty Górniak.

Helena Vondráčková – Pátá (Czechosłowacja) „Pátá” tu najprawdopodobniej nie oznacza dotyku – Google tłumaczy jako „piąta”. Chyba chodzi o godzinę, bo: „Zvonek zvoní, škola končí, po schodech se běží”. Cover słynnego Downtown Petuli Clark.

Prince Buster – Al Capone (Jamajka) Pionier gatunku ska, idol Madness i The Specials. W zasadzie instrumentalny kawałek ze wstawionymi cytatami z tytułowego gangstera, który nie chciał, żeby reporterzy mówili o nim „scarface” („blizna”), bo byłoby przykro jego mamie.

Atilla the Hun – Roosevelt in Trinidad (Trynidad) Trynidadzkie calypso z lat trzydziestych to wspaniała sprawa, a najlepsza jest tematyka piosenek: wizyty głów państw, huragan, skandal w ministerstwie skarbu, pożar w ministerstwie skarbu, mecz krykietowy, gwiazdy Hollywood, zamieszki, niesłuszne odwołanie gubernatora itd.

Shakira – Ojos Asi (Kolumbia) Shakira Mebarak ma libańskie korzenie, co zainspirowało ją do a) doskonalenia tańca brzucha, b) stworzenia powyższego arabskiego techno.

Solomon Linda and The Evening Birds – Mbube (Związek Południowej Afryki) O tym (jak i o innych kawałkach z tej listy) już było na Placówce, ale warto przypomnieć. To oryginalna, nagrana w 1939 roku, wersja hitu The Lion Sleeps Tonight. „Mbube” to po zulusku „lew” albo „Edyta Górniak”.

Jeśli znacie dobre piosenki spełniające wymogi wpisu, to dawajcie w komentarzach (po 31 grudnia też mogą być). Unyaka omusha omuhle!

Szlagier czesko-amerykański

22/12/2011

Nie wiem, która symfonia jest najlepsza, natomiast wiem, która jest najbardziej przebojowa – 9-ta symfonia „Z Nowego Świata” Czecha Antonína Dvořáka. Powstała w 1893 roku, kiedy kompozytor przebywał w Stanach Zjednoczonych i według ekspertów, słychać w niej wpływ muzyki indiańskiej i murzyńskiej. Jak tych wpływów nie słyszę, za to momentami zalatuje mi westernem.

Każda z czterech części „Z Nowego Świata” to murowany hit. W pierwszej części najpierw powoli przypływamy do Nowego Jorku, a zaraz potem galopujemy po prerii. Druga nazywa się Largo, co oznacza mniej więcej to samo, co „adagio”. Znajdziecie w niej jedną z bardziej znanych melodii muzyki klasycznej, katowaną niegdyś w dżinglu RMF Classic (być może dalej katowaną, ale nie wiem, musiałbym słuchać RMF Classic). W 3-ciej części Dvorak chyba nawiązuje do innej dziewiątej symfonii – niejakiego Beethovena. A ostatni fragment to tzw. power-pop – słusznie wymieniłem go w niesławnym (ze względu na hipokryzję autora) wpisie Muzyka klasyczna do sprzątania.

„Z Nowego Świata” to idealne wprowadzenie do gatunku symfonii. Jeśli jeszcze nie znacie, to skorzystajcie z poniższych linków:

1. YouTube – Gustavo Dudamel dyryguje czwartą częścią na urodzinach Benedykta XVI

2. Archiwalne nagranie na blogu Shellackophile (świetne – to przez nie przypomniałem sobie o tej symfonii, okładka obok)

3. Cała „Z Nowego Świata”, dyryguje Herbert Von

Zainteresowanym innymi dziełami Dvoraka polecam 12-ty kwartet smyczkowy (tzw. „Amerykański”) z tego samego okresu. Ewentualnie jeszcze VII symfonię – mniej przebojową ale też uważaną za wybitną.

Na zdjęciu Statua Wolności – the making of.

W odlewni

17/12/2011

Właśnie się zorientowałem, że w poprzednim wpisie zapomniałem o jednym ważnym kawałku związanym z pracą, a mianowicie o Odlewni stali (aka Zawod: muzyka maszin) Aleksandra Mosołowa. To wyjątkowo mocna rzecz – futurystyczny radziecki industrial z 1927 roku. Jednym z ważniejszych instrumentów jest tu kawał blachy, co oznacza, że Einstürzende Neubauten nie byli na tym polu pierwsi.

Mimo braku chwytliwej melodii, trzyminutowa Odlewnia stali stała się sporym hitem, także na Zachodzie. Nic dziwnego – wciąga jak maszyna fabryczna pechowego pracownika.

Linkuje do dwóch starych nagrań (prawa autorskie już wygasły):

1. Nagranie z 1936 roku na Internet Archive  (niezła jakość).

2. Amerykańska składanka „nowoczesnej muzyki rosyjskiej” (też z lat trzydziestych) na świetnym blogu The Shellackophile (okładka obok).

