Top 6: Brzydkie piosenki

12/09/2014

BarrisonPussyAnonimowy Czytelnik (podpisany „Życzliwy”) wysłał mi listę utworów zatytułowaną „brzydkie piosenki”. Nie wiem, dokładnie, o co mu chodzi, bo według mnie są to raczej melodyjne i chwytliwe utwory. Nie wiem też, co je łączy, ale z chęcią opublikuję całą listę, bo uważam, że należy dzielić się wartościową muzyką. Wykorzystam też swoją znajomość języków obcych, aby naświetlić pokrótce treść piosenek nie zawsze świadomym jej Czytelnikom.

Bessie Smith – I Need a Little Sugar in My Bowl (1931) Przedwojenna piosenka napisana w czasach Wielkiego Kryzysu, kiedy trudno było o różne produkty żywnościowe. Podmiot liryczny pragnie choćby odrobiny cukru w swojej cukierniczce i potrzebuje też parówki w bułce do hot-doga. Połowa problemu rozwiązałaby się, gdyby Amerykanie chętniej podchodzili do popularnej u nas zapiekanki – tej smacznej i pożywnej jarskiej alternatywy dla ich hot-dogów.

France Gall – Les Succettes (1966) Piosenka opowiada o uwielbieniu niejakiej Annie dla lizaków. Piosenkarka podobno poirytowała się na autora tekstu Serge’a Gainsbourga, kiedy już po wydaniu singla dowiedziała się o tematyce utworu. To dziwne, ponieważ tematyka jest dość oczywista, a w teledysku są nawet tańczące lizaki. Może France Gall po prostu zdała sobie sprawę, że bierze udział w kryptoreklamie szkodliwego dla zębów produktu.

Bull Moose – Big Ten Inch Record (1952) Podmiot liryczny zaprosił koleżankę na prezentację swojej dziesięciocalowej płyty, sprawiając jej wielką przyjemność. Czytelnicy chyba zgodzą się, że nie ma nic milszego niż wspólne delektowanie się muzyką.

Vanita Smythe – Back Door Man (1946) Wokalistka śpiewa tu o panu, który z bliżej nieokreślonych powodów wchodzi do domu tylnym wejściem. Termin „back door man” użyty też został przez zespół Led Zeppelin w pięknej piosence o miłości Whole Lotta Love.

Harry Roy and His Bat Club Boys – Pussy (1931) Piękna jest przyjaźń ludzi ze zwierzętami. W tej piosence narrator zakolegował się z kotkiem swojej wybranki.

Ursony - mylone z bobrami, nazywane jeżozwierzami

Ursony – mylone z bobrami, nazywane jeżozwierzami. CC Mattnad

Primus – Wynona’s Big Brown Beaver (1995) Ten utwór też jest o zwierzęciu należącym do dziewczyny, ale tym razem jest to bóbr. Pod koniec piosenki bohaterka zastanawia się, czy jednak nie jest to przypadkiem urson, zwany też (podobno błędnie) jeżozwierzem. Morał jest chyba taki, że należy pozostawiać identyfikację zwierząt wykwalifikowanym zoologom.

Obie ilustracje z Wikimedia Commons – ursony stąd,  zdjęcie z kotkami z artykułu o niejakich Siostrach Barrison.

Top 7: Jesień

02/09/2014

jeżyk we mgleZ okazji jesieni publikuję oficjalną listę utworów o jesieni. Ta pora roku przynosi różne przemyślenia, głównie o przemijaniu i liściach. W niniejszym poście obie te rzeczy znajdziecie w hurtowych ilościach.

Kabaret Starszych Panów feat. Kalina Jędrusik – Jesienna dziewczyna (1962) W odróżnieniu od większości piosenek Kabaretu Starszych Panów, ta jest zupełnie na serio. Zaś podobnie jak większość piosenek Kabaretu Starszych Panów, ma doskonałe rymy.

Richard Strauss – September (1950) Kawałek o przemijaniu z tekstem H. Hessego. Pochodzi z Czterech ostatnich pieśni (z których trzy są o przemijaniu), napisanych przez Richarda „Odyseja kosmiczna” Straussa, kiedy miał 84 lata.

Walter Huston – September Song (1938) Też o przemijaniu. Muzykę napisał Kurt Weill, kiedy po raczej przymusowym opuszczeniu Berlina zaczął pisać broadwayowskie hity.

Simon & Garfunkel – Leaves That Are Green (1966) Przemijanie na dwa głosy. Wkrótce potem S & G nagrali podobną tematycznie piosenkę o zimie, którą znajdziecie na liście utworów o zimie.