Obrazek: „Cztery działania arytmetyczne”, El Lissitzki, 1928 z Wikipaintings

Top 6: praca

08/12/2011

"Syzyf" Tycjana

Oto sześć dobrych piosenek o (ewentualnie do) pracy, z czego 1/3 o kopalni.

Tennessee Ernie Ford – Sixteen Tons Bohater piosenki pracuje w kopalni. Warunki są złe. Ale musi – nawet św. Piotr nie może go wezwać do siebie, bo jego duszę przywłaszczył sobie jego pracodawca.

Midnight Oil – Blue Sky Mine Bohater piosenki pracuje w kopalni. Warunki są złe i niebezpieczne. Ale musi – żeby na stole było jedzenie.

Verdi – Coro di zingari aka The Anvil Chorus Cyganie pracujący w porcie tłuką młotami w kotwice. Wczesny przykład industrialu.

Sam Cooke – Chain Gang Więźniowie pracujący przy drodze tłuką kilofami w kamienie. Wczesny przykład industrialu i inspiracja (chyba) dla piosenki Hey The Pixies.

Ensemble Rustavi – Imeruli naduri W odróżnieniu od 90% gruzińskich pieśni, ta nie jest pełna zadumy. Za to na pewno świetnie idzie przy niej wiązanie snopków.

Bob Dylan – Maggie’s Farm Bohaterowi znudziło się wiązanie snopków na farmie Maggie – nie będzie już pracował dla niej i całej jej obleśnej rodziny. Piosenka dla zniecierpliwionych przełożonymi.

Trudno było wybrać, bo piosenek na zadany temat pełno. Jeśli macie jakieś ulubione, to piszcie w komentarzach.

Wspaniałe stare nagrania VI

27/11/2011

Dziś w nagraniach „tak starych, że aż legalnych” dwie kontrowersyjne postacie. Pierwsza to dwudziestowieczny amerykański kompozytor Aaron Copland. Kontrowersyjny, bo jedni uwielbiają jego piękne, ultra-amerykańskie kompozycje, a inni uważają, że odwalał straszną cepelię. Ja należę do tych pierwszych więc polecam dwa nagrania. Przez blog Random Classics ściągnąć można coś w rodzaju greatest hits Coplanda. Znajdziecie tam m.in. jego najważniejszą kompozycję – balet Appalachian Spring oraz największy hit – Fanfare for the Common Man. Do pełni szczęścia brakuje właściwie tylko Koncertu klarnetowego, którego premierowe nagranie można jednak znaleźć na blogu Bustera.

Drugą kontrowersyjną postacią jest niemiecki romantyk Richard Wagner, pionier atonalizmu i antysemityzmu, twórca długich oper oraz imidżu śpiewającej pani w hełmie. Kontrowersyjny był ze względu na wspomniany antysemityzm oraz przez jednego wyjątkowo niefortunnego wielbiciela. Jednak niezależnie od pozamuzycznych spraw, z twórczością Wagnera należy się zapoznać. Wyjątkowo dobrą okazją jest zamieszczenie na Internet Archive nagrań orkiestrowych fragmentów z Pierścienia Nibelungów (ta okładka, to od tego). Mamy więc skondensowaną wersję opus magnum Wagnera, bez śpiewu, za to z Cwałowaniem Walkirii i Marszem żałobnym Zygfryda – idealne do relaksiku po ciężkim dniu. Ponieważ Wagner to nie tylko Pierścień, dorzucam jeszcze link do nagrania wstępu do Tristana i Izoldy oraz Liebestod w wersji instrumentalnej na stronie CHARM. O ostatnich dwóch utworach w zajmujący sposób pisałem tu.

Top 5: pop na poważne tematy

17/11/2011

Dziś kilka piosenek prosto z radia typu „złote przeboje”, a na poważne tematy. Znamy, słuchamy, a nie mamy pojęcia, o czym to.

Suzanne Vega – Luka: przemoc w rodzinie. Tytułowy Luka to mały sąsiad, który ma problemy, bo ciągle wchodzi w drzwi. Oczywiście, tak naprawdę nie wchodzi w drzwi.

Midnight Oil – Beds Are Burning: los Aborygenów. Jak wiadomo, biali kolonizatorzy Australii nie za dobrze (eufemizm) obeszli się z jej rdzenną ludnością. Midnight Oil śpiewają m.in., że czas oddać to, co zrabowano: The time has come / a fact’s a fact / it belongs to them / let’s give it back. Lider Midnight Oil Peter Garrett z aktywizmem politycznym posunął się dość daleko, bo aż został ministrem.

Madonna – Papa Don’t Preach: aborcja. Bohaterka piosenki zaszła w ciążę i chce zatrzymać dziecko, wbrew radom znajomych. A w tytule chodzi o to, żeby tata nie strzelał kazań, tylko jej coś poradził.