Kury – Jesienna deprecha (1998) Ból przemijania, choroby, wojny, rozpacz.

Yves Montand – Les feuilles mortes (ok. 1950) Tym razem liście – martwe, symbolizujące prawdopodobnie przemijanie. Piosenka stała się standardem jazzowym pod złagodzonym angielskim tytułem Autumn Leaves.niedźwiedź, który nie był

Billie Holiday – Autumn in New York (1952) A na koniec piosenka, w której nie ma nic o przemijaniu i o liściach. Ale chociaż ma generalnie optymistyczny tekst, to i tak brzmi podejrzanie melancholijnie.

Mimo wspomnianego na początku oficjalnego i ostatecznego charakteru listy, zachęcam do proponowania w komentarzach innych jesiennych piosenek.

Ilustracje ze wspaniałych (także pod względem muzycznym) kreskówek Jeżyk we mgle (Jurij Norsztejn, 1975) i Niedźwiedź, który nie był (Frank Tashlin/Chuck Jones, 1967)

Pierwotny J-Pop

24/08/2014

Kouta KatsutaroPiosenki Kouty Katsutaro to taka muzyka japońska, jakiej od dawna szukałem. Ta popularna w latach trzydziestych śpiewająca gejsza nagrywała kawałki brzmiące zdecydowanie „wschodnio”, ale jednocześnie  chwytliwe i łatwe do nucenia nawet dla najbardziej zatwardziałego Europejczyka. A nagminna w przypadku pochodzącej z tego samego kraju dworskiej muzyki gagaku sytuacja, kiedy wydaje się, że leci cały czas ten sam kawałek, u niej zdarza się tylko co jakiś czas. Największym hitem Kouty Katsutaro (i jednocześnie najlepiej sprzedającym się nagraniem przedwojennej Japonii) było wydane w 1933 roku Tokyo Ondo. Utwór, którego tytuł oznacza po prostu piosenkę z regionu Tokio, zachował popularność do dziś i śpiewany jest, na przykład, na meczach tokijskiej drużyny baseballowej.Utagawa Kuniyoshi - Koty, Szamisen

Kouta Katsutaro miała silną konkurencję w postaci innej gejszy – Ichimaru. Śpiew tej drugiej pani wydaje mi się ciekawszy, ale niestety jej nagrania są trudniej dostępne. Zresztą piosenki Kouty Katsutaro też nie są łatwe do znalezienia i próżno szukałem ich na płytach z serii Siesta – muzyka świata, Marcin Kydryński prezentuje. Na szczęście wytrwali  użytkownicy YouTube pracowicie wstawiają filmiki ze starymi Victrolami odtwarzającymi równie stare, szelakowe płyty obu gejsz. Nie wiem, co byśmy poczęli bez internetu – młodsi może tego nie pamiętają, ale zanim sieć umożliwiła wszystkim dostęp do bardziej zróżnicowanej muzyki, ludzie słuchali np. Coldplay albo U2.Ichimaru

♫ LINKI:

♪ Kouta Katsutaro (i pan Issei Mishima) – oryginalny singiel z 1933 z Tokyo Ondo na obu stronach, puszczony na starym i nowym sprzęcie

Ichimaru – Tenryu Kudareba – w dość podobnym stylu

Ichimaru, Kouta Katsutaro i pan Tamaki Tokuyama – Kamikaze Ondo. Tak, kamikaze.

Na (nieznanego bliżej pochodzenia) zdjęciach Kouta Katsutaro oraz Ichimaru. Ta druga z szamisenem, na którym powinny umieć grać wszystkie gejsze i o którym, zakładam, traktuje powojenna już piosenka Ichimaru Shamisen Boogie Woogie.

Drzeworyt – Utagawa Kuniyoshi (ilustracja do jakiejś opowieści ludowej, znalezione na Wikimedia Commons).

Będę wdzięczny za dodatkowe informacje na temat omawianej tu muzyki, bo mój research polegał głównie na wklejaniu, googlowaniu i tłumaczeniu japońskich znaków, których nie tylko nie rozumiem, ale nawet nie mogę zobaczyć na moim komputerze.

 

Top 6: Muzyka afrykańska dla początkujących

22/07/2014

Police_Band_1965

Kiedyś chciałem namawiać wszystkich na słuchanie muzyki klasycznej. W zasadzie dalej namawiam, ale ostatnio najwięcej słucham chyba muzyki afrykańskiej. Napisałem więc poniższą listę, która przekona Polskę, a z pomocą Google Translate cały świat, do twórczości z Afryki. We wpisie pominąłem zupełnie odmienną, arabską muzykę Afryki Północnej, ograniczając się do Afryki Subsaharyjskiej (zwanej także Czarną Afryką).  Zdecydowałem się trzymać stosunkowo znanych i łatwo dostępnych w sieci artystów i piosenek, robiąc wyjątek dla ostatniego utworu.

Mahmoud Ahmed – Abbay maddo – Embwa belew (Etiopia, 1975) W Etiopii przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych utworzyła się niesamowita, zainspirowana amerykańskim soulem i lokalną tradycją, scena muzyczna. Twórczość ta bywa zwana ethiogroove albo tizita, ale najlepiej szukać jej wpisując nazwę francuskiej serii wydawniczej, która przypomniała światu to zjawisko: Ethiopiques. W dwuczęściowej piosence Abbay Maddo – Embwa Belew legendarnego Mahmouda Ahmeda skomplikowany rytm nie przeszkadza porywającej melodii. (A może porywający rytm nie przeszkadza skomplikowanej melodii?)Gepard, Robert Jacob Gordon, ok. 1780

Super Etoile de Dakar – Immigres/Bitim rew (Senegal, 1984) Piosenka, którą słyszałem chyba najwięcej razy w życiu i dzięki której na serio zainteresowałem się muzyką afrykańską. Lider zespołu Youssou N’dour został kiedyś zaproszony na występ do Paryża przez związek zawodowy mieszkających tam senegalskich taksówkarzy. Tak go przybiła ich sytuacja, że napisał ten monumentalny, złożony rytmicznie i melodycznie utwór, zachęcający emigrantów, aby powrócili do Senegalu, bo tam będzie im lepiej. Immigres pochodzi z końca złotego okresu twórczości Youssou N’doura – potem artysta wszedł w owocny komercyjnie, a toksyczny artystycznie sojusz z Peterem Gabrielem.Miriam Makeba - Nowa wieś 1969

Miriam Makeba – Khawuleza (RPA, 1965) Przykład muzyki z townships – przylegających do południowoafrykańskich miast osiedli dla biednych. Piosenka opowiada o uciekaniu przed policją w czasach apartheidu. Miriam Makeba raczej nie mogłaby nagrać tego u siebie, ale kilka lat wcześniej południowoafrykański rząd wspaniałomyślnie pomógł jej w międzynarodowej karierze, odbierając paszport oraz obywatelstwo i uniemożliwiając powrót do kraju.

Manu Dibango – Soul Makossa (Kamerun, 1972) Najbardziej znana piosenka funkowa z Afryki. Piosenka stała się niespodziewanym hitem, kiedy zaczęli jej słuchać ówcześni nowojorscy hipsterzy. Pierwotnie była jedynie stroną „b” singla Mouvement Ewondo, hołdu dla kameruńskiej reprezentacji piłkarskiej. W Afryce powstała olbrzymia ilość funku, w tym długie twory ubóstwianego przez internetowych recenzentów Nigeryjczyka Fela Kuti. Ten ostatni jednak, moim zdaniem, nieco przynudzał.Lowland_Streaked_Tenrec,_Masoala_National_Park,_Madagascar_2

Amadou & Mariam – Je pense a toi (Mali, 1998) Prześliczna ballada z prostym tekstem („myślę o tobie, mon ami, mon cheri””) w urzędowym języku Mali. Sympatyczny (i niewidomy) duet Amadou i Mariam stał się znany w Europie niedługo później, kiedy produkcją i promocją ich piosenek zajęli się m.in. Manu Chao i Damon Albarn.

Andrianary Ratianarivo (i „Trio Jeanette”?) – Avia isika hiara-dia (Madagaskar, początek lat trzydziestych) Najbardziej niszowy utwór na liście, ale być może najpiękniejszy. Z braku lepszych informacji, jako wykonawcę podałem autora muzyki (i być może wykonawcę partii fortepianu) Andrianary Tatianarivo, który był ważną postacią malgaskiej kultury lat trzydziestych i czterdziestych. Niewiele mogę powiedzieć o utworze (choć w sieci jest nawet jego tekst) ponad to, że jest piękny, oraz że zrobiłem sobie kilka backupów, gdyby – jak to się zdarza – zniknął z YouTube wraz z całym wspaniałym kanałem Gamelan78s.Madagascar c. 1898

Przeczytajcie też wpisy o etiopskiej top 5, balladzie Youssou N’dour o biednej dzielnicy Dakaru, oryginalnej, południowoafrykańskiej wersji hitu The Lion Sleeps Tonight oraz madagaskarskim kawałku o lokalnym deserze. Jeśli macie jakieś ulubione afrykańskie piosenki, którymi chcielibyście się podzielić, to wrzucajcie w komentarzach.