The Police – Don’t Stand So Close To Me: pedofilia. Piosenka o wzajemnej fascynacji nauczyciela i uczennicy. Jest też nawiązanie literackie, raczej mało zaskakujące: It’s no use – when / he sees her / he starts to shake and cough / just like the / old man in / that book by Nabokov.

Prince – Sign ☮ the Times: AIDS, przestępczość, kataklizmy, narkotyki, katastrofy, bieda, śmierć. Prince postanowił wszystkie problemy dzisiejszego świata upchnąć do jednego kawałka, żeby w pozostałych móc śpiewać o seksie.

Jeśli znacie jeszcze jakieś przykłady popu na poważne tematy, to piszcie w komentarzach.

Wybierz swoje top 5! Winne przyjemności

10/11/2011

Pomysł podsunęła mi w którymś komentarzu Inguria, za co biję jej pokłony. Wybieramy pięć (mniej więcej) tzw. guilty pleasures, czyli kawałków, które nam się podobają, chociaż nie powinny, bo słuchamy np. tylko Velvetów i Stockhausena. No i do których lubienia się nie przyznajemy, chyba że na łamach godnego zaufania bloga. Myślę, że może być ciekawie. Niech Lionel Richie inspiruje Was do maksymalnego ekshibicjonizmu.

Wspaniałe stare nagrania V

31/10/2011

Caspar David Friedrich - Cmentarz klasztorny w śniegu

Dziś dwa utwory pasujące klimatem do obchodzonych obecnie świąt (tzn. pierwszy do Wszystkich Świętych, drugi do Halloween). Zaczynamy od premierowego (1938, zaraz po napisaniu) nagrania słynnego żałobnego hitu Samuela Barbera Adagio for Strings. Pod batutą, też słynnego, Arturo Toscaniniego – człowieka, który namówił Barbera, żeby ten przerobił część Adagio ze swojego Kwartetu smyczkowego na coś bardziej orkiestrowego.

Nagranie dostępne jest w dwóch plikach (część 1 i część 2) na należącej do londyńskiego King’s College stronie CHARM (Centre for the History and Analysis of Recorded Music). Zachęcam do korzystania z CHARM, bo można tam znaleźć pełno wspaniałych rzeczy, ale muszę wcześniej wyjaśnić parę technicznych spraw.

Pliki są w bezstratnym (czytaj: jakości CD) formacie FLAC. W Winampie raczej nie pójdzie, więc polecam odtwarzacz Foobar, ew. VLC. Oprócz tego, jeśli macie LAME, można je bez problemu przerobić na mp3.

Każdy plik z CHARM odpowiada jednej stronie płyty 78 obr./min. Takie Adagio Barbera mieści się na dwóch stronach. Pliki mają dziwne nazwy – to numery katalogowe płyt i stron. Po puszczeniu w Foobarze, ew. po przerobieniu na mp3, pojawiają się normalne tytuły.

Po co ja to wszystko tłumaczę? Bo warto się pomęczyć. Na CHARM znajdziecie (jeśli ich wyszukiwarka będzie akurat działać) pełno niesamowitych płyt, w świetnej, jak na takie starocie, jakości. Oto następny przykład: The Curlew Petera Warlocka.

The Curlew to mroczny cykl pieśni opartych na poezji W.B. Yeatsa. Pochodzące z 1931  roku wykonanie mieści się na pięciu stronach trzech płyt (na szóstej stronie jest wypełniacz: tak, już wtedy były wypełniacze) i jest dostępne w jednym pliku .zip. To ten halloweenowy utwór, chociaż na Wszystkich Świętych też się nadaje, w końcu jego autor zdecydował ze sobą skończyć niedługo przed tym nagraniem. Happy Halloween!

Prisencolinensinainciusol

25/10/2011

Słowa Prisencolinensinainciusol Włocha Adriano Celentano brzmią jak angielski, ale nim nie są. Wydany w 1972 roku singel miał być krytyką włoskiej fascynacji anglojęzyczną muzyką rozrywkową (połączonej z nieznajomością języka). Pasuje to trochę do moich poglądów, bo też uważam, że anglosaska muzyka ma zdecydowanie za duży monopol w naszych umysłach.

Po prawie czterdziestu latach od wydania, Prisencolinensinainciusol  (na szczęście jest Ctrl+V) dalej robi wrażenie. Nie wiem, czy bardziej dzięki rapopodobnemu wykonaniu Celentano, czy dzięki świetnemu, funkowemu podkładowi. Kilka lat temu piosenka stała się hitem internetowym, ale podejrzewam, że nie wszyscy ją jeszcze słyszeli – mnie np. do niedawna ominęła. Jeśli więc nie znacie jeszcze Prisencolinensinainciusol, to posłuchajcie. I zaśpiewajcie razem z Adriano Celentano „prizynkeulynensynajnczjuzyl – orajt!”.

♪ Teledysk do Prisencolinensinainciusol

♪ Klip z interpretacją słów


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.