Obrazki: etiopski Police Band (to naprawdę policjanci), 1965, źródło nieznane; gepard – Robert Jacob Gordon, ok. 1780, znalezione na wspaniałej stronie FB Stare obrazki ze zwierzętami; Miriam Makeba na okładce Nowej wsi z 1969, znalezione na blogu Electric Jive (znajdziecie tam też świetne wczesne nagrania M. Makeby); madagaskarski ssak owadożerny tenrek pręgowany (fot. Frank Vassen, Creative Commons 2.0, via Wikimedia); pani z Madagaskaru, być może rok 1898, znalezione tutaj.

Nie spać, kibicować

12/07/2014

Italia_90_mascotPiłka nożna nie kojarzy się zwykle z „kulturą wysoką”. Jednak to właśnie mistrzostwa świata w piłce wyniosły przykład owej wysokiej kultury na szczyty popularności. Chodzi o arię operową Nessun dorma Giacomo Pucciniego, spopularyzowaną w 1990 roku przy okazji mundialu we Włoszech. Gospodarze turnieju, podobnie jak Polska na Euro 2012 (Koko koko Euro spoko), postanowili zaprezentować twórczość swojego kraju od najlepszej strony, zapraszając na występ w miarę znanego we Włoszech i wśród wielbicieli opery śpiewaka tenorowego Luciano Pavarottiego. Od tego czasu hit operowy Nessun dorma stał się hitem powszechnym, na jakiś czas odbierając nawet tytuł „najsłynniejszego włoskiego utworu” brązowego medaliście Eurowizji 1958 – Nel blu di pinto di blu (Volare).  A Pavarotti oraz jego koledzy z drużyny Trzech Tenorów (Jose Carreras i Placido Domingo) poszerzyli grono fanów o około połowę ówczesnej światowej populacji.

♪ Luciano Pavarotti na Italia ’90

♪ Pierwsze nagranie Nessun dorma, rok 1926 lub 1927, Alessandro Valente

„Nessun dorma” oznacza „niech nikt nie śpi”, akcja opery rozgrywa się w Pekinie, a śpiewa ją chiński książę Kalaf, który swoje mało chińskie imię zawdzięcza zapewne perskiemu pochodzeniu całej opowieści. Kalaf jest nieszczęśliwie zakochany w zimnej i nieczułej księżniczce Turandot. Wcześniej spełnił wymagania dawane kandydatom na męża księżniczki, odpowiadając na trzy zagadki, ale Turandot potem i tak nie chciała go poślubić. Zamiast znaleźć sobie sensowniejszy obiekt uczuć, na wysokości trzeciego i ostatniego aktu zdesperowany Kalaf wymyśla, że każe księżniczce odgadnąć swoje imię. Nie wiem, jak po dwóch aktach dalej go nie znała, ale w każdym razie gdyby zgadła, to Kalaf dałby jej spokój. Ale gdyby nie dowiedziała się przed upływem nocy, to miałaby dotrzymać poprzedniej obietnicy i go poślubić. Turandot, żeby nikt nie zapomniał, że jest zła i okrutna, pod groźbą śmierci zabroniła swojej służbie spać, bo mieli pomagać jej dowiedzieć się imienia księcia. No i stąd „nessun dorma”, a jeśli uważacie powyższą fabułę za głupią i nielogiczną, to jesteście chamami niegodnymi świątyni opery.Anna_May_Wong

W mundialowej wersji Nessun dorma (a także w wielu innych, np. w zamieszczonym tu pierwszym nagraniu) brakuje obecnej w wersji „albumowej” partii chóru (śpiewa ją ta służba, której nie wolno spać). Szkoda, bo moim zdaniem dodaje ona dużo dramatyzmu, jeśli oczywiście uda nam się zapomnieć o naciąganej fabule.

♪ Nessun dorma, wersja z chórem, Beniamino Gigli (szelakowa płyta z 1947 r.)

♪ Też z chórem, ciekawostka: Jan Kiepura śpiewa arię po niemiecku w jakimś filmie z lat trzydziestych

Nie tylko Włochom udało się wypromować włoską operę poprzez piłkę nożną. Od lat robią to kibice Holandii, wykonując na stadionie fragment Marsza triumfalnego z opery Giuseppe Verdiego Aida. Osobiście chciałbym jeszcze, żeby niemieccy fani śpiewali na meczach Cwałowanie Walkirii Wagnera, a jeszcze lepiej byłoby, gdyby (rzadko niestety obecni na międzynarodowych turniejach) Austriacy spróbowali sił w Arii Królowej Nocy Mozarta.

Na obrazkach pierwsza hollywoodzka gwiazda chińskiego pochodzenia Anna May Wong jako Turandot w teatralnej adaptacji opery (1937, Wikimedia Commons) oraz Ciao, maskotka mistrzostw świata w 1990 roku. Ostatnio czytałem, że rodzaj piłki służący maskotce za głowę używany był tylko w dwóch mundialach: w 1970 i ’74 roku, a i tak na zawsze wrył się w masową świadomość jako archetyp futbolówki. Piłka ta nazywała się Adidas Telstar, od nieco przypominającego ją sztucznego satelity, a czarno-biały układ łatek miał ułatwić zobaczenie jej na czarno-białym telewizorze. Tyle ciekawostek na dziś, możecie jeszcze pobrać sobie (legalnie, w formacie FLAC, ze strony CHARM) linkowane wcześniej na YT pierwsze nagranie Nessun dorma: pierwsza strona płyty (Nessun dorma), druga strona (inna aria z Turandot) i jeszcze nalepki: 1 i 2.

Top 6: głupi kawowiec

10/05/2014

coffee-1916Ważnym i modnym tematem jest w dzisiejszych czasach kawa. Wiem, bo ludzie często wrzucają do sieci zdjęcia pitej właśnie kawy z podpisami „mmm, kawa :)”. Oto sześć utworów o tematyce związanej, choćby minimalnie, z tą popularną używką.

Asmahan – Ya min yeqhol ahwa (1944) Ta egipska pieśń wykorzystuje podobieństwo arabskich słów „miłość” i „kawa” – „ahwa” i „qahwa” (pierwowzór kawy, café, kopi itp.). Te dwa wyrazy mogą chyba nawet brzmieć identycznie, czyli po prostu”ahwa”. W filmie Miłość i zemsta postać grana przez syryjsko-egipską gwiazdę Asmahan rozlewa gościom kawę, a śpiewa o ofiarowaniu miłości (albo kawy). W zasadzie słowo „kawa” jest zawsze zamienne ze słowem „miłość” – można np. powiedzieć „Kawa cierpliwa jest, łaskawa jest” albo „ma kawa się ukrywa bo jest sową”.

Serge Gainsbourg – Couleur café (1965) Francuski bard zachwyca się kawowym kolorem skóry adresatki utworu. Czyni to w charakterystyczny dla siebie, raczej obleśny sposób.

Kate Bush – Coffee Homeground (1980) „Ground coffee” to nie kawa podniesiona z ziemi, ale mielona (ground to trzecia forma grind). Bohater zainspirowanej przedwojennymi niemieckimi Kabaretts piosenki nie chce kawy mielonej w domu, bo jest przekonany, że będzie w niej trucizna. Nie tłumaczy jednak, dlaczego trucizna nie mogłaby zostać wsypana do kawy zmielonej fabrycznie. P.S. Jeśli uważacie, że „grind” ma głupią odmianę, to pomyślcie o odmianie „mleć”.

Ella Fitzgerald – Black Coffee (1949) O piosence tej było niedawno głośno w Polsce, ponieważ Wisława Szymborska wybrała ją na swój pogrzeb. Sprawdziłem, że nasza noblistka wybrała fortepianową wersję z 1960 roku. Ja upieram się przy wcześniejszej, bardziej dramatycznej wersji z orkiestrą.

Comedy Harmonists – Du passt so gut zu mir wie Zucker zum Kaffee (1936) Grupa wokalna Comedy Harmonists składała się z działających na uchodźstwie polityczno-rasowym członków legendarnego niemieckiego zespołu Comedian Harmonists. W utworze Du passt so gut… kawa służy porównaniu – pasujesz do mnie jak cukier do kawy. Rammstein wykonuje tę piosenkę z tekstem: Du! Du passt! Du passt mir!latte

Czajkowski – Dziadek do orzechów: Taniec arabski („Kawa”) (1892) Miała być jeszcze humorystyczna kantata Bacha o kawie, ale niestety potwierdza ona, że poczucie humoru nie jest mocną stroną ani muzyki poważnej, ani Niemców. Zamiast niej wrzucam fragment opartego na bajce baletu, w którym tańczy wiele rzeczy, które tańczyć nie powinny, np. kwiaty albo cukierki. Kawa wykonuje w nim taniec arabski. Niestety tancerze noszą w nim zazwyczaj po prostu stroje arabskie (czasem w odcieniach beżów i brązów) zamiast porządnie wczuć się w role i poprzebierać za czajniczki i filiżanki (ew. za sam płyn).

Obraz: Hemri Matisse- Kawa (1916) z Wikipaintings. Jeśli znacie inne dobre kawałki o kawie, to piszcie w komentarzach.

Titanic OST

28/03/2014

Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 1Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 2„Naprawdę jest coś gigantycznego i okropnego w tem spotkaniu się Titanica z olbrzymią górą lodową – które jest świetnem uosobieniem tych ciągłych starć i zderzeń, jakie zachodzą między człowieczym geniuszem a siłą elementarną.”

Zatonięcie Titanica z 14 na 15 kwietnia 1912 roku było być może pierwszą nowoczesną katastrofą. Przez nowoczesną rozumieć tu należy rozgłos w gazetach na całym świecie, wywiady z rozbitkami oraz sensacyjne teorie. Skala wydarzenia była tak duża, że jeszcze w 1997 roku statek pochłonął swoją ostatnią ofiarę – dobry gust – dzięki znajdującemu się na ścieżce dźwiękowej do filmu „Titanic” My Heart Will Go On Celine Dion. Niniejszy wpis nie będzie jednak o tej piosence – staram się nie prowadzić bloga po pijanemu. Będzie dotyczył innych związanych z katastrofą utworów, począwszy od nagranego w 1929 roku bluesa – God Moves on the Water Blind Willie Johnsona.

Tekst God Moves on the Water to znane wszystkim fakty związane z katastrofą (data, góra lodowa, najpierw kobiety i dzieci) poprzetykane refrenem o Bogu poruszającym się po wodzie. Dość złowrogo brzmi Bóg w tej piosence – cała piosenka też zresztą brzmi złowrogo. Jest to jeden z najostrzejszych znanych mi kawałków zagranych tylko na gitarze, a na listę „gotycki blues” nie załapał się tylko dlatego, że znalazła się już tam inna, znana z kosmicznych wojaży, piosenka Blind Willie Johnsona.

Titanic najwyraźniej inspirował amerykańskich bluesmanów równie silnie jak wewnętrzne rozterki polskie wokalistki lat dziewięćdziesiątych, bo piosenek o wypadku napisali oni całkiem sporo. Żadna nie dorównuje moim zdaniem God Moves on the Water, chociaż takie podejrzanie skocznie When That Great Ship Went Down małżeństwa Williama i Versey Smithów robi wrażenie.

Najbardziej niesamowitym nagraniem związanym z zatonięciem Titanica jest dla mnie powstałe w roku katastrofy El mole rachmin (für Titanik) słynnego wówczas kantora Josefa „Jossele” Rosenblatta. Nagrania akustyczne, czyli  pochodzące sprzed wprowadzenia w połowie lat dwudziestych mikrofonów, wbrew atrakcyjnej nazwie mają niestety brzmienie tekturowe wpadające w blaszane. Kogo jednak nie poruszy ten zarejestrowany przed ponad stu laty hebrajski lament, ten chyba ma górę lodową zamiast serca.Titanic_iceberg

Należy jeszcze wspomnieć o nagraniu pieśni The Lost Chord dokonanego przez legendarnego tenora Enrico Caruso 29 kwietnia 1912 roku, na kilka godzin przed zaśpiewaniem jej na koncercie dla rodzin ofiar Titanica. Jak się okazuje, pisałem o niej kawał czasu temu.

Ilustracje to: jedyna fotografia (najprawdopodobniej) góry lodowej, która zatopiła Titanica (Wikimedia Commons) oraz fragmenty artykułu z Ilustrowanego Kuryera Codziennego z 18 IV 1912 r. Cała gazeta (najlepiej kliknąć „pobierz”) dostępna jest w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej, nieco trudnej do nawigacji, ale będącej wspaniałem źródłem materjałów i posiadającej pierwszorzędną stronę na FB.

Titanic Ilustrowany Kuryer Codzienny 3

Cool pszczeli

23/03/2014

Znany z wielu czasopism i jednego bloga Mariusz Herma zorganizował międzynarodowy serwis Beehype. Autorzy z różnych krajów polecają tam piosenki z różnych krajów. Jeśli więc znudziła się Wam anglosaska dominacja  w świecie muzyki, to ta strona jest dla Was.

Sweet Home Alabama

21/03/2014

John PettsWe wrześniu 1963 roku w mieście Birmingham w stanie Alabama, trzech członków Ku Klux Klanu postanowiło bohatersko bronić cywilizacji białego człowieka podkładając dynamit pod uczęszczany przez Murzynów kościół. Dzięki ich odwadze udało się na zawsze zlikwidować zagrożenie, jakie stanowiły cztery dziewczynki w wieku od 11 do 14 lat.

Dwa miesiące później John Coltrane nagrał na koncercie instrumentalny utwór pt. Alabama. I jeśli jazz nadal kojarzy Wam się z „Marek Niedźwiecki przedstawia Smooth Jazz Cafe”, to może Wam się teraz przestać tak kojarzyć.

Na zdjęciu witraż autorstwa Johna Pettsa podarowany po zamachu kościołowi w Birmingham przez Walijczyków. Może Was też zainteresować wspominająca to samo wydarzenie (i inne podobne) piosenka Niny Simone Mississippi Goddam.

Motyl z Nagasaki, chińska noc, domniemany brak jojo, potłuczony szelak, indonezyjska rzeka oraz Violetta Villas

27/02/2014

Nagasaki MitsubishiPewnego dnia Tsutomu Yamaguchi, pracownik biura projektowego stoczni Mitsubishi, pojechał na delegację do Hiroszimy. Tam został ciężko poparzony, kiedy na miasto spadła bomba atomowa. Jakimś cudem udało mu się jednak wrócić do domu, czyli do Nagasaki. Po powrocie, jak to Japończyk, mimo poparzeń poszedł do pracy. Kiedy opowiadał niedowierzającym jego historii kolegom, jak należy się chronić przed bombą jądrową, ta spadła na Nagasaki. Yamaguchi przeżył i ten wybuch. Zmarł dopiero po dziewięćdziesiątce, poświęciwszy – z sobie tylko wiadomych powodów – resztę życia walce o zakaz stosowania broni nuklearnej.

madame butterfly reklama 1914Historię tę przypominam sobie za każdym razem, kiedy słucham pięknej piosenki Nagasaki no ochosan (Motyl z Nagasaki), nagranej w 1939 roku przez popularną wówczas japońską piosenkarkę Hamako Watanabe. Motyl z Nagasaki opowiada o historii z opery Madama Butterfly Giacomo „Nessun dorma” Pucciniego. Podobno zawiera też materiał muzyczny z opery, ale nie rozpoznaję go, bo znam z niej na razie jedynie wymiatającą arię Un bel di, vedremo. Madama Butterfly to mieszkanka Nagasaki, która zakochuje się w poruczniku marynarki amerykańskiej Pinkertonie i większość opery to jej tęskne czekanie na owego Amerykanina (w piosence pojawia się słowo ‚merican). Mieszkańcy Nagasaki w 1945 też oczekiwali Amerykanów, ale raczej nie z utęsknieniem. I Amerykanie pojawili się, bo po zrzuceniu bomby uranowej na Hiroszimę, trzeba było również wypróbować bombę plutonową. Załoga bombowca Bockscar (w tym nawet jeden porucznik) zrezygnowała ze zrzucenia nowego wynalazku na miasto Kokura, które było zbyt zadymione przez niedawne bombardowanie sąsiedniego miasta Yahata. Udali się więc nad rezerwowy cel: miasto, którego nazwę znali zapewne z tytułu  zupełnie bezsensownego amerykańskiego przeboju z 1928 roku.

hamako watanabeHamako Watanabe śpiewała też inny hit, jeszcze mocniej związany z burzliwą historią zeszłego stulecia. Była to nagrana w 1938 roku piosenka Shina no yoru, co oznacza „chińską noc”. Utwór użyty został dwa lata później w filmie o tym samym tytule. Był to film propagandowy, zrobiony na potrzebny brutalnej, nawet jak na dwudziestowieczne standardy, japońskiej okupacji Chin. Niezależnie jednak od tych ponurych wojskowych aspektów, ta łącząca muzykę popularną i japońską imitację chińskiego folku piosenka była niesamowicie chwytliwa. Nic dziwnego, że wpadła w ucho amerykańskim żołnierzom rozlokowanym po wojnie w Japonii i Korei, którzy zmienili tytuł na łatwiejsze do zapamiętania She Ain’t Got No Yo-Yo.

Deutsche GrammophonNie po raz pierwszy alianckim wojskom spodobała się piosenka wrogiego imperium. Tak przecież było też z niemiecką piosenką Lili Marleen. Utwór, znany także jako Lili Marlen, Lili Marlene lub po prostu Das Mädchen unter der Laterne, nagrany został przez Lale Andersen w 1939 roku. Tekstem był wiersz z I wojny światowej, opowiadający o tęsknocie rozłączonych przez wojnę kochanków. Piosenka uznana została jednak za niepropagandową przez Goebbelsa i raczej nie była puszczana w radiu III Rzeszy. Jeśli wierzyć opowieści zamieszczonej przez Daily Telegraph, bombardowanie znajdującego się pod niemiecką okupacją Belgradu skutkowało w zniszczeniu większości zapasów kruchych, szelakowych płyt tamtejszej rozgłośni. Ktoś sięgnął więc po niezniszczoną płytę z dna pudła i w ten sposób, w 1941 roku, Radio Belgrad zaczęło popularyzować Lily Marleen. Piosenka stała się hitem po obu stronach frontu. I o ile popularność piosenki wśród niemieckich żołnierzy nie dziwi, to mniej zrozumiałe jest, jak ten typowy Schlager (takie disco-teutono) spodobał się żołnierzom z alianckich krajów, o znacznie lepszych niż niemieckie osiągnięciach w dziedzinie muzyki popularnej.

waljinahTo jednak nie koniec „wojennych podróży z pop music”, wracamy bowiem do Azji. Jeszcze jeden przypadek transkulturowej i transfrontowej popularności utworu muzycznego miał miejsce podczas japońskiej okupacji Indonezji w latach 1942-1945. W wolnym czasie pomiędzy podpalaniem wiosek a uciskaniem ludności, japońskim żołnierzom wyjątkowo spodobał się jeden utwór z indonezyjskiego gatunku keroncong: opowiadający o jawajskiej rzece utwór Bengawan Solo. Po wojnie japońscy weterani nawet zrzucili się na pomnik dla kompozytora piosenki Gesanga, odznaczając się tym samym wrażliwością i czułością, które pewnie bardziej przydałyby się podczas samej okupacji. Piosenka ta dostępna jest w wielu wersjach, w większości typu disco-indo. Moim zdaniem najlepiej brzmi wersja japońska Toshi Matsudy z 1948 roku. Do słuchania nadaje się jeszcze pochodzące z lat sześćdziesiątych nagranie gwiazdy keroncong Waljinah wykonywana w duecie z autorem utworu. Niepokojący jest fakt istnienia wersji tej piosenki w wykonaniu Violetty Villas, pod tytułem Kiedy Allach szedł (1962). W polskim tekście mowa m. in. o „Indonezji – kraju kwitnącym z roku na rok” i aż dziw, że brakuje w nim jakichś pozdrowień nawiązujących do podobieństwa polskiej i indonezyjskiej flagi. Nagranie to stało się ostatnio przebojem w Indonezji.

swastyka szelakNie wiem, jaki jest morał z tych historii. Na pewno nie „muzyka silniejsza niż wojna”, bo to nie prawda – można to sprawdzić przeciwstawiając najlepszy nawet wzmacniacz Denona najmniejszemu choćby czołgowi. Mam jednak nadzieję, że spodobają się Wam zaprezentowane tu kawałki (poza Lili Marleen, które podoba się tylko w warunkach ciężkiego ostrzału artyleryjskiego). Nie tak łatwo było znaleźć tę muzykę, a jeszcze trudniej coś się o niej dowiedzieć. Dziękuję blogowi Ceints de Bakelite za historię Shina no yoru. Użytkownikowi archive.org calydon oraz użytkownikowi YouTube TheMidlakes dziękuję za info o Nagasaki no Ochosan.  Terima kasih Karolinie, Irwanowi i Joniemu za opowieść o Bengawan Solo. Karolinie dodatkowo dziękuję za wstrząs wywołany wersją VV.

Obrazki to, od góry: pocztówka z Hiroszimy, chyba z początku XX w. (Wikimedia Commons), reklama płyt Victor z 1914 r. (Library of Congress), Hamako Watanabe, 1938 (Wikimedia Commons), żołnierze Luftwaffe – melomani (ipernity.com), jakaś płyta Waljinah (źródło bliżej nieznane), a na samym dole nie wiadomo w sumie co, dla niektórych pewnie metafora przemysłu muzycznego (źródło: materiały prasowe Sony Music Entertainment).

Dodatkowe linki:

♪ Bardzo dobre nagrania Shina no Yoru i Nagasaki no Ochosan z ok. 1950 r. na archive.org, śpiewa Hu Mei Fang.

Historia Tsutomu Yamaguchi do posłuchania na National Public Radio.


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 34 obserwujących.